2013-01-21

Zgorszenie publiczne [2009]


- A to, co to jest?
- To? To je taki... taki Fytel.
- A po co on jest?

Zaczyna się sympatycznie. Nikt niczego nie wyjaśnia łopatą - domyśl się, widzu, sam. Tukej som familoki, to jest ciocia Luca, to jest Romanek, to Halinka, figlująca ze "zgorszyńcem", to mąż Halinki, a to "zgorszyniec" - o, ten śmigający przez okno w kompletnym dezabilu i ganiający po Fytlu z ciulikiem na widoku. Jest miło, ciepło i wszyscy godają. Przy czym jednym wychodzi godanie lepiej, drugim gorzej, a innym nie wychodzi wcale.

"Rezerwat" widzieliście? No to tu zamiast Pragi mamy Bytom (oficjalnie, bo nieoficjalnie pół filmu dzieje się na terenie Huty Kościuszko czyli raczej w Chorzowie), ale nostalgia  i sympatia do miejsca ta sama, miękkie, ciepłe zdjęcia, bohaterowie, których lubi się od pierwszego wejrzenia. Niestety, po pierwszych pięciu minutach akcja siada i widz zaczyna się nudzić. Ale kiedy widz znudził się już na tyle, by sięgnąć po pilota i zmienić repertuar, pojawia się naprawdę niezła scena, widz więc chichocze, odkłada pilota... i znowu zaczyna się nudzić. I kolejna dobra scena, kolejny kwadrans nudy dezorientacji i tak dookoła Ewald.

Od lewej: ciocia Luca, "Anna Karenina" (wyd. PIW, oprawa miękka), Motylek

Film trwa prawie półtorej godziny, ale z powodzeniem można by go zamknąć 50 minutach (góra!) - oszczędzono by nam dłużyzn, zawieszeń, paru płaskich żartów, za to "gorole" mogliby obejrzeć uśmiechnięty, rozmarzony  film o Górnym Śląsku, o Romanku podrywającym wielokilowego Motylka, o Marianie Dziędzielu, rwącym Dorotę Pomykałę przy dźwiękach "Daddy Cool", w tle przemykałby jakiś chwiejny złomiarz, jakaś typiczna uma, jakiś onkel, jakieś bajtle z balą... Niestety scenarzysta i reżyser nie potrafią się zdecydować, czy to ma być "śląski realizm magiczny", czy może groteska, szkice piórkiem, czy grube krechy mazakiem, a ponieważ dotacji z PISF i innych instytucji dostali tyle, że łobosiu, nawet nie próbują się decydować. Pełen komfort twórcy AD 2009, czyli mamy  betonowo pewne 100% kosztów, luzik, pięnasty dubel, pliz, podwójny koniaczek i od czasu do czasu dajcie tu jakiś stereotyp. O, ten pan z flaszką może być albo wychudzone dzieci na tle ceglanej ściany w charakterze społecznych kosztów transformacji ustrojowej. Albo dowcip znany z paru innych filmów, ale jeśli w tamtych się sprawdził, to może i w naszym wypali? Bierzemy więc dwie dziarskie staruszki, dokładamy wielkie ognisko z krzaków marychy...

Stereotyp numer3

Akcja się kładzie, scenariusz się rwie, reżyser momentami przysypia z dobrobytu, a aktorzy robią co mogą. Młodsza para, czyli Krzysztof Czeczot i Elżbieta Romanowska, jest sympatyczna i ładna (znaczy, on jest sympatyczny, a ona ładna), starsza para, czyli Dorota Pomykała i Marian Dziędziel, to samograj, który może siedzieć i czytać "Przegląd Sportowy", a i tak będzie wywoływał uśmiech. Co prawda, nawet u nich słychać, że ze swojego Świerklańca i Gołkowic wyjechali lata świetlne temu, ale to nie jest film dla hanysów, ino dla goroli, a co oni tam wiedzą i kto by się nimi przejmował?
Na drugim planie broni się tylko Andrzej Mastalerz, który nie walczy z akcentem tylko gra swoje siedem minut plus napisy końcowe, za to Barbara Horawianka z akcentem walczy, bo przypomniała sobie, że jest z Katowic. Niestety, przegrała na punkty w trzeciej rundzie, ale i tak miło było sobie przypomnieć dawno niewidzianą Sturmführer Annę Marię Elken. 

To nie jest zły film, naprawdę. Ale dobry też nie jest. Ot, taki przeciętny filmik do oglądania przy robieniu rolad z modrą kapustą. Zerknąć, zająć się roladami, zerknąć znowu, przygotować kapustę, zerknąć, podsmażyć... Bez szkody dla śledzenia akcji, bez szkody dla rolad i bez szkody dla kapusty. Wilk syty, owca cała, a reżyser-debiutant nie musi mieć większych kompleksów wobec wielu starszych kolegów po czterech debiutach i dwóch serialach.Co nie świadczy najlepiej...
- O debiutancie czy o starszych kolegach?
- Hmmm...

Można. Nie trzeba, nawet niekoniecznie warto, ale ewentualnie można. W upalne leniwe popołudnie, po czwartej halbie i w kompatybilnym towarzystwie wejdzie łagodnie i bez skutków ubocznych.

============
Zgorszenie publiczne
2009
Reżyseria:
Maciej Prykowski
Scenariusz: Adrian Katroshi
Obsada: Krzysztof Czeczot, Dorota Pomykała, Marian Dziędziel, Elżbieta Romanowska, Barbara Horawianka, Krystyna Jankowska, Andrzej Mastalerz
Dostacje PISF: 1 300 000 plus dofinansowanie Sejmiku Województwa Śląskiego w ramach Śląskiego Funduszu Filmowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz