2013-02-07

Figo Fago [2008]

Wyobraźmy sobie dno. Płaskie, muliste, leżące na dowolnej głębokości. Powiedzmy... gdzieś na poziomie głębokości "Ciacha". Wystarczająco nisko? Wyobraziliśmy sobie? No to teraz zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie także, że istnieje film, który przebija owo dno, z mlaskiem, świstem i beknięciem śmiga jeszcze niżej, jeszcze niżej... jeszcze niżej... mija łapy Berilii, Tubula, Wielkiego T’Phona i Jerakeena, odbija się od skorupy A'Tuina i leci poza krawędź, leci, leeeeci... 

Dwóch policjantów-gejów, wyjętych wprost z sennych marzeń poseł Krystyny Pawłowicz. Jeśli kojarzy wam się jakikolwiek gejowski stereotyp, możliwie najbardziej durny, prostacki, bucowaty wręcz - możecie być pewni, że znalazł się w tym miniserialiku, pomnożony razy cztery, podkreślony jaskrawym strojem, makijażem, przegięciem, piskiem Pawła Małaszyńskiego, poczuciem humoru rodem z toi-toia i obowiązkową "kurwą" w dialogu.

Żenuła (z lewej) z grzybnią (z prawej)

Ryszard Gaj ("Gaj, a nie gej. Gaj jak las") oraz Damian Pałocion ("Ale bez 'g' na końcu!"), "chłopcy-kakaowcy", "spuszczanie się ludziom do kominów", "wstrzymywanie konia", "rzucanie kiełbachy", "kochanie w ukryciu, a konkretnie w toalecie", "- Musimy dotrzeć do jądra problemu! - Ale gdzie tu znajdziesz świeże jądra?" oraz na deser: "Rozorałem mu dupsko moim gnatem, dlatego tak krwawi!"... Kuźwa, w XXI wieku, przy niemal zerowym analfabetyzmie, powszechnym dostępie do internetu, ograniczeniu gruźlicy i rzeżączki do minimum, ktoś nie tylko wpada na taki pomysł, ktoś nie tylko daje na jego realizację pieniądze, ale ktoś jeszcze to kręci, ktoś to pokazuje i ktoś w tym gra? Ryli?

Paweł Małaszyński w roli Figo sprawia wrażenie, jakby bawił się znakomicie, Jan Peszek w roli Fago... dżizaskurwajapierdolę, Jan Peszek?!... sprawia wrażenie człowieka po solidnej porcji grzybków albo po średnim udarze, ale brnie w tę straszną chooynię, gorliwie wykrzywiając twarz w coraz to bardziej łokuźwajakimśmiesznym grymasie, a Freddie Mercury przewraca się w grobie, bo w podkładzie muzycznym użyto paru utworów Queen - m.in. fragmentów "Flasha Gordona" i kultowej partii basu z "Invisible Man". Nawet "Rebel Yell" Billy'ego Idola tam wetknięto (o, ten zwrot na pewno by się twórcom spodobał).

Jan Peszek sięgający bruku. Niestety, od spodu.

Scenariusza nie ma, reżyserii nie ma, aktorstwa nie ma, poziomu nie ma, nic nie ma - jest tylko przeraźliwa grzybnia, cuchnąca na dwadzieścia wiorst. Koszmar rodem spod budki z piwem (przepraszam budki z piwem), z rynsztoka (przepraszam rynsztoki)... Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić ten "serial". 

Ktokolwiek wziął udział w realizacji tego projektu, ktokolwiek przyłożył do niego choćby palec ("Oj, ciasno tam chłopcy mają, palca nie wciśniesz" - to kolejny cytat) lub kliknięcie, niech będzie przeklęty na wieki, niech mu się gaźnik zatka na środku skrzyżowania, niech jego żona ucieknie z policjantem z drogówki, niech jego owsiki założą grupę rekonstrukcyjną i odtworzą bitwę pod Crecy, "żelazo rozpalone nierozpalonym końcem wsadzić mu tamże, żeby za tamten rozpalony nikt nie mógł wziąć i wyjąć. Szyszkę jodłową grubym końcem naprzód tam mu wepchnąć i pomalutku wyjmować i trzy razy przekręcić, aby począł pojmować, jaki z niego sukinsyn!"

Nowe oblicze komedii telewizyjnej

Czteroodcinkowy mini-serial zrealizowała telewizja TVN w roku 2008. Parę lat później pan redaktor Miecugow wzruszał mentalnymi ramionami i twierdził, że "słabością mediów jest odbiorca", a biedne telewizje nie mogą abstrahować i "pokazują to, co widz chce zobaczyć. Bo państwo chcą to oglądać".
Ponieważ mnie opadły ręce - oddam głos Krystynie Jandzie z "Superprodukcji":





============
2008
Czas: 40 minut (4 x 10)
Reżyseria: Piotr Kumik
Scenariusz: na liście płac brak autora. Znaczy, odrobina wstydu jeszcze w nim została.
Producent: Rinke Rooyens
Obsada: Jan Peszek, Paweł Małaszyński, Elżbieta Jarosik, Szymon Majewski i inni.

8 komentarzy:

  1. Pałocion bez "g" na końcu... A ja myślałam, że dowcip z nazwiskiem Psikuta jest megażenujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo długi czas był. Ale potem przyszła telewizja TVN i nakręciła omawiany serial. A potem redaktor Miecugow powiedział, że to wszystko wina widzów. bo to oni chcą takie rzeczy oglądać.
      W dodatku można stawiać Guinnessa przeciw "szmetanie homogenizowany", że to nie jest ostatnie słowo polskiego kina (oraz telewizji). I z jednej strony jestem przerażony wizją jeszcze bardziej żenującego "żartu", a z drugiej pojawia się jakaś niezdrowa fascynacja z pogranicza psychopatologii: "Co ONI jeszcze wymyślą i kto się pod tym podpisze imieniem i nazwiskiem?"

      Usuń
    2. A im bardziej złe i żenujące będzie to nowe coś, tym więcej osób zechce zobaczyć, czy to jest faktycznie tak złe i żenujące (zwłaszcza, jeśli poleci w telewizji czyli za darmo) i red. Miecugow będzie miał potwierdzenie swojej tezy, że LUDZIE CHCĄ.

      Usuń
  2. Przyszło mi do głowy takie jeszcze podejrzenie: reżyser siadł, pomóżdżył chwilę i wpadł na genialny pomysł: nakręcę film o gejach, to wtedy nawet jak wyjdzie straszna chała, nikt nie skrytykuje, żeby nie zostać posądzonym o homofobię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki poziom finezji u twórców? Przepuszczam, że wątpię. Prędzej dopuszczałbym wersję, ze scenarzystą, który sam jest gejem, ale z jakichś powodów (wolę nie zaglądać do głowy scenarzyście tego czegoś) się tego wstydzi i usiłuje wyprzeć swoją tożsamość, pisze więc scenariusz jak najbardziej chu^H^H^buraczany, w nadziei, że nawet gdyby kiedyś-ktoś-coś-gdzieś, to koledzy z pracy powiedzą: "Ooooon? No, weź, przecież on jest autorem 'Figo Fago'. Niemożliwe i nigdy w to nie uwierzymy!"

      Usuń
  3. Panie Andrzeju, może o tak późnej godzinie już mi trochę na oczy padło, ale czy tam w pierwszym akapicie nie powinien być czasem A'Tuin zamiast A'Thiuna?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie powinien być. Błąd z gatunku "kąpromitujoncych". Dzięki wielkie za wyłapanie. Poprawiłem.

      Usuń
  4. To byl bardzo zabawny i niehomofobiczny serial. Ci w tu i zatopiony w gejowskiej estetyce kampu. Peszek boski. Tu chodzilo wlasnie o nabicie konsystencji na maxa tymi nawet wulgarnymi skojarzeniami i o pokonanie ich wlasna bronia. Udalo sie. A gra aktorska konsekwentna i swietna.

    OdpowiedzUsuń