2013-02-19

Hipoteza [1972]

Załóżmy, że jesteśmy w Toruniu latem 1913 roku. Załóżmy, że bohaterem jest matematyczny geniusz wykładający na tamtejszym uniwersytecie. Załóżmy, że przez Toruń płynie rzeka. Załóżmy, że nad tą rzeką jest most. Załóżmy, że do rzeki wpada kobieta, a stojący na moście profesor lampi się bezradnie... 

Załóżmy binokle... i peruczkę też załóżmy.

Krzysztof Zanussi zakłada, zakłada i zakłada, Jerzy Zelnik smęci z offu założenia Zanussiego, a znudzony widz myśli sobie, że w ten sposób zakładał i rozważał w szkole podstawowej, gdy po raz pierwszy dorwał się do "Dzienników gwiazdowych"  i zastanawiał się, co by było, gdyby Czwartkowy zadusił Wtorkowego na śmierć - czy Czwartkowy zniknąłby wtedy, a jeśli tak, to kto dusiłby Wtorkowego? W filmie Zanussiego rozważania są prostsze, bo w ogóle nie ma, co by było gdyby. Jest tylko założenie, że założenie, że założenie. 

Tonącą kobietę ratuje przejeżdżający woźnica. Profesor ma wyrzuty sumienia, więc parę dni później skacze z mostu, żeby udowodnić sobie, że potrafi skakać z mostu. Ponieważ udaje mu się - jest dumny, blady, mokry i szczęśliwy, a głos offu mówi: "Tak więc problem sumienia został szczęśliwie rozwiązany". Ołryli? Co prawda na studiach zamiast logiki wybrałem teorię literatury, ale i tak uważam, że skok z mostu bez holowania kobiety =/= skok z mostu z holowaniem kobiety. Z rozgrzeszenia zatem nici, a fabułka pruje się na szwach.

Z nurtem Wisły mkną galary. I Jerzy Zelnik.

Autor chyba też to czuje, bo dokłada filozoficzną pointę, w której wybucha wojna, a profesor w charakterze prostego sołdata siorbie zupę na łączce i ginie od przypadkowej kuli.
- Och, jakże przypadkowe i nieważne jest ludzkie życie w starciu z historią i Kismetem - mówi nam Krzysztof Zanussi.
- E tam - stwierdza widz, mając świadomość, że geniusz matematyczny z pruskiego uniwersytetu siedziałby na wojnie w zaciszu sztabu i kryptografił cyferkami.
- Ale przecież załóżmy, że... - stęka pointa filmu.
Cóż, możemy także założyć, że profesor jest Matą Hari i pod mundurem ukrywa wytatuowane na plecach plany twierdzy Przemyśl, możemy założyć, że kobieta, która się topiła, była maszyną liczącą Trurla, możemy założyć, że księgowy Telewizji Polskiej policzył, ile film będzie kosztował, ale ponieważ spieszył się na żaglówkę, nie poszedł do szefa, mówiąc "Szefie, no bez jaj, tyle kapuchy? Kostiumy, dekoracje i jeszcze most trzeba będzie zamknąć?" Wszystko można założyć. Są nawet tacy, którzy zakładają kalesony na głowę i używają sześciu wykrzykników po "AHAHAHAHAHA"

Czy jest na sali jakiś techniczny, który rozjaśniłby mroki?

Do obejrzenia przez fanatycznych wyznawców Zanussiego (choć oni chyba rozczarują się jeszcze bardziej) i wielbicielki Jerzego Zelnika, które jednak nie mają co liczyć na scenę "Fitzwilliam Darcy w jeziorku", bo Jerzy Zelnik nie Colin Firth, a poza tym Jerzy Zelnik był kudłaty i pływał w kamizelce.

Varia.
1. Muzyka - Wojciech Kilar.
2. Jak wspomniałem, tonącą babkę ratuje przejeżdżający woźnica. Widzimy go potem w gospodzie, a z offu słyszymy: "Możemy jednak być pewni, że jego dalsze losy nie wpłyną na losy ludzkości". Ot, arogancja inteligenta - przy profesorze nazakładał tyle kocopałów, że dałoby się z nich zbudować Zakłady Założeń Żeliwnych, półtora Einsteina z niego zrobił, ale kiedy przychodzi do woźnicy, to fi donc i niech Ignacy wyjdzie przez kuchnię, tak? A cholera wie, może ów aktywny woźnica uratuje niedługo życie Hindenburgowi albo nie strzeli pod Tannenbergiem do rosyjskiego żołnierza, który za parę lat stanie w plutonie egzekucyjnym w piwnicy domu kupca Ipatiewa, a może wynajdzie globulkę, a może zgłosi ustawę... Albo cokolwiek. Bo przecież załóżmy.
3. Filmpolski.pl podaje, że woźnicę grał Tomasz Witt. Ja tam się nie znam, ale kiedy patrzę na facjatę woźnicy to widzę Macieja Jankowskiego, w tamtych czasach m.in. judokę wagi ciężkiej (mistrza Polski nawet), a później działacza "Solidarności" i polityka.
4. Czemu Krzysztof Zanussi do tej powiastki założeniowej wpakował teksty typu "Europa naszych dziadów i pradziadów, nabrzmiała od przeciwieństw, targana falami strajków, pełna niesprawiedliwości i ostrych konfliktów społecznych" - nie wiem. Wątpię, żeby w 1972 roku musiał, nie wierzę, żeby chciał. A jednak.
5. Stanisława Celińska miała przynajmniej parę ról i kilka zbliżeń. Za to Danuta Rinn dłużej zakładała kostium niż jej było na ekranie. Bo było jej 20 sekund, z czego przez 10 sekund zasłaniał ją Jerzy Zelnik.


============
Hipoteza
1972
czas:
27 minut
Reżyseria: Krzysztof Zanussi
Scenariusz: Krzysztof Zanussi
Obsada: Jerzy Zelnik, Stanisława Celińska, Danuta Rinn, Wanda Rucińska, Jerzy Kozłowski i inni.

8 komentarzy:

  1. Jeżeli chodzi o wzory to ktoś mi powiedział że "Na oko wygląda to na wzory ze szczególnej teorii względności."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Tak coś czułem (przez to duże E), ale wolałem się upewnić. Cóż, nawet tu twórcy poszli na łatwiznę ;-)

      Usuń
  2. STW w wersji softowo-licealnej. Użycie w jakimś sucharze w zasadzie zachowania energii. Stawiałbym na efekt fotoelektryczny, bo to tłuczono w LO w 4 klasie na fizyce za czasów Zanussiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z "nauczaniem odtwórczym", a wzór nie jest wykwitem geniuszu pływającego profesora, ale elementem "programu nauczania". Bo jeśli dobrze podpowiada mi moja humanistyczna pamięć i STW, i efekt fotoelektryczny to rok 1905?
      ...
      Przerwa na jęki zachwytu, że proszę, humanista, a jednak wie takie rzeczy.
      ...
      Jeszcze chwila przerwy...
      ...
      Rumieniec.
      No, dobra - wyczytałem w Wikipedii :-)

      Usuń
  3. Reżyser (podobno mający kontakt z fizyką) i scenograf nie zadbali nawet o to, aby obliczenia były związane z fizyką akademicką. Zapis kinetycznej w formie (mv^2)/2 świadczy o tym, że fizyka skończyła się dla nich na poziomie liceum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy to nie jest czasem przypadek "Wyspy dnia poprzedniego" czyli staramy się chodzić jak wtedy, patrzeć jak wtedy, jeść to, co wtedy i nie używać słów, których nie znano w dniu, który opisujemy? I mean, czy ten zapis nie jest licealny dziś, ale był prawidłowy w roku 1913?

      Usuń
  4. Autor chyba też to czuje, bo dokłada na filozoficzną pointę, w której wybucha wojna, a profesor w charakterze prostego sołdata siorbie zupę na łączce i ginie od przypadkowej kuli.
    A nie „nam"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po rozważeniu doszedłem do wniosku, że nie tylko nam, ale także wam i im, wobec czego literki czyniące zamęt wyleciały.

      Usuń