2013-02-23

Legenda [2005]

Uwaga, wpis zawiera lokowanie seksizmu.

Film napisał i wyreżyserował Mariusz Pujszo, więc jeśli ktoś oczekuje dylematów moralnych, etycznych aspektów i palimpsestycznych praktyk narratywistycznych, to szef kuchni poleca udanie się do innej restauracji. Porzućcie wszelką nadzieję, kupcie zgrzewkę piwa, zaproście kolegów i nastawcie się na głębię... o, gdzieś tak do pół łydki, wyrozbierane foczki lasie niewiasty i Michała Anioła w roli kontrapunktu.

"Legenda" miała być horrorem, filmem z gatunku, który dawno, dawno temu został zamordowany przez Marka Piestraka. Młodszym wyjaśniam, że Marek Piestrak to pierwszy w historii polskiego kina seryjny morderca - mordował każdy gatunek i każdy temat, jaki dostał się w jego ręce. Wyjątkiem był serial historyczny "Przyłbice i kaptury", bo główni bohaterowie mieli miecze i bronili się zajadle, ale i on wyszedł ze starcia z Markiem Piestrakiem ciężko poraniony. Koniec dygresji.

Mały miś do lasu bał się iść... I słusznie.

Horror zatem. Sześć dziewczyn urządza sobie wieczór panieński w zamku księcia Wacława (w roli zamku - malownicza Czocha, znana z "Tajemnicy Twierdzy Szpiegów, Fryca Frycza i Fryca Szyca"). Dziwny dozorca, wykrzywiając oblicze w tajemniczych grymasach, opowiada,  że książę Wacław był człowiekiem prawym, mszczącym krzywdy swoje i kurewstwo małżonki, jednak zakurzone księgi twierdzą, że przeciwnie - to z księcia buc był nieziemski, zemstę zaś, przy użyciu naostrzonego Gerlacha XXL, uskuteczniała księżna Elżbieta. Grozę miejsca i gnozę scenariusza potęguje czarny krasnoludek,tuptający po obrazie olejnym w tę i we w tę. Na widok czarnego krasnoludka wredne skojarzenia namolnie podsuwają piosenkę: "Po cmentarzu sobie tuptam / Patrzę - trup tu, patrzę - trup tam!"

I rzeczywiście - zaczynają ginąć ludzie. Jak to w horrorze. Jak to w horrorze klasy B - ludzie giną, reszta towarzystwa boi się bardzo, ale zwłoki zostawia tam gdzie są (w tym wypadku - w jakiejś piwnicy) i idzie się bać do sali kominkowej, bo tam ciepło i piwo stoi. Oczywiście, kogoś zabić trzeba, musi zatem znaleźć się ktoś, kto odłączy się od stada. Dziewczęta po kolei się odłączają, po kolei zostają zarżnięte, jeśli pojawiają się jacyś faceci - także zostają zarżnięci i jak to mówią Nieśmiertelni: "There can be only one!"

Historia się kupy nie trzyma, foczki lasie białogłowy porażają zachowaniem i konwersacjami, ale biegle czytają starodruki (oczywiście wszystkie potrzebne informacje znajdują na pierwszej stronie), a idealnym obuwiem do biegania po lochach...
- Na ilustracji widzimy lochę - jęknął pan Henio - karmiącą małe.
...lasach i innych okolicznościach przyrody okazują się szpilki. So what? To jest horror, tu się mamy bać. I wiecie co? Boimy się. Nie, żeby od razu jakoś nastroju, klimatu, efektów specjalnych czy innego homo suspensa. Boimy się gry aktorskiej sześciu pań i striptizera. Bo, oczywiście, jest striptizer - czy ktoś widział filmowy wieczór panieński bez striptizera? 

Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za skojarzenia reżysera i PT Czytelników

Ów striptizer jest, moim skromnym zdaniem, przebojem filmu. Że się giba w stringach - Boże drogi, takie caszy, taka praca. Ale scena erotyczna... no, mojekuźwauszanowanie. Gość poszedł w Sylwię Kaczmarek jak dzik w żołędzie - z  iście dziczym entuzjazmem i chrumkaniem. Powiedziałbym nawet, że chrumkania było znacznie więcej. Romantyzmu za grosz, namiętności trzydzieści deko, chuci pół kilo, chrumkania 16 ton, miętoszenia drugie tyle... A w dodatku aktor nosi nazwisko Niedźwiedź. Tak, wiem, że żarty z nazwisk są bucowate, ale nie mogę odpędzić myśli, że za 15 lat jakaś filmoznawczyni zajmie się postmodernistycznymi nawiązaniami "Legendy" do filmu Janusza Majewskiego "Lokis". Też horroru. Znaczy, gatunkowo. Znaczy, gatunkowo też.

Panie grają źle. Powiedziałbym, że grają bardzo źle, ale to jest film Mariusza Pujszo, więc poprzeczka wisi... a, nie - nie wisi - poprzeczka leży. Panie potykają się o nią w co drugiej scenie, mimo że jedna miała już dyplom szkoły teatralnej (państwowej wyższej i krakowskiej), a dwie właśnie taką szkołę kończyły. Co wiele mówi o kształceniu aktorskim naszym pięknym kraju. O leżącą poprzeczkę potykał się nawet Walduś ze "Złotopolskich", przeskakiwał ją jedynie Michał Anioł, który konwencję wyczuwał, ale tylko do momentu, w którym scenarzysta i reżyser w jednym kazał mu przestać wyczuwać, a  zacząć pitolić smętnie o mamusi, którą dopadła klątwa. Od tego momentu aktorowi odwaliło interpretacyjnie i stał się nieoglądalny jak Joanna Liszowska.

Migdałki! Obejrzyj moje migdałki!

Film Mariusza Pujszo czyli żadnych ambicji, żadnych oczekiwań, żadnych państwowych dotacji (!) i trzy razy C: cycki, chrumkanie i cienizna. Idealny produkt na męską licealną gimnazjalną imprezę przy litrach piwa. Mógłby być... Bo w sieci natknąłem na wypowiedź reżysera: "Naszym marzeniem jest realizacja horroru w klasycznej narracji. Nie pastiszu, czy filmu z przymrużeniem oka, ale filmu na którym widownia naprawdę będzie się bała!" A mogło być tak pięknie... Niestety, cały urok amatorki poszedł sobie do lochu, a bezpretensjonalny kicz zmienił się jednak w pretensjonalnego gniota.
- Gra aktorska musi być specyficzna - dodał reżyser w tym samym wywiadzie. 
Oj, była...

Mięsistą kreację stworzyła szynka, której partnerowały kiełbaski

Varia
1. Są cycki. Albowiem, jak wspomniałem, jest to film Mariusza Pujszo. Polski.
2. Product placement jest fantazyjny. Że bohaterowie jeżdżą samochodami określonej marki i piją jedno konkretne piwo - to subtelna norma, na którą nawet nie zwraca się uwagi. Ale katiusza nabojów z witaminowymi tabletkami musującymi, stojąca na lodówce i wrzucanie tychże tabletek do szklanki w proporcjach sześć na jedną szklankę... Mocne. Tego jeszcze nie było.
3. W roli księżnej Elżbiety wystąpiła Consuella Tomoń.
4. Żadne zwierzę nie zostało ranne podczas, ale zamordowano jednego pluszowego misia. Bu.


============
Legenda
2005
Czas:
77 minut
Reżyseria: Mariusz Pujszo
Scenariusz: Mariusz Pujszo
Obsada: Agata Dratwa, Roksana Krzemińska, Joanna Liszowska, Magdalena Modra, Agnieszka Kawiorska, Sylwia Kaczmarek, Michał Anioł, Andrzej Nejman, Artur Niedźwiedź.

7 komentarzy:

  1. takie caszy, taka praca.
    Czasy. Chyba, że to specjalnie. ;)

    Widziałam ostatnio na Pulsie początek tego wiekopomnego dzieUa. Na szczęście tylko pierwszych kilka minut, więc szczególnie mocno nie ucierpiałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, "a na pierwszej tronie" sam musiałem znaleźć i zamienić na "na pierwszej stronie" ;-)

      Usuń
  2. Przeoczyłam? Ale fstyt! *batoży się rzepą i obiecuje poprawę*

    (Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci to, że nie używam opcji „Odpowiedz" - moja mobilna przeglądarka na to nie zezwala, a zmieniać jej dla komentarzy nie będę - bo na pewnych blogach anonimkom odwłoki eksplodują z tego powodu. :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam rybka. Póki liczba komentarzy < 1000 (a tak naprawdę ledwie > 1) , spokojnie się orientuję, a jeszcze w przypadku aplikacji mobilnych... Ale ostrzegam, że jeśli proporcje się zmienią, może także zmienić się moje podejście ;-)

      Usuń
  3. Obawiam się, że przy dwusetnym wybuchłby mi telefon. ;__;
    Chociaż... może to zmotywowałoby mnie do kupna nowego, hmmhmm. ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. To, co powiedziałeś o Marku Piestraku, jest bzdurą, bo nie każdy gatunek - "Test pilota Pirxa" wyszedł mu dobrze...

    OdpowiedzUsuń