2013-02-04

Uwikłanie [2011]

"Uwikłanie" Miłoszewskiego przeczytałem bez entuzjazmu, ale i bez grymaszenia. Kryminał to kryminał, a nie "Inne pieśni" Dukaja. Dało się czytać, gładko weszło, gładko przeszło, bohater wzbudził sympatię, zakończenie inteligentne... w sumie o to chodzi przecież.

- "Ich jedyną słabością była miłość" - zaspoilerował mi plakat.
Ich - być może. Słabości filmu było więcej. Dużo więcej. Dużodużorazdwadużo więcej.

Widzowie reagują łagodniej i oczy wydłubują sobie łyżeczkami

Słabością filmu był scenariusz, który przerabiał książkę na papkę, mężczyzn na kobiety, Warszawę na Kraków, napięcie na nudę, akcję na jajecznicę, a mroczną tajemnicę na serkuźwatopiony. Syndrom "Wiedźmina" - wszystko, co było atutem książki, zostało przez scenarzystę zmasakrowane (patrz scena z "Jakich świadków?" - w książce świetna, w filmie żenująca), wszystko, co było wadą - napompowano i rozdęto do rozmiarów hohonia, a na koniec scenarzyści dołożyli jeszcze sporo od siebie, psując całość do reszty. Ewidentnych i kompromitujących błędów nie będę wyliczał, chyba, że ktoś bardzo poprosi - margines jest zbyt wąski, jak mawiał pewien matematyk.

Słabością filmu jest intryga (w książce było też coś poza nią). W 2011 roku wypadałoby wyjść poza "złe ubeki i ich teczki, wszechwładna mafia, obrzydzanie cynaderką, usuwanie śladów ścierką", bo o tym zaczął 20 lat temu Pasikowski w "Psach", o kilometry lepsze "Gry uliczne" zrobił 16 lat temu Krzysztof Krauze i nawet kretyńscy "Oficerowie" kładą pod tym względem "Uwikłanie" na łopatki.

Słabością filmu są dialogi. Tak żałosne, że w pewnym momencie zacząłem podejrzewać, iż spółka Bromski&Machulski postanowiła nakręcić hołd dla inżyniera Mamonia i "dialogów niedobrych"

Żona (w stopniu prokuratora): Wiesz, nie uwierzysz, kogo dziś spotkałam.
Mąż: Kogo?
Żona: Nieważne.
Mąż: No, kogo?
(Żona milczy, ale pokazuje nogi)
Mąż: Uwielbiam, jak tak robisz: najpierw coś zaczynasz a potem milczysz. Jak masz tak robić, to lepiej od razu ugryź się z język.
(Żona nadal milczy i nadal pokazuje nogi, natłuszczając je gorliwie kremem)
Mąż: No, kogo?!
Żona: Wiesz, chyba zapiszę Agatkę na jazdę figurową, ona ma taką wrodzoną grację.
Facepalm.

- Wyśmiewasz się z mojej intuicji, a ja dzięki niej na coś wpadłam! - unosi się pani prokurator - Tylko jeszcze nie wiem, na co.
Facepalm. Jęk.

- Obaj wiemy, że Walendziak nie złapałby myszy, nawet gdyby był kotem - mówi oficer Wydziału  Śledczego.
Facepalm. Rechot. Bezradny nieco.
A to tylko pierwsze z brzegu próbki...

Nie, nie chcę już być aktorem, doktorze. Te dialogi... one wracają do mnie w nocy!

Słabością filmu jest aktorstwo. Marek Bukowski rozczarowuje boleśnie, grając jedną miną i jednym tonem, recytując teksty jak w prowincjonalnym teatrze. Maja Ostaszewska nie rozczarowuje - zakłada swoją zwykłą obrażoną minę i gra w stylu "shuffle": co dwadzieścia minut histeryzuje, a co 35 minut chichocze - oba "środki wyrazu" ni w pięć, ni w dziewięć w stosunku do akcji. Krakowscy aktorzy podkręcają akcent na 350% normy (Krzysztof Globisz nie, bo gra byłego ubeka), Jerzy Grałek żenuje, Krzysztof Pieczyński żenuje podwójnie. Broni się Andrzej Seweryn, bronią się Danuta Stenka i Dorota Pomykała, bardzo dobre epizody zaliczają Krzysztof Stroiński (dziwnym nie jest) i Adam Woronowicz (dziwnym nie jest). Poza tym - łojezusmaria.

Słabością filmu są realia. Nie, nie te krakowskie (choć jeśli ktoś zna Kraków, to płacze ze śmiechu przez miesiąc), te "merytoryczne". Tu, niestety, margines także jest zbyt wąski, żeby wyliczyć wszystko, więc musicie uwierzyć na słowo. Wspomnę tylko scenę walki w kiblu, porównywalną z tureckimi klasykami umierania przez 10 minut. Reszta na wyraźne żądanie i odpowiedzialność proszącego :-)

Słabością filmu są sztampy: policjant OCZYWIŚCIE jest ponury, ma zarost, OCZYWIŚCIE uschnięte kwiatki na stole i pije OCZYWIŚCIE ciepłą wódkę, bohaterkę ściga OCZYWIŚCIE czarna Wołga... przepraszam: Volkswagen, patolog w czasie sekcji OCZYWIŚCIE ociera czoło rękawem (bueee...), główny esbek OCZYWIŚCIE nuci pieśń masową z epoki wczesnego Bieruta, a w samochodzie słucha opery, bo od czasu dr. Lectera wszyscy bedgaje OCZYWIŚCIE słuchają opery. Czy ktoś mógłby wytłumaczyć twórcom filmy różnicę między "konwencją" a "sztampą"? Bo najwyraźniej ostro im się to zajączkuje.

Słabością filmu są cycki. Bo oczywiście są i to parę razy. To jest polski film i cycki mają być, bo niektórym filmowcom się wydaje, że jeśli cycków nie będzie - ludzie nie przyjdą do kina (jak to dobrze, że Bromski nie kręcił "Człowieka, który został papieżem" albo "Faustyny"...). Więc cycki są. A jakoby nikogo nie było...

- Na blogu nie mogę pokazać, bo jestę prokuratorę. Pokażę legitymację.

Dobra - dość, bo mógłbym tak przez tydzień. Film ma jedną dobrą stronę i jest nią Kraków. Nachalnie promowany (360 000 złotych z Małopolskiego Funduszu Filmowego), pchany w każdą scenę, ograniczony do trzech miejsc na krzyż, ale piękny i słoneczny. I to mógł być świetny pomysł na film: zamiast epatować klasyczną w kryminale szarością, brudem, mrokiem, deszczem, whatever - kontrastowo wykorzystać do tworzenia klimatu słońce, światło i przestrzenie. Niestety, (nie)wykorzystanie tych elementów też jest słabością filmu.

Nędza. Ponad dwie godziny nudy (dwie godziny, ja piórkuję!), niechlujstwa i traktowania widza jak półgłówka. Dwie godziny marnowania czasu, pieniędzy i taśmy. Oraz książki.
Odradzam, ostrzegam, obrzydzam, a chcącym obejrzeć, sugeruję udanie się na grzyby albo sięgnięcie po którykolwiek z odcinków szóstego/siódmego sezonu "CSI Las Vegas" - tam też był upał, słońce, sensacja i sztampy, ale tam przynajmniej był poziom. I odcinki trwające tylko 45 minut.

Na koniec jeszcze raz pani prokurator i pan policjant:
- No i co?
- Nic.
- Nic?
- Nic to też jest coś.
- Jak mam to rozumieć?

No właśnie.

============
Uwikłanie
2011
Czas:
123 minuty
Scenariusz:
Jacek Bromski, Juliusz Machulski (na podstawie powieści Zygmunta Miłoszewskiego)
Obsada: Maja Ostaszewska, Marek Bukowski, Andrzej Seweryn, Krzysztof Pieczyński, Olgierd Łukaszewicz i inni.
Dotacja z PISF: 2 700 000 (produkcja). Danych o dofinansowaniu promocji nie znalazłem, ale pokaz specjalny w Sejmie w ramach cyklu "Film polski w kulturze narodowej" (Kulturze. Narodowej. Och-żeż wy w życiu...) można chyba doliczyć jako dofinansowanie z państwowej kasy?

2 komentarze:

  1. Słabością filmy są realia.
    Filmu.

    Reszta na wyraźne żądanie i odpowiedzialność proszącego :-)
    Tutaj chyba kropka uciekła.

    przepraszam Volskwagen
    Volkswagen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawione. Z wyjątkiem kropki, która nie uciekła, tylko nie została postawiona świadomie, ze względu na emotikonę na końcu. Nie, żadna zasada - raczej odruch, żeby znaków przestankowych nie mieszać z emotikonami, bo czasem się gryzą.

      Usuń