2013-02-27

Zwerbowana miłość [2009]

"Film oparty na wydarzeniach autentycznych" - reklamowały media i niektórzy recenzenci. Okazało się, że na dwóch wydarzeniach. Bo był Okrągły Stół i Wałęsa został prezydentem.
- Ależ proszę pana! - oburzały się przekaziory - Twórcom udało się dotrzeć do bohaterów wydarzeń, którzy podzielili się z nimi swoimi wspomnieniami.
Niejaki Alfons Cynian sprzedał przed wojną kolumnę Zygmunta za 50 złotych. Sądząc po przytoczonych tekstach promocyjnych i wyhaczeniu miliona z PISF, filmowcy byli lepsi w sprzedawaniu kitu o kilkaset długości.

"Propozycja jest ponętna / Na ile się wyceniasz?"

W skrócie: przełom 1988/89  - gromadka esbeków wyższego stopnia pije ciepłą wódkę i tłumaczy widzom, że chce skopiować teczki najważniejszych osób w państwie (władzo-opozycyjnych), wywieźć te teczki do Wiednia i przy ich pomocy rządzić Polską, hehehehe, Władziu, polej. Kopiowanie odbywa się przy użyciu maszyny, a wywożenie - przy pomocy brunetki.
- Moja agentka... - mówi ubek.
- Jaka agentka? To przecież twoja dupa - "na tajniaka tajniak mruga", a widz też mruga, bo jeszcze się film za dobrze nie zaczął, a już mu oko lata.

Brunetka wywozi zmikrofiszowane teczki do Wiednia i pakuje je do banku. Dwóch ubeków niższej rangi chciałoby je wydostać i zarobić na nich mnustfo. Ale żeby je wydostać - potrzebna jest identyczna brunetka i hasło do konta. Hasło do konta to drobiażdżek: starszy ubek niższej rangi biega po wiedeńskim banku z ukrytą kamerą i oczywiście rejestruje, ale identyczna brunetka... Tu już trudniej. Wtedy do wkracza młodszy ubek niższej rangi - znajduje odpowiednio podobną prostytutkę i przy pomocy technik operacyjnych skłania ją do współpracy. Czyli przefarbowania się na brunetkę, wyjazdu do Wiednia itede.

My jesteśmy tanie krtanie, krtanie tanie niesłychanie...

Techniki operacyjne ubecji niższej rangi dzielimy na: symulowanie wypadku drogowego (nawiązanie kontaktu z kontaktem operacyjnym), symulowanie stanu upojenia alkoholowego (podtrzymywanie kontaktu z kontaktem operacyjnym), wsypywanie kontaktowi operacyjnemu "pluszzzzza" do wódki (działanie operacyjne wobec kontaktu operacyjnego), wmawianie kontaktowi operacyjnemu, że jest chory bardzo (dezinformacja) i zabijanie lekarzy z pistoletu z tłumikiem (dezintegracja). Oraz zabijanie Tajemniczego Mściciela-Czyściciela z pistoletu bez tłumika (dezorientacja. Widza).

Działania operacyjne ubecji niższego stopnia przynoszą skutki uboczne w postaci miłości. Mówią nam o tym postaci drugiego planu czyli trzy prostytutki nad buchającym kieliszkiem (jakież to makbetowskie...). Dobrze, że nam powiedziały, bo niektórzy są staromodni i kiedy widzą dyszący seks na klatce schodowej, to myślą, że jest to dyszący seks na klatce schodowej, albowiem miłość poniosłaby dyszącą parę dwa piętra wyżej, w ciepełko pościeli, w świece i wino oraz przede wszystkim w intymność.
Bosz, ale ja jestem mieszczański.

Obywatelu, pozwólcie no na tylne siedzenie, postawię wam tezę...

Więckiewicz i Stroiński to dwa nazwiska gwarantujące poziom - poniżej tego poziomu nie zeszli, ale nie zachwycili. Joanna Orleańska (przepraszam, wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Joanna Pierzak zmieniła stan cywilny głównie dla nazwiska :-)) gra poprawnie, ale brakuje jej iskry bożej, dzięki której widz by jej uwierzył. Sonia Bohosiewicz i Leszek Piskorz grają płaską sztampą i jednie Maria Seweryn jakoś bardziej zapada w pamięć. A, i jeszcze Dariusz Juzyszyn - 17-krotny mistrz Polski w rzucie dyskiem. Gra klienta głównej bohaterki, rzęzi na niej przeraźliwie i pokazuje plecy. Taka aluzja, tak? Że niby dysk, tak?

Uwaga, uwaga!... Nie ma cycków!
Bluzgi? Bluzgi, oczywiście są i jest ich fchój.

Film teoretycznie ma wszystko, co powinien mieć: aktorów, fabułę, sensację, strzały, spisek. Niestety, nic z tego nie wynika. Oglądałem, oglądałem, oglą... chrrrr... ądałem... obudziłem się i oglądałem, oglądałem... aż tu nagle wyświetliły się napisy końcowe, z których dowiedziałem się, że w przemyśle filmowym istnieje instytucja "ostrzyciela". Przy tym filmie "ostrzyciel" chyba się nie napracował - tempo jakieś takie tępe, kulminacja nijaka, finał słabszy niż kulminacja...

Lutman ma manufakturę

Cytat z materiałów promocyjnych: "Zdaniem Juliusza Machulskiego, opiekuna artystycznego filmu, "Zwerbowana miłość" ma klimat francuskiego dzieła "Barocco" Andre Techine'a z 1976 roku". Mhm, rzeczywiście "Zwerbowana miłość" jest nieco przestarzała. 
Łopatologia i przeciętność - tak bym podsumował ten film. Ale jeśli ktoś lubi filmy o czyhająco-knujących złych ubekach i nic więcej do szczęścia mu nie trzeba, to pewnie mu się film spodoba. Reszta niech nie marnuje czasu nawet na Więckiewicza.


Varia
1. Muzyka okropna. A przecież  Agim Dżeljilji to podpora Öszibarack... I. Am. Very. Disappointed.
2. Lekarz, dający starszemu ubekowi niższej rangi tajemnicze lekarstwo, uprzedza: "Tylko nie więcej niż jedną tabletkę dziennie, bo może się skończyć zawałem". Zdaniem fachowców - to lekarstwo nie może. Może się skończyć wylewem. Niby też niemiłe, ale jednak z definicji przeciwne.
3. Jak usunąć ciało? Zamknąć je w samochodzie, samochód oblać benzyną, podpalić. Hmm, to w sumie mógłby być fajny dialog:
- Zidentyfikowaliście go?
- Są trudności: spalił się cały lakier i ogumienie.
- A próbowaliście zajrzeć do środka i sprawdzić gościa? Świeżo wygląda, włosy ma... 

- Pan porucznik to ma łeb! 
4. Scenarzysta wydał "Zwerbowaną miłość" jako książkę. Wydał także jej drugą część (podobno nawet Ameryka Południowa się w niej pojawia). Jak mówił Ryszard Filipski w "Rysie": "Ktoś to wydał. Ktoś to kupił. Ktoś to czyta."


============
Zwerbowana miłość
2009
Czas:
86 minut
Reżyseria: Tadeusz Król
Scenariusz: Tadeusz Król, Paweł Szlachetko
Obsada: Joanna Orleańska, Robert Więckiewicz, Krzysztof Stroiński, Sonia Bohosiewicz, Maria Seweryn, Leszek Piskorz, Adam Woronowicz i inni
Dofinansowanie PISF: 1 000 000 (produkcja)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz