2013-03-27

Angelus [2001]

Dawno, dawno temu, kiedy słuchałem jeszcze Trójki, dwie mikrofonowe kobiety doprowadzały mnie do białej gorączki. Grażyna Dobroń, namawiająca do tulenia węgla, łykania drzewa i biegania po czosnku (czy może odwrotnie) oraz Barbara Marcinik, odpowiedzialna pracownica pionu kulturalnego, która potrafiła mi obrzydzić wszystko, o czym mówiła. Jej jaranie się prywatnymi znajomościami, ociekające lukrem epatowanie "naszym ukochanym..." i cotygodniowe wieści o tym, "co nasz Wybitny i Ceniony Artysta spożył, dokąd się udał i czym będziemy mieli niewymowną rozkosz zachwycać się za tydzień", spowodowało, że twórczość Leszka Mądzika, Jana A-Pe Kaczmarka, redaktora Jerzego Ilga i paru innych nieszczęśników, została "obaszkowana" i zamknięta w komórce z węglem. Długi czas w gronie artystów omijanych z powodu zachwytów redaktor Marcinik znajdował się także Lech Majewski. Koniec dygresji. 

Trzy znaki będą dane, a nie będą one drogowymi...

Jak opowiedzieć historię, która na pierwszy rzut oka wydaje się być nie bardzo opowiadalna? Ezoteryczny postróżokrzyżowiec fedrujący w śląskiej kopalni, apostołujący przy pomocy malowanych przez siebie obrazów, sekta religijno-malarska, szukająca siły w świetle i oczekująca na promień siły z Saturna, który dupnie...
- Nie pisz "dupnie", bo nie zrozumieją. Napisz "piźnie"!
...który piźnie i bydzie koniec świata. Oraz Angelus, chłopiec przeczysty, bo myjący często nogi, który ma złożyć się w ofierze, przyjąć ów promień na wątłą klatę i tym samym ocalić świat. A wszystko to rozpięte między śląską hałdą, II wojną światową, komunizmem stalinogrodzkim, familokiem w Janowie i łażącymi luzem po obejściu aniołami.
- Tyś jest, chopie, blank gupi?
A jednak.

Historię malarsko-ezoterycznej Grupy Janowskiej opisali inni, więc nie ma sensu, żebym się powtarzał. Ważne, że była, że działała od lat 30., że przewodził jej Teofil Ociepka i że rzeczywiście farby mieszała ezoteryzmem, siły szukała w świetle, a nauczała przez malowanie. A Lech Majewski podjął się ciężkiego zadania przełożenia tej historii na język filmu.

Plenerek, istota niewielka

Zrobić poważną fabułę? No, ale jak opisać przeciętnych ludzi, robiących nieprzeciętne rzeczy i wierzących - pardąsik - w nieprzeciętne kocopały? Jak wcisnąć ich w "proces dziejowy" zapierniczający po Górnym Śląsku w tę i w tamtą stronę? Jak pokazać ich wiarę, ich malarstwo, ale także normalne życie, bo przecież żyli normalnie, żony i dzieci mieli i 8 godzin dziennie zasuwali w kopalni. Albo wyjdzie nudna teozoficzna piła, albo niestrawny koktajl, w którym poszczególne elementy nie będą grały ze sobą, tylko będą się gryzły, warcząc na siebie, a widownia już po 30 minutach zacznie bluzgać i rzucać popcornem.

Lech Majewski poszedł w baśń. Nie, nie w baśń - baśnie są poważne, czasami ponure. Oglądamy bajkę - bajki zazwyczaj są pogodne (choć oczywiście trafiają się w nich elementy smutne, straszne itd.) Niektórym może brakować poważnego potraktowania elementów religijno-okultystycznych, ale sorry, to jest film, trwa półtorej godziny, jeśli kogoś ciekawi - tam jest biblioteka i można sobie doczytać. Film to nie encyklopedia, w filmie przede wszystkim liczy się "story".

Tu mówi Radio Wolny Saturn!

Opowieść Majewskiego toczy się gładko, wciąga szybko i nie nudzi ani przez moment. Gra śląskich naturszczyków jest świeża i autentyczna, a...
- Znowu Śląsk! - wrzaśnie ktoś - Znowu będą "godać".
Przepraszamy za niedogodności, ale skoro rzecz działa się na Śląsku, to po jakiemu bohaterowie mają mówić? W hindi? Jak Kaźmirz Pawlak z krużewnicki miedzy może, a?
...o czym to ja?... A, że świeża i autentyczna. I że ludowy humor doprawiany jest tragizmem w sposób nienachalny, a "patos naszych czasów" wyganiany jest przy pomocy scen z Hitlerem, moczącym nogi w misce ze swastyką na dnie i przemawiającym Stalinem, którego: "Duszy, towarzysze, nie ma!", spotyka się z szerokim poparciem Komitetu Centralnego, krzyczącego "Ja! Genau! Richtig!"
 
Halo, goda do wos Herr Gott!

Tu wojenne bombardowania, tam UB, tu śmierć Stalina, a tam anioły, ocierające czoła zmęczonym tancerzom na ZMP-owskiej zabawie. Tu wspólna praca nad zbawieniem ludzkości, ale tam zdrada ze strony najbliższego przyjaciela. Próby zjednoczenia się z kosmosem i babcia Ruta tańcząca na zabawie. Oraz Ewald wiecznie ciągnący swoją babę pod pierzynę i postękujący na niej "Królowo mojo asyryjsko, pieronie..."

Lubicie Janoscha i jego "Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny"? No to "Angelus" jest filmem dla Was. Nie lubicie, a Śląsk wywraca Wam wątrobę i przy każdej okazji zaczynacie pomstować na "darmozjadów, na których cała Polska harowała, a oni żyli jak paniska, kupowali telewizory na kartki G i mówili po niemiecku i co to w ogóle za pomysły, żeby kręcić filmy o jakichś prymitywnych pacykarzach, gdy Żołnierze Wyklęci czekają blablabla"? Cóż, wtedy omijajcie film dużym łukiem. 

Sięgaj, gdzie wzrok sięga, a palec wskazuje

I najważniejsze - film jest przepięknie nakręcony. Co kadr - to obraz, co scena - to poczucie estetyki piszczy ze szczęścia i głośno bije brawo. Część ujęć wzorowania jest na malarstwie członków Grupy Janowskiej, część na malarstwie zachodnim, a wszystkie dopracowane do najdrobniejszego szczegółu. Ulga dla oczu zmęczonych polską twórczością kinową, w której kamerę się stawia, aktorzy wychodzą, mamroczą, wychodzą... Tu widać, że reżyser wiedział, co chce nakręcić, a Adam Sikora wiedział, jak to nakręcić - efekty są niesamowite i już choćby dla samych ujęć, zdjęć, kolorów i światła warto "Angelusa" obejrzeć. A każdy, kto obejrzy, będzie wiedział, że "Młyn i krzyż" to nie jednorazowy wystrzał estetyczny, pomysł, który teoretycznie mógł się trafić każdemu, tylko kolejny krok na konsekwentnej estetycznie drodze Lecha Majewskiego, ba-dum-tsss!

Warto. Może nawet trzeba. Bo klimat, bo humor, bo historia, bo plastyka. W mojej filmotece na półce z etykietą "jazda obowiązkowa".
- To skoro redaktor Marcinik miała rację, jarając się Majewskim, może jej darujesz? 
- HELL NO!


Varia:
1. Poza biblioteką, do której warto się udać w poszukiwaniu książek na temat Grupy Janowskiej i albumów z obrazami jej członków, warto się także wybrać do Szopienic, gdzie w Miejskim Domu Kultury przy ul. Hallera, w każdy wtorek spotykają się obecni członkowie Grupy Janowskiej, w tym Erwin Sówka, członek "pierwszego składu". Czy wciąż czekają na promień światła z Saturna - nie wiem. Wiem, że wciąż malują.
2. Muzyka - Józef Skrzek. Słychać. A na ekranie widać Jana Skrzeka. Sami poszukajcie ;-)
3. Plenery klimatyczne: Nikiszowiec, dawna huta Silesia, chorzowska huta Kościuszko, Hałda w Rydułtowach, stary dworzec w Murckach, etc.
4. W filmie grają głównie naturszczycy - w głównej siódemce jest tylko dwóch zawodowców (Jacenty Jędrusik i Andrzej Mastalerz), paru pojawia się w trzecim planie, a wśród pół-zawodowców - profesor Akademii Muzycznej w Katowicach Kazimierz Misiurkiewicz (zmarł w 2010 r.) i Jacek Borusiński z kabaretu Mumio.
5. "Angelus" to także nazwa dwóch nagród: lubelskiej (społeczno-medialnej) i wrocławskiej (literackiej). Związek z filmem w przypadku nagrody lubelskiej jest raczej przypadkowy, ale wrocławskiej już chyba niekoniecznie.
Aktualizacja: związek filmu z wrocławską nagrodą też jest raczej przypadkowy (patrz: komentarze).


============
Angelus
2001
Czas:
103 minuty
Reżyseria: Lech Majewski
Scenariusz: Lech Majewski, Bronisław Maj, Ireneusz Siwiński
Obsada: Jan Siodlaczek, Paweł Steinert, Grzegorz Stasiak, Małgorzata Madejowska, Marian Makula, Jacenty Jędrusik, Andrzej Skupiński, Barbara Święs, Andrzej Mastalerz i inni.

9 komentarzy:

  1. Wrocławska jest od Anioła Ślązaka (Angelus Silesius), też fascynująca postać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki wielkie. Poszukałem, poczytałem i teraz jestem mądrzejszy :-)

      Usuń
  2. Chopie, coroz bardzij cie lubia!

    Mam nadzieje ze sie panu nie znudzi. Czytam z prawdziwa przyjemnoscia.
    Twoje eksperymenty slowotworcze sa bardzo oryginalne (az wstyd mi pytac co jest ukryte pod niektorymi pojeciami, i skad je wziales).
    Przyznam, ze do tej pory ogladalem zaledwie dwa filmy. I to w cholernie dawnych czasach.
    Zycze panu wielu czytelnikow. (I tak mysle, ze w szkolach filmowych powinno sie obowiazkowo czytac panskie opinie - miazdzace, ale bez jadu nienawisci).

    Ciesze sie z tej recenzji szczegolnie, bo widac w niej twoj szacunek dla Slaska - i to, jak przyznales wczesniej, ze strony naplywowego "gorola".
    Mam nadzieje, ze znajde ten film na polce w "polskim sklepie".

    No i jeszcze jedno. Rozlozyles mnie tym "Hell no". :))))
    Az tak dobrze ucza angielskiego w postpeerelu, czy to rezultat ogladania telewizji/filmow w werski oryginalnej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet "napływowy" nie jestem - klasyczny gorol, na Śląsku bywający w czasach zamierzchłych i tylko w celach uczuciowo-matrymonialnych ;-)
      Do filmowego Śląska sentyment mam od "Perły w koronie" i "Grzesznego żywotu Franciszka Buły", przy czym jest to sentyment warunkowy i wymagania swoje mam. Masztalski z halbą sentymentu we mnie nie budzi za grosz, ale śląskość dobrze i mądrze podana (w filmie, czy literaturze) - i owszem.
      Jadu mam nadzieję, rzeczywiście nie ma. Choć czasem trudno się powstrzymać ("Figo-Fago" choćby albo nieopisywane jeszcze "Ciacho"). Mam nadzieję, że mimo czasem wielkiej złośliwości i paru poseansowych bluzgów, nie przekroczę cienkiej, czerwonej linii ;-)
      "Hell no" to, oczywiście, rezultat oglądania filmów/seriali. Za moich czasów takich zwrotów nie uczono. Przypuszczam zresztą, że dziś też nie :-)
      A jeśli jakiś mój wygibas językowy sprawia problem - pytać. Choćby mailowo.

      Usuń
  3. robiących nieprzeciętne rzecze
    Rzeczy.

    nieprzeciętne kocopały
    Kocopoły.

    trafiają się w nich elementy, smutne, straszne itd.
    Pierwszy przecinek jest zbędny.

    Poza biblioteką do której warto się udać w poszukiwaniu książek na temat Grupy Janowskiej
    Wydaje mi się, że przydałby się przecinek przed „do".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwzględnione. Poza "kocopałami", których bronię jak niepodległości.

      Usuń
  4. Ja znam tylko wersję z „o", dlatego zaproponowałam zmianę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odnośnie kocopoły :)
    http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/kocopoly;12321.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. /okopuje się i nie przyjmuje do wiadomości :-) /

      Usuń