2013-03-17

Antyki [1977]

Grupka ohydnych wykolejeńców moralnych, wiedzionych złudną wizją łatwego zysku, ogołaca kraj z bezcennych zabytków, wydając je na żer odwetowców z Bonn. Zyski ze zbrodniczego procederu przeznaczają na hulaszczą konsumpcję w lokalach kategorii "S" z wyszynkiem i striptizem, godzącym w wartości katolickie (cycki jako takie) oraz patriotyczne (striptiz wykonuje kobieta w stroju szlachcianki do dźwięków poloneza a-moll "Pożegnanie Ojczyzny"). Na drodze szajki zaprzańców-rabuśników staje dzielny wicedyrektor przedsiębiorstwa muzealnego, którego w patriotycznym dziele wspomagają czujni oficerowie Milicji Obywatelskiej.

Striptiz narodowy

Film zrealizowany przez Studio Filmowe Profil, kierowane w latach 1975-98 przez Bogdana Porębę. Tak, tego Bogdana Porębę od Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald. Autorem scenariusza jest Ryszard Gontarz. Tak, ten Ryszard Gontarz - w latach 40. ubek, w latach 50. TW, w latach 60. tuba "moczarystów" i pogromca syjonistyczno-bananowych spisków. Co można nakręcić pod takim nadzorem? Okazuje się, że jednak można nakręcić naprawdę ciekawy film. Ciekawy formalnie, ale nie tylko

Co jakiś czas świat jara się nowym paradokumentem, płodzi określania "mockumentary", nagradza "Rok Diabła", zachwyca się grą naturszczyków... A tu proszę - przaśna Polska czasów późnego Gierka, a reżyser Krzysztof Wojciechowski kręci sensację utrzymaną w konwencji tak mocno, że gdyby dziś pokazać film dwudziesto-trzydziestolatkom, to pewnie połowa uznałaby to za dokument, wykorzystujący zdjęcia operacyjne MO, ukrytą kamerę i te rzeczy. W rolach kolekcjonerów - autentyczni kolekcjonerzy i to tacy z górnej półki, w pozostałych rolach naturszczycy i pół-naturszczycy, kamera skacze, dźwięk jest "zabrudzony", kwestie aktorów ledwie przebijają się przez muzykę czy hałasy tła, co momentami daje świetny efekt - zwłaszcza gdy przebijają się umiejętnie wybrane przez reżysera kwestie.

Co najważniejsze - Wojciechowskiemu udało się upchać "ideolo" na kompletny margines. Gontarz dostał właściwie jedną wstawkę w środku filmu, końcówkę, zwieńczoną przecudną w swej zaangażowanej betonowości planszą informacyjną...


... ale poza tym film ucieka od ideologizowania, skupiając się na wątkach kryminalnym i społecznym.

Aktorsko... mój ty smutku, jak może być, skoro grają amatorzy i to w dodatku zapominający tekstu, więc improwizujący? Przez większość filmu jest tak drętwo, że aż śmiesznie. "Podczas powstania ja już leżałem ranny i miałem głowę przeszytą kulą gestapowską. Tak, że mimo najszczerszych chęci nie mogłem brać udziału. Cierpiałem przez to bardzo" - duka dzielny wicedyrektor.
- Powiem krótko: zatraciliśmy czujność.  - mówi kolega sekretarz przędsiębiorstwa - W osobie Kowalskiego wyhodowaliśmy, można powiedzieć, żmiję na własnej piersi. Musimy wyciągnąć jak najdalej idące wnioski. Pryncypialnie i konsekwentnie.
- Proponuję uchwalenie rezolucji potępiającej Kowalskiego - zgłasza się uczestnik zebrania.
Dać to aktorowi - zagra. Zagra może nawet dobrze. Ale kiedy amatorzy wygłaszają to zaangażowanym tonem naturszczyka... Niech się Bareja chowa. 

Karabela - pani barska... Niejednego ona posła wykrzesała z kandydata

Jest jednak w "Antykach" aktor-amator, na którego warto zwrócić uwagę. Bogiem a prawdą, na nim trzyma się cały film. Pamiętacie "Wesołego Romka" z "Misia"?
Dobra, głupie pytanie, wycofuję.
Zbigniew Bartosiewicz (debiut na ekranie) gra koncert: jego złoczyńca jest naturalny, ale wieloznaczny, skomplikowany, a scena, w której wyłudza od wiejskiego gospodarza stary obraz w zamian za orleodruk opakowany mosiądzem, powinna przejść do historii polskiego kina, trafić do annałów, dostać dwa Orły i dwa Oscary. Czemu dwa? Bo w pewnym momencie Antoni Jakubowski (kolejny naturszczyk) dołącza i zaczyna się pojedynek. <Edward Dziewoński mode on> Luuuuudzie!...<mode off> to trzeba zobaczyć na własne oczy. Po 30 sekundach przestajecie pamiętać, że to film, po minucie dajecie sobie uciąć rękę, że to dokument kręcony ukrytą kamerą, a po 90 sekundach szlochacie z chłopem, jęczącym: "Płakać się chce. Moi dziadkowie byli przy tym obrazie, nie godzi się" i klęczycie z "Wesołym Romkiem" kontrującym opory małorolnego litanią do Matki Boskiej.

Jestem refleksyjny Romek, mam cel, ale i dylematy

Film kończą sceny "zaangażowane" - w pierwszej zachodnioniemiecki antykwariusz odmawia kupna obrazu Januarego Suchodolskiego, antykwariusz-zaprzaniec wyjaśnia, że śmierć księcia Józefa w nurtach Elstery ma może znaczenie dla Polaków, ale dla Niemców - żadnej, a poza tym obraz jest kompletnie worthless, zaś przemytnik-zaprzaniec wywala obraz Suchodolskiego w nurty... yyy... co tam płynie przez Berlin Zachodni?... w nurty Sprewy. W drugiej scenie śledzący postfaszystowskich wyzyskiwaczy dziennikarz ginie śmiercią gwałtowną, a zdjęcia obrazów Matejki i Grottgera zestawione zostają ze zgniłozachodnimi sex-shopami i inną golizną. Precz z kapitalizmem! Niech żyje patriotyczna romantyczność!
W trzeciej finałowej scenie dyrektor przedsiębiorstwa, uważny obserwator i sojusznik prawomyślnego wice, oprowadza gościa po swojej wiejskiej chałupie - z zewnątrz niemal-rozpadającej się, a w środku będącej prawdziwym muzeum, pełnym antyków, zabytków i innych Ludwików Szesnastych. Dobre. Mocne. Polityczne. Naprawdę. Tego się chyba dyrektor Poręba i obywatel Gontarz nie spodziewali.

Wytężone działania organów ścigania doprowadziły przestępców do "nyski"

Film bardzo ciężki do przebrnięcia. Konwencja, "gra" amatorów i wymowa ideolo wielu widzów zmęczą, wielu odstraszą. Ale dla amatorów - kina lub odbicia PRL-owskiej rzeczywistości w sztuce - perełka.


Varia:
1. Zbigniew Bartosiewicz (czyli "Wesoły Romek") w jednej ze scen: "Całe życie mówiłem, że jestem pilotem, a byłem tylko mechanikiem lotniczym". W 1951 roku naprawdę ukończył Wyższą Szkołę Oficerską Sił Powietrznych w Dęblinie ("Szkołę Orląt") i przez pewien czas pracował jako pilot.
2. Właściciela karabeli, powalającego "jezdeśmy" i "konzulem", gra Władysław Łoziński. Z "tych" Łozińskich.
3. W scenach kabaretowych występują autentyczne postacie ówczesnego świata estradowego: Józef Prutkowski jako konferansjer, Józefina Pellegrini jako monologistka i piosenkarka oraz Liliana Urbańska jako piosenkarka masakrująca przebój Mireille Mathieu "Ave Maria".
4. Scena, w której na widok striptizu do dźwięków poloneza Ogińskiego starsza pani dostaje spazmów i krzyczy: "Nieeee! Nieeee! Nie wolno! Obrażają nas! Jak możecie pozwalać?" nie straciła na aktualności do dziś. Kto wie, może nawet dziś właśnie zyskała na :-)
5. Afera Mętlewicza, wspominana na planszy końcowej i pojawiająca się w wypowiedzi "Kolekcjonera" (W. Łoziński), opowiadającego o wizycie "księdza i konzula", miała miejsce naprawdę. Więcej o niej TU. Także wspominana w filmie postać Pietera Mentena jest autentyczna.


============
Antyki
1977
Czas:
79 minut
Reżyseria: Krzysztof Wojciechowski
Scenariusz: Ryszard Gontarz
Obsada: Januariusz Gościmski jr, Januariusz Gościmski sr, Zbigniew Bartosiewicz, Bronisław Frankowski, Józef Prutkowski, Antoni Jakubowski

1 komentarz:

  1. Szalenie podoba mi się luźne podejście twórców do gramatyki, ortografii i interpunkcji planszy. Bo po co czytać po napisaniu, każdy po polsku pisać umi? Ech, patrioci marcowi...

    OdpowiedzUsuń