2013-03-21

Mąż swojej żony [1961]

Komedia nie musi być na rechot - komedia może być na uśmiech.

On jest uznanym kompozytorem muzyki "atonalnej, dodekafonicnej...", ona - uznaną lekkoatletką. Jego zna sześć osób na krzyż, ona jest "królową naszą lekkoatletyczną", rozpoznawaną na ulicach i w restauracjach. Ona ma trenera, a on ma z tym problem. W dodatku w ich domu zagnieżdża się apodyktyczna gospodyni-kibic, przez co odtąd na śniadanie owsianka, na obiad szpinak, wieczorem zamiast komponowania - odgłosy sportowe płynące z telewizora, a przed zawodami przymusowy celibat, bo "pani musi być jutro wypoczęta!" Sytuacji nie ratuje wygranie przez niego prestiżowego konkursu kompozytorskiego w Edynburgu. On się buntuje, ona odchodzi, on popada w rozpacz, ona traci formę, ale oczywiście wszystko kończy się dobrze, wszyscy rzucają się sobie w ramiona, a gospodyni skacze wokół kompozytora i robi mu kawusię z pianką.

Od lewej: Fołtasiówna, mąż Fołtasiówny, kotlet schabowy, trener Fołtasiówny.
W tle: kanoniczny kredens polski

Fabułka nie powala jakimś szczególnym skomplikowaniem - jest prosta, zrozumiała dla każdego i gdyby ktoś wpadł na pomysł wyeksportowania tego filmu na wschód, zachód czy południe, tam także widzowie nie mieliby większego problemu z przyswojeniem (no, może długie oczekiwanie na paszport trochę by niektórych dziwiło). Scenariusz praktycznie do użycia wszędzie i zawsze, nawet dziś - wystarczyłyby drobne kosmetyczne zmiany, nie wpływające na treść i humor. I o to chodzi - proste jest piękne. A Jerzy Jurandot to porządna przedwojenna szkoła pisania teatralno-kabaretowego.

Aktorsko - koncercik. Aleksandra Zawieruszanka jest pełna wdzięku, ładnie się uśmiecha, a w scenie masażu świeci wdzięczną i także uśmiechniętą odwrotną stroną medalu, więc darujemy jej, że biega w sposób wybitnie nielekkoatletyczny, Bronisław Pawlik, wtedy bijący rekordy popularności po filmie "Orzeł", to samograj, na drugim planie Mieczysław Czechowicz w roli sympatycznego trenera, Wiesław Gołas z przeraźliwą fryzurą i Elżbieta Czyżewska (trochę zgrzytająca w roli maturzystki).

Mówię ci to, Fołtasiówno, ja, Ignacy Rzecki...

Największą gwiazdą "Męża swojej żony" jest Wanda Łuczycka w roli pani Kowalskiej - masażystki, dietetyczki, kucharki, gosposi i cerbera. Rola do pokazywania w szkołach teatralnych i filmowych oraz straszenia wszystkich mężów, że znowu zapomną o wyrzuceniu śmieci czy naprawieniu kranu to, kochanie, może trzeba pomyśleć o kimś do pomocy na stałe. Musiała reżyserom zapaść w pamięć, bo cztery lata później równie charakterną, choć wcale nie komediową masażystkę zagrała w "Późnym popołudniu" (wtedy masowała Barbarę Brylską).

W epizodach masa twarzy znanych i lubianych - zawody lekkoatletyczne komentuje Bohdan Tomaszewski, bokserowi Ciapule w narożniku sekunduje twórca polskiej szkoły boksu Feliks Stamm, a wśród sąsiadów oglądających telewizję w mieszkaniu głównych bohaterów pojawia się późniejszy profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski.

Z prawej - Feliks Stamm, najlepszy polski trener XX wieku (a może i wszechczasów)

Realia - filmowe. Sportowe dresy, oczywiście, bawełniane z tendencją do barchanowienia się, ale trampki już funkiel-nówki, a poza tym ę-ą i reklama ówczesnej współczesności: restauracje są pełne, kelnerzy uprzejmi, salony mody - ogromne, wszyscy są piękni, mieszkania przestronne, a profesora muzyki z Włocławka stać na nocleg w apartamencie warszawskiego hotelu.
- I te tłumy na stadionie na meczu lekkoatletycznym...
A nie - to akurat nie reklama. Podobnie jak okrzyk "Jesteśmy w końcu mocarstwem lekkoatletycznym, czy nie jesteśmy?" Tłumy na Stadionie Dziesięciolecia rzeczywiście bywały, a my rzeczywiście byliśmy mocarstwem lekkoatletycznym - to w końcu epoka Wunderteamu Jana Mulaka, epoka Sidły, Krzesińskiej, Krzyszkowiaka, Chromika i wielu innych. Wtedy nie trzeba było wielkich mitingów - wystarczył mecz lekkoatletyczny Polska kontra ktoś (USA/Wielka Brytania/ZSRR), by walka była zacięta, wyrównana, a trybuny pełne.

Także w ramach realiów - kolejka sąsiadów pukających do drzwi z hasłem: "My byśmy chcieli obejrzeć telewizję" i dziesiąt osób w pokoju kibicujących Polakom. I tłumacz tu młodzieży, że to nie zwyczaj towarzyski, zwany instynktem stadnym, ale skutek 1-2 telewizorów przypadających na klatkę schodową lub nawet cały blok. I nie, na SopCastcie nie dało się tego obejrzeć. Komuna zagłuszała sygnał ;-)

Socjalizacja w czasach socjalizmu

"Arką Noego między dawnymi a nowymi czasy" jest wypowiedź trenera Mamczyka do kompozytora: "Pański wyjazd załatwiony! Leci specjalnym samolotem do Edynburga nasza drużyna piłkarska - jedenastu zawodników i dwudziestu działaczy sportowych. Więc ja im pokazałem, to wszystko, co o panu napisali dzisiaj i ustaliliśmy, że działaczy może polecieć dwudziestu jeden. Pan poleci jako dwudziesty pierwszy. A kiedy już pan będzie na miejscu, to może pan sobie podyrygować, przecież to nikomu nie przeszkadza" Proporcja działaczy do zawodników - niemal 2:1. Pewne rzeczy są w Polsce niezmienne :-)

Warto? Warto. Żeby się uśmiechnąć, żeby przekonać się, że komedia nie musi zawierać sześciu "kurwów" na minutę, by bawić, żeby zobaczyć aktorską śmietankę w zgrabnie uszytym utworze i żeby przekonać się, że w komediach Barei to jednak nie tyle PRL był samograjem, co reżyser miał warsztat. Nawet wtedy, gdy kręcił zaledwie lekkie-łatwe-i-przyjemne.

Typowa impreza z lat 50/60: dostawiane krzesła (czasem pożyczane od sąsiadów),
niezbyt wygodny stół w niewygodnym miejscu, odjechane skarpetki (pierwszy plan)...

Varia
1. Jeśli mnie wzrok nie myli, państwo Karczowie zamieszkali w bloku na rogu Okrąg i Wilanowskiej.
2. W scenach z meczu lekkoatletycznego pojawiają się gwiazdy polskiego sportu, trybuny pełne... Być może w filmie wykorzystano nagrania zarejestrowanie w trakcie słynnego meczu Polska - USA z 1958 roku, w czasie którego największą sensacją było zwycięstwo Zbigniewa Makomaskiego w biegu na 800 metrów czyli na dystansie, na którym w filmie sensacyjnie wygrała Fołtasiówna. Choć, gdy sportowcy wchodzą na stadion - widać, że chorąży niesie flagę Wielkiej Brytanii... Cóż, pewnie z Anglikami też walczyliśmy na Stadionie Dziesięciolecia.
3. W scenie z koncertu komentator czyta: "Najgłośniej biją brawo polscy piłkarze", a siedzący na widowni panowie z orłem na marynarkach wstają i kłaniają się grzecznie. Za cienki w uszach jestem, żeby rozpoznać, czy to naprawdę piłkarze, ale zakładam, że tak - w fabułę i wylot głównego bohatera do Edynburga wpleciono bowiem autentyczny mecz reprezentacji Polski z maja 1960, w którym Polacy w Glasgow wygrali ze Szkocją 3:2, więc co za problem zaprosić paru piłkarzy do sceny zbiorowej w filharmonii? Gdyby się komuś nudziło - może próbować rozpoznać, proszę uprzejmie:




============
Mąż swojej żony
1961
Czas:
94 minuty
Reżyseria: Stanisław Bareja
Scenariusz: Jerzy Jurandot i Stanisław Bareja (na podstawie sztuki J. Jurandota "Mąż Fołtasiówny")
Obsada: Aleksandra Zawieruszanka, Bronisław Pawlik, Wanda Łuczycka, Mieczysław Czechowicz, Wiesław Gołas, Elżbieta Czyżewska, Jan Koecher

6 komentarzy:

  1. Miła odskocznia po "Poranku kojota", nieprawdaż. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i no. Choć po "Poranku kojota" nawet "Rolniczy kwadrans" byłby miłą odskocznią ;-)

      Usuń
    2. Przez dwa tygodnie ospy i późniejsze choroby trzymałem rękę na pulsie rynku wieprzowiny i ziemniaków. Rolniczy Kwadrans to jednak było coś.

      Usuń
    3. I "Żołnierski" - też był mocny. Choć "Rolniczy" miał potem fajne reklamy.

      Usuń
    4. Nie zna życia, kto nie oglądał "Magazynu konsumenta" (lata 80).

      Usuń
    5. I Nauczycielskiego Uniwersytetu Radiowo-Telewizyjnego :-)

      Usuń