2013-03-25

Niedziela Barabasza [1972]

Małe podobno jest piękne. Krótkie też może być.

On jest bramkarzem lokalnej drużyny... hm, sądząc po warunkach w jakich drużyna gra - dość nisko-ligowej. Na tyle jednak dobrym bramkarzem i z na tyle długim stażem, że miejscowa ludność śpiewa o nim piosenki. Ona jest jego żoną - niezbyt zadowoloną, że tego, że taki stary, a taki głupi, żeby ciągle się ciarać w błocie, gdy w domu remont czeka i inne obowiązki rodzinne. Zjawa się więc na meczu swojego chłopa, staje za jego bramką i podejmuje działania perswazyjno-rozpraszające. 

O co mi chodzi? Ja ci generalnie powiem, o co mi chodzi!

Oczywiście, wszystko kończy się źle. Na wierzch wyłażą wszystkie małżeńskie pretensje i żale. "Bo ja bym chciała, żebyśmy jak ludzie i żeby w niedzielę na telewizję popatrzeć" zderza się z "Miałbym harować jak wół, a potem wskakiwać w ciepłe bambosze i twoją rodzinkę zabawiać? Niedoczekanie!", a "Na remont nie masz czasu, nie masz czasu dziecka wyjąć  balkonu, które od rana tam utknięte siedzi!" spotyka się z "Jestem wolnym człowiekiem i mam prawo żyć!" Na dodatek zajęty kłótnią Barabasz puszcza dwie bramki, z czego jednej nawet nie zauważył, obrócony tyłem do boiska. Trener ściąga bramkarza z murawy, małżeństwo leży w gruzach, kariera leży w gruzach, ale na wielki dramat nie ma na razie czasu, bo trzeba syna wyjąć z balkonowej barierki. A propos, kto z Was utknął kiedyś w ten sposób między szczeblami balustrady - ręka w górę.
- Pierwszy!

W dłoni pana Barabasza piłka. Doooo meeeetaaaaaluuuuu

Koncercik aktorski Anny Seniuk i Zdzisława Kuźniara. On jednym grymasem przechodzi między dumą sportowca i dramatem starszego łysego pana, taplającego się błocie, a ona za bramką śmiga od histerii do groteski, od krzyku do szeptu. A widz siedzi i raz rechocze, raz się wzrusza, raz myśli, że to żona ma rację, innym razem, że mąż, a na koniec dociera do niego, że tak naprawdę to nie tylko film i nie tylko o piłce nożnej, i smutnieje obserwując, jak pan Barabasz wypiłowuje syna z balustrady, mamrocząc pod nosem: "Zobaczysz, jeszcze im pokażesz. Pokażesz im na co cię stać", nie wiadomo, czy bardziej do siebie, czy do syna...

Tło naturszczykowskie - piłkarze naprawdę potrafią w piłkę grać, a publiczność naprawdę z gatunku tych chodzących na mecze. Choć momentami wieje trochę sztucznością: reżyser każe szaleć, publika szaleje wprost propocjonalnie do dniówki, ale nieadekwatnie do sceny, a doping w tle puszczany jest w trybie losowym i zdarza się, że stuprocentowej sytuacji jest cisza, a przy wykopie bramkarza - aplauz.

"...jak najlepszy bramkarz w kraju.
Jego tu wszyscy dobrze znają!"

Warto? Ba! - trzeba. Tym bardziej, że krótkie.


Varia:
1. "Na takich nierobów jak ty, to i nawet Gierek nie pomoże!" - krzyczy w pewnym momencie żona, ale ponieważ czasy niepewne, dodaje asekuracyjnie: "Albo i pomoże".  
2. Nie udało mi się znaleźć informacji, gdzie kręcono mecz, czy brały w nim udział prawdziwe drużyny piłkarskie (a jeśli - to jakie) i kto grał trenera. Ale jeszcze będę szukał. Ktokolwiek wiedziałby...

A to na zachętę:




============
Niedziela Barabasza
1972
Czas:
25 minut
Reżyseria: Janusz Kondratiuk
Scenariusz: Janusz Kondratiuk, Leszek Płażewski (na podstawie opowiadania Leszka Płażewskiego)
Obsada: Zdzisław Kuźniar, Anna Seniuk

2 komentarze:

  1. A propos, kto z Was utknął kiedyś w ten sposób między szczeblami balustrady - ręka w górę.
    *nie podnosi ręki* Mieliśmy murowany balkon. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie zna życia, kto nie..." utknął między szczeblami balustrady. Niezapomniane przeżycie - choć głównie dla rodziców/dziadków usiłujących wyciągnąć berbecia, ja sam pamiętam to jak przez mgłę :-)

      Usuń