2013-03-19

Poranek kojota [2001]

"Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie, wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć. I wiesz, co?... I bym teraz, kurwa, nie miał ręki."

A ja zaufałem Olafowi Lubaszenko po "Chłopaki nie płaczą". I bym teraz, kurwa, chętnie mu coś uciął, bo "Poranek kojota" to niemożebna kupa.

Ubogi rysownik komiksów zakochuje się w słynnej piosenkarce, pasierbicy złego gangstera. Do pasierbicy startuje też pewien dupek, który jest winny pieniądze innemu gangsterowi i liczy na posag, którym mógłby te długi spłacić. Spłacić musi, bo jeździ za nim pan Jędrula z niedowidzącym łamignatem i grożą, ze mu zrobią kęsim. Chaos, pomyłki, zdrady, takie tam komedyjno-sensacyjne pizdryki. Ale umówmy się - to nie von Trier, taki film ma bawić, "Chłopaki nie płaczą" też nie powalały fabułą, a dawały radę. W przeciwieństwie.

Pan Jędrula ogląda film w najlepszy jedyny bezpieczny sposób

Forma... Hm, jakby delikatnie ująć? Zaraz, zaraz, a niby dlaczego mam ujmować delikatnie? Duet Lubaszenko (reżyseria) & Korzyński (scenariusz) się nie przejmuje i leci po bandzie, a ja mam w bawełnę owijać? Forma jest, proszę wycieczki, bucowata do kwadratu. Scenarzysta zebrał wszystkie "suchary", zalegające w szufladach biurka od czasów późnego Gierka, do każdego dołożył po dwie "kurwy", trzy "pierdolnięcia", pół "chuja", wymieszał, zagotował i wszedł mu scenariusz. Reżyser dodał od siebie porady w stylu: "Tadziu, ale ja cię proszę, zaakcentuj tę 'kurwę' odpowiednio, bo publiczność może nie zrozumieć, a najlepiej dodaj jeszcze: 'I zamknij ryj!' - będziemy mieli śmiech na trzy w pięciostopniowej skali. I minę zrób! Koniecznie zrób minę! Taką, kurwa, wiesz...", a aktorzy mu to wszystko zagrali, licząc, że po pół roku nikt o tej kupie nie będzie pamiętał.

Niestety, przeliczyli się. Okazuje się bowiem, że w internecie żyje gatunek widzów uwielbiających ten film i twierdzących, że jest on A) genialny, B) kultowy, C) mega, a aktorzy w nim grający "dają z siebie wszystko i wynoszą film na wyżyny". Oby aktorom ktoś to na jubileuszach i benefisach czytał, niech się boją, że przy nieodpowiednim zbiegu okoliczności tylko to po nich zostanie i ktoś im na nagrobku wypisze "Grał w 'Poranku kojota'"

Reżyser: Głośniej, Michał, głośniej! To jest komedia! Ryczysz!

Opisywanie akcji, dziur, prymitywizmów i całej tej popeliny przekracza granice mojej wydolności. Starczy, że obejrzałem tę kichę od początku do końca. Zamiast - garść cytatów, uwielbianych przez internetowych widzów.

- A skąd ty masz tyle jogurtów?
- Pracowałem w rozlewni jogurtów, jak mnie wywalili to powiedzieli, żebym sobie je zabrał
- Ty po prostu byłeś za dobry do tej roboty.
- To nie to. Waliłem gruchę do głównego zbiornika.


- Przepraszam, w czym mogę pomóc?
- W spuszczeniu sobie wpierdolu!
(i tu następuje cios z bańki)

- To jest guziec, taka świnia z Afryki!
- Ty sam, kurwa, jesteś guziec!

- Gardziołko pana boli?
- Nie twój zasrany interes
- Jakby co, mam panadol...
- Na to, co mi dolega, panadol nie pomoże, więc zamknij, kurwa, ryj!
Dobić Was? Gardziołko bolało, ponieważ obolały został wcześniej zmuszony przez złych ludzi do "innej czynności seksualnej" z udziałem dużego i groźnego gangstera. Finezja, nie?

Nawiązanie do Starszych Panów. Masztalskich.

Poza tym scenarzysta Korzyński opisał szczegółowo proces analnego wykorzystania szczoteczek do zębów przez trzech rosłych Afro-Afrykanów (i proszę, nie każcie mi opisywać dalszych pomysłów scenarzysty związanych z tymi szczoteczkami, bo nie, to nie był koniec opowieści), dołożył siadanie na twarzy, tampony w nosie, oddawanie moczu do frytek, zator w mosznie i drzazgę w fiucie. Te trzy ostatnie dowcipy na szczęście tylko w wersji słownej. Any questions jeszcze?

Aktorzy... Maciej Stuhr gra taką samą rolę, jak w "Chłopaki nie płaczą", ale mocno ciąży w stronę tła, Tadeusz Huk żenuje głównie udziałem, bo na żenowanie grą jest za dobry, aczkolwiek teksty które wygłasza powinny mu się śnić po nocach, Janusz Józefowicz sprawia wrażenie solidnie nawalonego, Michał Milowicz ma wdzięk płynu do mycia naczyń, a na szczególną uwagę zasługuje Karolina Rosińska. Że dykcji nie ma, że tekst podaje jak kelnerka jajecznicę w dworcowym barze, że grać nie umie i z każdą ekranową emocją mija się w sporej odległości... Cóż, nie każdemu Bozia dała talent, a kiedy przychodzi reżyser, wciska główą rolę i dużą kasę, mało kto by odmówił. Ale te oczy... Kurczę, człowiek zazwyczaj ma coś w oczach - jakiś wyraz, jakąś emocję, jakąś reakcję, jakąś myśl, cokolwiek. Karolina Rosińska jest jedynym znanym mi przypadkiem kompletnej pustki w oczach. Bez względu na to, co gra, jej oczy są dokładnie takie same i tak samo puste. Zero, null. Dwie szklane kulki na śrubkach wprost z ixiańskiej manufaktury. Choć nie, Ixianie nawet w imadle i pilnikiem zrobiliby oczy pełne wyrazu. Jakiegokolwiek. A ponieważ Karolina Rosińska oczy ma wielkie - pustka w nich robi wrażenie nieco upiorne. Gra aktorki - także.

Skoro tak, to właśnie, że oczu nie pokażę!

Omijać bardzo szerokim łukiem. Jeśli oglądaliście - wyprzeć, jeśli nie oglądaliście - bronić się rękami i nogami, a znajomych, którzy będą Wam to podsuwać, zapraszać tylko na imprezy, na które wejście związane jest z przyniesieniem prezentu. Albo może nie? Jeszcze przyniosą paczkę DVD z komediami Olafa Lubaszenki...


Varia:

1. W jednej ze scen ulicą idzie sobie czwórka panów, ustalających plan bliżej nieokreślonego działania, na które "Zdzisław przygotuje pieniądze". Wyglądają na kombinatorów z gatunku "polski nizinny powiatowy", ale nic bardziej mylnego. Powiatowy? Aaaależ! Ta czwórka to ówczesna wierchuszka PZPN: Listkiewicz, Kręcina, Apostel i Strejlau. Prawie jak Wehrnitz, Ohlers, Lübow i Fahrenwirst.
2. W konkurencji product placement Dojlidy otrzymują nagrodę za najgłupsze ujęcie, a producent samochodowych zapachówek - za tupet.
3. W epizodzie pojawia się Jarosław Jakimowicz ("Młode wilki"). Zapada w pamięć jako Ten, Który Gra Gorzej Niż Karolina Rosińska.
4. Jednym z producentów jest Janusz Morgenstern. A to podobno młodzi wstydu nie mają.
5. Film zrealizowano "przy wsparciu Komitetu Kinematografii". Takiego ówczesnego PISF-u. Noż, kurrr...


============
Poranek kojota
2001
Czas:
91 minut
Reżyseria: Olaf Lubaszenko
Scenariusz: Mikołaj Korzyński
Obsada: Maciej Stuhr, Karolina Rosińska, Tadeusz Huk, Janusz Józefowicz, Michał Milowicz, Magdalena Kumorek, Tomasz Dedek i inni

6 komentarzy:

  1. Greps o jogurcie znam, więc musiałam to kiedyś oglądać... ale chyba wyparłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie ma już takich polskich komedii ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. internecie żyje gatunek widzów, uwielbiających ten film
    Czy ten przecinek jest potrzebny?

    W jednej ze scen ulica idzie sobie czwórka panów
    Ulicą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kto gorszy? Jakimowicz, czy Milowicz.? Oto jest pytanie...
    Fundamentalne.
    I nie tyczące tylko tego filmu.

    Szczerze oddany
    Henryk Gorączko

    OdpowiedzUsuń