2013-03-01

Tydzień z życia mężczyzny [1999]

Pozwólcie przedstawić sobie: pan żubr we własnej osobie. Adam Borkowski: z zawodu - prokurator, z zamiłowania - chórzysta, z przekonania - mąż, z ochoty - kochanek z hobby - autor książek. Pominąwszy brzuch rozmiaru XXL - szczyt marzeń każdego mężczyzny. Każdy z nas chciałby być szanowanym, popularnym i dobrze sytuowanym człowiekiem sukcesu, na którego lecą ponadprzeciętne kobiety i co druga telewizja. Albo może lepiej wszystkie telewizje i co druga kobieta - tak chyba bezpieczniej dla zdrowia.

Oficjalnie pan prokurator Borkowski jest chodzącym ideałem, wzorem cnót i bardzo sympatycznym panem w średnim wieku. Nieoficjalnie... Cóż, najpierw dowiadujemy się, że nie jest wzorem cnót, bo na na hotelowym boku barłoży się z atrakcyjną blondynką, a potem to już leci pac-pac-pac jak ziemniaki z worka: z kochanką zrywa w sposób żałosny, charytatywność i filantropię uprawia nie z potrzeby serca, tylko z powodu ulg podatkowych, zdrowiem przyjaciela przejmuje się bardzo, ale głównie dlatego, że choroba przeszkadza chórowi i może zaszkodzić występom w Londynie, a w dodatku przyjaciela trzeba tam będzie niańczyć., itd. itp.

"Tydzień ma dni siedem, w miesiącu tygodni cztery, a w pociągu wagonów czterdzieści i osiem"

Z każdym kolejnym dniem nasza sympatia do bohatera zamienia się w niechęć. Jest śliski, jest mętny, na sali sądowej wymachuje pryncypiami, a poza salą pieprzy te pryncypia (dokładnie te same - Jerzy Stuhr spiął to zgrabną klamrą) z góry na dół i w dodatku ucieka od jakiejkolwiek odpowiedzialności, zwalając ją na innych albo chociaż na los. Czasem  przez brak własnej decyzji, czasem przez dyskretne i umiejętne manipulowanie otoczeniem. Niech ktoś inny rozwiąże, niech ktoś inny zdecyduje, niech ktoś inny poniesie konsekwencje, niech "jakoś" się uda... 

Do czasu się udaje, ale w końcu przestaje się udawać - bohaterowi wszystko sypie się na głowę, sprawy się plączą, komplikują. I co? I nadal nic - Adam Borkowski jak zwykle ślizga się, uchyla, unika, komunałami rzuca i nawet kiedy wreszcie w prywatnym życiu sięga po imponderabilia - okazują się one zgoła niepryncypialne. Gromkie "Precz z komuną!", choć zaczyna się od kanonicznego "Katowali nas w 1968! Zabijali w 1970!", nie wynika z jakichś martyrologicznych przeżyć, internatu czy przebytej "ścieżki zdrowia", tylko ze zwykłego, miałkiego "Żadnej poważnej sprawy nie dali, żadnego kierowniczego stanowiska..." Oczywiście, i tym razem koszty romantycznych uniesień bohatera ponosi ktoś inny.

Nawet w finale, gdy oczekujemy (ja oczekujemy), że prokurator Borkowski dostanie wreszcie po krzyżu choć trochę, że wreszcie usłyszymy choć odrobinę przeprosin czy refleksji, że może przynajmniej jakaś mała kara, taka tycia pokuta choćby - bohater uśmiecha się do kamery, rzuca zgrabny banał i odchodzi w stronę zachodzącego słońca w dół ulicy. A my zostajemy jak głupi (ja zostajemy), bo orientujemy się, że tak naprawdę wcale nam na karze nie zależy, a gość jest przecież całkiem fajny, tylko jakoś mu się tak nie poukładało, ale gdyby się ułożyło... Ciekawe, czy kiedy orientujemy się, że się orientujemy, niechęć nam wraca podwójnie, czy jednak machamy ręką i też odchodzimy w dół ulicy?

- Pani taka sama? - powiedział zalotnie do Prawej Nogi.

Aktorsko film powyżej średniej krajowej. Gosia Dobrowolska zgrzyta czasem lekkimi naleciałościami w akcencie, ale przekonuje. Krzysztof Stroiński to aktor, o którego reżyserzy powinni się zabijać, bo nieważne, czy gra rolę główną, czy epizod - zawsze gra co najmniej dobrze (ktoś pamięta jakąś jego złą rolę?), Danuta Szaflarska to kolejny "samograj", a reszta też wypada jeśli nie bardzo dobrze, to przynajmniej w górnej strefie stanów średnich, co jak na polski film jest wynikiem znakomitym.

Jerzy Stuhr jest aktorem wieloczynnościowym, przedsiębiernym, zasięrzutnym i samowystarczalnym. Pisze, reżyseruje, gra, daje bohaterowi ludzką twarz i nawet kiedy świni się on strasznie (jako bohater, oczywiście), nie potrafimy znielubić go do końca. Pytanie tylko, czy dlatego, że  aktor/reżyser stworzył tę postać w sposób tak zwarty i przekonujący, czy może dlatego, że w mniejszym lub większym stopniu, odnajdujemy w postaci Adama Borkowskiego samych siebie z naszymi własnymi słabościami, wykrętami, ucieczkami? Albo wiecie... może jednak lepiej nie odpowiadajmy sobie na to pytanie. Ucieknijmy sobie bezpiecznie w poszukiwanie podobieństw głównego bohatera do postaci obywatela Piszczyka (pierwszego i drugiego), którego lubiliśmy głównie ze względu na odtwarzającego do aktora, bo przecież obiektywnie sama postać niekoniecznie był "lubialna". A tu mamy jego współczesnego nam potomka: równie śliskiego, choć pozbawionego dobrodusznej ciapowatości, za to bogatszego w świadomość możliwości, jakie w miłościwie panującym nam ustroju owa śliskość daje, z całym cynizmem te możliwości wykorzystującym i jeśli nie znielubionego całkiem - to również ze względu na charyzmę aktora.

Wielkie kino? Przyzwoite. Wystarczy.

I ja bym tu dawał od razu gis.

 Varia
1. Oczywiście, są cycki - ostatecznie to polski film. W odróżnieniu jednak od większości rodzimych produkcji, cycki w filmie Stuhra są: A) uzasadnione, B) tak długo, jak muszą być i ani sekundy dłużej, C) powyżej estetycznej średniej filmowej.
2. Rolę dyrygenta chóru gra prawdziwy dyrygent Maciej Niesiołowski. Starsi pamiętają, ale młodsi mogą nie kumać czaczy, więc wyjaśnię: w czasach, w których Jerzy Stuhr kręcił "Tydzień z życia mężczyzny" Maciej Niesiołowski był gwiazdą telewizji, korzystającą ze swego uroku, by zatruwać umysły rodaków muzyką klasyczną, symfoniami, wariacjami i walcami Straussów. Na szczęście potem przyszła "misja" i zamiast orkiestralnych popierdółek dostaliśmy teleturniej "Jaka to melodia".
3. Chór głównego bohatera śpiewa: "Jak doskonałym tworem jest człowiek! Jak wielkim przez rozum! Jak niewyczerpanym w swych zdolnościach! Jak szlachetnym postawą i w poruszeniach! Czynami podobnym do anioła, pojętnością zbliżonym do bóstwa! Ozdobą on i zaszczytem świata! Arcytypem wszech jestestw!"... Kurde, niby Szekspir, a całkiem jak Rubik.


============
Tydzień z życia mężczyzny
1999
Czas:
85 minut
Reżyseria: Jerzy Stuhr
Scenariusz: Jerzy Stuhr
Obsada: Jerzy Stuhr, Gosia Dobrowolska, Danuta Szaflarska, Krzysztof Stroiński, Jacek Romanowski, Alex Możdżyński i inni.

5 komentarzy:

  1. Muszę, inaczej się uduszę........ Nie widziałam większości filmów, ale czytam, bo blog jest perełką. Świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i nóżką się kłaniam, ale duszenie się zostawmy na wszelki wypadek pieczarkom :-)

      Usuń
  2. z ochoty - kochanek z hobby - autor książek.
    Przecinek po „kochanek" by się przydał.

    sama postać niekoniecznie był "lubialna".
    Była.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak mi przyszło do głowy, że chyba kojarzę słabą rolę Stroińskiego - w "Nieboskim stworzeniu". Ale dawno tego nie widziałem, więc może po prostu całość była słaba i nie pana Krzysztofa w tym wina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nieboskiego stworzenia" nie widziałem, więc - idąc na przekór współczesnym trendom - nie znam się, to się nie wypowiem :-)

      Usuń