2013-03-09

Wiano [1963]

Miłość, klerykalizm, socjalizm, problemy społeczne, lojalność, poświęcenie i buhaj.

Miłość reprezentuje Bronka, tęskniąca za wielkim uczuciem, takim "żeby skomlał, żeby ginął dla mnie" i której takie uczucie, niestety, się trafia.
Klerykalizm reprezentuje wiejska płeć w sile wieku piękna, śpiewająca i zasuwająca ze świętymi obrazami, czasem nawet na kolanach. Klerykalizm jest ekspansywny ("To co, ksiądz nie chce, żeby każdy musiał?"), nie przeszkadza mu rozwiązłość obyczajowa ludu (bo klerykalizm sam kiedyś był ludem i też się rozwiązywał), ale bardzo przeszkadza mu szerzący ateizm nauczyciel.

Elementy klerykalne

Socjalizm reprezentuje przewodniczący spółdzielni - dusza-człowiek, serce na dłoni i domy dla spółdzielców w planie. Oraz ojciec Bronki, do którego jeszcze wrócimy.
Problemy społeczne reprezentuje Staszek, który spowodował na bańce wypadek, odsiedział rok, a teraz, pozbawiony prawa jazdy, wraca na wieś. Gdzie spotyka kolegów i deklasuje się społecznie.
Lojalność reprezentuje Ulka. Wrrróć!... Ulka nie reprezentuje, bo zamiast czekać na zapuszkowanego Staszka, wiąże się z nauczycielem. Oczywiście, powracający Staszek chce nakłaść nauczycielowi po mordzie, co powoduje ostry konflikt społeczny na linii bywsza klasa robotnicza - inteligencja, a to wszystko na oczach ludu pracującego wsi. Brak lojalności reprezentuje także Staszek, który pociesza się Bronką, rwąc ją jak świeże wiśnie, a potem porzucając bezdusznie, co staje się przyczyną dramatu.

Elementy socjalistyczne

Poświęcenie reprezentuje ojciec Bronki - działacz partyjny i spółdzielczy, postawiony przed życiowym dylematem: czy być wiernym poglądom i patrzeć jak mu się córka w czworakach starzeje, czy może zaprzeć się siebie, odebrać ziemię spółdzielni i wywianować córkę, bo chętny na trzy morgi się znalazł. I jak to w życiu - raz się, człowieku, poświęcisz, a będziesz musiał poświęcać się ciągle.

Buhaja reprezentuje buhaj. Taki normalny, duży i dyszący z namiętności do stojącej przed stodołą jałówki. Nie, to nie żadna metafora - buhaj jest prawdziwy, na tyle prawdziwy, że przy scenie, w której Zofia Kucówna, wchodzi do boksu, klepie buhaja, żeby ten się nastąpił, a następnie własnoręcznie wywleka go ze stodoły, siedziałem z zębami wbitymi w blat i pięściami zaciśniętymi kurczowo. Wyobrażacie sobie dzisiejsze gwiazdy w takiej scenie? Wyobrażacie sobie jak gieroje ostatnich polskich "zen-sacji" wyprowadzają buhaja ze stodoły? Wyobrażacie sobie jak Paweł Małaszyński ("Oficer", Misja Afganistan"), Michał Żebrowski ("Wiedźmin", "Sęp"), czy Borys Szyc ("Oficer", "Bitwa Warszawska") podchodzą do takiego zwierza na odległość mniejszą niż strzał z kuszy? Mówimy o żywym zwierzu, chodzącym, muczącym i nienaćpanym kilogramem relanium... I o nienaćpanych asekuracyjnie aktorach.

Elementy aspołeczne

Sporo wątków, ale zgrabnie splecionych, nachodzących na siebie nienachalnie i konsekwentnie, malownicze plenery, ciekawe zdjęcia Kurta Webera i przede wszystkim aktorstwo. Wczesne lata sześćdziesiąte to jeszcze mocny "sznyt" teatralny, który momentami może razić, ale klasa aktorów powoduje, że film ogląda się bez grymaszenia, a czasem nawet z przejęciem.
Rewelacyjnie zagrała Zofia Kucówna (Bronka) i nawet w scenie z drągiem (spokojnie - żadnych świństw, sam romantyzm i wzruszenie) widz wierzy jej całkowicie i współszczerzy się optymistycznie. Roman Wilhelmi (Staszek) rolę buduje głównie oczami, ale buduje naprawdę mocno. Żeńskie elementy klerykalne czyli Elżbieta Wieczorkowska i Bohdana Majda kiedy trzeba - są odpowiednio klerykalne, a kiedy trzeba - zwyczajnie wredne, Zbigniew Zapasiewicz w roli księdza jest przystojny, a Marta Lipińska w roli Ulki, jest tak ładna, że aktorstwo nie jest jej jakoś szczególnie potrzebne. Zbigniew Karczewski przebija się nawet przez drętwe teksty napisane mu przez scenarzystę, a wszystkich kładzie na łopatki Kazimierz Opaliński, który z trzeciego planu tworzy kreację, po obejrzeniu której człowiek ma ochotę wparować do najbliższego przysiółka i wydając niecenzuralne okrzyki pod adresem ludności, napierniczać ją solidnie czymś ciężkim po plecach, w celu wywołania empatii, humanizmu i cywilizacji.
Przeciętnie wypada Tadeusz Łomnicki, ale to może kwestia kwestii czyli roli i dialogów.

Element oralny

Maksymy Gorkiego: 
"Jak chce tu zostać, to z ręki będzie jadł. Boga można się nie bać, ale sąsiadów?..."


Varia
1. Film przydałoby się pokazać gronu post-IPN-owców, według których PRL to ino dyktatura, zamordyzm, gnębienie, tłumienie, Wieczny Opór, kazamaty oraz walka z kościołem przy pomocy co najmniej karabinów maszynowych. A tu przez pół filmu elementy klerykalne zasuwają po ekranie ze świętym obrazem-bohomazem i pieśnią na ustach, ksiądz jest sensowniejszy od przysłanego z powiatu nauczyciela, wygrywa obskuranctwo, a partyjność i spółdzielczość stają się przyczyną wielu groźnych chorób i tragedii. Rok 1963, gdyby ktoś zapomniał. Reżysera nikt nie zamknął, na aktorów nie nałożono zapisu, film nie wylądował na półce. PRL-owskie paradoksy w pełnej krasie,
2. Filmpolski podaje, że plenery kręcono w Łącku. Filmweb dodaje jeszcze Liw. Zdjęcia (kościół za szkołą) potwierdzają wersję Filmwebu.
3. Staszek wraca do rodzinnej wsi "Żukiem". "Żuka" seryjnie zaczęto produkować w 1959 roku, do 1963 wyprodukowano może 5-6 tysięcy (w tym 1500-2000 na eksport), a tu proszę - trafił na takie zadupie. Product PRLacement?
4. Pojawienie się na ekranie brata Staszka wywołało moje radosne: "Jo Antoni Wieczorek, schulmeister!" Spędził Kazimierz Talarczyk na ekranie 20 lat, zagrał dziesiątki ról, a dla mnie i tak zawsze będzie schulmeistrem, który kury dawno zjod.


============
Wiano
1963
Czas:
93 minuty
Reżyseria: Jan Łomnicki
Scenariusz: Jerzy Pomianowski (na podstawie noweli Marii Szuleckiej)
Obsada: Zofia Kucówna, Roman Wilhelmi, Marta Lipińska, Tadeusz Łomnicki, Elżbieta Wieczorkowska, Zdzisław Karczewski, Kazimierz Opaliński, Bohdana Majda i inni.

3 komentarze:

  1. E tam, ipeeny nawet jak zobaczą, to nie uwierzą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, powracający Staszek chce nakłaść nauczycielowi po mordzie, co co powoduje ostry konflikt społeczny na linii bywsza klasa robotnicza - inteligencja, a to wszystko na oczach ludu pracującego wsi.
    Tutaj nabroiło to samo echo co w poście o „Sarze". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem się nie wymądrzam, tylko czytam uważnie i poprawiam ;-)

      Usuń