2013-03-11

Wtorek [2001]

Jaki jest najlepszy sposób na mole? Polubić. Z "Wtorkiem" jest podobnie.

"Poniedziałek" był dołujący. "Wtorek" wywołuje uśmiech. Oba wymagają od widza wytrwałości i odporności na konwencję.

Fabuła prosta jak konstrukcja cepa: Maniek i Dawid, odzyskują pieniądze od dłużników lokalnego biznesmena-mafiosa. Nie oddają ich jednak zleceniodawcy, tylko kupują za nie stary spichlerz na zadupiu i urządzają tam klub go-go dla okolicznych naturszczyków. Z kufli leje się "Mocny krasnal", na rurze tańczą dziewczęta pracujące, lud pracujący miast i wsi (głównie wsi) wali drzwiami i oknami, kółko parafialne ma za złe, a miejscowi bedgaje zaczynają się domagać dojczmarek za ochronę.

Jaki kraj - taki raj.

Nuda, nie? Co można z tego zrobić? Rozdać aktorom pistolety i nakręcić "Wieś prywatną", w której źli wygrywają z dobrymi lub odwrotnie, a główni bohaterowie piją wódkę i narzekają na kobiety. Można nakręcić mroczny dramat ekonomiczny, w którego finale główni bohaterowie palą swój biznes, a sami wieszają się na przydrożnej wierzbie, wyzywając Balcerowicza od krwiopijców, pachołków kapitału i neojudeopostleseferystów. A można zaprosić parę znajomych osób, paręnaście znanych twarzy i nakręcić bezpretensjonalną komedyjkę, której scenariusz kupy się za bardzo nie trzyma, reżyser od czasu do czasu mówi: "Teraz, wiecie, spotykacie się i zagrajcie to jakoś, poimprowizujcie...", a znana blada twarz goni znaną bladą twarz, ale która to komedyjka od samego początku nie udaje czegoś, czym nie jest, nie sili się, ot, snuje się, czasem wzbudzając uśmiech, a czasem śmiech.

"Czasy, czasy są takie, że wystarczy nie być impotentem i już się jest w czołówce.
Europejskiej!"

Witold Adamek ściągnął na plan "Wtorku" batalion znajomych gwiazd, gwiazdeczek i innych celebrytanów nadwiślańskich. W roli inteligenta, któremu produkcja ogrodowych krasnali nie poszła, za to z kobietami radzi sobie mimowolnie, wystąpił Jerzy Pilch i kiedy oswoił się z kamerą, zaczął zapadać w pamięć bon-motami, wygłaszanymi charakterystyczną melodią. Janusz Korwin-Mikke mówił... no, o czym mógł mówić Janusz Korwin-Mikke? O garncarstwie? Oczywiście, o podatkach i państwie, które okrada.
Profesorowie Miodek i Bralczyk, namawiali bohaterów i nas do nieużywania wulgaryzmów. Magdalena Pańkowska gra sklepikarkę, w którą z kretesem popada Jerzy Pilch. Słucham?... Shazza. Taka Doda sprzed dwóch dekad. Kto jeszcze? Żeński kabaret "Szum", w roli stada wielbicielek Jerzego Pilcha (Pierwszą Muzą jest Marylka z Kabaretu Form Sierocych "Jurki" czyli Harriet ze "Spadkobierców"), Andrzej Bober z "Listów o gospodarce" jako Andrzej Bober z "Listów o gospodarce" i Paweł Mossakowski, recenzent i producent filmowy, jako nieco-większo-miasteczkowy mafioso Henryk II Bossak.

Problemy i troski prywatnego biznesu regionalnego

Duet głównych bohaterów to też nie-zawodowcy - Dawida gra Paweł Kukiz, lider zespołu "Piersi", a Mańka  - Grzegorz Borek czyli Bolec, nieżyjący już krakowski raper, człowiek, którego kamera kochała i który gasił połowę zawodowców, z jakimi przyszło mu w filmach grywać.
A właśnie - zawodowcy: żonę Mańka gra Małgorzata Kożuchowska, niebędąca jeszcze świątobliwą Hanką Mostowiak (Hanka Mostowiak nigdy nie zatańczyłaby w ten sposób na rurze), dziewczynę Dawida - Kinga Preiss, w roli prowincjonalnego gangstera bawi Lech Dyblik, a w cenie castingu do tańca na rurze, fragmenty "Fantazego" recytuje młodziutka Małgorzata Socha, która dziś patrzy na nas z połowy okładek pism kobiecych, ale wtedy mogła liczyć jedynie na nędzną dniówkę i opis "obsada aktorska".

Żadnego zadęcia, żadnych wielkich Ę-Ą. Lekko, łatwo i przyjemnie. Tu zgrabny żarcik, tam dwa niezgrabne, tu cycki (czy jeśli określenie "bimbałki" poznałem dopiero dzięki temu filmowi, to coś ze mną jest nie tak?), tam atak kółka różańcowego przy dźwiękach Wagnera, tu jakże narodowa Daniela, racząca nas rymem częstochowskim, a na karuzeli Sergiusz Żymełka, jedno z niewielu dzieci (wtedy - dziś to już młody-zdolny) polskiego kina współczesnego, które nie zachowuje się, jakby było na baterię i to rozładowaną.

"Dziewczęta są romantyczne i delikatne jak puch
Piszą wiersze liryczne. Nie zabijają much."

Przeciętny film, niedopracowany, oparty na nader prostym poczuciu humoru? Pewnie tak. Ale skoro nie zawsze musi być kawior, to i Bergman też nie zawsze być musi. Czasem wystarczy piwo, kiełbasa wiejska i Witold Adamek. Jak śpiewał Bolec: "Bo chodzi o to żeby było miło, chociaż nie każdy o tym wie". A w dodatku zostało mi w pamięci parę scenek, parę cytatów do codziennego użytku - niewiele filmów kopnął taki zaszczyt :-)
Ja tam "Wtorek" lubię i co mi zrobicie?

A jeśli jeszcze nie widzieliście, to możecie swój stosunek do filmu przetestować na poniższym fragmencie. Długi nie jest, klimat oddaje, a najlepsze na końcu.



A Wy? Umiecie zrobić kotka, mrau?



Varia:
1. Kinga Preiss gra postać, która w "Poniedziałku" ma na imię Renata, a we "Wtorku" już Kinga, ale who cares?
2. Za rolę Renaty Kinga Preiss dostała Orła w kategorii "najlepsza kobieca rola drugoplanowa". Trzy lata wcześniej za tę samą rolę w "Poniedziałku" dostała tę samą nagrodę. Do "Poniedziałku" nie chcę na razie wracać, więc się nie wypowiem, ale Orzeł za "Wtorek"? Ryli?
3. "Wtorek" kręcony był w Karczewie, a w scenach zbiorowych wykorzystano miejscową ludność. Która to ludność z entuzjazmem witała każdego dubla, bo piwo było prawdziwe i wydzielane hojnie.
4. W scenie licytowania spichlerza licytanta z komórką gra Marek Kryjom, przydział służbowy: zespół "Piersi".
5. "Środy" Witold Adamek nie nakręcił. I dobrze.


============
Wtorek
2001
Czas:
91 minut
Reżyseria: Witold Adamek
Scenariusz: Robert Brutter, Wojciech Jędrkiewicz, Witold Adamek
Obsada: Grzegorz "Bolec" Borek, Paweł Kukiz, Małgorzata Kożuchowska, Jerzy Pilch, Kinga Preiss, Sergiusz Żymełka i inni.

5 komentarzy:

  1. Obsada: Grzegorz "Bolec" Borek, Paweł.Kukiz, Małgorzata Formeniak, Jerzy Pilch, Kinga Preiss, Sergiusz Żymełka i inni.
    A nie Kożuchowska?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. /wali głową w blat biurka, a następnie przystępuje do okładania się klawiaturą/

      Kompromitacja. Nie wiem, co mnie opętało, tym bardziej, że w samym tekście jest prawidłowo. Wielkie dzięki za wyłapanie - kiedy tylko przestanę się batożyć i rumienić ze wstydu, natychmiast poprawię.

      Usuń
  2. O, nie zauważyłam tego za pierwszym razem:
    A można zaprosić paru znajomych osób
    Albo „paru znajomych", albo „parę znajomych osób".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie zauważyłem. Zasady znam (kamaan... odrobinę zauufania), a tu chyba nieuwaga przy poprawkach - pewnie była jedna z wersji, ale mi się nie spodobała i zmieniłem... ale tylko część.

      Usuń
  3. Wieeem. Podałam dwie opcje, bo obie pasują.

    OdpowiedzUsuń