2013-04-30

Jesteś bogiem [2012]

"Powiem ci, że to fakt. Powiesz mi, że to obciach.
Pierdolę cię - i tak rozejdziesz się po łokciach"
Historię Magika i Paktofoniki zna każdy, a jeśli nie zna - niech sobie przeczyta reportaż Lidii Ostałowskiej, opublikowany w "Dużym Formacie" rok po śmierci Magika.
- No, jasne! - odezwie się naburmuszony gimnazjalista - Będę czytał tekst w "Wyborczej", o której koledzy mówią, że kłamie, a poza tym, co taka "Wyborcza" może wiedzieć o Magiku i nieśmiertelnym pięknie, które mieszka w jego hip-hopie! 

"Chwile ulotne chwytam jak sygnał satelita"

Reportaż był na tyle dobry, że po jego lekturze pewien brodacz postanowił napisać scenariusz o Paktofonice, pojechał na Śląsk, napisał, nakręcił... Może gdyby postawił Lidii Ostałowskiej dobre wino i napisał scenariusz na podstawie jej reportażu, wyszedłby z tego niezły film, na którym młodsi widzowie szlochaliby jak bobry i rymowaliby nocami do poduszki, a starsi wracaliby do domu, przytulaliby dzieci i mówili: "Synu... bądź sobą, masz tu mikrofon, któren właśnie zakupiłem w Saturnie i przepraszam, że zmuszałem cię do wkuwania o mitochondriach. Rapuj, maluj i twórz, ja zaś zniosę wszystko do późnych godzin nocnych, a rano zrobię jajecznicę". Niestety, autor scenariusza postanowił własnoręcznie napisać wszystko od nowa.

"Bez pobytu w Katowicach nie mógłbym napisać tego scenariusza. Przez dwa lata każdą wolną chwilę spędzałem na Śląsku (...) Kręciłem się po ścieżkach, którymi chodzili Fokus, Rahim i Magik, robiłem zakupy w sklepie, w którym robił je Magik, jadałem w tamtejszych barach. (...) Wreszcie dotarłem do szkoły, rozmawiałem z nauczycielami, zobaczyłem ubikację w technikum, w której poznali się Magik i Fokus"...  Cóż, magiczne fluidy sztuki w szkolnym klopie już chyba dawno padły ofiarą ściery pani woźnej, bo choć kibel ostatecznie zagrał w filmie, to jego artystycznej atmosfery na ekranie oddać się nie udało. Jakże ulotna jest sztuka...

Symboliczną samotność artysty symbolizujemy za pomocą symboli.

Dygresja: kiedy Dustin Hoffman kręcił "Maratończyka" i miał zagrać człowieka, który nie śpi od iluś tam godzin - nie spał od iluś tam godzin. Grający z z nim Lawrence Olivier zapytał kpiąco: "Panie kolego, a nie mógłby pan tego po prostu zagrać"? Kogo pamiętamy z "Maratończyka": niewyspanego Hoffmana czy Oliviera, pytającego "Is it safe"?
...
No właśnie.
Koniec dygresji. 

Scenarzysta chciał zbudować Magikowi pomnik, aktorzy w wywiadach wciskali głodne kawałki o "walce o człowieczeństwo" i że "znaki z zewnątrz jakby powodują to, że jest to film o szerokim zastosowaniu", reżyser, unikając patrzenia w kamerę, truł o "jakiejś takiej wewnętrznej tajemnicy", media pompowały atmosferę...

"Przygniatani problemami ciągle na podeście"


Na ekranie widzimy do bólu przeciętnego gościa z problemami, który wygłasza przeciętne, sztuczne kwestie, a ożywa tak naprawdę, kiedy przychodzi mu rapować teksty Magika. Te najbardziej "kultowe", bo innych szeroka publiczność mogłaby nie rozpoznać.
Marcin Kowalczyk próbuje coś zagrać (hip-hopowo jest najsłabszy z trójki głównych bohaterów,  momentami wyraźnie rusza się "obok" rytmu), ale nie bardzo ma co - dostaje styropianową figurkę z tabliczką "Magik. Zachwyca", dostaje teksty typu "Jestem artystą, to jest dla mnie ważne", "Zabiję się. Mówię ci, zabiję się" i garba w postaci legendy. Zmaga się z postacią, próbuje coś z nią zrobić, ale co może zrobić, jeśli scenariusz okleja jego postać komunikatami, ogłoszeniami i oznajmizmem? Spore pole do aktorskiego popisu dałby wątek z ucieczką Magika przed wojskiem przez symulowanie choroby psychicznej, ale z niewiadomych przyczyn twórcy zrezygnowali z niego, zostawiając tylko same objawy choroby, przez co niezorientowany widz nabiera przekonania, że Magik miał po prostu nierówno pod kopułą, kropka. Nie wiem, czysta choroba jest jakoś nobilitująca tragizmem, a ucieczka przed wojskiem jest wstydliwa, czy jak? Chyba nie bardzo, bo i objawy, i ewentualna choroba wciśnięte są półgębkiem i w kąt.
I jeszcze ta łopatologia, gdy Magik w 1/3 filmu stoi na dachu i spogląda w dół, a kamera w ten dół zjeżdża. No darujcie, naprawdę...

"Obrazy przed oczami zawieszone jak na ścianie..."

Nieźle aktorsko i świetnie hip-hopowo wypadają Tomasz Schuchardt i Dawid Ogrodnik, choć i oni muszą recytować drętwe dialogi (niektóre po parę razy, bo się scenarzyście tak spodobały, że nie kontroluje powtórek), a w połowie filmu twórcy tracą na nich pomysł i chowają ich postacie do szafy. Arkadiusz Jakubik swoje gra (takiego Środonia, tylko bez wódki i w optymistycznych cyrkumstacjach), wiarygodności ma za sześciu, niuanse wygrywa znakomicie i przykrywa wszystkie niedoskonałości scenariusza oraz kolegów-aktorów. Przemysław Bluszcz, grający ojca Magika, miga tylko w tle, a potem twórcy każą mu zagrać żenującą (naprawdę, żenującą) scenę po samobójstwie Magika.

Pozostali "dorośli" są albo wredni i sztampowi (pierwszy menago), albo tylko sztampowi (rodzice Justyny i nauczyciele). Wyróżnia się jedynie Marcin Dorociński - bo to Marcin Dorociński: zagrałby słuchawki albo kaloryfer i też by się go zapamiętało. Dla mnie odkryciem filmu jest Katarzyna Wajda w roli Justyny - żadnych szarż, żadnego szastania, wycofanie, szkic piórkiem, a nie łopatą i jeśli ktoś chce zobaczyć portret współczesnej, przeciętnej do bólu dwudziestolatki, to proszę uprzejmie. Przeciętność postaci przekształcona w sztukę. W przeciwieństwie do roli głównej, przekształcającej sztukę w przeciętność.

"Tylko uświadom to sobie, sobie..."


Sztukę? No właśnie, czy sztukę? Bo tu dochodzimy do sedna - autorzy chcieli filmu o nadwrażliwym artyście, a wyszedł im film o chłopaku z bloków z ponadprzeciętną może zdolnością do rymów, ale poza tym zwyczajnym do bólu i z kłopotami życiowymi jak u każdego. Oraz ze sporą porcją trawy po kieszeniach, ale to też w filmie przycięto. I kto wie, może to właśnie jest prawda o Magiku i o całej Paktofonice - o trójce ludzi, których legenda urosła na czterech utworach i tragicznej śmierci jednego z nich. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że gdyby ci sami aktorzy zagrali te same postacie, z tymi samymi kwestiami, ale nazywające się inaczej i występujące w jakimś fikcyjnym zespole, w jakimś EloZią czy innym Nagłym Wzwodzie Drwala, zostaliby przez publiczność i środowisko zjechani i wdeptani w asfalt za bezczeszczenie czystości polskiego hip-hopu, spłycanie, prymitywizowanie i warszawską pogardę wobec Śląska. Choć chyba wtedy byliby o wiele bardziej wiarygodni, a film można by przyswoić bez oporów. No, ale to przecież Magik, Rahim, Fikus, "Jesteś bogiem" i "Nowiny", prawda czasu, prawda ekranu, prawda... i stado zachwyconych wyznawców, klęczących u stóp prasłowiańskiej gruszy hiphopowej.

Warto? Jednak tak: choćby po to, żeby być na bieżąco. "Jesteś bogiem" zrobił sporo szumu, publiczność zagłosowała nogami, fora internetowe uznały go za prawdę objawioną, a sam film nie boli przy oglądaniu, co w przypadku polskiej produkcji jest sporym osiągnięciem. Nie jest wybitny, jest poprawny z tendencją do "niezły" i gdyby tylko zdjąć mu z grzbietu garb paktofonicznej legendy, mogłoby się go oglądać dużo lepiej. A Paktofoniki i Kalibru 44 (Czy "Kalibra"?) lepiej po prostu posłuchać. Choć szczerze mówiąc i to wymaga sporej wytrwałości, bo niewiele utworów wytrzymało próbę czasu.
- Zgrzzzzzyt... Zgrzzzzzyt... - wyznawcy hip-hopu zaczęli ostrzyć kosy, siekiery i piki.

"Widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem..."



Varia
1. Na potrzeby filmu "odtworzono" pożegnalny koncert Paktofoniki w Spodku. 
2. Zeszyt z notatkami, który Rahim i Fokus przeglądają po śmierci Magika to autentyczny zeszyt Magika, udostępniony na potrzeby filmy przez rodzinę.
3. Filmowi towarzyszył mały skandal - były producent Paktofoniki Krzysztof "Koza" Kozak poczuł się obrażony wykorzystaniem w filmie jego wizerunku, uznał, że owo wykorzystanie godzi w jego dobre imię oraz interesy i poszedł do sądu. "Ale to tylko fabuła, a nie dokument" - bronili się twórcy, który postać bucowatego producenta, okradającego zespół, zakamuflowali pod jakże nierozpoznawalnym mianem "Krzysztof Koza, ale możecie mi mówić Kozak" i wyposażyli w autentyczną wizytówkę oryginału. W każdym normalnym kraju Krzysztof Kozak dostałby odszkodowanie, za które jeszcze jego wnuki żyłyby dostatnio na Hawajach, u nas za satysfakcję musiało mu wystarczyć zdanie rapera Peji: "Szacun za ton oświadczenia, bo myślałem, że ich po prostu napierdoli, jak ich spotka".
4. Rolę marketowego ochroniarza, przyłapującego Magika i Gustawa na kradzieży orzeszków gra Paweł Sito. Tak, ten Paweł Sito z Rozgłośni Harcerskiej i parunastu innych mediów. To się nazywa public relations.
5. Rahim: "Teraz hip hop zrobił się modny i na chama pakują go ludziom do głów. Gdzie tajemnica i fenomen, tam media chcą biegać. (...) Po co robić z tego biznes? Hip hop to bycie na przekór." A jednak...
6. Tak, wiem, że  tekst o zaszczytach za szczytem to nie partia Magika, tylko Fokusa. To na wypadek, gdyby jakiś ortodoks chciał mnie zastrzelić za "rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, mogących wyrządzić szkodę Polskiemu Hip-hopowi Ludowemu" :-)




============
Jesteś bogiem
2012
Czas:
110 minut
Reżyseria: Leszek Dawid
Scenariusz: Maciej Pisuk
Obsada: Marcin Kowalczyk, Tomasz Schuchardt, Dawid Ogrodnik, Arkadiusz Jakubik, Katarzyna Wajda, Ernest Lorek, Przemysław Bluszcz i inni.
Dofinansowanie PISF: 79 608 (development, cokolwiek to znaczy), 500 000 (produkcja) + dofinansowanie ze Ślaskiego Funduszu Filmowego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz