2013-04-01

Mistyfikacja [2010]

- Jestem reżyserem i mam pomysł.
- I?
- Co "i"?
- I co poza tym?
- Poza tym wszyscy zdrowi.

O, to zrobię minę "Radość nr 4. O poranku"

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce przeczytałem opowiadanie, którego autor wychodził od pomysłu, że Witkacy nie popełnił samobójstwa, ale sfingował swoją śmierć, przeżył wojnę i ukrywał się w mieszkaniu Czesławy Oknińskiej do późnych lat 60. Pomysł był zgrabny nader, wykonanie na poziomie, czytało się gładko, gdy więc dowiedziałem się, że na podstawie tekstu kręcony będzie film, ucieszyłem się, że wreszcie są szanse na coś sensownego na polskim ekranie. Tym bardziej, że nazwisko autora opowiadania kojarzyło mi się bardzo filmowo... No, dobra, wcale mi się nie kojarzyło - znajomi przypomnieli, że Jacek Koprowicz to przecież reżyser "Medium".

Siadłem, odpaliłem, oglądam... i z minuty na minutę wkurw mnie coraz większy ogarniał, bo miało być fajnie, a wyszło jak zwykle.

Znajdź 10 szczegółów...

Idea - jak napisałem - świetna i nieważne czy z  Witkacym, z Tetmajerem, czy inną Ordonówną. Pomysł ze sfingowaniem śmierci i ukrywaniem się przez dziesiąt lat to kinowy samograj, idealny na film, który ma wciągać, intrygować, trzymać w napięciu. Zrobienie kluczowej postaci z Witkacego mogło dodać filmowi szaleństwa, uczynić go jeszcze bardziej filmowym, a zderzenie takiego artysty z gomułkowskim PRL-em - no, miodzio po prostu. Niestety, na pomyśle się skończyło, a zderzenie reżysera/scenarzysty z duchem Witkiewicza skończyło się tak jak zderzenie z każdym duchem skończyć się musi: reżyser przeleciał przez bezcielesnego ducha i wyrżnął w ścianę.

Mamy młodego Stuhra w roli młodego ubeka. Młody Stuhr nosi wąsy, robi miny, szuka dowodów na to, że Witkacy żyje i wykrzykuje: "Jestem najlepszy! Nikt w tym kraju nie wie, o Witkacym tyle, co ja!" (pracę magisterską o nim pisał).  A równocześnie wypytuje panią w antykwariacie, co oznaczają te takie dziwne literki na obrazach Witkiewicza. Kochani scenarzyści - litości! Naprawdę musicie traktować widzów jak stado debili? W zakres obowiązków macie to, kurwa, wpisane? 

Protestuję w imieniu polskich scenarzystów!

Mamy dwie Ewy: Błaszczyk i Dałkowską. Ewa Błaszczyk gra Czesławę Oknińską i robi, co może, żeby z roli, którą napisał jej reżyser, coś wyciągnąć. Bogiem a prawdą film trzyma się tylko na niej i to nie tylko w warstwie fabularnej (o czym potem), ale przede wszystkim aktorskiej. I nie, nie dlatego, że na potrzeby filmu ogoliła głowę na wysoki połysk. Ewa Dałkowska zagrała żonę Witkacego i zagrała ją na dwie nuty: jedna była chyba niezamierzenie upiorna, druga była żałośnie kabaretowa. Wolę wierzyć, że obie nuty były zamierzone (choć celu tego zamiaru nie jestem w stanie odkryć).

W tle mamy Karolinę Gruszkę, która gra to, co zwykle (trzy minki, zawieszenie głosu, przejście na ton "bo ja taka mala jeśtem" i znane z wszystkich jej filmów granie podbródkiem), ale wypada bardzo przyzwoicie (zwłaszcza na tle odtwórców ról głównych). Mamy też Firmę Usługową Wojciecha Pszoniaka - aktora, który może zagrać prawie wszystko, więc gra prawie wszystko, tylko szkoda, że nie chce mu się pamiętać tekstu - nie było go przecież tak dużo.

Witkacy borsuczący Zuzię. Scena z wytrzeszczem.

No i mamy starego Stuhra w roli Witkacego. Że niepodobny - trudno. Nie jego wina, nie on się obsadzał. Że gra Jerzym Stuhrem - za całym dobrodziejstwem inwentarza aktorskiego, ale i z przekleństwem stuhrowych min, wrzasków i wybałuszania oczu... A kim ma grać Jerzy Stuhr? Gajosem? Fronczewskim? Katarzyną Figurą? Niestety, postać, którą gra, jest miałka. Reżyser sprowadza Witkacego do roli żałosnego grubasa, który coś tam może i rysuje sprawnie, ale tak naprawdę to mu tylko dupy w głowie. Metaforycznie, oczywiście, bo filmowy Witkacy wybredny nie jest i wykorzystywane seksualnie części ciała są mu w zasadzie obojętne. Od czasu do czasu brąchnie jakimś cytatem, żeby widz nie zapomniał, że Witkacy wielkim artystą był, a w finale reżyser serwuje nam niekonwencjonalność łamaną przez skandal. No bo to przecież Witkiewicz, prawda? Człowiek-dyzgust. Co mógłby zrobić demon Czystej Formy i Wielki Psychopompa Manipulacji? Może niech naszcza na dywan? I filmowy Witkacy szcza na dywan. Ojaaaaaa, normalnie.

- Zaraz, zaraz! - żachnie się połowa widowni i cały reżyser - Ale przecież to nie tyle jest prawdziwy Witkacy, co Witkacy będący wytworem chorej wyobraźni Czesławy i pijanej wyobraźni ubeka. Taki celowy zabieg.
Tak, bardzo ładne alibi reżysera/scenarzysty. Co dobre, to moje, a co fatalne to wina figurek filmowych i to nie ja pierniczę głodne kawałki, tylko postać Czesławy i postać Witkacego. C'mon, to nie chora Czesława nie potrafi wymyślić niczego sensowniejszego ponad grubego erotomana, ale jednak scenarzysta. To nie wyobraźnia ubola nie potrafi pokazać artysty inaczej niż z grymasem kota srającego na puszczy, tylko reżyser uzgodnił to z aktorem i takie mu dał reżyserskie wytyczne.

Ochjakieżtoskandaliczne!

Można było ten film nakręcić na sto sposób i każdy mógłby być dobry. Witkacy w PRL to samograj sam w sobie, bez różnicy, czy ukrywający się, czy na wolności. Komedia lub dramat - brać-wybierać. Rywalizacja witkiewiczowskich kobiet  - obojętnie czy o żywego czy o zmarłego - kolejny samograj. Życie z "żywym duchem", śledztwo (jakiekolwiek) w sprawie, błędne tropy, prowokacje i inne chujwico - sama poezja filmowa i mięso do grania. A tu po raz kolejny typowy polski bzdecizm, jazda na łatwiźnie i tłumaczenie wszystkiego kanonicznymi w takich wypadkach "onirycznymi wizjami".

Sporą część filmu zajmuje historia Jerzego Zawieyskiego (kto nie wie, niech sobie sięgnie, do Wikipedii). Po co nam Zawieyski, szantażowanie homoseksualnymi zdjęciami, jego udar, niewyjaśniona śmierć? Nie wiadomo. Bo co, bo się znali z Witkiewiczem? Sporo osób się znało i co z tego? Może reżyser uznał, że film jest za krótki i postanowił napchać "waty", może miał jakieś rozrachunki z PRL-em i postanowił ukazać zbrodniczą istotę systemu. W roli zbrodniczej istoty wystąpili ubecy, wyrzucający pisarza z okna (o, to już nie "niewyjaśniona", bo reżyser wyjaśnia sceną, a potem jeszcze dopowiada) i Andrzej Chyra w krawacie, seryjnie wyrzucający z siebie "kurwychuje" i inne "ujebania", bo przecież powszechnie wiadomo, że każdy pijak to złodziej, a każdy ubek na dwa słowa musi rzucić trzy bluzgi, bo inaczej widz mógłby pomyśleć, że PRL był dobry ustrojem, łicz łos not.

A na koniec pan Maciek pokaże jak się używa sztucznej szczęki

25 lat temu mógłby być naprawdę dobry film. Bo też tak jest nakręcony - jakby reżyser zahibernował się w 1988 i odmroził wczoraj. Ale ewentualnie można. Nie "warto" - tylko "można". Może zresztą nie jest to aż tak zły film, a przeze mnie przemawia rozczarowanie?... Ale gdyby ktoś spytał mnie o zdanie, to zdecydowanie nie namawiam.


Varia:
1.
Na liście płac jest aż 5 pirotechników - nie jestem sobie w stanie przypomnieć ani jednej sceny, w której byliby potrzebni. Jest na tej liście także treser myszy i osoba odpowiedzialna za "wykonanie 'Portretów Witkacego'". Treser myszy jest na liście wyżej i całkiem słusznie - mysz zasuwa w poziomie i w pionie, a Karolina Gruszka na portrecie wygląda jak Ewa Kasprzyk w "Wojnie polsko-ruskiej".
2. Do nagrania muzyki użyto 16-osobowej orkiestry smyczkowej i dwóch studiów nagraniowych Polskiego Radia. Bo kto bogatemu zabroni?
3. Pomysł, że student wywalony z uczelni w marcu 1968, pół roku później jest w SB, inwigiluje podejrzanych i jeździ w odpowiedzialnych misjach - cudny. Podobnie jak katolicki krzyż metrowej wielkości na ścianie białoruskiego urzędu w 1988 roku.
4. Innych wpadek się nie czepiam, bo za dużo ich było, a ten tekst i tak jest za długi. Zresztą reżyser i tak zwali wszystko na oniryczność, rozhulaną wyobraźnię papierowych postaci i krecią robotę białych myszek.


============
Mistyfikacja
2010
Czas:
102 minuty
Reżyseria: Jacek Koprowicz
Scenariusz: Jacek Koprowicz
Obsada: Jerzy Stuhr, Maciej Stuhr, Ewa Błaszczyk, Andrzej Chyra, Karolina Gruszka, Ewa Dałkowska
Dotacja PISF: 3 000 000 złotych (o tyle wnioskowali twórcy) plus dofinansowane z Małopolskiego Funduszu Filmowego (konia z rozrządem temu, kto znajdzie informacje, ile tego było) .

3 komentarze:

  1. http://www.malopolskie.pl/Wydarzenia/?id=5735

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szacunek. Kelner, konia z rozrządem raz, poproszę!

      Dla leniwych - z Małopolskiego Funduszu Filmowego poszło na "Mistyfikację" pół bańki. Kto bogatemu zabroni?

      Usuń
  2. *kłania się zamaszyście* At your service!

    OdpowiedzUsuń