2013-04-05

Popiełuszko. Wolność jest w nas [2009]

- Janie, ty mnie nie maluj na kolanach - poprosiła Matka Boska Jana Stykę - ty mnie maluj dobrze.

Niestety, Rafał Wieczyński film nakręcił na kolanach. Związany z tematem ks. Popiełuszki od roku 1997 (w 2004 roku był autorem dokumentalnego "Zwycięzcy nie umierają") podszedł do tematu bez jakiegokolwiek dystansu i wybudował dwuipółgodzinny ołtarz ku czci zamordowanego kapłana. Może nie dało się tego uniknąć, po pierwsze ze względu na samą postać, a po drugie na trwający wówczas proces beatyfikacyjny ks. Popiełuszki, ale można było przynajmniej spróbować wybudować ołtarz, który nie raziłby kiczem. 

Filmowa klasyka patriotyczna, ujęcie nr 1: niebo, brzozy, rzewne skrzypce w tle

Film jest przeraźliwie czarno-biały, a przedstawione w nim społeczeństwo podzielone jest na dwie niemal nieprzenikające się grupy. Dobrzy i źli, biało-czerwoni i czerwoni, piękni i ohydni, mądrzy i głupi. Kto nie z nami, ten ma pryszcze, jest tępy jak taboret, zło wyziera mu z oczu, plugastwa płyną mu z gęby, a w odciskach jego butów w śniegu wyraźnie widać portret Belzebuba. Kto z nami, ten piękny, mądry, pełen patriotyzmu, uczuć wyższych i poezji na ustach lub przynajmniej w duszy. Czasem trafi się jakiś dylemat, wątpliwość albo grzech, ale tylko po to, aby wątpiący grzesznik mógł do księdza Popiełuszki przyjść po radę i ratunek, wysłuchać Głębokich Słów okraszonych Wzniosłą Muzyką, otrzymać Wsparcie i z rozmarzonym uśmiechem kroczyć odtąd drogą prostą i jasną.

Ten czarno biały podział męczy tak bardzo, że gdy na ekranie pojawia się postać grana przez Radosława Pazurę, lekko dwuznaczna i posądzana o współpracę z SB, widz ma ochotę wziąć domniemanego kapusia w objęcia, uścisnąć mocno i pójść z nim na wódkę. Podobnie w scenie z Joanną Szczepkowską (gra własną matkę), która w pewnym momencie nie wytrzymuje esbeckiej nagonki, deklaruje soczystą nienawiść do ludzi, posługujących się takimi metodami, opiera się interwencjom księdza Popiełuszki, a na jego bezradne "Nie dam ci rozgrzeszenia", warczy "No to nie!" Łobosiu, wreszcie żywy człowiek w tym plastikowym obrazie...

Wody Bałtyku się nie rozstąpiły, żołnierze LWP - i owszem.

Cokolwiek powie filmowy ksiądz Popiełuszko dobre jest, mądre i ma wisienkę na czubku, cokolwiek zrobi - jest jeszcze lepsze, jeszcze mądrzejsze i ma na czubku dwie wisienki. OK - może taki rzeczywiście był i dobroć świętość unosiły wokół niego, trzepocząc skrzydełkami. Nie wiem, a relacje... powiedzmy, że od pewnego momentu można w nich zauważać samonapędzanie się i wzajemną licytację, co odbiera im sporo wiarygodności. Ale dobra, może taki właśnie był ksiądz Popiełuszko... Na szczęście od czasu do czasu Rafał Wieczyński rzuca widzowi scenę "uczłowieczającą" swojego bohatera ("Kościuszko-Moniuszko" w przy myciu zębów), a Adam Woronowicz wygrywa mu każdą na pięć z plusem. Tak naprawdę nieszczęściem filmu jest tło księdza: ktokolwiek pojawia się obok niego, pojawia się głównie po to, by patrzeć nań maślanymi oczami, kiwać głową i podziwiać. No, chyba że komuch - wtedy patrzy z nienawiścią i dyszy żądzą czynienia zła.

OK, film to film i uproszczeń potrzebuje dla fabuły. OK - zomowcy byli brutalni, ubecy bywali tępi i wredni, politrucy w wojsku także, sędziowie często uginali się pod naciskiem, a zarzuty i postępowanie prokuratury (postać prokurator Jackowskiej) to temat na odrębny tom "Psychopatologii ustroju". Podobnie wśród opozycji i kleru też pewnie było niezłe stado żywych aniołów. Ale poruszanie się wyłącznie między skrajnościami i pakowanie ich w każdą scenę, powoduje, że w pewnym momencie odbiorca przestaje w to wierzyć. Przesada szkodzi. Także filmom. Także takim filmom.

- Podejrzany widzi? - z dumą zapytała prokurator - Socjalistyczna zapałka, a jednak się pali!

Film Wieczyńskiego to właściwie film jednego aktora - Adama Woronowicza. Nie "z urzędu" czyli dlatego, że film biograficzny, a on gra główną postać, ale dlatego, że Woronowicz poradził sobie z postacią, udźwignął potężny balast legendy, religijności, Chodzącej Dobroci i drętwych dialogów. Zagrał po prostu świetnie - więcej z tak napisanej roli wycisnąć się po prostu nie dało. A o klasie Woronowicza świadczy fakt, że mimo tak znakomitej kreacji, nie dał się w niej zamknąć i dziś nie jest kojarzony wyłącznie z nią (mniej więcej w tym samym czasie zagrał świetny epizod księgowego-galopanta w "Rewersie").

Kościuszko...

Dobre chwile miała Joanna Szczepkowska, świetnie pokazał się Marek Frąckowiak, Agata Piotrowska przeszarżowała, Antoni Królikowski w roli Grzegorza Przemyka fizycznie był strzałem w dychę (aktorsko nie miał za dużo pracy), a o reszcie aktorów szkoda nawet wspominać, bo grali na kolanach i drętwo. Jan Englert przyszedł powiedzieć jedno zdanie, Maja Komorowska zagrała samą siebie, a Kazimierz Kaczor żenował straszliwie. A w tle sporo znanych twarzy, które po prostu chciały pokazać się w tym filmie, bo w czasach stanu wojennego często w żoliborskim kościele bywały. Na deser - scena z żoną internowanego hutnika, koncert z trzeciego planu, świetnie i wiarygodnie zagrany przez Martynę Peszko.

Co na plus? Sceny "batalistyczne" - starcia z ZOMO na Starym Mieście skręcone umiejętnie i jeśli ktoś chce się oburzać, że może zbyt brutalnie, to niech się lepiej nie oburza. Nie "zbyt", a raczej i tak oszczędnie. I mówi to człowiek, który <kombatant mode on> gorsze sceny widział z bliska w czasie zamieszek w Krakowie w latach 1988/89, kiedy ustrój się kończył i nie był tak brutalny jak w stanie wojennym <kombatant mode off>.

Świetnie rozegrano kwestię Grzegorza Piotrowskiego. W świetle dnia pojawia się raz (gra go Jacek Rozenek) - przystojny, tajemniczy brunet o posępnym spojrzeniu. Pojawia się, patrzy i odjeżdża. Tyle. Ale w powietrzu zostaje zapowiedź "czegoś"... Kurczę, czyli jednak dało się nakręcić dobrą scenę bez łopatologii, bez rzeźbienia kłonicą, oznajmiania przez megafon, przedstawiania postaci z imienia, nazwiska i sześciu bluzgów? Wystarczyła subtelna aluzja i odrobina zaufania do widza? No to, kurczę, nie można było częściej?

Zło.  Złe zło.

Cóż, mogło być gorzej. Przed seansem nie miałem złudzeń - spodziewałem się hagiografii i bogoojczyźnianego kiczu - i to właśnie dostałem. Taki bohater, taki reżyser, takie czasy (w czasie kręcenia filmu proces beatyfikacyjny księdza Popiełuszko dostał nagłego przyspieszenia) i taka konwencja. Ale przyznam też, że spodziewałem się o wiele gorszego filmu. Bo mógł być gorszy - że przypomnę "Człowieka, który został Karolem", "Faustynę" czy "Z dalekiego kraju".

Czy ten film mógł być inny? Nie wiem, pewnie nie mógł. Ale mógł być trochę lepszy. I spokojnie mógł być krótszy.

Czy warto?... Dla Woronowicza na pewno. Ale zerkając na nagłówki internetowych komentarzy zauważyłem, że obecnie film budzi głównie emocje polityczno-(anty)-klerykalne. Jedni jadą po filmie "bo kler i Popiełuszko", a drudzy wychwalają go, bo... "bo kler i Popiełuszko". Niech więc każdy decyduje sam, zgodnie ze swoimi poglądami polityczno-religijnymi, a jeśli zdecyduje się na seans - niech nie oczekuje niczego ponad sprawnie nakręcony, ale kiczowaty "żywot świętego". Moim zdaniem (skromnym oczywiście) jednak warto.



Varia
1. 181 kopii (to dużo), 12 milionów w budżecie i tylko 1,3 mln widzów w 2009 roku (mniej niż "Kochaj i tańcz"). Nędznie bardzo. Ale potem ksiądz Popiełuszko został beatyfikowany i licznik zaczął bić znowu.
2. W roli prymasa Józefa Glempa wystąpił wypomadowany na czarno prymas Józef Glemp i choć rozumiem motywy prymasa, żeby wystąpić w tym filmie i z takimi właśnie tekstami, to od strony czysto filmowej oglądanie go było przeżyciem przykrym wielce.
3. Księdza Henryka Jankowskiego zagrał Wojciech Dąbrowski, ale jeśli ktoś uważnie oglądał scenę w kościele św. Brygidy, w ławce za plecami esbeka z aparatem mógł zauważyć postać sławnego gdańskiego prałata.
4. W scenie powrotu delegacji Huty Warszawa z Gdańska w oknie pojawia się postać dyrektora huty. W "roli" dyrektora - Ryszard Czarnecki. Tak, ten właśnie: minister z ZChN, poseł AWS i Samoobrony, eurodeputowany PiS. Facet po prostu ma we krwi zajmowanie dobrze płatnych stanowis.
5. Podobno w jednej ze scen w mieszkaniu ks. Popiełuszki na półce widać "Lux Perpetua" Sapkowskiego. Andrzej Sapkowski zawsze powtarza, że dokładny plan cyklu wiedźmińskiego miał gotowy zanim zaczął pisać, ale żeby cykl husycki miał wydany 35 lat przed jego napisaniem?...
6. Pisane z Kolonii V - rzut beretem od kościoła św. Stanisława Kostki. Pół rzutu beretem od miejsca, w którym powołano do życia PPR. Żoliborskie kontrasty...



=============
Popiełuszko. Wolność jest w nas  
2009
Czas:
147 minut
Reżyseria: Rafał Wieczyński
Scenariusz: Rafał Wieczyński
Obsada: Adam Woronowicz, Zbigniew Zamachowski, Joanna Szczepkowska, Marek Frąckowiak, Marek Sawicki, Wojciech Solarz, Agata Piotrowska-Mastalerz
Dotacja PISF: 3 989 000 (produkcja), 200 000 (wykonanie kopii), 100 000 (promocja we Włoszech) itd.

12 komentarzy:

  1. Byłam na tym w kinie - i o ile do pewnego momentu mi się podobało (bardzo fajna scena ścigania robotników przez milicję w stoczni) - o tyle bardzo prędko niestety film zmienia się w serię obrazków, połączonych ze sobą wyłącznie osobą bohatera. Niektóre są zabawne, np. ucieczka ze śledzonego domu w przebraniu malarza, ale generalnie nie wiążą się w żadną całość, a film robi się tak nudny, że człowiek z utęsknieniem zaczyna czekać na ubeków i morderstwo...
    A Wałęsę gra jakiś przerażający naturszczyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bodajże (bo nie chce mi się teraz szukać po liście płac :-)) Kazimierz Kiepke z Jastrzębia. Jeden z paru tak zwanych "sobowtórów" Wałęsy, dorabiających sobie do emerytury na festynach i innych iwentach rangi powiatowej (choć częściej gminnej). Rzeczywiście żenujący (naprawdę nie można było poszukać kogoś sensowniejszego? Albo choć kamerę dalej ustawić, żeby nie straszył?), ale prymasa Glempa jednak nie przebił :-)

      Usuń
    2. Żeby kręcić? Jak najbardziej :-)

      Usuń
  2. Niezalogowana Shun6 stycznia 2014 12:04

    ktokolwiek pojawia się obok niego pojawia się głównie po to, by patrzeć na maślanymi oczami
    Albo nań, albo w ogóle bez tego na.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się bardzo podobał film

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. http://www.cda.pl/video/235795df

      Usuń
  5. A propos Varia 4: Nie tylko Ryszard Czarnecki zapragnął zostać filmową gwiazdą. Wśród witających księdza Popiełuszkę w kościele w Mistrzejowicach można zauważyć Marka Nawarę, ówczesnego marszałka województwa małopolskiego, a wcześniej m.in. posła na sejm z ramienia AWS.
    Pozdrawiam.
    BAM

    OdpowiedzUsuń