2013-04-03

Sala samobójców [2011]

"Nie pamięta wół, jak cielęciem był"? Oj, pamięta, bardzo dobrze pamięta i bardzo mu to przeszkadzało w oglądaniu "Sali samobójców".

Dominik ma 19 lat przed sobą maturę w ę-ą-prywatnej szkole, do której wozi go wynajęty szofer wynajętą limuzyną. Rodzice (nie wynajęci) zajęci są pracą i bzykaniem podwładnych na boku, ale głównie pracą: matka robi w modzie, ojciec robi w finansach i polityce.
- I nie mają czasu dla dziecka? - zapytała Klisza.
Tak jakby. Z drugiej strony to jednak przedmaturalny 19-latek, więc nie powinno mu to sprawiać większego problemu. Ma swój świat, ma szkołę, ma rówieśników.
- Którzy są dla niego źli, okropni i dręczą go zapewne strasznie? - Klisza była czujna i na posterunku.
No, właśnie nie bardzo. Początkowo jest lubiany, zwłaszcza przez dziewczęta i dopiero niezamierzenie erotyczny incydent w czasie męskich ćwiczeń na macie wywołuje falę LOLów w sieci i komentarzy w realu. Zraniony Dominik zamyka się w swoim pokoju i odtąd funkcjonuje wyłącznie w świecie wirtualnym, w miejscu zwanym "Salą samobójców" - miejscu pełnym innych boleśnie "potłuczonych" w realu jednostek. "Oczywiście, wszystko kończy się źle."

"Polska złota młodzież / wykończy się sama!"

Film jest dziwny. Z jednej strony wciąga, z drugiej strony odrzuca. Z jednej strony sięga po grafikę komputerową i pół filmu przenosi do VR, z drugiej strony wali sztampą, od której jeżą się włosy na plecach. Z jednej strony mamy świetne, naprawdę rewelacyjne zdjęcia, z drugiej - dialogi rodem z jakiejś cybernetycznej Miniszkówny.

Podstawowym błędem filmu jest wiek głównego bohatera. OK, był potrzebny scenarzyście, żeby ustawić Dominika pod ścianą wymagań rodziców - matura, dorosłość, studia, kariera. Rozumiem. Ale Jan Komasa najpierw buduje obraz bardzo dojrzałego, inteligentnego 19-latka, a potem nagle przekłada wajchę i każe mu się zachowywać jak siuśmajtce z gimnazjum, każe mu odrzucić inteligencję, dojrzałość, umiejętność funkcjonowania w świecie, wciska poduszkę w rękę i każe piszczeć, ciumkać, chrumkać, płakać, skakać, tarzać się, histeryzować i wierzyć we wszystko, co powie jakiś przypadkowo napotkany w sieci freak. Kamaaaan... Rozumiem, że fabuła, że film, że dzisiaj nawet dwudziestoparolatkowie przychodzą do dziekanatów z mamusiami (a raczej są tam przez mamusie zaciągani za rękę), ale znajmy proporcją, bądźmy odrobinę konsekwentni i nie każmy widzowi wierzyć w "nieuwierzalne". Zróbmy z Dominika dzieciaka z podstawówki, idącego do gimnazjum, zróbmy gimnazjalistę idącego do liceum - wszystko zagra, będzie pi razy oko wiarygodne.
- Tylko wtedy trzeba by było sięgnąć po aktora dziecięcego raczej - podsunęła Klisza - A sam wiesz, jak grają dzieci w polskich filmach. Drewno, piach, żenada, padlina. 
 Co racja, to racja. Enyłej, motywów i zachowań 19-letniego Dominika nie kupuję, zgrzytają mi strasznie.

Nie powinny ci zgrzytaaaaaaać!

Podobnie zgrzyta mi zachowanie jego kolegów ze szkoły - niby elitarna szkoła, niby inteligentni, 19-letni ludzie, a tu reżyser sprowadza wszystkich do poziomu 13-letnich półgłówków z gimnazjalnymi motywacjami i odruchami. Jan Komasa zapomniał jak to jest mieć 13/19 lat, czy może rzeczywiście dzisiejsza młodzież aż tak zdebilniała?
Na miejscu polskich licealistów wytoczyłbym Janowi Komasie proces o naruszenie dóbr osobistych. Ale cholera wie, może reżyser by go wygrał?

Rodzice. Muszą być zapracowani, muszą być zagonieni, egoistyczni - dobra, niech sobie będą, to w końcu film. Ale żeby przez 10 dni nie zauważyć, że syn nie wychodzi z pokoju?
- No bo wiesz, tu nie chodzi o realia, tu chodzi o problem.
Mhm, i dlatego można zasunąć każdego gniota? Dlaczego nie pójść na całość i nie kazać rodzicom w rozmowach z synem recytować "Kropki nad Ypsylonem"? W końcu chodzi o problem, a poemat Stachury wymowny jest bardzo. Albo niech każą dziecku jeździć za karę na obciachowym "komarku"? Why not?

Grafika komputerowa i wirtualna rzeczywistość, w której funkcjonuje grupka nazywająca się "salą samobójców"?... Ja jestem widz z dobrą wolą i drętwość grafiki nie przeszkadza mi wcale. Nie przeszkadza mi, że zaraz po wejściu można w wirtualnym świecie tworzyć niesamowite zamki, figury, artefakty i co tam jeszcze - ot, tak, pstryknięciem palca, z zerową wiedzą o grze i bez żadnych opłat. Nie przeszkadza mi nawet to, że taka grafika nie przelazłaby płynnie przez router jakim dysponuje główny bohater. Luzik - to jest tylko film. Niestety, w rzeczywistości wirtualnej rządzą takie same sztampy, łopatologie i emocjonalne gimnazjalizmy jak w filmowej rzeczywistości rzeczywistej i to już mi przeszkadza bardzo.

Może na zewnątrz jesteśmy nieco kanciaści, ale za to w środku bardzo harlequinowanci

Krzysztof Pieczyński co mu każą, mówi, co mu każą - gra, a że tym razem się postarał, był lepszy niż w "Uwikłaniu". Kinga Preiss też gra swoje i nie schodzi poniżej normy, Piotr Głowacki i Krzysztof Dracz nie mają trudnego zadania, takich epizodów zepsuć się nie da. Na plus Agata Kulesza - momentami musi recytować strasznie (I mean straaaasznie) drętwe teksty, ale broni się skutecznie i grą przykuwa do ekranu. Roma Gąsiorowska gra Romę Gąsiorowską - te same miny, ta sama charakterystyczna melodia wypowiedzi, to samo zmienianie szyku wyrazów, "Listy do M.", "Ki", "Wojna polsko-ruska", "Pitbull"... Kiedyś było to świeże i intrygujące, teraz coraz częściej nudzi, za chwilę zacznie irytować (bo ja jestem cierpliwy i gołębiego serca - innych irytuje już od dawna).

I Jakub Gierszał... Klękam i biję brawo. Od początku do końca rola-wzór, a jedyne pretensje można mieć do reżysera/scenarzysty, który kazał aktorowi grać źle napisaną postać. I tu wychodzi klasa aktora - przebija się przez sztampy, przebija się przez drewno dialogów i niekonsekwencje scenariusza, tworząc prawdziwą kreację. Cokolwiek jest niewiarygodnego (łagodnie mówiąc) w postaci Dominika, ustępuje wobec gry Gierszała, zapomina się o tym aż do napisów końcowych. Potem wraca to ze zdwojoną siłą, ale to też skutek aktorstwa Gierszała, bo widz uświadamia sobie, jak dobry mógłby to być film, gdyby równał poziomem do głównego aktora, a nie zmuszał go do schodzenia do poziomu filmu. 

- Ja do doktora Lubicza Caligari...

Czy warto? Bo ja wiem... Można. Jeśli warto, to tylko dla Jakuba Gierszała, może jeszcze dla bardzo dobrych zdjęć i wreszcie porządnego dźwięku (w XXI wieku dobry dźwięk w polskim filmie to wciąż wydarzenie). Ale raczej w domu niż w kinie. W żadnym wypadku, by zrozumieć niebezpieczeństwa mogące płynąć z internetu, bo tu film idzie po bandzie i sprawia wrażenie jednej z wizji księdza Natanka, przestrzegającego przed "feng-shui, różdżkarstwem, wahadełkiem, odpromiennikami, radiestezją, lekami homeopatycznymi, ziołami energetyzowanymi okultystycznie, irydologią, czyli czytaniem z moczu... przepraszam: z oczu..."
Niestety, z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że film stanie się Biblią Rodziców Chcących Dla Swojego Dziecka Jak Najlepiej I Zobacz Do Czego Prowadzą Te Straszne Internety.


Varia
1.
Dyrektora szkoły gra Wiesław Komasa. W scenie operowej d-y-k-c-j-ę wyszczerza dramatycznie i po niemiecku Szymon Komasa. Zbieżność nazwisk z reżyserem nieprzypadkowa, ale obaj panowie na pewno ciężko walczyli w gigantycznym castingu i pokonali setki kontrkandydatów, prawda?
2. Operowym utworem jest "Doppelgaenger" Heinego i Schuberta. Łopatologia i finezja na poziomie wczesnego liceum, gdy nie wystarczy nam, że piszemy ochjezujakiegłębokie wiersze, ale jeszcze do każdego musimy znaleźć nadęte motto. Albo lepiej dwa. Been there, done that. Ale miałem wtedy 13-14 lat, a nie 30, jak reżyser.
3. Szkoła Dominika jest tak elitarna, że nie przyjmuje zwykłych Kowalskich: Lubomirski, Komorowska, Wende, Czapska, Martens, Lange, Lechman. Jest Kos, ale nie taka zwykła Kos, tylko Dubois-Kos. A na deser pojawia się także Sapieha. Sztampa? Brak inwencji lub książki telefonicznej? Kompleks jakiś? 

Er sie, es I-S-T!


============
Sala samobójców
2011
Czas:
112 minut
Reżyseria:
Jan Komasa
Scenariusz: Jan Komasa
Obsada: Jakub Gierszał, Agata Kulesza, Krzysztof Pieczyński, Krzysztof Dracz, Roma Gąsiorowska-Żurawska, Kinga Preis, Piotr Głowacki
Dofinansowanie PISF: 2 000 000 (produkcja)

7 komentarzy:

  1. ale znajmy proporcją
    Celowe?

    jeździć za kare
    Karę.

    ze zdwojoną siła
    Siłą.

    Można. jeśli warto
    Uciekła wielka litera.

    Ale raczej w domu niż w kinie, W żadnym wypadku
    Ten przecinek nie powinien być kropką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >> ale znajmy proporcją
      > Celowe?

      Ba!

      Usuń
  2. Ja bym jeszcze nawiązała do rozśmieszającego mnie po dziś dzień opisu tego filmu na ulotkach/opakowaniach. "Dominik to zwyczajny chłopak. Ma wielu znajomych, najładniejszą dziewczynę w szkole, bogatych rodziców, pieniądze na ciuchy, gadżety, imprezy i pewnego dnia jeden pocałunek zmienia wszystko."
    Możliwe, że dla Warszawy to jest zwyczajny chłopak (nie mam tego szczęścia pochodzenia z dużego miasta), ale dla mnie coś nie gra w tym opisie...
    Pozdrawiam
    Lessiada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Półtoraroczna obserwacja warszawskich ulic i wnętrz nie potwierdza "zwyczajności Dominika". Na szczęście :-) Znaczy, on w sumie jest zwyczajny, ale nie z tych powodów, które wyliczył dystrybutor.

      Usuń
  3. http://www.youtube.com/watch?v=GndehHIqGvE

    A co sądzisz o tej recenzji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Miecio wrócił na fale Youtube'a :-)
      Recenzja typowi mieciowa - są momenty, w których się z nim się zgadzam, są takie, w których się nie, czasem zarechoczę sobie z jego żartów, czasem się skrzywię z lekkim niesmakiem, bo bluzg trzyma jednak umieć stosować. W ocenie filmu, mam wrażenie, jakoś tam się zgadzamy, tylko inaczej rozkładamy akcenty.

      Usuń
  4. Często czytam Pana recenzje;podoba mi się ten lekki , swobodny styl pisania o filmach.Teraz postanowiłem że ja coś napiszę(też subiektywnie).Widocznie reżyser nie mógł się zdecydować czy zrobić film o młodzieży czy o toksycznych rodzicach czy o czy o ...Ten brak zdecydowania widać w całym filmie.Mnie osobiście rozwaliła charakteryzacja matka Dominika wygląda jak personifikacja śmierciz obrazów symbolistów((np. Max Klinger, Rops czy Boecklin) aż dziw bierze że ma młodego kochanka; ojciec jak księgowy z upadłej firmy.
    Natomiast Dominik; ten brak kontaktu z realnym życiem (scena w autobusie) no chyba tak nie żyje młodzież nawet z bardzo bogatych (podejrzewam że zostawiony sam w domu padłby z głodu gdyż nie wiedziałby jak przyrządzić coś do jedzenia.Twórcy chyba nie znali z autopsji życia tzw.elity i posiłkowali się artykułami z kolorowej prasy.

    OdpowiedzUsuń