2013-04-27

Wataha [2011]

Miała być polska "Noc żywych trupów". Dostaliśmy wieczór rechoczących widzów i malinowych zombiaków.

Reakcja alergiczna

Borem lasem idzie sobie czteroosobowy oddział. Idzie, bo mu się nyska zepsuła. Skąd idzie - nie wiadomo. Dokąd idzie - nie wiadomo. Co robi? Też nie bardzo wiadomo, choć zaczyna się ciekawie, bo jeden z żołnierzy rozwala z pe-emu księdza przywiązanego do drzewa.
- Ohydny, lewacki antyklerykalizm, postubeckie metody ataku na Kościół!
Tak po prawdzie to ksiądz zaczął. Szczerzył się, charczał, wybałuszał i ewidentnie miał ochotę kogoś ugryźć.
- A ty byś nie miał, gdyby cię ktoś przywiązał do drzewa?
Szczerze? Gdyby facet przede mną dzierżył w ręku odbezpieczonego kałacha, to chyba bym nie próbował go gryźć, postawiłbym raczej na negocjacje. Enyłej, sołdat rozwalił księdza długą serią, a czteroosobowy oddział rozwinął szyk zwiadowczy (trzech idzie, czwarta siedzi w krzakach).
- Nie. Możemy. Zwracać. Na. Siebie. Uwagi. - powiedział Pułkownik.
Nie zwracali. Zupełnie. Leźli środkiem ornego pola, hektar pustego z lewej, z prawej las (ale lasem nie pójdą, bo kamerzysta wybiłby sobie zęby), zbici w przerażoną gromadkę i widoczni gołym okiem z odległości dwóch kilometrów, a kiedy zobaczyli przed sobą zabudowania, pułkownik odwrócił się i rozdarł na pół województwa:
- MARINAAAAAAA!
Nie, kurde, nie zwracamy na siebie uwagi, skąd?
Kochamy oddziały specjalne.

- A ja nazywam się Jan Nowak, jestem leśniczym i robię tutaj k...kamuflaż robię

Kiedy Marina ruszyła w stronę oddziału z krzaków za jej plecami wybiegło Zagrożenie. Kilkanaście ponurych zombiaków, wyciągających ponuro ręce, ponuro upaćkanych różową farbą, ponuro rzężących i ponuro przewracających oczami. Oraz jeden szczęśliwy zombuś blond, uśmiechnięty od ucha do ucha i szczęśliwy, że gra w filmie. Muszę przyznać, że ten rozrecholony zombuś robił najbardziej upiorne wrażenie: do ponurości i charczenia człowiek przywykł po szóstym filmie z gatunku, a zombi w stanie blond-euforii to Prawdziwe Nieznane i cholera wie, co mu do łba strzeli.
Oddział schował się w domku zamieszkanym przez Ojca i dwie córki, Gospodarze podjęli wojaków kolacją, podali jajecznicę, wino i drętwe teksty...
- Wypijmy za nadzieję, bo bez niej nie da się żyć!
- Aaaależ! - obruszył się doktor Sheldon Cooper BS, MS, MA, PhD, ScD i OMG - Nie da się żyć bez tlenu, wody i po pewnym czasie bez żywności, cała reszta jest opcjonalna.
...a Pułkownik załapał się jeszcze na prywatną whisky z zapasów Ojca.
- To jedyna rzecz, która została mi ze starych dobrych czasów.
No, oprócz chałupy, mebli, wina i dwóch córek, niekoniecznie w tej kolejności.

Z rozmów dowiadujemy się, że zombiaki to skutek jakiejś zarazy, że w Petersburgu są całe osiedla wolne od nich (no, jasne - na wschodzie zawsze jest jakaś cywilizacja) oraz, że żołnierz powinien na wojnę zabrać dwie rzeczy: karabin i worek z nałogami. Palaczom łatwo, kokainiści też mają luzik, ale pomyślcie, ile musiałby się nadźwigać taki na przykład seksoholik...

Zombiaka trafił szlag...ier. Nie wiadomo, co trafiło nogę.

Żołnierze stali na warcie i na tarasie, palili szlugi, pili pieniący się bimber i robili sobie psikusy, wyskakując nagle z ciemności z okrzykiem: "BU!" Nikt nie zginął, ale za to zombiaki zaatakowały znienacka.
- Wyczuły nas! - wrzasnęli żołnierze.
Dziwnym nie jest - darliście się przeraźliwie na tarasie, paliliście jakąś machorę i chlaliście berbeluchę. Wyczuły was, usłyszały i zobaczyły wszystkie żywe organizmy w promieniu sześciu kilometrów.
Zombiaki dostały się do domu, gryzły wszystko, co podeszło im pod szczęki, zaczynając od jednego z żołnierzy, a kończąc na drzwiach i rurach.
- Ojciec kazał nam pójść na górę - powiedziała jedna z córek - Nie wiem, czemu.
Ja wiem. Bo na dole było już całe stado charczących ponuro stworów i jeden blond zombuś, nadal uchachany po szyję, z uśmiechem okręconym dwukrotnie dookoła głowy. Na dole został także pogryziony żołnierz.
- Ja myślę, że on już stracił wiarę w cokolwiek - poinformowała nas córka.
Myślę, że przede wszystkim po pogryzieniu stracił dużo krwi i sił, ale ja się nie znam.

Drugi z żołnierzy był bardzo monotematyczny: najpierw chciał przelecieć jedną córkę, potem zaproponował zombiakom, że przeleci je wszystkie...
- Jaja sobie robisz?
- Pierdolę to wszystko! Pierdolę  was!
- ryczał wojak - Pierdolę te wszystkie zombi jeden za drugim!
...ale ponieważ zombiaki nie były chętne do seksualnych igraszek, ograniczając się do gastronomicznych, wojak zabrał się za drugą z córek, wolną ręką załatwiając koleżankę Marinę przy pomocy maczety (co było trochę bez sensu, bo z Mariny też był apetyczny kawałek kobiety i szkoda było ją marnować). Na szczęście dla córki, stosunki bilateralne z wojakiem nie zostały skonsumowane, bo w sprawę wtrącił się Pułkownik, zabijając podwładnego. Krew lała się ciurkiem, zombiaki rzęziły, a Pułkownik kazał drugiej córce uciekać przez okno.

"Przyszli o zmroku..." (na drugim planie po lewej - zombuś-śmieszek)

- Biegłam... - opowiadała córka przesłuchującemu ją później Tajemniczemu Osobnikowi - Słychać było dużo strzałów. I śmiech.
- Jaki śmiech?
- Przeraźliwy.
Dziwnym nie jest again.  Słucham? Tak, ja też, Od piątej minuty, a od dwunastej to już non stop.
Ale najlepsze było dopiero przede mną.
Bo przede mną był finał.
Reżyser czytał z offu głosem pełnym namaszczenia:
"Świat stanął na krawędzi zagłady, został pochłonięty w mrokach chaosu, w których tylko nieliczny byli w stanie oprzeć się natarciu tych demonów. Kim są?... Nikt tego do końca nie wie. Może zesłanym przez Boga gniewem lub lub niedanym eksperymentem opętanych naukowców, dążących do perfekcji? Jedno jest pewne - my do tego doprowadziliśmy, my zesłaliśmy na siebie zagładę. Dlatego ocalali błąkają się po świecie, szukając rzeczy, której nie da się odnaleźć - bezpiecznego miejsca, w którym można by stworzyć ostatni bastion człowieczeństwa."
Świętyjeżunabananie i Szymonie Słupniku z piosenki Silnej Grupy pod Wezwaniem...

Oddziały specjalne zassało

Parę zaskoczeń na plus: momentami niezłe zdjęcia, przyzwoity montaż, niepokojące szepty w tle (szkoda, że tylko cztery zdania na krzyż). Efekty specjalne... Bożesztymój, a jakie mogą być efekty w pracy dyplomowej? Ot, sześć litrów soku z buraków, kilo truskawek, trzy szminki, jakiś udany myk montażowy...

Aktorsko - koszmarek. W roli pułkownika wystąpił Jacek Dewódzki - dawny wokalista Dżemu. Kwalifikacje do roli Pułkownika w sumie ma, bo jak podaje Wikipedia: "Od lat 80. współpracuje z zespołem 6 BD-Sz Czasza, tworząc jego najlepsze przeboje wyróżniane na licznych festiwalach piosenki wojskowej". W roli Walca wystąpił Robert Wrzosek, zawodowiec, który w paru filmach zagrał i parę nawet wyreżyserował, ale tu się dostosował do tła i robił gimnazjum. W roli Alicji (jednej z córek) - Agata Nizińska, znana głównie z tego że jest wnuczką Wojciecha Pokory. Miała być i miała wyglądać, więc była i wyglądała. Druga z córek miała grać, ale głównie robiła miny i czytała teksty napisane jej przez reżysera. Czytała lepiej niż on pisał, ale nie była taka śmieszna.

Weź parasol i chodź pójdziemy nad staw...

Varia
1. Film był pracą dyplomową Witolda Kiełczykowskiego studiującego w Warszawskiej Szkoły Filmu i Telewizji. Ciekawe, czy się obronił i na ile?
2. Marinę zagrała Anna Jażdżyk, znana z brawurowej kreacji w reklamie filtrowanego na zimno oleju kujawskiego.
3. Przesłuchującego ocalałą córkę Tajemniczego Osobnika też zagrał Robert Wrzosek. Żeby było bardziej tajemniczo.
4. Wszystkie zombiaki, oczywiście, w wieku  okołolicealnym (plus minus cztery lata). Taka reguła w filmach niskobudżetowych - starsi mają wymagania i chcą dostać dniówkę.

5. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że to po prostu pastisz gatunku. Jeśli tak było - proszę dać reżyserowi parę innych gatunków do spastiszowania. Jeśli nie, jeśli kręcił to na poważnie...  to proszę dać mu tym bardziej ;-)


============
Wataha
2011
Czas:
35 minut
Reżyseria: Witold Kiełczykowski
Scenariusz: Witold Kiełczykowski
Obsada: Jacek Dewódzki, Robert Wrzosek, Piotr Mocarski, Marta Łącka, Anna Jażdżyk, Robert Oleszczuk, Agata Nizińska

5 komentarzy:

  1. "W tej chwili nigdzie nie można obejrzeć tego filmu". Zatem zdawało się Wam, obywatelu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęli? ;-)
      A, nie... to nie te czasy.
      Ale można. Tylko, jakby co... "to to jest posag Lusi" :-)

      Usuń
  2. Twardziel z Pana, kerowniku, już to Ekstraklasa w całości, już to kino polskie alternatywne... Nerwy ze stali chyba Pan posiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zestali to mi się mięśnie ostatnio :-)
      A nasze kino alternatywne, przy wszystkich swoich wadach, ma także parę zalet. Finansuje się samo, a nie z naszej krwawicy podatkowej, czasem miewa ciekawe pomysły, czasem nawet przez 5 minut potrafi je wykorzystywać, a poza tym jest zazwyczaj o wiele krótsze niż kino mainstreamowe.
      Ale tak - zapędy do survivalu ekranowego mam. Taki jestem "Hardkorowy Widzu" ;-)

      Usuń
  3. Zombiak z tłustą buźką jest bardzo zaangażowany w rolę :)

    OdpowiedzUsuń