2013-04-07

Wycieczka w nieznane [1967]

"- Młody facet. Jak człowiek - no, lubi dziewczyny, lubi popić, zabawić się...
- Mhm, tak jak ja.
- Dobre, stary! Młody pisarz - bomba! Od razu lepiej, publika lubi twórców od podszewki. No i, rozumiesz mnie, musi coś się zdarzyć z tym pisarzem, tak że dotychczasowe życie przestało go bawić. Tylko to trzeba wykombinować, no... Może mu dziewczyna wpadnie pod tramwaj? No, a zanim wpadnie, trzeba pokazać parę dobrych scen łóżkowych, gołego ciała - dla ludzi, nie? Człowieku, tylko siadać i pisać! I naród padnie na kolana."
Warszawskie korki AD 1967

I rzeczywiście mamy młodego pisarza, mamy zabawę, mamy gołe ciało i mamy dotychczasowe życie, które przestaje bawić. Młody pisarz wyjeżdża z przyjaciółmi do Oświęcimia, gdzie w obozie kręcony jest film, którego akcja toczy się w czasie wojny. Początkowo młody pisarz traktuje wszystko bardzo lekko - przeszłość i grzebanie się w niej są dla niego stratą czasu, który przecież można spożytkować na poderwanie kolejnej dziewczyny, znalezienie kolejnej fuchy lub kupienie używanego mercedesa. Wizytę w Brzezince traktuje jak zwykłą wycieczkę krajoznawczą - po lewej ruiny, po prawej trawa, na wprost resztki baraków, a tam pod murkiem aktorzy przebrani za esesmanów flirtują w przerwach między zdjęciami z aktorkami przebranymi za więźniarki. Poza tym jest pięknie, słońce świeci, miejscowe dziewczyny są chętne, żyć - nie umierać.

Następnego dnia młody pisarz zwiedza muzeum w głównym obozie Auschwitz. Tuż przed wejściem jeszcze podrywa niemiecką turystkę, ale im dalej w zgromadzone w muzeum świadectwa przeszłości, tym bardziej dusza pisarza wykręca się na wszystkie strony i dotychczasowa beztroska zamienia się w zgrozę, przerażenie tym, co człowiek potrafi zrobić drugiemu człowiekowi i świadomość, że tylko zbiegowi okoliczności i dat zawdzięcza fakt, że obóz zwiedza jako turysta. "Dotychczasowe życie przestaje go bawić".


Jak to u Brychta - opowiadanie i scenariusz, oparte są na autentycznej historii: w 1962 roku ze Stanisławem Grochowiakiem rzeczywiście pojechał do Oświęcimia, gdzie Wanda Jakubowska kręciła "Koniec naszego wieku". Czy wizyta w obozie rzeczywiście trzepnęła nim tak mocno, jak jego bohaterem, czy to tylko kreacja twórcy?... Licho wie, choć jeśli ktoś, tak jak główny bohater, zwiedził obóz, może znajdzie w filmie sporo własnych emocji, może uwierzy twórcom filmu i doceni sposób, w jaki te emocje oddali. Ja sam zwiedziłem obóz w ramach szkolnej wycieczki w ósmej klasie podstawówki (nasi pedagodzy mają jednak genialne pomysły edukacyjne) i siedzi to we mnie do dziś na tyle mocno, że ani nie chcę tam wracać, ani o tym rozmawiać.

No właśnie, jak pokazać takie emocje? Jak przełożyć na język filmu rzeczy, które są trudno przekładalne nawet na słowa? Jak pokazać metamorfozę głównego bohatera tak, by nie popaść w idiotyczny patos, pełen histerycznych oznajmizmów? Moim skromnym zdaniem Ziarnik i Brycht wybrnęli z tego w sposób, który broni się do dziś, choć od premiery minęło 45 lat. Wykorzystanie jaskrawych metafilmowych przebitek pozwala uniknąć nadętych monologów, a współczesność kontrowana jest historią brutalnie, ale umiejętnie. Opowieść o wojennych transportach na trasie "rampa - komora gazowa - krematorium"  zestawiona jest z piknikową atmosferą przed-obozowego parkingu, na którym turyści wybierają co efektowniejsze pocztówki, by napisać do rodziny "Tu byłem, Józek", kupują pamiątkowe ciupagi albo stoją w kolejce do saturatora (woda zwykła - 50 groszy, z sokiem - złotówkę), a megafony ogłaszają "Kółko rolnicze Zduńska Wola proszone o zajęcie miejsc we własnym autokarze! Za pięć minut zgłosi się w nim przewodnik i grupa odjedzie do Brzezinki!"

Reklama dźwignią wszystkiego

Zblazowane pytanie głównego bohatera "Mieliście jakieś gołe dziewczyny na zdjęciach?" skontrowane zostaje sławnym zdjęciem kobiet idących "do gazu", wykonanym przez członków oświęcimskiego Sondernkommando. Klimat planu zdjęciowego, odrealniającego wszystko - od selekcji po bicie sztucznym kijem przez obozowych kapo - zderza się z metafilmowymi wstawkami, w których główny bohater w mundurze SS najpierw paraduje pod rękę z aktorką w pasiaku, a koledzy (także w esesmańskiej garderobie) zazdroszczą, że "zawsze ma najlepsze dziewczyny", a potem  - z biegiem obozowych emocji - dokonuje w tym własnym "filmie" egzekucji. Wspomnienia z ruin komory gazowej mieszają się z ujęciem prysznica a'la środkowy PRL czyli "słuchawki" zawieszonej na rurze... I tak dalej, i tak dalej. Nie wiem, jak inni, ale ja to kupuję. Sue me.

Bielszy odcień kontrastu

Aktorsko - różnie. Ryszard Filipski (kto może grać Brychta w Brychcie, prawda?), gra na permanentnym wdechu, bo przecież jest młody-zdolny i nie może pokazać rosnącego brzuszka,  żenuje w scenach romantycznych, a jego błogo-zakochany uśmiech powinno się pokazywać w Sevres z podpisem "W ten sposób - kategorycznie nie!", ale poza tym jest klasą samą dla siebie (i dla paru innych aktorów), choć ma mocno pod aktorską górę, bo musi grać dużo, ale bardzo oszczędnie. Świetne są sceny, w których od prób poderwania Niemki z NRF-u, przechodzi do niechęci, odrazy, nienawiści i... i cholera wie, co to było - przebaczenie? próba powrotu do normalności? wyparcie? Małgorzata Niemirska jest ładna, pokazuje czysty biust i brudne stopy, ale w pamięć zapada, a reszta jest tylko niezbędnym tłem, z którego wybija się jedynie Zdzisław Maklakiewicz.

Warto? Moim zdaniem warto, ale warto też pamiętać, że to jednak film sprzed 45 lat. Chociaż, kiedy ogląda się niektóre dzisiejsze fabularne zmagania z historią, łopatologiczne, urzędowo-hołd-oddające, to "Wycieczka w nieznane" robi jeszcze większe wrażenie.

"Dotychczasowe życie przestaje go bawić"

Varia
1. W końcówce filmu dziewczyna głównego bohatera mówi: "Przejdzie ci. Skończysz powieść, dostaniesz pieniążki, kupisz stół i krzesła. Potem będą następne książki, może napiszesz sztukę. Będziesz dostawać nagrody, może order... Ożenisz się, zmienisz samochód, zmienisz mieszkanie, zmienisz żonę. Dobrze ci będzie w życiu..."  "Mała stabilizacja" w pigułce. Poniekąd także losy Brychta między wyjściem z pudła a emigracją.

2. Muzyka - Jerzy Maksymiuk. Gra m.in. wczesny kwartet Zbigniew Namysłowskiego. Słychać.
3. Debiut filmowy Małgorzaty Braunek.
4. Janusza Guttnera dubbinguje Jan Machulski.
5. Wszystkim oglądającym film przez pryzmat PRL-owskiej polityki, przypominam, że opowiadanie powstało w 1963 roku. Przypominam, bo wpadła mi w oko interpretacja typu: "No, proszę - w obozowej galerii więźniów nie ma rotmistrza Pileckiego, co OCZYWIŚCIE świadczy o tym, że film był wredną moczarystowską propagandą, bo przecież dobrze wiemy, z kim trzymał Filipski i za czyje polityczne srebrniki pisał Brycht".
6.  Jerzy Ziarnik po tematykę wojenno-obozową sięgał wielokrotnie, głównie w swoich filmach dokumentalnych. Jeśli ktoś miałby okazję trafić, to "jazdą obowiązkową" jest "Patrzę na twoją fotografię" z 1979 roku.


============
Wycieczka w nieznane
1967
Czas: 71 minut
Reżyseria: Jerzy Ziarnik
Scenariusz: Andrzej Brych, Jerzy Ziarnik (na podstawie opowiadania Andrzeja Brychta "Wycieczka Auschwitz-Birkenau")
Obsada: Ryszard Filipski, Małgorzata Niemirska, Janusz Guttner, Zdzisław Leśniak, Zdzisław Maklakiewicz, Witold Skaruch i inni.

2 komentarze:

  1. opowiadanie i scenariusz, oparte są na autentycznej historii
    Zbędny przecinek.

    a'la środkowy PRL czyli "słuchawki" zawieszonej na rurze...
    À la. // Przecinek przed czyli.

    Właściwie to powinnam wskazać też na niepoprawne cudzysłowy i błędne użycie dywizu w charakterze myślnika, ale nie będę się aż tak czepiać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za mrówczą pracę - się będzie systematycznie wprowadzać i poprawiać, aczkolwiek nie wszystko. Odmawiam wstawiania kropek w cytatach (typu: "Blablablabbla - powiedział Pluszczak - I bumbumbumbum" - po "Pluszczak" w życiu nie wstawię kropki i już) oraz wstawiania kropek po cytatach, które kończą się wykrzyknikiem, pytajnikiem, wielokropkiem (widok czegoś na kształt: "Hej, kto Polak na bagnety!". boli mnie w oczy).

      Cudzysłowy i dywiz/myślnik wynikają z przeklejania tekstów z różnych edytorów, w których owe znaki "robią się" albo z automatu, albo trzeba wklepywać kody z klawiatury (nie shift+coś, tylko ASCII) czego robić mi się po prostu nie chce i wtedy zostawiam jak jest. Czasem zresztą, gdy próbuję zmieniać w blogspotowym edytorze, zamiast myślnika wskakuje mi długa pauza i wygląda to jeszcze głupiej.
      Obiecuję, że poprawię wszystko w książkowym wydaniu moich "Dzieł Zebranych", których wydanie jest przewidziane na... yyy... nie, w ogóle nie jest przewidziane :-)

      Usuń