2013-04-21

Wyjazd integracyjny [2011]

Bogowie moi, co za syf-malaria...

- Kiedy czytałem scenariusz, miałem nadzieję, że coś się z tego uratuje na etapie realizacji - tłumaczył się Tomasz Karolak po występie w "Ciachu". W przypadku "Wyjazdu integracyjnego" takie tłumaczenie odpada - tam żenada wiała już z scenariusza i ktokolwiek czytając miał jakieś złudzenia, powinien zaliczyć kurs czytania za zrozumieniem. I kurs pierwszej pomocy. Oraz kurs operatora wózka widłowego. Oraz jakiekolwiek inne kursy, które kursantowi zajmą czas i odsuną go  realnego świata na czas dłuższy.

"Operacja Dunaj", "Ciacho", Wyjazd integracyjny" - anatomia żenady

Fabuła prymitywna, ale pozwalająca zacząć: wielka firma lodziarska wyjeżdża na weekend integracyjny do hotelu położonego w zaciszu lasów i jezior. Pracownicy chleją już w autobusie, a prezes firmy zostaje przez pomyłkę ulokowany w jednym apartamencie z bucowatym dziennikarzem i durną jak but ex-modelką. Można coś z tego zrobić? Na zdrowy chłopski rozum można, tylko trzeba trochę pomyśleć, napisać jakieś dialogi...

W "Wyjeździe integracyjnym" nie ma dialogów, nie ma pomysłu, nie ma dowcipu. Jest tylko chęć naciągnięcia właścicieli hotelu na parę sponsorowanych weekendów i wyciągnięcia od państwa możliwie największej kasy, bo za coś pić przecież trzeba. Udało się jedno i drugie - ekipę filmową zakwaterowało monstrum hotelowe, którego nazwy nie wymienię, bo nikt mi za reklamę nie płaci (zresztą w tym wypadku pecunia by olet jak cholera), a państwo w postaci PISF przelało na konta twórców filmu półtorej bańki (słownie i cyferowko:  1 500 000 złotych polskich), więc kto by się tam kręceniem filmu przejmował? Weźta kamerkę i nakręćta, jak się nachlana ekipa goni po korytarzu.
- Świetnie grają, panie reżyserze.
- Taaa, grają... Nie ma to jak cinema verité.


Metr poniżej Kota

Początkowo oglądałem ze zdumieniem - mija pięć minut nie pada jeszcze żadna "kurwa". W polskiej komedii? Szacunek. Mija dziesięć minut... Nic. Mija piętnaście minut... Nic. Azaliż i czyżby dałoby się? E, tam... 15'25" - pierwsza "kurwa" odkorkowała zawór i poleciaaaało...
- Skąd pan to ma?
- Z dupy, proszę pani!
- Czy ja popierdolony jestem, czy to jakaś prowokacja, żeby mi jakaś menda po pokoju latała z cipą na wierzchu?
- Nie biegłem tu przez błota, lasy z gołą dupą, żeby panu jaja pokazać, znaczy, żeby sobie z państwa jaja robić.


Nic. Wielkie, żałosne, capiące nędzą nic. Nie bucówa na poziomie "Poranka kojota", nie chooyniazgrzybnią na wzór "Ciacha", gdzie przynajmniej teoretycznie człowiek rozumie, co tu ewentualnie miało w założeniu bawić. N-I-C! Kompletnie. Film, z którego nie zostanie ani jedna scena, ani jeden cytat, ani jeden pomysł - film z którego nie zostanie absolutnie nic poza fakturami i dwoma wagonami niesmaku. 82 minuty płaskiego, nudnego badziewia, z niewiadomych powodów nazwanego komedią, choć nie ma w nim ani jednego dowcipu. Już nie mówię dobrego - jakiegokolwiek.

Polski humor bagienny nizinny

Jedynym pomysłem reżyser/scenarzysty byli aktorzy. No, przecież to och-jakże-znakomici artyści i wszyscy ich lubią, więc Tomasz Kot niech co dwie minuty robi minę niedorozwiniętego borsuka z zatwardzeniem, Jan Frycz niech się przebierze w damską kieckę, Tomasz Karolak niech pokaże tłustawe obwisłości, a Katarzyna Glinka niech pokaże cycki.
- Nie pokażę! Ale za to mogę pokazać niedogoloną pachę.
- OK, deal! Cycki pokaże dublerka oraz pana Klara.
- A ja co mam pokazać?
- zapytał Aktor Drugiego Planu.
- Pan niech pokaże sztukę. Mam pan przecież dyplom PWST, prawda?
- Może być tak?
- Aktor Drugiego Planu zrobił zeza, wywalił język na brodę i zaczął charczeć.
- Super! - ucieszył się reżyser - Olivier, normalnie. Ale musimy pokazać rozterki pana postaci w zetknięciu z systemem korporacyjnym i skontrastować je z odwiecznym Weltschmerzem.
- To może ja powiem "kurwajapierdolę" i udam, że rzygam do wiadra?
- Genialne! - ucieszył się reżyser, po czym nachylił się do współscenarzysty i szepnął - Tak  w zasadzie, to w dupie mam, co zagrają. Moje i twoje honorarium pokryła wpłata z PISF, a reszta może sobie zgnić na wolnym powietrzu i nawet protokołu zniszczenia nie trzeba robić.

Zobaczyć Karolaka i... i rzucić dietę.

Omijać. Omijać dużym łukiem, nie oglądać pod żadnym pozorem ani przed jedzeniem, ani tym bardziej po, nie kłaniać się ani nie podawać ręki "twórcom" i aktorom, a w towarzystwie fanów tego filmu na wszelki wypadek trzymać się za portfel, komórkę, spinki, buty i rodowe srebra. Jedynym powodem, który mógłby usprawiedliwić oglądanie przez Was tego guano, jest bycie prokuratorem i przygotowywanie aktu oskarżenia wobec reżysera, aktorów i dyrektora PISF-u.


Varia
1. - Ale film obejrzało ponad 900 000 widzów - powie ktoś. Reklama dźwignią handlu i kołkiem do napędzania widowni. Przy dobrej reklamie można przyciągnąć widzów nawet na pokaz spawania. Pytanie - ile osób wyszło w trakcie, a ile chciałoby "Wyjazd..." obejrzeć jeszcze raz.
- Ale zysk jest zysk.
Zysk z oszustwa czy kradzieży, to w sumie też zysk. 
2. W autokarze jedna z kobiet czyta "Wyuzdany Magazyn dla Pań". Zostało jeszcze parę egzemplarzy po kręceniu "Wojny męsko-żeńskiej", to co się będą marnować?
3. Przemysław Angerman był współscenarzystą "Skazanego na bluesa". "I panu mowę odjęło..."
4. "Eks-celowe rekordy". Mhm... W Eks-celu można robić wiele rzeczy. Zajadając jabułka i pijąc kakałko. Tylko trzeba się bynajmniej spieszyć, bo spaźnianie nie jest w dobrym tonie.
5.  W scenie przed-paintballowej pojawia się wyrób aktoropodobny o nazwisku Jakimowicz. Stoi na trzecim planie i rozpaczliwie próbuje znaleźć się w polu kamery. Tak kończą ludzie, grający w żenujących filmach - na trzecim planie jeszcze bardziej żenującego filmu. Może ktoś powiedziałby to Janowi Fryczowi?
6. No, dobra - znalazłem w tej filmowej katastrofie coś, co wywołało u mnie uśmiech. Twórcy nie mają pewnie pojęcia co to, a gdyby im pokazać, nie byliby w stanie zajarzyć, czemu. Dziwnym nie jest - to dwustuprocentowy zbieg okoliczności (i odrobina cięć z mojej strony).

video


Ponieważ to jednak deko hermetyczne - podpowiem, że jest sobie taki Andrzej (męski, oczywiście), który prowadzi rubrykę "Poligon"...


============
Wyjazd integracyjny
2011
Czas:
86 minut
Reżyseria: Przemysław Angerman
Scenariusz: Adam Karolewski, Przemysław Angerman
Obsada: Jan Frycz, Tomasz Karolak, Katarzyna Glinka, Tomasz Kot, Katarzyna Figura, Sławomir Orzechowski, Bartłomiej Topa, Klara Bielawka i inni.
Dotacja PISF: 1 500 000 (produkcja)

5 komentarzy:

  1. nie no, tak się nie spojluje własnych dowcipów. Było na etapy podzielić, nagrody przyznać, delikatnie podpowiadać ewentualnie.
    Co pan powie o Układzie Zamkniętym?

    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy wygodniejszej formie kontaktu pewnie bym dawkował i spojlował, ale przy szybko przemijalnym i średnio wygodnym w korzystaniu blogu, wolałem raz a dobrze.
      O "Układzie zamkniętym" nic nie powiem, bo jeszcze nie widziałem. Historia na podstawie której nakręcono film... chciałem napisać, że jest "porażająca", ale ponieważ swoje lata mam i pamięć mi dopisuje, więc cynicznie nie napiszę. Napiszę za to, że wywalanie przez PISF 1,5 miliona na "Wyjazd intergracyjny" (z działki "potencjał frekwencyjny") i równoczesna odmowa dofinansowania "Układu..." to co najmniej nieporozumienie. Co najmniej, bo cisna się inne określenia. Mam nadzieję, że film się obroni, nie mam natomiast nadziei, że cokolwiek zmieni. No, może ewentualnie w tej konkretnej sprawie. Może.

      Usuń
  2. Jacie, po tylu wywrotkach kurzaka, jaki na toto dzieło wylano, nie bałeś się oglądać? Ja się do tej pory nie odważyłem, szacun :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałem "Figo Fago" - nic mnie nie zmoże! :-)

      Usuń
  3. Aaaaale co to za utwór? Chyba jedyna pozytywna rzecz, którą wyniosłam z filmu.

    OdpowiedzUsuń