2013-05-13

Drogówka [2013]

Głos Pomorza napisał: "'Drogówka' Wojciecha Smarzowskiego opowiada o pracy i życiu prywatnym warszawskich policjantów". Mhm, a "Reksio" opowiada o pracy i życiu prywatnym celuloidowych piesków.

Smarzowski. Wiadomo - nie będzie miło, nie będzie przyjemnie, z ekranu capić będzie skacowaną rzeczywistością oraz innymi przykrymi woniami w większości fizjologicznymi, lać się będą płyny (także fizjologiczne) i bluzgi, film walnie nas w twarz, poprawi z drugiej strony i przez tydzień będzie nam się odbijał moralną czkawką.

"Tu naciskasz... nie resetujesz... i masz ciągle 130."

Tym razem reżyser wymyślił sobie film sensacyjny: "Jest siedmiu gliniarzy i siedem grzechów głównych. Każdy z policjantów odpowiada za jeden grzech. To jest historia o korupcji, która zaczyna się na tylnym siedzeniu samochodu a kończy w Brukseli".
Zapowiadało się ciekawie, choć oczekiwanie na film psuły media, które odkąd usłyszały o siedmiu grzechach, zaczęły międlić w kółko "polskie 'Seven'". W dodatku parę z nich pitoliło to także po premierze, kiedy było już wiadomo, że "Drogówka" ma z "Seven" Finchera tyle wspólnego, co siedem dziewcząt z "Albatrosa", siedmiu krasnoludków i licząca maszyna Trurla.

Zarys fabuły zdradził dawno temu Bartłomiej Topa, resztę można było wyczytać w recenzjach. Siedmiu policjantów z drogówki, służba, tańce, hulanki swawola, branie w łapę i dawanie w palnik. Jeden z nich ginie, drugi zostaje oskarżony o morderstwo i próbując oczyścić się z zarzutów, wpada na trop Wielkiej Afery, która Zatacza Kręgi i Obejmuje Osoby.

Kolorowy Siny zawrót głowy czyli "The Day After"

Początek to klasyczny Smarzowski, ten taplający się w ludzkich przywarach i słabościach, tym razem jeżdżący radiowozem drogówki. Cały zestaw grzechów: łapówki, alkohol, łapówki, alkohol, łapówki, dziwki, alkohol, łapówki, rasizm, alkohol, łapówki itd. Skondensowane, zebrane w jednym miejscu, w długiej, rwanej sekwencji scenek kręconych kamerą filmową i telefonem komórkowym, łapanych przez obiektywy telewizji przemysłowych i innych urządzeń "przydatnych w takich okazjach". Skrótowa narracja, traktująca widza jako istotę inteligentną, której nie trzeba oczywistości wkładać do głowy łopatą, wystarczy rzucić dwa-trzy obrazy i widz doskonale zrozumie "co poeta chciał przez to powiedzieć", sam sobie wszystko zbuduje, zinterpretuje... Ponura treść, irytująca, męcząca forma surowych zdjęć, agresywny montaż  - wszystko to daje bardzo mocną mieszankę.

Dalej mamy już klasyczny film sensacyjny - główny bohater zostaje oskarżony o zbrodnię, której nie pamięta i jest zdania, że jej nie popełnił, ucieka więc i próbuje dowieść swojej niewinności. Pościgi po dachach i ulicach, przyjaciele i zdrajcy, bedgaje i wielopiętrowa intryga oraz mocny finał. Niestety, z minuty na minutę poziom filmu spada (poziom - nie tempo), a reżyser popada w klasyczną chorobę polskiego twórcy i zamiast operować konwencją, operuje sztampą, momentami tłustą Oczywiście, film ogląda się do końca, do końca kibicuje się głównemu bohaterowi, do końca docenia formę, zdjęcia i montaż... Ale im bliżej końca, tym bardziej niedowierzanie wyłazi z kąta i pyta, czy ktoś sobie z niego jaja robi, "a echo zapytane odpowiada", że wszystko wskazuje na to, iż reżyser w połowie filmu stracił do swego dzieła serce i kręcił już tylko, byle szybciej skończyć.

"4,3 w wydychanym. Rekord świata i komendy"

Może gdybym obejrzał "Drogówkę" przed "Domem złym", oceniałbym ją inaczej. Niestety dla "Drogówki", obejrzałem ją po - dlatego zgrzytałem zębami na zapożyczenia typu Dyskretne Ale Jakże Znaczące Rozmowy i Spojrzenia w Tle (w "D" dość szybko pozwalające domyślić się, kto zabił), przyzwoitego funkcjonariusza (w miarę, bo bzyka na boku  - w "DZ" cudzą żonę, w "D" za plecami własnej) wplątanego w wielką aferę i stającego się kozłem ofiarnym, ach, jaki ten świat ohydny, a już prokurator to świnia wyjątkowa, finał kręcony z kamery odjeżdżającej do góry...
Im dalej w film, tym więcej pojawiało się klisz "familiadowych", czyli pasujących do wyobrażenia przeciętnego Mamonia "jaka jest prawda o naszej nieszczęśliwej ojczyźnie". Jeśli ksiądz, to nie tylko na bani jeździ, ale i po burdelach się szlaja. Jeśli polityk - to tępy jak worek ziemniaków i skorumpowany do cna. Jeśli biznesmen, to nie tępy, ale za to cyniczny i skorumpowany podwójne. Jeśli policjant - to chleje i bierze w łapę. Jeśli korupcja - to nawet na szkolnym orliku. Jeśli rasista - to oczywiście taki, który swoje naziolskie pierdoły wciska zawsze, wszędzie i każdemu, nawet Wydziałowi Wewnętrznemu.
"Zbrodnie" dla ludu, to i kara też ułożona pod gusta ludu: karą dla erotomana jest odgryzienie "narzędzia grzechu", karą dla rasisty... Dobra, nie będę zdradzał wszystkiego. Choć naprawdę łatwo się domyślić i każdy, kto ogląda polskie filmy dojdzie do tego w ciągu trzech minut, a po następnych trzech będzie w stanie przewidzieć, co dalej.
...
I tak dalej, i tak dalej, aż do Wielce Niealuzyjnej Sceny ze Stuhrem na balkonie.
Nie, to nie ta scena. To jest scena sensacyjna z Topą (zawartość sensacyjności - 0,8 w wydychanym)

I do tego te internetowe żarty, nie wiadomo po kiego grzyba powciskanie w film. Awantura urządzana przez Dziędziela przy uszkodzonym samochodzie, to słynne czołgowe "Nie denerwuj się, Andrzeju", "Jebłem ci, to ci jebłem - nie drąż" w barze - też żywcem wytargane z internetu... Gdyby były po coś, gdyby scenarzysta wplótł je w akcję - OK, byłoby słabo dowcipne mrugnięcie okiem, ale kiedy pakuje się te "witze" w film ot tak, kiedy wciska się to między dwie sceny jako bezsensowny przerywnik... W "Och, Karol 2" czy innym "Gulczasie", "Yyyrku" czy "Jobie" mogłoby się to sprawdzić, bo to ten poziom, ale żeby Smarzowski sięgał po tak płaskie chwyty?

A przecież się dało - motyw w wymianą napizganego Ecika na równie napizganego Trybusa, podany jest świetnie, zagrany idealnie (Robert Talarczyk - "telewizyjny" Cholonek) i nagle z dość prymitywnej zagrywki robi się epizodzik na duży szmerek plus szczery chichot. Podobnie zresztą jest w scenach poważnych - wątek Trybusa i Jadźki to ile scen? Trzy? Cztery? Dobrze, jeśli uzbierały się dwie minuty wszystkiego - a jednak jest to wątek na poziomie i mocno jadący po emocjach. No to jeśli dało się się wtedy - po cholerę było uprawiać recyklingowy badziew, hę?

Wymiana Ecika na Trybusa. W roli Ecika - Romanek

W scenariuszu jest parę dziur i parę dziwactw. Ponieważ film jest świeży i jeszcze nie wszyscy widzieli - nie będę nikomu psuł zabawy i zdradzał szczegółów. Powiem tylko, że chodzi m.in. o nagranie finałowego bunga-bunga (rozwiązanie technicznie smutne, bo robione na zasadzie: "Nie mam pomysłu, ale może nikt nie zauważy, a zresztą wisi mi to, kończmy już") i o scenę pogrzebu (po lewej, za salutującym policjantem, a nad wieńcami... jeszcze nie... o, teraz!) i wyrażę stanowczy protest przeciwko chodzeniu na łatwiznę i epatowaniu numerami a'la Zanussi. Dobra, ze trzy interpretacje tego pogrzebowego motywu mogę rzucić od kopa, ale to i tak taniocha dziwactwo absolutnie nie do takiego filmu.

Aktorsko - najwyższy poziom. Nie ma różnicy, czy chodzi o główną rolę, czy drugi plan, czy trzecioplanowe migawki. Zabawne, bo większość postaci powtarza swoje role z innych filmów:  Bartłomiej Topa gra to samo, co w "Domu złym", Marian Dziędziel odtwarza postać z "Oficera", solidnie przyprawioną "Weselem", Eryk Lubos gra składankę swoich ostatnich ról, Aleksander Jakubik też przez większość filmu leci Jakubikiem, ale czasem potrafi wywinąć się i popaść w powagę, a nawet w posępność. Wśród siódemki policjantów nie ma słabych aktorsko punktów: Dorociński i Robert Wabich też zagrali bardzo dobrze, a Jacek Barciak zaliczył drugi plan na Złote Łwy pod Złotymi Palmami. Widzieliście scenę pierwszego przesłuchania? Niby nic nie robi, nie? Niby... A scena, gdy skopany Król przychodzi do niego po pomoc?... Prawda?

W USA zagraliby to Paul Giamatti i Tom Hardy

Bardzo dobre role zagrały też panie: Julia Kijowska jako Madecka i Izabela Kuna, której wreszcie nie musiałem oglądać w roli korporacyjnej biczy, w tle migają błyskotliwie Agata Kulesza i Ewa Konstacja Bułhak. A jeszcze w epizodach zapadają w pamięć Henryk Gołębiewski, Piotr Głowacki... Kurczę, jak Smarzowski to robi, że u niego wszyscy aktorzy po prostu grają, z czego 1/3 dobrze, 1/3 świetnie, a 1/3 rewelacyjnie?

Warto? Warto. Bo choć się czepiam, to minusy nie przesłaniają mi plusów. Jak na kino Smarzowskiego rozczarowująco i trochę wtórnie, ale jak na polskie kino sensacyjne - jednak górna półka. Ogląda się, a nawet wciąga i zostawia z interpretacjami i refleksjami. Plus świetne zdjęcia Piotra Sobocińskiego, rewelacyjny montaż Pawła Laskowskiego  i znakomita muzyka Mikołaja Trzaski - aż się prosi, żeby dodać "jak zwykle", bo to przez stali współpracownicy Smarzowskiego i po raz kolejny pokazują klasę. A skoro jesteśmy przy technikaliach - film "słychać". Poważnie - mimo technik komórkowo-przemysłowych, kwestie aktorów są wyraźne, zrozumiałe, jak nie w polskim filmie, normalnie...

...towar jest u Lutmana, tylko ten towar jest zajęty przez Honigmanna z powodu weksel Reutberga.


Varia
1. W scenie z długopisu Lisickiego, gdy kudłaty brunet filmowany z ukrycia, opowiada o działce na Śląsku widzimy Stefana Laudyna. "Who the fuck is Alice?" zapyta ktoś. W tym wypadku Alice to w połowie kolega reżysera, a w połowie... powiedzmy, że public relations. Stefan Laudyn jest członkiem Polskiej Akademii Filmowej i dyrektorem Warszawskiego Festiwalu Filmowego.
2. Afera z zakupem dla policji  samochodów ARO rzeczywiście miała miejsce i był to spory przewał. Siedem lat temu zarzuty postawiono 21 funkcjonariuszom Komendy Głównej, przedstawicielom dilerów i... i nic. Proces trwa. Pewnie jeszcze potrwa. A potem zarzuty się przedawnią.
3. Wtopa geograficzna: w scenie pościgu na stacji metra Plac Wilsona Król skacze z ruchomych schodów, wpada w tunel metra i torami biegnie w kierunku Kabatów (oraz samego placu), wspina się na wewnętrzne schody i wychodzi... przy Filareckiej czyli od strony Młocin. Pewnie bym nie zauważył, ale to mój przystanek i chodzę tamtędy parę razy dziennie. Znaczy, Filarecką i peronem, nie po torach :-)

Na szczęście nas takie obławy nie witają
 
4. Chiński bar z filmu istnieje w rzeczywistości - "Dudu" na Marszałkowskiej, w pobliżu Królewskiej. Jeszcze nie byłem, ale dopisałem do listy "lokali filmowych", którą chowam na specjalną okazję i specjalny odcinek.



============
Drogówka
2013
Czas:
Reżyseria:
Wojciech Smarzowski
Scenariusz: Wojciech Smarzowski
Obsada: Bartłomiej Topa, Arkadiusz Jakubik, Julia Kijowska, Eryk Lubos, Robert Wabich, Jacek Braciak, Marcin Dorociński, Marian Dziędziel, Agata Kulesza, Izabela Kuna i inni.
Dofinansowanie PISF: 2 000 000 zł (produkcja), 200 000 zł ("zwyżka" z puli dyrektor PISF).

9 komentarzy:

  1. W połowie Twojej recenzji chciałem przestać czytać, ale jednak się przemogłem i dojechałem do końca. I dobrze, w drugiej połowie poprawiłeś się (i ocenę filmu) trochę :)

    "Drogówka" to jeden z niewielu (palce jednej ręki by wystarczyły) filmów na których byłem dwa razy w kinie. Raz sam, drugi raz kuzyna zaprosiłem.

    W trailerach nie widziałem zapowiedzi właściwej fabuły, tylko scenki z pierwszej połowy filmu - chlanie, ruchanie, przeklinanie, łapówy. Prymityw zasadniczo. Ten zabieg mi się już po filmie bardzo spodobał - dzięki niemu zostałem zaskoczony (jak i wielu widzów).
    A o tych odniesieniach do Se7en pierwsze słyszę (od Ciebie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, google'owe "myki" z łączeniem usług już w akcji? Bo ten sam komentarz pojawił się w G+ i tam na niego odpowiadałem :-)

      Usuń
  2. Ja oceniam "Drogówkę" BARDZO pozytywnie. Pewnie na wyrost - sam przecież dobrze widzę płycizny i bucówki, które Kierownik Wycieczki wytknął w recenzji. Ale:

    1. Dajcie bogowie (Starzy, Nowi i R'hllor) każdemu takie wtopy i bucówki - mielibyśmy kino najwyższych lotów i zaszczytów.
    2. Prymitywne dowcipasy ("kary" dla Jakubika i Lubosa) są rozegrane z takim nerwem, tak dobrze są sprzedawane przez aktorów, że nie miałem serca do czepialstwa. A do czepialstwa na ogół mam serca dużo ;) To samo dotyczy uproszczeń fabularnych czy publicystyki pod publiczkę: co z tego, że postać grana przez Grabowskiego wypełzła ze stron Faktu czy SE? Grabowski podpitych gnoi gra świetnie, więc i tutaj też załatał niedoróbki scenariusza.
    3. Dla mnie "D" była od początku filmem podobnym do "Wesela" - każdy rechot miał mi grzęznąć w gardle i wracać żółcią. No i grzęznął, po czym wracał. "Domu Złego" czy "Róży" bym w to nie mieszał, to jednak zupełnie inna kategoria filmu. Sam Smarzowski zresztą mówił, że "D" robi przede wszystkim dla odtrucia się po "Róży".
    4. Oprócz aktorstwa zarządziły technikalia - zdjęcia z CCTV i filmiki z komórek zarówno brzmią, jak i wyglądają świetnie. Also, +10 do klimatu.
    5. Argument ostatni i ostateczny. Zaraz (dosłownie, to było w czasie przeglądu kinowego) po "Drogówce" widziałem "Sępa" (czekam na recenzję, btw :>). Różnica klas miażdżąca i mogła wykrzywić odbiór ;)

    Przepraszam za potencjalny TL;DR, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Jasne, gdyby wszyscy kręcili tak dobrze i przemyślane filmy jak Smarzowski (co nie znaczy, że w tym samym stylu - 100% smarzowszczyzny w polskim kinie, szybko doprowadziłoby do wyludnienia kraju z powodów suicydalnych), kinematografię mielibyśmy na o wiele wyższym poziomie. I gdybym obejrzał film reżyserowany prze Kupścia-Dupaczewskiego pewnie bym się nie czepił połowy tego, co irytowało mnie w "D". Ale Smarzowski ma u mnie poprzeczkę podniesioną wysoko i w jego przypadku, moim zdaniem, pewne grepsy po prostu nie uchodzą.

      2. Jednemu pomidorowa, drugiemu szpinak :-) Tu nawet bardziej niż w przypadku piłki. Zresztą, to, że się czegoś czepiam, nie wyklucza przecież wcale wysokich ocen. I w drugą stronę podobnie - czasem trafia się film cieniutki techniczne, marny aktorsko, niedopracowany i w ogóle 2/10, ale z jakiegoś powodu "misię" subiektywnie i już (tak mam z jedną z wersji "Manny").

      "Sępa" jeszcze nie widziałem, ale się szykuję. Opinie znajomych osób... /tu rozlega się zgrzytliwy chichot, a chęć obejrzenia filmu rośnie o koma sześć/

      > Przepraszam za potencjalny TL;DR

      Mnie? Za "TL"?? ;-)

      Usuń
    2. @Sęp

      Panie Kierowniku, powiem jedno: zgon postaci granej przez Pawła Małaszyńskiego jest jeszcze bardziej debilnie absurdalny niż legendarne zgony Rysia z Klanu i Hanki Mostowiak, liczone zusammen do kupy. Nie, nie żartuję. Słowo, naprawdę nie.

      @ Smarzowski

      O, Kierownik trafił w sedno: od takiego Smarzowskiego się wymaga rzeczywiście dużo i każdy najmniejszy błąd się wytyka, co nie zmienia faktu, że film dostaje mocne 8,5/10, i gardło sobie podrzynam.
      Grepsów czepiałbym się mocniej, gdybym nie śledził otoczki filmu (wywiady z twórcami, etc.). Pewnie więc byłem na humor rodem z gotowy.
      Tym niemniej - chyba od pierwszego sezonu Pitbulla oglądałem polską sensację / kryminał z niekłamaną przyjemnością.

      Usuń
    3. Och, "zgon postaci granej przez Małaszyńskiego" - to brzmi smacznie samo w sobie. W "Tajemnicy Twierdzy Fryców" przeżył, w "Misji Afganistan" przeżył i nawet w "Oficerze" jego postać zmartwychwstali. Odmiana byłaby miła rzeczą :-)

      Usuń
  3. Ha, spodziewałem się takiej reakcji, dlatego pozwoliłem sobie na odpuszczenie świętego "spoiler alert" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzja bardzo dobra, tylko Kabat, nie Kabatów! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjmuję do wiadomości, ale odmawiam stosowania, albowiem ta wersja boli mnie w oczy. Podobnie jak "Stokłos" zamiast "Stokłosów".
      Na wypadek argumentacji, ze przecież sam mówię "z Bielan", a nie z "Bielanów", strzelam focha i udaję, że wcale mnie tu nie było :-)

      Usuń