2013-05-16

Skarb trzech łotrów [1972]

U schyłku XVI wieku statek korsarski "Barbara" pod dowództwem słynnego kapitana Matthewsa, którego imię było postrachem oceanów, osiadł na mieliźnie u brzegów wyspy Tobago na Morzu Karaibskim. 70 lat później odkryto na bezludnym wybrzeżu obozowisko Matthewsa. Obok trzech wyschniętych szkieletów Hiszpanie odnaleźli prymitywną mapę, sporządzoną na skrawku żaglowego płótna...
Z dokładnością do sześciu kilometrów. Miłego kopania.

A trzysta kilkadziesiąt lat po znalezieniu mapy w Krakowie uduszono staruszka. Pończochą.
- Zwyrol...
Nie, nie - nic z tych rzeczy. Staruszek był przyzwoity (spróbujcie nie być przyzwoitym staruszkiem, gdy mieszkacie przy placu Mariackim) i miał wspomnianą mapę. A teraz mapa zniknęła, staruszek pojechał do Zakładu Medycyny Sądowej, Ewa wezwała 07, a sprawę otrzymał porucznik Edward Radoń, osobnik krępy i w golfie.

Streszczać filmu nie będę, powiem tylko, że grasują w nim Amerykanie...
- Jaki związek mogą z tym mieć ci Amerykanie?
- Szpiegostwo? Narkotyki? Waluty?
- Za proste.

...ścigają się samochodami po nocy, duszą się nawzajem (oczywiście pończoszką), dziabią się nożami i sypiają na budowach nowohuckich osiedli. Jeden próbuje także udusić bratanicę uduszonego staruszka, ale ostatecznie jego ofiarą pada telewizor Opal nadający relację z II tercji meczu hokejowego CSRS - Kanada. W tym miejscu publiczność cieszy się bardzo, bo mając do wyboru bratanicę błyskającą biustem (och, od razu całym biustem... połową zaledwie) i telewizor z czeskimi hokeistami, oczywiście kibicuje biustowi. Znaczy, bratanicy.

To pudełeczko, panie poruczniku, jest kanciastą wersją Praktycznej Baryłeczki

Wszystko kończy się dobrze - zło zostaje ukarane, dobro tryumfuje, a bratanica uduszonego staruszka dostaje wielki spadek. Niestety, nie idzie do łóżka z porucznikiem, tylko z Andrzejem Kopiczyńskim,
- A dużo tego spadku?
- Jeżeli pani opłaci podatki tam, podatki tu... - tłumaczył porucznik - Jeżeli się to wszystko razem policzy, to nie będzie tego aż tak wiele. Poza tym ten dolar, tak cholernie leci w dół.

Kiedy już odchichotałem urodę tego tekstu, cofnąłem, zrobiłem stopklatkę i policzyłem spadek zmarłego Polaka-gangstera. Co najmniej 1.016.282 dolarów i 10 centów. Proszę bardzo: potrójne opodatkowanie, podwójny domiar i nawet pogłówne oraz dziesięcinę na komitet wojewódzki możemy doliczyć. Ile zostaje? 200 000? 100 000? Nawet gdyby zostało 10 000 dolarów, nawet 5000 - to jest rok 1972, "zapytaj ojca, zapytaj matki, jakie się wtedy ma sny!" i jaki był czarnorynkowy przelicznik.

Film jest klasyczną ekranizacją klasycznej powieści milicyjnej, ze wszystkimi zaletami, wszystkimi wadami i z zachowaniem wszystkich kanonów gatunku. Obecność Amerykanów, spadków i mapy jest tylko elementem uatrakcyjniającym, ale i tak na pierwszym planie mamy dzielnego porucznika, wygłaszającego mądre, życiowe sentencje...
- Podobno wszystko wokół nas jest urojeniem niedoskonałych zmysłów, obywatelu majorze.
 ...i drogą dedukcji oraz ambicji...
- Taki mam charakter. Mam już wprawdzie swojej latka, ale postanowiłem, że w tej historii muszę się sprawdzić.
...dążącego do celu. Mamy mądre miny, narady z przenikliwymi przełożonymi, genialne skojarzenia, mrówczą pracę w Bibliotece Jagiellońskiej, najnowocześniejsze techniki śledcze w postaci kart perforowanych i szufladek na suwnicach i tajniaków wydzierających się po blokowych klatkach.

Sądząc po instrukcji - na radiotelefonie zainstalowany jest system Windows (wersja 0.03)

Świeżo po premierze film na pewno robił spore wrażenie - Amerykanie, dolary, język angielski używany dość często, pościgi samochodowe po nocy,  piraci, skarby i jeden goły cycek. Starczyło aż nadto, żeby społeczeństwo z okresu bardzo wczesnego Gierka wgapiało się w ekran z zapartym tchem. Dziś... dziś to straszliwa ramota. Intryga zgrzyta jak nienaoliwiony dźwig (dźwigów w filmie sporo - znak, że Polska się buduje i rośnie w siłę), aktorzy robią Znaczące Miny i wygłaszają teksty, które były chyba pisane serio, ale dziś bawią do łez, a czasem do rozpuku.
- Kto to jest?
- Denat
- Nie znam go.

 Poznajcie się: denat - bratanica, bratanica - denat.

- Przyjmuje tezę o spadku. I musi się ona potwierdzić właśnie tu. Wśród nekrologów.
- Nekrologów?
- Ech... to jest logiczne, poruczniku.

Prawda?
 
- O, dobre.. Zagraniczne? - Nie, nasze - "Egipskie". Już mi się kończą...

- Jakieś znaki szczególne?
- Nie zauważyłam.
- To dziwne, plastycy powinni widzieć to, czego inni nie dostrzegają.

Mhm, wnioskujemy o tym na przykładzie rzeźbiarskich wizji Czesława Dźwigaja.

Jednym z bohaterów filmu jest Kraków, dwukrotnie reżyser zabiera nas na przejażdżkę po mieście, parę razy na przechadzkę... "Jubilat" już świeci, na Małym Rynku sklepy, po Rynku Głównym jeszcze jeżdżą samochody, Nowa Huta jeszcze słabo zadrzewiona (ta nowa Nowa Huta), a że się reżyserowi adresy pochrzaniły i blok bratanicy przestawił prawie pod skrzyżowanie z Łowińskiego... Kamienicę Kopiczyńskiego na Mikołajskiej też przestawił.

Międzynarodowy Port Lotniczy w Balicach. Znaczy,  jeszcze nie port... i nie międzynarodowy.

Aktorsko - przyzwoicie. Porucznika Radonia gra Mieczysław Stoor (dla jednych sturmführer Staedtke, dla innych wachmistrz Sitarz) i robi co może, żeby ze scenariuszowego drewna coś wydobyć. Głównie robi brwią oraz okiem, za co lubiliśmy go już w poprzednich filmach. Czasem mówi też po angielsku i wychodzi mu to przyzwoiciej niż filmowemu tłumaczowi, bo ten na postsynchronach zastosował chyba metodę lotniskowej spikerki z "Misia". Bratanicę gra Barbara Marszałek - jest ładna, grą nie odstrasza, biustem przyciąga... Reszta aktorów plącze się tylko chwilami - w jednej scence Bolesław Płotnicki, w dwóch Janusz Zakrzeński, swoje robią, kasują wypłatę i tyle ich widzimy. Andrzej Kopiczyński miga parę razy, własną piersią zasłania telewizor, ale w ostatnim momencie pęka, uchyla się przed taboretem i... Ale przecież bratanicę stać będzie na nowy odbiornik, prawda? Dzielnego tajniaka, chroniącego bratanicę gra młodziutki i szczuplutki Mieczysław Grąbka, a angielskojęzycznego (no, powiedzmy...) studenta - Leszek Długosz z grzywką.

U mnie można wyrazić wszystko, proszę pani. No więc?

Czy warto? Wielkie dzieło to nie jest... Jeśli macie w sobie nutkę perwersji i lubicie powieść milicyjną, to można. Jeśli jesteście z Krakowa, to w sumie też. Tym bardziej, że film jest krótki.

Varia
1. Scenariusz powstał na podstawie kryminału z serii "Ewa wzywa 07", autorstwa Andrzeja Szczypiorskiego. Jak książka - nie wiem, znam tylko recenzję, ale filmem Szczypiorski nie mógł się szczycić. Z drugiej strony, popełnił parę gorszych "dzieł", o czym przekonaliśmy się po otwarciu archiwów SB.
2. W oryginale kryminał Szczypiorskiego nosił tytuł "Wyspa czterech łotrów" - jak widać, braki na socjalistycznym rynku dotyczyły także łotrów. Andrzej Szczypiorski zmienił także nazwisko porucznika:  fikuśnego Engela zastąpił swojski Radoń.

Jedziemy, obywatele - Ewa nas wzywa.

3. Reżyser Jan Rutkiewicz pozazdrościł Hitchcockowi - to już drugi film, w którym się pokazuje (tym razem na ławce komisariatu). Cóż, jakie kino - taki Hitchcock.
4. Jerzego Bińczyckiego, grającego portiera w "Cracovii" dubbingował Leon Niemczyk. Kto dubbingował Kopiczyńskiego - nie wiem.
5. Nazwiska kanadyjskich hokeistów, których Kopiczyński ogląda w meczu z Czechosłowacją, zgadzają się: Eposito, Broderick, Hull rzeczywiście grali w reprezentacji Kanady. Niestety, nie wiem, jakim wynikiem skończył się ten mecz ;-)


============
Skarb trzech łotrów
1972
Czas:
63 minuty
Reżyseria: Jan Rutkiewicz
Scenariusz: Andrzej Szczypiorski (na podstawie własnej powieści "Wyspa czterech łotrów")
Obsada: Mieczysław Stoor, Barbara Marszałek, Jack Recknitz, Janusz Zakrzeński, Janusz Bukowski, Leszek Długosz, Mieczysław Grąbka i inni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz