2013-05-27

W te dni przedwiosenne [1975]

...czyli, co by było, gdyby Jan Skrzetuski wstąpił do KPP.

Towarzysz Wacław Kaszyba miał w życiu naprawdę przerąbane. Urodził się za sanacji, gdy policja biła robotników i chłopów, a kury chodziły boso. Był także członkiem Komunistycznej Partii Polski, co powodowało, że sanacyjna policja biła go o wiele mocniej niż przeciętną klasę pracującą i przerywała mu noc poślubną, wtarabaniając się z Hukiem do mieszkania w chwili, gdy towarzysz Kaszyba dobierał się właśnie do biustu towarzyszki małżonki.
Słucham?... No, z Hukiem. Tadeuszem. W roli policjanta robiącego Znaczącą Minę.

Złowrogi cień sanacji kładł się złowrogim cieniem...

Agent Defensywy skonfiskował towarzyszowi Kaszybie dzieła Lenina i chciał skonfiskować żonę, policja sprawiła naszemu gierojowi łomot, a chodzący na sanacyjnym pasku sąd wlepił mu dwa lata więzienia. Po wyjściu z pudła towarzysz Kaszyba nadal miał przerąbane - Partia dała mu dwa tygodnie wolnego, a potem wysłała do Hiszpanii, by swą proletariacką piersią powstrzymywał napór faszyzmu. Jak wiemy z lekcji historii - nie powstrzymał. Po upadku Republiki nie mógł wrócić do Polski...
- Bo miał przerąbane?
...więc Partia wysłała go dokądś. Nie bardzo wiadomo, dokąd - odnalazł się dopiero w czasie Wojny Ojczyźnianej  w mundurze radzieckim, wziął udział w bitwie pod Moskwą, a potem został oddelegowany do I dywizji piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Dzień przed wielką bitwą pod Lenino poziom przerąbania przekroczył wszelkie granice: siedemnastodniowa (w sumie) żona towarzysza kapitana Kaszyby umierała w dalekim szpitalu, on sam odmówił poświęcenia obowiązku na ołtarzu uczucia i za karę został ciężko ranny w czasie "rozpoznania bojem", a w dodatku okazało się, że Zbyszko z Bogdańca, w kulcie którego wyrastała wtedy polska młodzież, był ruskim agentem w stopniu kapitana artylerii. 

Ech, żyzń... i 150% normy pawich czubów

W warunkach tak skumulowanego przerąbania życiowego niejeden by się załamał. Ale nie towarzysz Kaszyba, o nie! Towarzysz Kaszyba wytrwał i został podwójnym zupakiem.
- Dlaczego podwójnym?
Bo poza zupactwem typowo wojskowym dochodziło jeszcze zupactwo ideologiczne, wyrażające się bojowymi frazami typu: "Mało troski o ludzi? (...) Musieliśmy być tacy i tacy jesteśmy. Na sprawy prywatne pewnie jeszcze przyjdzie czas. Ale w tych przyszłych czasach trzeba będzie zupełnie innych ludzi. Siebie całkowicie podporządkować. Bez wahań! Bez komplikacji! bez jakichś tam inteligenckich fanaberii!"

Enyłej, wracał sobie towarzysz podpułkownik do dywizji, by objąć stanowisko zastępcy dowódcy ds. liniowych. Wracał dżipem w towarzystwie poakowskiego kierowcy Wolaka i podporucznik Emilii Horak, która zajęła drugą lokatę w szkole oficerskiej, choć głupia była jak but i to lewy. Całą drogę paplała w dżipie, paplała, chichotała, paplała, chichotała, paplała, paplała oraz paplała... Tak to towarzysza podpułkownika Kaszybę wpieniło, że kazał zatrzymać wóz, ostrzelać przydrożną chałupę i wziąć do niewoli jednego Niemca. Tylko jednego, bo drugiego sam zastrzelił (zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa musiał się wreszcie znaleźć ktoś, kto miał bardziej przerąbane niż towarzysz Kaszyba). 

Mimo obecności ppłk. Zupaka podporucznik i sierżant przeszli na rozchichotane "ty"

Los okazał się jednak straszną świnią - mimo paplania i chichotów obywatelki podporucznik, towarzysz podpułkownik zakochał się w niej. Zakochał się w momencie, gdy obywatelka podporucznik biegła ku niemu. Bo kiedyś biegła ku niemu jego martwa żona... znaczy, kiedy biegła, to jeszcze była żywa... i się towarzyszowi podpułkownikowi to bieganie skojarzyło przez mamonizm czyli przez reminiscencję. A ja sobie pomyślałem, jakie to szczęście, że biegła tylko jedna obywatelka podporucznik. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby towarzysz podpułkownik zobaczył biegnącego ku sobie gońca ze sztabu albo batalion grenadierów pancernych...

I znowu dobrał się towarzysz podpułkownik do cycków... ale ponieważ, jak wiemy, miał w życiu przerąbane, znowu coś mu przeszkodziło i nie skonsumował. No, a potem to wiecie - los człowieka w mundurze: ofensywa, artyleria, przełamywanie, przepraszam za wyrażenie, Wału Pomorskiego, gdzie tu miejsce na prywatne uczucia? Poakowski sierżant poszedł do kompanii karnej, obywatelka podporucznik - do sąsiedniego sztabu. 
- Musimy być tacy. Przekreślić siebie. przekreślić swoje sprawy. - powtarzał. Pod. Pułkownik. Który. Miał. Momentami. Irytujący. Sposób. Mówienia.
- Wojna jest czymś przeciwnym naturze ludzkiej. - filozofował za to Maciej Rayzacher w stopniu porucznika (jeszcze niedawno w stopniu kapitana ścigający towarzysza Kaszybę, który nosił wtedy stopień rotmistrza) - Tak, wiem: my musimy. Ale jak wyjść z tego nienaruszonym?
Ponieważ porucznik nie znalazł odpowiedzi na to życiowe pytanie, nie wyszedł w stanie nienaruszonym. Wynieśli go z brzuchem naruszonym szwabską kulą. On też miał w życiu przerąbane.

- Trudno, proces dziejowy wymaga ofiar, ofiaro - pomyślał  towarzysz podpułkownik

Szwabskie kule naruszyły także poakowskiego sierżanta i obywatelkę podporucznik. Cóż, gdzie ofensywy rąbią, tam ranni padają, a poza tym od przebywania w towarzystwie towarzysza podpułkownika Kaszyby można się zarazić przerąbaniem. Leżały więc sobie zwłoki sierżanta Wolaka, leżała ranna obywatelka podporucznik, zaległy ludowe bataliony i przerąbane miały pod faszystowskim ostrzałem...
- Co robić? - zapytał towarzysz generał swoich wiernych sztabowców.
- Wszystkie czołgi! Fizylierzy! Kawaleria! - odpowiedział towarzysz podpułkownik, na koń siadł, za szablę chwycił i nieprzyjaciela z granic wyżymał... wyżęmał... wyżyło... wypędził! Krzyżacka zawierucha rozpadła się w proch i pył, towarzysz generał opalił to zwycięstwo "Kazbekami" i melancholijnie szepnął, że może to już ostatni raz, gdy kawaleria...

Szarża  Rohirrimów to to nie jest...

Zwycięski towarzysz podpułkownik Kaszyba objeżdżał pole bitwy, dumnym okiem błyskał i cieszył się, że klątwa znikła i teraz przerąbane mają Giermańcy, gdy nagle... gdy nagle pośród kwiecia pośród leżących na ziemi "kosztów osobowych operacji militarnej" zobaczył drobne ciałko obywatelki podporucznik Horak, obmacywane przez sanitariuszy.
- Jeszcze żyje - orzekli, zapakowali na nosze i potruchtali w stronę zachodzącego słońca.
Na poli bitwy został złom żelazny i towarzysz pułkownik, wykrzykujący z rozpaczą "Kto pozwolił? Kto pozwolił?" 
Wciąż miał przerąbane.

Scenariusz - sito, przez które przelatuje sens, a zostaje tylko ideologia. Psychologia postaci - rodem z pensji pani Latter.  Dialogi - jeden koszmar. Egzampel - podporucznik do pułkownika-zupaka:
- Ja jestem niemożliwa. Ja zawsze byłam taka nieznośna. I dlatego trzeba na mnie krzyczeć. A potem wybaczać. I niech się pan nam mnie nie gniewa. I niech pan tak na mnie nie patrzy.
- "Witaj nam, Poolsko! Myśmy są wojsko biaaaaaało-czerwone!"
- zaśpiewał Głos Wewnętrzny, wijąc się z uciechy na podłodze.
Kurczę, ten film zrobili ludzie odpowiedzialni za "Stawkę większą niż życie" - coś umieli jednak i nie ma siły, żeby w parę lat oduczyli się wszystkiego. No, chyba że kręcili w pijanym widzie i dla własnej perwersyjnej uciechy, rycząc ze śmiechu wniebogłosy, gdy kierownictwo odpowiednich resortów kiwało z uznaniem głową i łykało każdy, najgłupszy nawet pomysł. 

Otok czapki czerwony, ale denko na szczęście nie błękitne

Aktorsko żenadnie. Pietraszak szasta się strasznie, nie umie nosić munduru i jest kompletnie niewiarygodny zarówno w scenach zupactwa, jak i w scenach "kochliwych. Może on po prostu nie umie grać niesypatycznych facetów? Jerzy Matałowski jest mdły,  Halina Rowicka i Alicja Jachiewicz są bardzo ładne i momentami zapomina się jak idiotyczne role dostały (a dostały bardzo), Mieczysław Kalenik ładny nie jest, więc się nie zapomina, zresztą przy jego grze... Pojawia się także Emilia Krakowska (don't ask...) i Witold Dębicki, oczywiście w loczkach.

Zdecydowanie nie warto, ale jeśli ktoś ma skośne poczucie humoru i parę butelek piwa, to można, bo okazji do złośliwego rechotu jest sporo (część wątków pominąłem). Nie polecam współczesnym reżyserom filmów wojennych, bo na widok zaangażowania dowództwa Pomorskiego i Warszawskiego Okręgu Wojskowego mogą dostać spazmów z zazdrości: statystów, sprzętu, huku i dymu wystarczyłoby na szesnaście dzisiejszych filmów, a w dodatku wszystko za darmo. 

"Czy stąd niedaleko już do grających wierzb, malowanych zbóż?"


Varia
1. Muzyka - Waldemar Kazanecki. Czyli jak zwykle: słodycz, patos, słodycz, patos, kontrapunkt zgrzytliwy, słodycz, patos, patos.
2. Fakt, że w tak nadętej propagandowo produkcji wystąpił Maciej Rayzacher jest nieco zabawny, zważywszy na fakt, że już rok później aktor mocno związał się z KOR-em. Kto wie, może to właśnie na skutek filmu?
3. Współpraca produkcyjna - Michał Szczerbic. No, kurczę, nie ma przypadków. 
4. "Myśmy nauczyli się już walczyć. Tu nie ma miejsca dla Wolaków". Dobre. Mocne. Polityczne. I stanowiące dowód, że sojusz sił antyprezesowskich działa od dawna!


============
W te dni przedwiosenne
[1975]
Czas:
99 minut
Reżyseria: Andrzej Konic
Scenariusz: Zbigniew Safjan
Obsada: Leonard Pietraszak, Halina Rowicka, Jerzy Matałowski, Alicja Jachiewicz, Emilia Krakowska, Mieczysław Kalenik, Zygmunt Kęstowicz, Maciej Rayzacher

4 komentarze:

  1. Dwa zdziwienia: pierwsze - nigdy o tym filmie nie słyszałem, a choć większości nie widziałem, to słyszałem jednakże. Drugie - co to znaczy zupactwo? Nie znam tego słowa, może by obywatel Autor zechciał przetłuamczyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu do czasu trafia się taki film -- sporo widziałem, o wielu czytałem, a ten jakoś mi umknął, więc gdy już wpadł w moje ręce, z miejsca wylądował bardzo wysoko na liście "do obejrzenia".
      "Zupactwo" to od "zupaka" czyli bardzo stereotypowego wojskowego, takiego regulaminowego "ober-trepa". Początkowo to określenie dotyczyło podoficerów i było przypisane do funkcji, ale z biegiem lat coraz bardziej przesuwało się w stronę opisu charakteru. Nawet nie wiem, czy "zupactwo" funkcjonuje w słownikowej polszczyźnie, ale potrzebny był mi taki wyraz, to go sobie wymyśliłem ;-)

      Usuń
  2. @Anonim: może wyprzedzę Obywatela Autora stosownym linkniem do definicji: http://bit.ly/16m8fwe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prezydium wyraża Obywatelowi podziękowanie za twórczy wkład w rozwój i umacnianie :-)

      Usuń