2013-06-03

Krab i Joanna [1980]

"To męska rzecz być daleko, a kobieca - wiernie czekać" - wyśpiewywała dawno temu Alicja Majewska, irytując co rozsądniejsze kobiety, ale wzruszając mężczyzn, który wyobrażali jak podbijają świat i serca egzotycznych dziewic, podczas, gdy ich stara w domu "na bębenku cicho gra".
 
Krab

Marynarze z "Rybaka Morskiego" wzruszali się raczej rzadko - na co dzień zajmowali się bowiem łowieniem ryb, czyszczeniem, patroszeniem, pakowaniem i mrożeniem. Gdy z jednej strony rybie wątpia, z drugiej strony rybie wątpia, a za plecami Jan Nowicki w roli inżyniera-technologa wydziera się na temat behapu i jakości - uczucia, wzruszenia i weltmscherze idą na pokład, odchorować wrażliwość przez zawietrzną. Ale po pracy - i owszem. Marynarze wyciągają wódkę, zakąskę i oddają się głębokim marynarskim rozmowom:
- Właściwie, panie Zygmuncie, gdzie my żyjemy?
- Tak naprawdę to nigdzie (...) Zobaczysz, zejdziesz ze statku, prześpisz się ze swoją dziewczyną, a potem będziesz chciał wracać.
- Zawsze będę mógł wracać, a ona?
- Co ona?
- No, ona.
- A ona jeśli tego nie zrozumie, nie powinna się liczyć.
Mocne, nie? Takie męskie. Od razu słychać okrętowe silniki, widać ocean i czuć śledzia.

Heeeej, słusznie prawi...

- Kiedyś statki były z drewna, marynarze ze stali. Teraz odwrotnie - rozrzuca perły refleksji kapitan.
- Tacy jak my powinni być samotnikami albo pedałami - stwierdza główny technolog.
- Ile już pływasz? - pyta pierwszy oficer
- Dziesięć - odpowiada główny technolog
- A ja dwadzieścia.
- To znaczy, że masz dwa razy mniej rozsądku niż ja
- Jan Nowicki uśmiecha się uśmiechem, który kiedyś mógłby dać mu rolę Wiedźmina lub chociaż porucznika Maurera.
- Tak myślisz.
- Tak przypuszczam. 
Ech, te męskie rozmowy, gdy gwiazdy harcują nad horyzontem, ocean szumi bezkresem, a wódka kończy się w butelce - czy może być coś głupszego?

Po sześciu miesiącach "Rybak morski" wraca do kraju. A raczej chciałby wrócić, ale kapitan odbiera zlecenie specjalne: zajść do Las Palmas, zdać ładunek, pobrać ciepłe gacie i wio na Morze Północne, poławiać błękitka. Nieważne, że ludzie po półrocznym pobycie na blaszanej puszce dostają szału i palma odwala im co kwadrans, nieważne, że przejście z tropików w mrozy może wywołać u nich katar - nie dyskutujcie, towarzyszu, gdy socjalistyczna ojczyzna w potrzebie i cieszcie się, żeśmy was na kryla nie oddelegowali.

"- Pieprzony błękitek..."

"Płynie okręt przed odmęty, nie zwyczajny lecz zaklęty", a raczej klnący na czym świat stoi, bo śluby i wczasy trzeba było odwołać, tęsknota żre, żony obsobaczają telegraficznie. Załoga dzieli się na tych, którzy mają dość i deklarują, że to już ich ostatni rejs, na tych którzy mają bardzo dość i deklarują, że to już ich ostatni rejs, ale tym razem naprawdę, na tych, którzy nie deklarują niczego, bo wiedzą, że i tak wrócą na morze oraz na marynarza Raksę, który się topi. Post-tropikalna palma na Morzu Północnym odbija wszystkim jeszcze bardziej: tu się pobiją, tam się popiją, tu wleją farbę do zbiornika i dwie tony błękitka trzeba wywalić za burtę, to takie tak zwykłe rzeczy na morzu... I tęsknią, oczywiście wszyscy: do lądu, do rodzin, do kobiet i dzieci...

I w końcu wracają - do portu, do rodzin, do "co na obiad?", do "a byłeś w urzędzie?", do kolejek, braków na rynku, przemówień, pretensji, do świata, w którym bywają dwa razy do roku, przez dwa-trzy tygodnie, do kobiet, które też wygłaszają głębokie myśli, tylko niestety bez wódki.
- Przez te wszystkie lata myślałam, że chyba zwariuję - marudzi Joanna, dziewczyna głównego technologa - To były złe lata, wiesz? Nie wypij kieliszka w towarzystwie, nie potańcz na imieninach, nie wyjedź w niedzielę do lasu z przyjaciółmi bo czekasz, bo nie wypada, bo smutno.

- Z czym się to panu kojarzy? - Z rybą. - A ta ryba? - Z inną rybą.

I ciąga Joanna swego technologicznego chłopa do teatru do znajomych, na wystawy, na pocztę, namawia, żeby wziął pracę na lądzie. A technologiczny chłop wzrok wbija w morze i badylengłidżem daje do zrozumienia. Ona mu o wczasach w Bukowinie, a on jej, że statek trochę odrapany. Ona mu o "Trzech siostrach", a on jej, że marynarz się utopił, ona mu biustem w kąpieli świeci, a on o krabach i błękitkach myśli. Dwie osobne proste, które przecinają się jedynie w pościeli. I w końcu wraca chłop na statek pod byle pretekstem. Do chłodni, którą trzeba załatać, do mesy, w której zawsze ma wszystko podane pod nos, do kajuty i kolegów z którymi może się napić i toczyć życiowe, marynarskie rozmowy:
- Ej, ty! Przypominasz mi kogoś.
- Kogo?
- A gówno cię to obchodzi.
- Mocno powiedziane.

On cierpi, ona cierpi, wszyscy cierpią, ale wmawiają sobie że wszystko się ułoży, że następnym razem... A statek znowu wychodzi w morze. Oni na pokładzie, one na nabrzeżu...

Miłość? Tęsknota? Stupor? Czy wyłączyłam żelazko?

Bardzo nierówny film. Typowe lata 70., czyli rozterki inteligentów, tutaj zderzone z "trudem morza" i chyba tylko dzięki temu obraz jakoś się broni. Niezłe fragmenty okrętowe, zwłaszcza związane z połowem i obróbką, słabsza część lądowa, sztuczne teksty upchane dialogową watą ("- Tak bywa... - Tak, tak bywa... No i co z tego?... - Nic... - Aha..."), zagrane tak, jak się grywało w późnych latach 70. - z namaszczeniem, z głębokim zawieszeniem głosu, z kompletnym brakiem świadomości, że kamera człowieka pokazuje nawet wtedy, gdy skończy mówić, więc kiedy się komuś oznajmia radosną nowinę typu: "Kochanie to jest nasze M-4, funkiel-nówka, dolnopłuk, boazeria i patrz jaka to cudowna meblościanka", to nie można po kropce zdjąć z twarzy uśmiechu i patrzeć na partnera z obrzydzeniem wymieszanym z nudą.

Do tego dochodzą post-synchrony, w czasie których chyba wprowadzono poprawki do tekstu, bo aktorzy czytają swoje kwestie zupełnie niezgodnie z ruchem ust. Nie dość, że czytają koszmarnie, to jeszcze widz ma klasyczne "co innego widzisz, co innego słyszysz".

Aktorsko też bardzo przeciętnie - Nowicki gra to, za co lubili go krytycy i płeć piękna, na drugim planie wyraziście pokazują się Jerzy Nowak, Marian Cebulski i Eugeniusz Kamiński. Leon Niemczyk gra nieźle, ale zabija rolę w postsynchronach, a Jerzy Kamas po pierwsze nie umie grać pijanego, a po drugie nie powinien nigdy występować w mundurze. Grająca Joannę Liliana Głąbczyńska (później Komorowska) ma co grać i bardzo się stara grać, ale bardzo jej to nie wychodzi: zamiast smutku na twarzy ma paraliż, zamiast innych emocji - zestaw przypadkowych tików i szastanie się, głosem masakruje wszystkie kwestie i gdyby nie sympatyczny biust w wannie, widz dziwiłby się, po kiego licha Nowicki w ogóle do niej wracał. 

Turysta? Oficer. Pierwszy

Czy warto? Ciężko powiedzieć. Ewentualnie można. Jeśli jesteście marynarzami i jeszcze wam mało - warto. Ale jeśli ktoś nie jest odporny na rybie wątpia, dłużyzny i dylematy kapitana Obviousa, to lepiej, żeby sobie odpuścił.


Varia:
1. W ramach oszczędności etatowych reżyser obsadził samego siebie w roli lekarza okrętowego, a II reżysera Kazimierza Tarnasa w roli radiooficera (to ten w granatowej koszuli i od "Szaleństw panny Ewy").
2. "Rybak morski" nie jest filmową fikcją - był to (jest?) trawler szkolny, zwodowany w 1976 roku, a jego kapitan Marek Mondrzejewski był konsultantem w czasie kręcenia filmu. Na liście płac filmu figuruje także Barbara Mondrzejewska ("zagrała" dziewczynę, na którą gapił się Nowicki w Las Palmas). Zbieżność nazwisk zapewne nieprzypadkowa.
3. W jednej ze scen pierwszy oficer gwiżdże sobie w czasie wachty melodię. No, weźcie, naprawdę! Nawet ja wiem, że na pokładzie się nie gwiżdże. A ponieważ wychowałem na "Kliprze Siedmiu Mórz" emitowanym w Rozgłośni Harcerskiej, to wiem nawet, czemu.
4. "Daj spokój, jest mecz Arka-Widzew" - opowiada technolog, ciągnięty przez Joannę na jakąś imprezę. Pokarało go za nietowarzyskość - w kwietniu 1980 roku Arka przegrała z Widzewem 1:2.
5. Przez moment wystąpiła w filmie Laura Łącz. Pokazała biust (ładniejszy niż Głąbczyńskiej), dała sobie ściągnąć majtki, wymieniła z Nowickim namiętny pocałunek i nienamiętnego papierosa... i tyle jej było. Smutne. Choć nie da się ukryć, że efektowne.
6. Kwestia "Pieprzony błękitek" weszła do rodzinnego słownika w 1982 roku i jest stosowana do dziś w sytuacjach różnych i różniastych. Magia kina.

Cztery lata pływania i już taki brudny?

============
Krab i Joanna
1980
(premiera 1982)
Czas: 89 minut
Reżyseria: Zbigniew Kuźmiński
Scenariusz: Lesław Furmaga, Zbigniew Kuźmiński (na podstawie powieści Lesława Furmagi "Krab i Joanna")
Obsada: Jan Nowicki, Liliana Głąbczyńska, Jerzy Kamas, Leon Niemczyk, Jerzy Nowak, Marian Cebulski, Eugeniusz Kamiński

3 komentarze:

  1. Bo ja wiem, widziałem to kiedyś i moim zdaniem film jest niezławy, acz równie nudnawy, tradycyjonalnie mizoginiczny, ale co najważniejsze, rzeczywiście cierpi na syndrom niepokoju moralnego, który szczerze mówiąc, jest raczej nie do zniesienia. Zgadzam się, że 90% ludzi ma życie dość przejebane, mało kto żyje tak jakby chciał, ale to cackanie się ze sobą jest nieznośne. Aż człowiek ma ochotę powiedzieć - nie chcesz być rybakiem, zostań górnikiem, albo striptizerem, albo nie zostawaj, tylko na miłość boską, nie nudź i nie udawaj Konrada, bo jego i tak znieść można tylko na scenie, a i to nie zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mizoginia - rzeczywiście. Kobiety Nowickiego to głownie cycki albo marudzenie, a pozostałe pojawiają się w opisach: albo jako narzekające żona i córka, albo jako sucze, żerujące na dzielnych marynarzach. Co prawda Jerzy Kamas głosi, że "kobiecie trzeba wierzyć", ale wymowa filmu jest nader "pasikowska": to złe kobiety są i jeśli nawet nie puszczają się pod nieobecność panów i władców, to puszczają się i namawiają do złego (czyli porzucenia morza na rzecz posady buchaltera)...
      A z tym nudzeniem... W skrócie: obiektywnie straszne, ale pamiętam jeszcze licealne i studenckie męskie rozmowy o życiu przy butelce na dwóch. No, kurczę, "to męska rzecz" ;-)

      Usuń
  2. Ten film widziałam, jak puszczali go w miejscowym domu kultury, a poszłam tylko dlatego, że potem było spotkanie z Nowickim. Żeby było ciekawiej, jak Nowicki mówił o tym filmie to stwierdził, że on sam tego filmu nigdy nie oglądał, bo nie wydawał mu się zbytnio interesujący i właściwie to mało pamięta z kręcenia. Najbardziej zapadła mu w pamięć scena, której w filmie nie pokazali, zapewne ją wycinając.

    OdpowiedzUsuń