2013-06-26

Tylko Beatrycze [1975]

Czy biegający na bosaka obywatel to Stanisław zwany Polakiem, Jan zwany diakonem, czy może Taranteus zwany poborcą papieskich podatków (w skrócie: zdziercą)? Czy brat Bernard to brat Bernard, czy może niejaki Erling, który był Szwedem (przy czym tak naprawdę wcale nie był Szwedem, jeno Norwegiem) i który spłonął w cysterskim klasztorze w Mochach, gmina Przemęt, choć jego całkiem świeże i opakowane w blachę zwłoki odnaleziono czas jakiś później w Awinionie, a w dodatku były to zwłoki uśmiechnięte i gadające? Na ile kawałków można porąbać króla Polski i czy liczba kawałków jest stała, czy może zależna jest od wieku rąbiącego? Czy Czyściec istnieje naprawdę, czy funkcjonuje tylko jako opowieść o baśni o relacji o zeznaniu, a skoro już przy tym jesteśmy, to czy opowieść o relacji jest bardziej wiarygodna od relacji z opowieści czy odwrotnie? Po co w tym bigosie pojawia się jeszcze Wilhelmina, która się nie pojawia i dlaczego głównego bohatera musiał zagrać aktor o charyzmie bułki tartej?

Spokojnie, po kolei, powoli i zaraz wszystko będzie jasne...

Jak wyglądają dzieje w powieściach Teodora Parnickiego?
W moich książkach nie ma "dziania się" jest "przed-dzianie się" i "po-dzianie się". Są procesy myślowe, z których dzianie się, fakty wynikają.
Najłatwiej wyjaśnić to będzie na przykładzie dzidy. Dzida składa się z przeddzidzia dzidy, śróddzidzia dzidy i zadzidzia dzidy. Przeddzidzie dzidy składa się z przeddzidzia przeddzidzia dzidy, śróddzidzia przeddzidzia dzidy i zadzidzia przeddzidzia dzidy. Śróddzidzie dzidy składa się z przeddzidzia śróddzidzia dzidy, śróddzidzia sróddzidzia dzidy i zadzidzia śróddzidzia dzidy. Zadzidzie dzidy...
No i teraz trzeba tylko przyjąć, że śróddzidzia dzidy nie ma, o śróddzidziu zadzidzia dzidy wiemy tylko dlatego, że wspomina o nim jakiś kaszubski Homer z gęślikami, zadzidzie przeddzidzia dzidy wydaje się być zagranicznym apokryfem, a przeddzidzie zadzidzia zostało odtworzone z zapisków klasztornego skryby, cierpiącego podobno na skrofuły wywołane postheretyckimi wyrzutami sumienia... i już znajdujemy się po uszy w fabule filmu.

Brat Bernard i jego tonsurka z kartofla

 Przełom XIII i XIV wieku, w tle zabójstwo króla Przemysła, papież Jan XXII kręcący chrześcijańską Europą (a raczej wykręcający ją do sucha z dukatów), intrygi awiniońskie, wyprawy morskie za Gibraltar, herezje, bunty ludowe... a tu siedzi gromada poubieranych w koce obywateli, spoglądają na siebie znacząco, jeszcze bardziej znaczące miny robią, znacząco deklamują słowa, zaplątane w misterne warkoczyki zdań strzelistych gotycko. Od czasu do czasu ktoś przebiegnie, czasem z krzykiem, czasem w milczeniu, ale zawsze boso, od czasu do czasu ktoś stanie (znacząco, oczywiście) i powie, że wszystko to mogłoby iluzją lub ułudą, albowiem albowiem rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, często wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy. W środku tego wszystkiego sterczy włochaty facet i nie może się zdecydować, czy szuka ojca, ukochanej, czyśćca, mordercy, jajecznicy czy drogi do świętego Graala teologii, zaś siedzący naprzeciwko inny włochaty facet wywleka z rękawa, a to żywe zwłoki, a to stary list, który dopiero trzeba napisać, a to "Boską komedię", a to izbę tortur wyjętą z "Igraszek z diabłem", a to dwóch facetów w garnkach na głowie, a to dwie bose obywatelki, z których jedna to alegoryczna Trwoga, a druga to metaforyczna Ulga...
A na koniec wrzeszczącą młynarzównę gwałci Cnota.
Poważnie - Jerzy Cnota.
Nie wiem, czy to przypadek, czy perwersyjne poczucie humoru reżysera.

Król Przemysław na mrozie czuł się jak bez ręki

OK, proza Parnickiego ma swój urok i potrafi czytelnika wessać jak bagno wessało wrednego Szmatkę z workiem skarbów, "Koniec 'Zgody Narodów'", "Srebrne orły" czy "Aecjusz, ostatni Rzymianin" pozwalały dawno temu oddzielić chłopców od mężczyzn, a czytaczy-mięczaków od czytaczy-twardzieli, ale kręcenie filmu według tej prozy od początku skazane było na porażkę, bo jakże tu nakręcić nienakręcalne?

Plan Stefan Szlachtycza był ambitny, a moment wybrany idealnie: "ścięty" ze środowiskiem filmowym Maciej Szczepański, uniezależnił telewizję produkcyjnie, tworząc Centralną Wytwórnię Programów i Filmów Telewizyjnych POLTEL, szefem POLTEL-u został Janusz Wilhelmi, podobnie jak Szlachtycz zafascynowany prozą Parnickiego, pieniędzy i sprzętu było skolko ugodno... Grzech nie skorzystać, bo lepszej szansy nie będzie.
 
A chałupa Kurasiowy poli się jak jasny pieron

Niestety film okazał się niewypałem, z drętwą, męczącą formą, bardzo skomplikowaną treścią i absolutnym brakiem klimatu książek Parnickiego. To, co w książce tworzyło gęstą sieć hipotez, niedopowiedzeń, tajemnic i dysput, dając pole wyobraźni i niespiesznym, wieczornym rozważaniom, w filmie zderzało się z absolutnym brakiem tajemnicy, z minami, z deklamacjami, dosłownością, rozbijającą nastrój na drobiutkie kawałki. Przekleństwo dosłowności, proszę Szanownej Wycieczki.

Nie pomogli także aktorzy... Grający główną rolę Zbigniew Gruszczyński charyzmy nie ma za grosz, ma za to poczucie misji i świadomość swoich pięciu minut. Stara się bardzo, momentami aż za bardzo, ze szkodą dla postaci, która po pół godzinie irytuje, po godzinie nudzi, a po 90 minutach przypomina klasyczne: "Machejek... wy już lepiej piszcie". Niezły momentami jest Stanisław Igar w roli Jana XXII, ale ponieważ wychowałem się na "Królach przeklętych" Maurice'a Drouona, odmawiam przyjęcia do wiadomości grubego Jakuba Duese. Jan XXII ma być drobny, szczupły i dyskretnie diaboliczny. Bo tak i TUP!

Shhhhhire... Baaagginssssss...

Jan Nowicki jest piękny, młody i do twarzy mu w czerwonym, Zdzisław Wardejn gra bardzo nierówno, a niewycięte w montażu Samotne Białe Miny powodują, że jego postać zamiast budzić lęk, momentami wywołuje pukanie się w czoło i obawy o stabilność emocjonalną. Zbigniew Zapasiewcz recytuje, co ma do wyrecytowania, Joanna Sobieska bardzo się stara i ma intrygujący głos, a Piotr Wysocki jest kosz-marn-ny! i nie proście, żebym rozwijał, bo zbyt lubię tego aktora za rolę porucznika "Hiszpana" w "Czterech pancernych" i nie chcę się znęcać. Dziwną rolę zagrał Jerzy Moes - jako król Przemysł II pojawił się na paręnaście sekund, objął drzewo, zrobił ryjek i wyzionął ducha. Kurczę, niby król, a krócej niż niejeden halabardnik... O wiele więcej czasu dostał młodziutki Tomasz Borkowy, ale i jego dzielny mniszek w końcu wyzionął ducha (choć chyba nie robiąc ryjka).

Film z wszystkimi wadami kina lat 70. Jeśli ktoś lubi taki kino i prozę Teodora Parnickiego, to ewentualnie może spróbować (choć nawet niektórzy wielbicie przyznawali, że zdarzyło im się przysnąć). Pozostałym odradzam.

 - A bo ty, kochanieńki, oglądałeś ze złej perspektywy - powiedziały zwłoki Erlinga

Varia:
1. Stefan Szlachtycz opowiadał, że film dostał "wiele znaczących nagród". Na razie doszukałem się trzech - wyłącznie wewnątrz-zakładowych: jedna od prezesa Szczepańskiego, dwie na Festiwalu Polskiej Twórczości Telewizyjnej (czyli w sumie też od prezesa Szczepańskiego). I nie film je dostał, ale reżyser i kompozytor.
2. Podobno grająca w filmie łajba, zamiast grać w innych produkcjach, jeszcze w latach 70. wylądowała na brzegu w charakterze lokalu gastronomicznego w Krynicy Morskiej. Nie wiem, nie weryfikowałem, ale na podlinkowanym ZDJĘCIU widać pewne podobieństwa.
3. Wśród irytujących filmowych Giraldusów, Aligherusów, Gwilelmów, Wencislausów i Borislausów, ożywczo błyszczy drugie imię króla Przemysła II - Piotr. Problem w tym, że "Piotrem" nazwało Przemysła II tylko jedno źródło, "Rocznik kołbacki", a uczeni do dziś nie mogą zrozumieć, czemu.
4. Mochy istnieją rzeczywiście i rzeczywiście na przełomie XIII i XIV wieku należały do cystersów, a w 1309 roku tamtejszy dwór rzeczywiście sfajczony został przez okoliczną ludność pańszczyźnianą, mającą dość wyzysku człowieka przez człowieka i odwrotnie.
5.  W jednej z ról wystąpił zamek w Malborku. O wiele lepszą, żywszą  rolę zagrał w "Panu Samochodziku i templariuszach".
 
Zegnają Państwa Stanisław Taranteusz Diakon Polak Jan Fernando de Venango
e Colonna de Molinares de Gajalpa y Rostredo i jego szalona ekspresja



============
Tylko Beatrycze
1975
Czas:
129 minut
Reżyseria: Stefan Szlachtycz
Scenariusz: Stefan Szlachtycz (na podstawie powieści Teodora Parnickiego)
Obsada: Mirosław Gruszczyński, Stanisław Igar, Joanna Sobieska, Ewa Milde, Jan Nowicki, Zdzisław Wardejn, Piotr Wysocki, Zbigniew Zapasiewicz

2 komentarze:

  1. Wczoraj spędziłem wieczór przy wódce i gorącej dyskusji na tematy teologiczne. Przypadek? Nie sądzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wódka zdecydowanie wyklucza przypadek :-)

      Usuń