2013-06-08

Zabawka [1933]

Nie o tenisistach, ale i tak bardzo na czasie.

"Czy może pomaga pan miłym dziewczynom poznać i zarobić przy poznaniu miłych panów?"

W przedwojennym warszawskim kabareciku tańczy sobie tekturowa bardzo Janka. Pewnego dnia awansuje do roli solistki, dostaje prawdziwie gotycki pseudonim sceniczny "Lulu", dostaje piosenkę, którą morduje głosowo i masakruje tanecznie. Wraz z koleżanką spędza gastronomiczny wieczór w towarzystwie dwóch ziemian z kresów wileńskich, a następnie namówiona przez jednego, ląduje w samochodzie drugiego i jedzie z nim w białowieszczańską dal, a nawet jeszcze dalej, "za Niemen, tam precz! Już gotów koń, zbroja". Sytuacja jest brutalnie jednoznaczna.

Girlsa pcha się w ramiona ziemianina nachalnie, a nawet bezczelnie. Gdy zaskoczony "żubr" odkrywa, że ma w samochodzie pasażerkę na gapę, chce szarmancko odwieźć ją do Warszawy.
- Po co? - trzepocze rzęsą girlsa - Nikt tam na mnie nie czeka.
- Ależ to szaleństwo! - oponuje ziemianin.
- Tylko szaleństwo bywa piękne - girlsa dokłada do trzepotania także falowanie biustem i buzię w ciup.
- Byłam pewna, że pan się na mnie nie pogniewa - słodzi wąsatemu grubasowi - Bo po pierwsze, jest pan bardzo miły i kochany. Po drugie - ja się panu podobam. A po trzecie... proszę mnie otulić dobrze pledem... Tak... A teraz proszę mnie objąć... Dobranoc, niedźwiadku.

Wietrzenie pachy - wersja kusząca wieczorna

- Ależ, co pan sobie o mnie myśli - powiedziałaby girlsa w tym momencie, gdyby przyszło jej przeczytać ten opis - Ja nie jestem jakaś pierwsza lepsza! Ja nie jestem jakaś łatwa!
To prawda - girlsa jest "Lulu" i z konkretami wytrzymała do trzeciej nocy, jeśli liczyć noc w samochodzie jako pierwszą. Nie, żeby ziemianin nie próbował... próbował już drugiej nocy, ale girlsa głupia nie była, mignęła tylko zawartością przezroczystej koszulki (zawartością nędzną nader, ale wiecie - sanacja, Wielki Kryzys, deficyty na wszystkich odcinkach) i zamknęła "żubrowi" drzwi przed nosem. Za to trzeciej nocy sama przyszła, sama zaczęła kusić... I skusiła biednego wdowca, przywiodła litewskiego wąsacza do grzechu.

Ona mu z kosza (hehehe, z kosza...) dała maliny (hehehe, maliny...), a on jej kwiatów do wianka nie dawał, bo jakiego niby wianka, prawda? Dawał jej za to pudełka, pudełeczka, puzdereczka, sukienki, kwiatki, kolczyki, buty i inne takie. Jak powiedziałby reaktor Kumór: "rzetelna transakcja handlowa między dwiema dorosłymi i chętnymi stronami", więc o co kaman?

- Och, to zaledwie piżamka, kilka książek socjologicznych, bransoletka, Rodziewiczówna, krówki i dildo...

Problem zaczyna się, gdy do majątku zjeżdża syn naszego ziemianina. Zjeżdża na imieniny ojca i na motocyklu. Ziemianin niby zakochany, niby śmiertelnie, a jakoś tak czuje, że wystawienie girlsy u swego boku mogłoby zostać źle odebrane przez syna i przez nadniemeńską socjetę. Nie dlatego, że ziemianinowi nie wolno - w końcu, kto bogatemu zabroni. Dlatego, że girlsa jakaś taka... niereprezentacyjna, nieodpowiedzialna, chwalić się w sumie nie ma czym, lepiej nie trzymać jej na widoku.

Ziemianin odsyła girlsę do domku gajowego, gdzie girlsa nudzi się bardzo i z nudów zaczyna rwać miejscowego osiłka Kuźmę. Rwie jak niedawno ziemianina - bezczelne, topornie i prymitywnie, ale trzeba jej przyznać - skutecznie. Chwilę potem zaczyna rwać także syna swojego "sponsora" i tu już wykazuje się inwencją - słusznie domyślając się, że panicz znudzony jest pannami z towarzystwa, robi z siebie prostą dziewoję, uroczą, naiwną i <obleśne mrugnięcie> świeżutką </obleśne mrugnięcie>. Nie rwie tylko starego gajowego, bo ten wiecznie śpi.

Kuźma z bardzo czytelnym frojdyzmem.

Skuteczne rwanie rozbestwia girlsę - wparowuje na przyjęcie swojego sponsora, żłopie bąbelki, rwie wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka, a na koniec wykonuje swój popisowy numer kabaretowy w stylu jeszcze bardziej drewnianym niż na początku filmu. Widz przestaje się dziwić, że porzuciła karierę, dla ziemianina, a ziemianin dziwi się, że ktoś może być tak bezczelny. Wybucha skandal, goście jadą do domu, ziemianin zraniony w samo serce zaszywa się w gabinecie, girlsa ponownie zostaje odesłana do domku gajowego, a gajowy, oczywiście, śpi.

I dopiero teraz zaczyna się jazda... Kuźma dochodzi do wniosku, że skoro girlsa go rwie, to znaczy, że chce, a skoro chce, to "hajda na Soplicę!" Girlsowe Soplicowo broni się dzielnie, drapiąc, piszcząc, kopiąc, ale uległoby niechybnie, gdyby na koniku wronym i mechanicznym nie nadjechał panicz młody. Ring wolny, pierwsze starcie, Kuźma lewym prostym, panicz kontruje prawym sierpem, poprawia na korpus, unik, zwarcie, Kuźma serią w paniczowską wątrobę, ale panicz wyczekuje na lukę w gardzie, strzela prawym, poprawia lewym, powtarza prawym i Kuźma opuszcza chatkę gajowego razem z drzwiami.

"- Pan podrapano na głowa ja takoż proszę won!"

Kuźma odreagowuje frustrację napierniczając siekierką w drzewo, zemsta-choć-leniwa nagania panicza w kuźmowe sieci, drzewo przygniata panicza, panicz wyziowa... wyziona... wyziewa ducha, ziemianin wpada w rozpacz, girlsa wpada w rozpacz, wszyscy wpadają w rozpacz, tylko widzowie rechoczą, bo są cyniczni.
...
Kilka dni później wysiudana z kresów girlsa znowu śpiewa w kabarecie tęskną pieśń Apaczów i marzy o kolejnym starszym nadzianym misiu z grubym portfelem...

Synchronizacja choreograficzna polskich balecików ma długie tradycje

Aktorsko - jedna rozpacz. Alma Kar zarzyna swoją rolę, jako jedyne środki wyrazu stosując minę a'la pasztetowa i częste wietrzenie pach. Stefan Gulanicki jest równie drewniany, ale przynajmniej wiarygodny w scenach miłosnych. Nic dziwnego - wielbił Almę Kar bezgranicznie i to on właśnie zrobił z niej aktorkę, płacąc twórcom filmowym potężne sumy za zrobienie filmów, w którym Alma Kar mogłaby zagrać. On finansował, oni robili, ona grała... strasznie, ale zakochanemu biznesmenowi to nie przeszkadzało. Wpatrywał się zachwycony w ukochaną, czasem występował u jej boku, czasem w tle (jako Stefan Gucki). (pół)Amatorom towarzyszy równie drewniany Jerzy Marr, Eugeniusz Bodo trzyma poziom, Stanisław Sielański się wysila, Zula Pogorzelska i Stefcia Górska szarżują, a Konrad Tom improwizuje i przesadza.

Miał być film o miłości - wyszedł film o puszczaniu się i wykorzystywaniu puszczalskich patriarchalnej opresyjności, rozpaczliwym matriarchalnym rewanżu, przemocy symbolicznej itd. Czy warto? Cóż, w kontekście ostatnich wydarzeń medialnych można, ale chętni muszą być odporni i przygotowani na wszystkie wady kina przedwojennego. Razy trzy.

Wietrzenie pachy - wersja estradowa



Varia
1. Ekipa na wysokim poziomie fachowości i wykształcenia: zdjęcia kręcił inżynier, dekoracje robił inżynier, kierownikiem produkcji był inżynier, a scenariusz opracowywał profesor.
2. Muzyka - Roman Palester. W filmowym stylu epoki czyli bardzo męcząca. Wyjątkiem jest piosenka "Baby, ach te baby" w wykonaniu Eugeniusza Bodo. Internety twierdzą, że ją też napisał Palester - przyznam, że trochę nie chce mi się wierzyć. W to natomiast, że słowa napisał Jerzy Nel wierzę bez problemu, bo to przecież autor scenariusza do "Każdemu wolno kochać", "Pieśniarza Warszawy" oraz pochodzącej stamtąd piosenki "Już taki jestem zimny drań".
3. Filmpolski.pl podaje, że w filmie wystąpił Benedykt Hertz. Ciekawe, czy ten Benedykt Hertz i w którym momencie wystąpił? Porównanie ze zdjęciami nic nie dało - może zagrał "odwróconego brydżystę'?
4. W filmie wystąpił także pluszowy miś (za 50 złotych). Gdy tylko girlsa przechodziła na złą stronę seksualnej mocy, miś spadał ze stoliczka i beczał jak zarzynana koza. Mocny symbol. Badania trwają.


============
Zabawka
1933
Czas:
77 minut
Reżyseria: Michał Waszyński
Scenariusz: A. Łomakowski
Obsada: Alma Kar, Stefan Gulanicki, Eugeniusz Bodo, Wiktor Biegański, Jerzy Marr, Zula Pogorzelska, Stefcia Górska, Konrad Tom, Stanisław Sielański i inni.

2 komentarze:

  1. Właśnie żem obejrzała ten film i zastanawiałam się, 'ale o co kaman'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie odwołania do transakcji i redaktora?

      Usuń