2013-07-26

Czy jest tu panna na wydaniu [1976]

- Żegnajcie, ludzie kochane.
Kurczę, skąd ja znam ten tekst? Bo znam. Tylko skąd?
Bęc w czoło!
- Ostańcie z Bogiem, ludzie kochane - ostatnie zdanie "Chłopów" przecież.

"Problem młodych małżeństw na wsi jest problemem lat 70.  w skali ogólnokrajowej.
Bodźce ekonomiczne i kulturowe nie nadążają za potrzebami społeczeństwa"

Fabuła prosta i przyswajalna: Stasio Wrona wrócił z wojska, a tu na wsi sytuacja niewesoła: "Mieciu stary jest, mamusia też słabuje, Hela jest w Siedlcach, a Zbysiu na szkole w Lublinie... Jest 9 hektarów i 3 ary, i działka za lasem, ale to się sprzeda... No, trzeba Stasia ożenić".  Niby łatwe zadanie, ale lata 70. przyniosły Polskęwsiłęrosnącą i masową ucieczkę płci pięknej do miast, w których biura, lody włoskie, trwałe ondulacje, kawiarnie i inne przejawy awansu społecznego. Jak mówi jedna z bohaterek: "Na wsi zostają te, co ich matki nie puszczają raczej" - połowa z nich już zajęta, a druga połowa nie bardzo kwalifikuje się na żonę dziewięciohektarowego gospodarza.

Co robić? Najlepiej poprosić o pomoc chrzestnego, który w świecie bywał i swoje wie. Chrzestny rozesłał wici, spakował Stasia i ruszył z nim w Polskę, szukając rady u Heli, córki Frani, ciotki Stasia, u wuja Mariana, u pana Zapióra, z zawodu kominiarza. Po drodze trafiają na różne okazy kobiecości, ale zawsze na przeszkodzie stają trudności obiektywne: a to ewentualna teściowa nie chce puścić córki na cudze gospodarstwo, a przeciwnie - zięcia chciałby przyciągnąć na swoje, a to pojawia się uwodzicielski Bąbała i robi konkurencję, emablując zasadniczo, a to wreszcie wybucha konflikt między uczuciem a powinnością wobec ojcowizny...

"Ten problem trzeba zgłębić głębiej"

Film można oglądać na wiele sposobów. Jeśli ktoś chce komedię - ma komedię i to taką na solidny chichot, a w dodatku przez następne pół roku może przerzucać się cytatami, wzbudzając entuzjazm towarzystwa. Autorzy filmu język polski czują znakomicie, "nowomowę" naszą codzienną potrafią oddać z precyzją i wyczucie, a widzom podrzucają konwersacyjne "kwiaty polskie":
- Przede wszystkim oddzielmy sprawę kobiet od małżeństwa, dobrze?

- To zobaczymy, kto kogo zagnie. Podyskutujmy na dowolne tematy. Sylwetki X muzy, może coś z wielkiej polityki? Sport z podkreśleniem lekkiej atletyki? Jak się nazywa generalny sekretarz ONZ? Co robić na sygnał "czerwona rakieta" lub głosem eteru?
- I co z tego?
- Jak się żyje w mieście wypadałoby wiele rzeczy wiedzieć... Kto ma pierwszeństwo na skrzyżowaniu równorzędnym? Co to jest taniec kung-fu?


- Beatko, nie bądź zazdrosna.
- Mówisz do mnie czy koło mnie? Nie widzę o kogo miałabym być zazdrosna.
- To ja jednak przyniosę salceson.


i oczywiście kultowe: "Marlborego czy Klubowego?"

"Były pewne przeciwności... ale rozwiały się"

Ktoś chce mieć satyrę społeczną - proszę uprzejmie: pełen "paletaż" postaw. Mentalno-materialne odbicie lat 70. - bi maj gęś i żadnej stylizacji. Smutny film o samotności? Nie widzę przeszkód.. Tu właśnie wychodzi klasa dzieła Janusza Kondratiuka - w wielości interpretacji, z których każda jest równie uprawniona, choć może nie wszystkie przychodzą do głowy od razu, na niektóre trzeba poczekać do drugiego czy trzeciego obejrzenia.
Precyzyjny scenariusz, dopracowane dialogi, pachnące czasem naturalnością i improwizacją, ale konia z rzędem temu, kto będzie w stanie i rozróżnić.
- Ale film śmieje się z ludzi z prowincji!
A w życiu! Bracia Kondratiukowie to klasyczny przykład kina społecznie wrażliwego i zasady "po zjawisku, nie po nazwisku". Dla nich liczy się problem, a nie buraczane wytknięcie palcem i zaproszenie do wspólnego rechotu z pociesznego autochtona. Żadne tam "pańskie" patrzenie z góry na prowincję - przeciwnie, do swoich swoich aktorów podchodzą z szacunkiem, lepiąc ich postacie z prawdziwych uczuć, marzeń, kompleksów itd, z tego wszystkiego, z czego składa się każdy człowiek. Śmiejemy się z postaci widzianych na ekranie, ale za każdym razem jest to śmiech doraźny, sytuacyjny, bo żadna z nich nie jest śmieszna sama w sobie, z żadnej nie da się szczerze "drzeć łacha". Co różni kino Kondratiuków od wielu współczesnych produkcji, naćkanych ludzkimi chochołami, wyciosanymi siekierą, wymalowanymi jarmarcznie i postawionymi przed kamerą ku uciesze gawiedzi. Szacunek do postaci widać było zresztą już przy pisaniu scenariusza - bracia Kondratiukowie i Roman Kłosowski konsultowali wszystko z mieszkańcami wsi Łacha, w której kręcono większość ujęć, korzystali z ich pomysłów, sugestii, podpowiedzi itd. 

"Zapamiętaj raz na zawsze, mnie wychował tylko świat! Tylko świat!
I życzyłbym ci tego, żebyś... spełnił to, czego sobie życzysz."

Aktorsko - koncert. Oczywiście amatorzy/naturszczycy mogą momentami męczyć autentycznością, nieaktorskim sposobem mówienia, ale kaman - wyjdźmy na ulicę, przejedźmy się autobusem, posiedźmy na rodzinnych zjazdach, a usłyszymy dokładnie takie same, jeśli nie lepsze teksty, zobaczymy takie same, jeśli nie barwniejsze postawy, może tylko lepiej opakowane. Zerknijmy w lustro, a i Stasia Wronę czasem zobaczymy (choć może nie w tak zjadliwie buraczkowym  garniturku). Wspomnianego Stasię Wronę świetnie zagrał Jana Wrona, jego rodziców zagrali jego rodzice, a dom Wronów zagrał dom Wronów. Beatą Pazik była Beata Andrzejewska, rewelacyjny epizod zaliczyła Regina Regulska. A obok świetnych amatorów - zawodowcy: Roman Kłosowski jako chrzestny wybudował sobie wielki aktorski pomnik i zasłużył na dwa Oscary pod Złotymi Palmami, Henryk Hunko jeśli jeszcze z niczym wam się nie kojarzy, to odtąd będzie dla was wyłącznie wujem Marianem, Krzysztof Kowalewski jako Bąbała też w ramki i na ścianę...

Trzeba. Trzeba koniecznie i kto nie oglądał, ten trąba.

"Chciałabym, żeby był mądrzejszy ode mnie. Przystojny... Taki, żeby miał
miękkie rzęsy i oczy jak skrawki błękitu. Musi pachnieć z daleka."


Varia.
1. Film zrealizowała wytwórnia POLTEL, powołana do życia przez Macieja Szczepańskiego. Już tylko ten jeden film wystarczy, żeby "krwawemu Maciejowi" odpuścić połowę propagandowych grzechów.
2. Beatę Pazik zagrała Beata Andrzejewska. Grała tak naturalnie, że podejrzewałem, iż jest jednym z kondratiukowych odkryć jak Regina Regulska i Ewa Pielach (obie wcześniej grały w "Dziewczynach do wzięcia" i "Głowach pełnych gwiazd"). Na liście płac wymieniona jednak została także jako wykonawczyni wokalizy, co zaintrygowało mnie na tyle, że pogrzebałem w sieci... Dogrzebałem się informacji, że Beata Andrzejewska nie została znaleziona w kolejce po mielone - była młodziutką piosenkarką, której wróżono sporą karierę, współpracowała z Ireną Jarocką, dostała nagrodę publiczności w Opolu, zjeździła pół Europy, a po stanie wojennym została w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszka do dziś.
- Ja bym chciała dużo świata zwiedzić. Początkowo trochę Polski, wszystkie miasta, to tamto... - mówi jej postać w filmie - Trochę ludzi poznać i znajomych odwiedzić w białostockim. Chciałbym dużo podróżować...
Spełniło się, jak widać.
3. W epizodziku uczennicy w zakładzie fryzjerskim wystąpiła Maria Zydorek...
- Żehęproszękto?
...która już wkrótce stanie się obiektem westchnień polskich kinomanów od lat trzynastu w górę, a bardziej będzie znana jako Maria Probosz.
4. Stasio, chrzestny i wuj Marian oglądają mecz Polska-Cypr - Jan Ciszewski podaje strzelców bramek: Deyna, Boniek (głową) i Szarmach, czyli musi chodzić o mecz eliminacji do mistrzostw świata z października 1976 roku, który Polska wygrała 5:0, a pozostałe dwie bramki strzelili Stanisław Terlecki i Kazimierz Deyna (drugą). 

Proszę przystąpić do golenia.


============
Czy jest tu panna na wydaniu
1976
Czas:
68 minut
Reżyseria: Janusz Kondratiuk
Scenariusz: Andrzej Kondratiuk, Roman Kłosowski, Janusz Kondratiuk
Obsada: Roman Kłosowski, Jan Wrona, Beata Andrzejewska, Henryk Hunko, Krzysztof Kowalewski, Helena Norowicz, Władysław Ogórek, Regina Regulska, Jan Himilsbach i inni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz