2013-07-17

Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa [2012]

- Ale to dla dzieci jest przecież - jęknąłem.
- A ty, oczywiście, taki dorosły, taki dorosły... - chichotała Doszka.
- I nie dla dzieci, tylko dla mło-dzie-ży! - syknęła obrażona młodzież.
Dobra, raz kozie śmierć, wszyscy kiedyś byliśmy dziećmi...
- Mło-dzie-żą!
...a niektórzy wychowali się nawet na "Sobowtórze profesora Rawy", więc i z ekranizacją książki Rafała Kosika sobie poradzą.

Adela jeszcze nie jadła kolacji

Film opowiada o przygodach trójki młodych androidów...
- Dzieci! - sprostowała młodzież.
- Nie, dzieci są żywe i sensownie reagują na bodźce zewnętrzne. To coś na ekranie, to zdecydowanie były androidy.
...i czegoś, co bardzo się obraża, gdy używa się określenia "sztuczna inteligencja", ale czego już nie można nazwać duchem, bo widział kto kiedyś ducha mieszkającego w ajfonie i bawiącego się żelaznym kawiorem? Przyzwoite duchy mieszkają w piwnicach i bawią się własnymi czaszkami.

Czwórka przyjaciół spędza wakacje nad morzem, gdzie ojciec androida-blond wykonuje hiperkurnatajne zadanie, o którym długo i dokładnie opowiada małolatom przy śniadaniu i które następnie demonstruje w czeluściach hiperkurnatajnej Bazy. Tajne zadanie wygląda jak Gwiezdne Wrota i OCZYWIŚCIE nikt nie wie, do czego służy, OCZYWIŚCIE, nikt nie wie jak je uruchomić, OCZYWIŚCIE każdy wie, że jest śmiertelnie niebezpieczne.
- Wielunał. Kowcówgło wisięjuszynat tyyyyym oty dafna - zgrzytał ojciec androida-blond.

Jeśli zobaczysz światełko w tunelu... to uważaj, bo to albo lokomotywa, albo Bąbel Plazmowy

OCZYWIŚCIE, trójka naszych androidów uruchamia Gwiezdne Wrota od kopa. Kiedy Wrota zaczynają świecić, migotać i chlustać plazmą na boki... załoga hiperkurnatajnej Bazy składa androidom serdeczne gratulacje, pakuje się i wyjeżdża na Dolny Śląsk, zostawiając błyskające Wrota Niewiadomodoczego, cieknącą plazmę i całe wyposażenie na pastwę losu, nie zostawiając za to żadnych wartowników, by pilnowali śmiertelnego podobno niebezpieczeństwa. Nie wiem, jak dzieci...
- Młodzież!
...jak młodzież, ale ja poczułem głęboką niechęć do autorów scenariusza.
- Felix był inny, Net nie był taką ciapą! - wyliczała młodzież - Prawdziwa Nika była naturalnie ruda i nie miała takich odrostów, a Manfred [to ten duch z komórki i laptopa] patrzył na świat przez kamerkę ajfona, podczas gdy ajfon filmowego Neta nie ma kamerki! A przynajmniej nie ma jej z tej strony, którą Net wystawia na świat.
O, proszę - a podobno to ja jestem czepialski.

Żelazny kawior wymorfował w Żelaznego Karła Wasyla

Ponieważ wraz całą hiperkurnatajną bazą na Dolny Śąsk udał się ojciec blond-androida, trójka robocików zostaje na gospodarstwie sama. Dzieci...
- Młodzież!
- ...młodzież plus brak opieki rodzicielskiej równa się kłopoty. Młodzież plus brak opieki rodzicielskiej plus cieknące plazmą Wrota równa się podróże w czasie, podróże w przestrzeni, cztery tysiące przeterminowanych nazioli, przygotowujących inwazję na Wielką Brytanię, teleport prowadzący na londyńską stację metra.
- Och, jakież to oryginalne... - warknąłem - Ich dwóch, ona jedna, jedno rude, a drugie w okularach, teleporcik w brytyjskiej komunikacji.
- Nie przesadzaj - powiedziało dziec... powiedziała młodzież - Nie ma przecież różdżek.
Jasne. A Kajko i Kokosz mieli smoka, a nie pieska, wobec czego nie można mówić o plagiacie z Asterixa.
- Przepraszam, czy ja państwu nie przeszkadzam? - zapytał Głos Wewnętrzny - Bo wiecie, ja tu na film przyszedłem...

Soraski. Film. W dużym skrócie - Gwiezdne Wrota uruchomiły Wielkiego Plazmowego Bąbla, w Bąblu mieszkał pułk uzbrojonych nazioli, bohaterowie skakali z roku dwa tysiące któregoś do 1945 i z powrotem, z polskiego Pomorza do Londynu, z Londynu na Pomorze, raz gonił ich zły Rybak (sprawdzić, czy nie Król), innym razem uśmiechali się do nich polscy partyzanci...
- Partyzanci? W marcu 1945 nad brzegiem morza? Pogięło kogoś?
- O-o-o, plosiem paniom, a ten pan obraża Żołnierzy Wyklętych!

Nie, ten pan się dziwi, że trójka małych androidków zasuwa w bąblowej czasoprzestrzeni w tę i we wtę, a uzbrojone naziole, zamiast zrobić to samo, siedzą jak ten Soroka, nie wiedząc co począć i kędy się obrócić. Ten pan dziwi się także, że zły naziolski Rybak, chcąc uzyskać od trójki androidów informacje niezbędne do odpalenia Bąbla i dokonania inwazji na Anglię...
- Pyta grzecznie?
- Używa podstępu?
- Chce przekupić cukierkami?
- Ty, gupi! Bateryjkami raczej, przecież to androidy.

Nie, wkłada im do plecaka bombę i usiłuje wysadzić w powietrze.
- Ale wtedy niczego się nie dowie!
- Nie wiem, nie znam się. Może zamiast bawić się w przekomarzanki, chciał od razu odczytać dane z czarnych skrzynek?

Naziol is iwil.

Enyłej, dzieje się dużo, biegania jest sporo, są wybuchy i napięcie, i języki obce, ale ostatecznie wszystko kończy się dobrze, androidy biorą nazioli do niewoli, Anglia uratowana, radość, tryumf, pizza i rodzicielskie smęty o zaufaniu i odpowiedzialności.

Sporo osób narzekało na efekty specjalne: że cienkie, że słabe, że kicha z dżemem. Mnie nie przeszkadzały - to jest polski film za parę milionów złotych, więc nie ma co oczekiwać numerów rodem z Hollywood. Bąbel Plazmowy uchodził w tłoku, żelazny kawior zabawnie morfował stadnie w helikoptery i muszkieterów (przy okazji potwierdzając tezę, że na zagranicznych gierojów nie ma to jak gazrurka i patelnia), byłem więc pełen dobrej woli i wyrozumiałości. Ale potem przeczytałem wypowiedź jednego z twórców:
"Rozmach filmu jest olbrzymi, na pewno można porównywać go do zagranicznych superprodukcji. Film w dużej mierze będzie składał się z efektów specjalnych – jest to skala na miarę takich produkcji jak 'Harry Potter' czy 'Spiderman'. Nie ma w Polsce filmu dla dzieci i młodzieży, tak zaawansowanego technologicznie, nie będącego stricte animacją. Każda klatka filmu będzie wykonywana zaawansowanymi technologiami, podobnie jak w filmie Transformers"
...i szlag mnie trafił, bo rozumiem obiektywne warunki i bieda-prowizorkę, ale nie rozumiem, jak można być tak bezczelnym, żeby jedną dobrą i dwie przeciętne animacje na krzyż nazywać "wysokimi technologiami", "zaawansowaniem" i porównywać do "Spidermana" czy "Harry'ego Pottera". Pardąsik, panowie z Lightcraft, efekty specjalne mieliście lepsze niż w "Wiedźminie" i to wszystko, co można o waszej pracy powiedzieć. Przy czym lepsze niż w "Wiedźminie" efekty specjalne miał nawet serial "Chłopi" Jana Rybkowskiego, głównie dlatego, że nie miał ich wcale. 

 Finta, trzy kroczki, unik, pogrzebacz, piruet, salto w tył, cięcie, patelnia, nokaut.

Aktorsko - nędza straszliwa. Aktor w tym filmie jest jeden: Adam Woronowicz i gra dobrze. Reszta to przypadkowa zbieranina amatorów i wyrobów aktoropodobnych. Wśród dorosłych podróbek prym wiedzie ojciec androida-blond - płaski jak talerz i komunikujący się dziwnym językim, będącym skrzyżowaniem mowy brzuniobrzuchów i rozstrojonego radia "Jubilat" ("Dnobał tyku to mmmmm... pia chimuł, prawda?"). A trójka głównych aktorów... OK, rozumiem, dzieci, natura, blablabla, nie każdy rodzi się di Caprio. Ale od tego jest reżyser, żeby dzieciakom pomóc, naprowadzić, ustawić, pokazać. W "Teoretycznie możliwej katastrofie" mamy katastrofę prawdziwą aktorską, wynikającą z niechlujności dorosłych. Bo do tego, żeby wrzasnąć: "Tu jest kamera! A tam jest Złe Mzimu. Boisz się Złego Mzimu bardzo, więc łaskawie patrz na Złe Mzimu, a nie w kamerę i bój się choć ciut, na litość boską!" wystarczy tylko odrobina uwagi i dostrzeżenie, że dziewczę grające Nikę po wydukaniu swojej kwestii przechodzi w tryb uśpienia - wyłącza się, opuszcza oczy i szczękę, obwisa cieleśnie i czeka na kolejne zdanie. Nieważne, czy ma umierać z przerażenia czy tryskać entuzjazmem - zdanie, zwis, sleep... Android grający Feliksa przynajmniej potrafi zrobić minę, a android grający Neta umie coś zrobić z głosem, ale też nie wychodzą ponad zgrzyty i 0,37 "robocika Ciri". Niestety, dorośli filmowcy dali ciała - nie poradzili sobie z dziećmi, nie pomogli im w grze, nie znaleźli sposobu, by wydobyć z nich choć cień naturalności. Rany, gdy sobie pomyślę, że kiedyś zamiast organizowania castingów dla drętwych grzecznych dzieci z drętwych dobrych domów, wychodziło się na podwórko i od kopa znajdowało się takie perełki jak "Cegiełka", "Filipek", "Mandżaro", "Paragon" czy oberbliźniaki, kiedy sobie przypomnę, że filmy Janusza Nasfetera powalały właśnie dziecięcym aktorstwem... Felix, Net i Nika aktorsko przegrywają nawet z centralnym ogrzewaniem, nie mówiąc już o Reksiu.

Gdyby ktoś nie wiedział - mieszanka zaskoczenia z przerażeniem

Dzieciakom nie pomogły dialogi. Coś, co dobrze się czyta, niekoniecznie dobrze się mówi, zbyt długie zdania, a tym bardziej zdania złożone, wymagają dykcji, wyczucia melodii języka. Filmowe androidki wrzucone na głęboką wodę potykały się o zbyt długie dialogi, upadały, ale ambitnie podnosiły się i brnęły dalej, zjadały połowę głosek, wypluwały drugą połowę, a "ł" odparowały całkiem, suchając, tumacząc i tukąc. No, jak to dzieci, normalka... Nie do nich mam pretensje.

Młodociani fani Rafała Kosika żałowali, że użyto tylko jednego wątku z grubaśnej książki, której bohaterowie śmigali z roku 1945 do 2060 i 2005 do 1978. Ja nie żałuję - wszystkiego zmieścić się nie dało, a taki film trwałby trzy dni. I tak trwa za długo, głównie dlatego, że niechlujni dorośli napakowali do niego masę scen, które w książce były "po coś" i wyjaśniały się po 100-200 stronach, a w filmie są po nic, bo po skrótach fabularnych nie wyjaśniają się wcale (np. sadzenie drzewa), za to nudzą i spowalniają właściwą akcję. A kiedy dołoży się wszystkie scenariuszowe dziury wielkości stadionu...
- Oj, przesadzasz i czepiasz się, a to przecież film dla dzieci.
I co z tego? Tym bardziej powinien być to film starannie zrobiony, tym więcej szacunku do widza trzeba mieć i tym więcej pracy trzeba włożyć! Raz - bo dzieci wyczują każdy fałsz, a dwa - żeby nie przyzwyczajać ich od małego do niechlujności, drewna aktorskiego i mówienia "Suchaj, wytumaczem ci sotojes elektyrsznoś - musisz wzionść małom..."

Pierogi nożem? Kamaaan!

Cienizna i słabizna. Z jednej strony dobrze, że film powstał, bo polskie kino dzieci nie rozpieszcza nadmiarem, z drugiej szkoda, że przez lenistwo dorosłych wyszło tak nędznie. Ja bym dziecka na to nie zabierał. Lepiej niech poczyta książkowy pierwowzór albo spędzi dzień w Centrum Nauki "Kopernik". Albo niech po prostu pogra w piłkę.
Ale ja to ja - zgred, nieprawdaż? Ważne, czy film podoba się dzieciom.
- Młodzieży! - wrzasnęły poirytowane dzieci.


Varia.
1. "Teoretycznie możliwa katastrofa" to druga książka o przygodach Felixa, Neta i Niki. Prawa do nakręcenia serialu wg pierwszej książki wciąż ma TVP. Prawa ma, ale serialu wciąż nie ma.
2. Polski film: nie ma cycków, to przynajmniej "kurwa" się pojawia - w scenie, gdy szkolny bedgaj zostaje porażony przez Felixa prądem, w tle i niezbyt głośno, ale wyraźne. Gratulacje dla montażystów i gościa od dialogów. No, proszę - znajomy z "Sępa", Filip Krzemień.
3. Występująca w filmie latarnia morska zagrała także w "Stawce większej niż śmierć". W "Stawce" zginęła tragicznie, tu tylko tragicznie grała.
4. Poza PISF-em film dofinansowały Urząd Miasta Poznania i samorząd województwa wielkopolskiego. Kwot nie udało mi się ustalić.
5. Nie, nie wiem, czy Klaudia Łepkowska jest w jakikolwiek sposób spokrewniona z Iloną Łepkowską.
6. Scena na łodzi - aktor grający weterana wojennego... Kurczę, niech mi ktoś przypomni, albowiem na pamięć moją zapadło.

Przysposobienie do dulce et decorum

============
Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa
2012
Czas:

Reżyseria: Wiktor Skrzynecki
Scenariusz: Rafał Kosik, Wiktor Skrzynecki
Obsada: Klaudia Łepkowska, Maciej Stolarczyk, Kamil Klier, Adam Woronowicz, Jakub Bohosiewicz, Dobromir Dymecki, Ireneusz Czop, Cezary Pazura (głos Manfreda) i inni.
Dofinansowanie PISF: 60 000 zł (rozwój projektu), 2 500 000 zł (produkcja).

9 komentarzy:

  1. 0,37 Ciri? Cholera, może być aż tak źle? (Brdzpszpszam, mózg mi się przegrzewa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Aż tak źle" byłoby w przypadku 1,37 Ciri - wszystko co poniżej 0,5 to średnia krajowa ;-)

      Usuń
    2. Aaaa... [oddycha z ulgą i odchodzi, zastanawiając się mimochodem czy ciri może osiągnąć wartości ujemne]

      Usuń
  2. Czy to znaczy, ze Pan Autor tez czytywal streszczenia MWZ Teklaka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Oczywiście. Jeszcze na starym, dobrym pl.pregierz. Jeśli kiedyś młoda, zdolna dziennikarka zapyta mnie: "Powiedzcie, dziadku, jak to się wszystko zaczęło", odpowiem:
      - Dawno, dawno temu, gdy na świecie żyły smoki z gutaperki, a wycie czytelników "Wiedźmina" wściekłych na ekranizację książki, niosło się niedzielnymi wieczorami ponad miejską puszczą, pewien człowiek zasiadł do klawiatury i dał bliźnim sporo uśmiechu...
      "A potem na scenę wjechali Apacze"
      ...
      A potem ja też zasiadłem do klawiatury, "no bo co w końcu, kurczę blade" :-)

      Usuń
    2. Cytatem z tegoż, który zapamiętam do końca życia przez wzgląd na jego językowy urok, jest: "Elrond wyciął z kujawiaka w ściankę działową dworzyszcza Rivendell" (zachwyca mnie to do tej pory). Jak również: "(coś tam było) wyjebane w kosmos na przysłowiowego maksa", jak również: (o Ioli)"że jej się klepki w fazie nie zgrywały". To ostatnie śmieszy mnie do tej pory. Niektóre z tych streszczeń były arcygenialne.

      Usuń
    3. I "ogniskowa na nieskończoność" we wzroku :-)

      Usuń
  3. A swoją drogą...
    Stara już jestem, a jeszcze nie widziałam "Wiedźmina" (jakaś zła koleżanka powiedziała kiedyś, żebym nawet nie zbliżała się do jakiejkolwiek kopii tego filmu) i coraz częściej czuję, że jednak coś mnie w życiu ominęło...
    Może by tak recenzja tego kultowego filmu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmu - może kiedyś, ale nie wiem, czy się odważę. Radek Teklak zrobił o to o wiele lepiej, przeprowadzając wiwisekcję serialu: http://radkowiecki.is.evil.pl/spis2.html.
      Uprzedzając pytanie: tak, oczywiście, że Radek był (i jest nadal) wzorcem z Sevres, a nawet z Ursynowa. "My wszyscy z niego" i gdyby nie tamte streszczenia, nigdy bym chyba nie wpadł na pomysł założenia Poliszmuwi, a nawet gdybym wpadł - nigdy bym się nie odważył zrealizować. ;-)

      A film (i serial) polecam - zwłaszcza wielbicielom prozy Sapkowskiego. O ile ktoś mam poczucie humoru na odpowiednio perwersyjnym poziomie. Wrażenia przy oglądaniu - bezcenne, stupor gratis :-)

      Usuń