2013-07-14

Ixjana. Z piekła rodem [2012]

- Rany boskie, jak mnie głowa boli...
I te poranne pytania: Gdzie jestem? Co tu robię? Czemu znowu tyle piłem? Co właściwie piłem? Co tu robi... bakłażan???
- Been there, done that! - jęknęła zawstydzona Opinia Publiczna.
- ...ty, rozumisz, jako ta promenada leciałeś pierwszy i wyłeś a za tobą trzech osiłków ze służby porządkowej. Cug miałeś straszny bo parkiet świeżo pastowany i żeby ci się troki nie poplątały, to byś im uciekł!
- Ale nie uciekłem?

Ja nie uciekłem z seansu. A szkoda.

DRINKI. DRINKI SĄ MIŁE.

Główny bohater budzi się w stanie tępawo-niedykcyjnym i usiłuje przypomnieć sobie, gdzie był, co pił i jak ma na imię. Mozolną pracą umysłu dochodzi do wniosku, że na imię ma Marek, pił łiskacza zmieszanego z psychotropami...
- Jak ja mogłem to zrobić? Mieszać psychotrop z alkoholem? Przecież to zabójcza mieszanka!
Poważnie? No, co pan powie, panie Marku! A ja myślałem, że to dobre na porost włosów.
...a był na lanserskim przyjęciu u największego wydawcy w Polsce, który to wydawca postanowił wydać jego powieść.
- Jak to wydawca! - ucieszył się Głos Wewnętrzny.
O, właśnie - Głos Wewnętrzny. Przez cały film towarzyszy nam Głos Wewnętrzny bohatera. Głos jest ponury, drewniany i nie ma dykcji.
- No, wiesz - po łiskaczu z psychotropem...
 Pół godziny i trzy miesiące później też nie ma dykcji. Choć w sumie bez różnicy, bo kwestie, które wypowiada bohater Głosem Zewnętrznym i Wewnętrznym są tak beznadziejnie głupie i napisane tak toporną polszczyzną, że chyba lepiej dla widza, iż dostaje je w wersji bulgotliwej.
- Drukujemy, pięć tysięcy nakładu. Zadowolony?
- Coś więcej niż zadowolony - jestem panu bardzo wdzięczny.

(...)
- Co ona ci zrobiła?
- Zrobiła mi przykrość. Nie panikuj, nie złamała mi serca - dziwki nie łamią serca. Ale zrobiło mi się przykro.


Chcesz na solo? Na gołe czółka?

- Ten chłopak z dziewczyną nazywa się Artur. Jest zdrajcą naszej przyjaźni.
A właśnie - Artur. Grubawy facecik z bródką i loczkami, który podobno kiedyś odbił bohaterowi kobitkę. "Odbił" to za dużo powiedziane - bohater ograniczał swoje uczucia do łypania z daleka i wilgotnych snów, kobity nawet nie znał. Zaraz, jak ona miała na imię?
- Malena - powiedział bohater
- Machena - poprawił się kilka minut później
- Marlea - dukał w scenie z drzewem.
- Marioea - jęczał w scenie z krzesłem.
OK, średnia arytmetyczna przypadkowych ciągów głoskowych daje nam imię Marlena i tego się trzymajmy.
- A Artur? - przypomniała Opinia Publiczna
Artur nie żyje i nasz bohater podejrzewa, że zadziabał go w pijanym widzie. Przez cały film usiłuje zweryfikować te podejrzenia, a w weryfikacji pomaga mu mały biały króliczek, drewniany menel, inkasent z bródką, pani woźna z miotłą, dysząca i wyczyniająca rzężące sprośności Anna Dereszowska, czarna magia i wróżka Ixjana, lecząc migrenę długotrwałym łomotaniem bransoletkami nad skacowaną skronią. Oraz Straszna Łapa Z Grobu, potrafiąca zdzierać skórę z twarzy.

Bohater łazi po Warszawie i weryfikuje. Tu chlapnie wódę z menelem, opowiadającym o nastolatkach sikających na dywan, tam przeleci Amandę (nienastoletnią i niesikającą na szczęście. Na szczęście nie i na dywan też nie), ówdzie zje rosołek, gdzieś coś powie, ktoś mu odpowie.
- Miałym jeszeszanse
- Powiedz, co się stało?
- Misiu, co się dzieje?
- Koszmar.
- Ale powiedz, co się stało?

Cielę oknem wyleciało! Kurna, to ma być horror, thriller, psychologiczny dramat i mroczna podróż w głąb duszy? Chyba żelazka!

Aaaaaa...
...
psik!

Kicha, proszę koleżeństwa. Grzybnia, chaos, nuda i epatowanie wysileniem. Wszystkie możliwe koszmary złego kina, wszystkie żenuły kiczowatych dialogów, pretensjonalne smęty rodem z opowiadań dla p(ret)ensjonarek, podawane polszczyzną nie tylko pozbawioną dykcji i wyczucia kina, ale przede wszystkim pozbawioną gramatyki i pełną błędów językowych. Intryga na poziomie liceum, klimat na poziomie gimnazjum, emocje na poziomie fasolki po bretońsku, aktorstwo na poziomie... Na jakim, kuźwa, poziomie? Tam w ogóle nie ma żadnego aktorstwa! Sambor Czarnota jest tak beznadziejny, że aktorsko wygrywa z nim nawet wózek widłowy z reklamy ZREMB-u zawsze na czasie, Borys Szyc przytył i miał bródkę, Anna Dereszowska zaprezentowała się w... hmm, jest przed 23:00... w całej okazałości, przy czym okazałość okazała się jednak niekoniecznie okazała, a rzężenie i oranie pleców partnera obcasami nie pomagało w odbiorze, Magdalena Boczarska grą i dykcją szybko dostowała się do Czarnoty (któremu chciała koniecznie coś "wytumaczyć") i Szyca, a Jan Frycz... Przyszedł, przebrał się, zrobił parę głupich min, przeczytał parę głupich zdań ze scenariusza, zainkasował i poszedł sobie. Łukasza Simlata i Ewę Hornich litościwie pomijam, wspomnę za to, że w scenie balu wystąpił Rafał Maserak w okularach i Sandra Majka, okładająca go po twarzy gołym biustem.
- Kto to jest, u licha, Sandra Majka?
 Też nie wiedziałem. Zerk w Google...
- Marzę o tym, aby być sławna na cały świat i aby każdy mnie znał i rozpoznawał - powiedziała Sandra Majka w wywiadzie dla "Czasu Świecia".
No to chyba jeszcze nie tym razem.

Cholera, znowu pomyliłem Colgate z Kropelką...

- Ale tam są nawiązania i cytaty!
Wiem, bracia Skolimowscy zadbali o to, żeby ich bohaterowie pokazywali te cytaty palcem, nazywali je, tłumaczyli bardzo dokładnie i powtarzali na wypadek, gdyby widzowie nie dosłyszeli. Finezja pociągu towarowego i kunszt suwnicowego Nowaka.

Dwa małe plusy: zdjęcia oraz jeden gitarowy riff i jeden minimalistyczny motyw fortepianowy. Trzy małe plusy. Reszta jest dnem żenady i wzorem nieudolności. Omijać szerokim łukiem, nie tykać nawet kijem, nie marnować czasu, nerwów i alkoholu, bo "Ixjana" jest tak zła, że nie nadaje się nawet na grupowe drwiny przy piwie.

- Posłuchaj, jeżeli tylko zechcesz, mogę być czymkolwiek chcesz, słyszysz?
- Przysięgasz?
- Przysięgam.
- Więc posłuchaj: bądź pyłem, który wiatr rozwieje po całym wszechświecie, bądź wchłonięta przez wszystko, co żyje, przez rośliny, ptaki i robaki i odejdź ode mnie na zawsze. 

 - Z dziką, kuźwa, rozkoszą! - wrzasnęła Opinia Publiczna odchodząc na zawsze od kina braci Skolimowskich.

Nie, to nie Brokeback Mountain, to tylko niejaki Kosmateus w dosiadzie magicznym.


Varia
1. Józef (właściwie Jerzy junior) Skolimowski zmarł pół roku przez premierą filmu. Informacje i opowieści o jego śmierci przedostały się do mediów dopiero przy okazji premiery (czyli pół roku później) i stały się elementem promocji. Promocji niesmacznej, a momentami wręcz żenującej, bo wykorzystującej śmierć współtwórcy do emocjonalnego szantażu, mającego przyciągnąć widzów do kina, a krytyków powstrzymać przed masakrowaniem filmu. Momentami wykorzystywanie przechodziło wręcz w epatowanie.
2. Michał Skolimowski strasznie narzekał na brak pieniędzy, opowiadał o długich bojach o 1,5 bańki z PISF. Przelot po dokumentach PISF wykazał, że instytut na "Ixjanę" sypnął groszem dwukrotnie: w 2007 roku przeznaczył na nią równy milion, a dwa lata później milion trzysta tysięcy. Ponieważ sygnatury obu wniosków są zupełnie inne, a dopłaty Instytut ma w zwyczaju oznaczać dopiskiem "zwyżka do kwoty...", trzeba chyba przyjąć, że gniot braci Skolimowskich dofinansowano kwotą 2,3 miliona złotych.
3. Wg PISF-owskiego raportu oglądalności od premiery "Ixjanę" obejrzało 927 widzów.
4. Recykling ekipy: taksówkarza zagrał producent Jacek Samojłowicz, asystenta wydawcy - konsultant ds. samochodów, a poza tym po planie pętało się aktorsko dwóch dźwiękowców, dziennikarz, fotograf, transportowiec, perkusista, kateringowiec, Roger Samojłowicz (zbieżność nazwisk zapewne nieprzypadkowa) oraz inni krewni-i-znajomi-królika. Czasem nawet coś mieli powiedzieć, coś zagrać. Czasem nawet ciężko było odróżnić, kto wózkarz, a kto prawdziwy aktor.
5. Kto bez googlania poznaje opowieść o lecącej promenadzie ze wstępu - ręka w górę.

- Panie kochany, od grania to jest szafa grająca - aktor jest od inkasowania!


============
Ixjana. Z piekła rodem
2012
Czas:
97 minut
Reżyseria: Józef Skolimowski, Michał Skolimowski
Scenariusz: Józef Skolimowski, Michał Skolimowski
Obsada: Sambor Czarnota, Magdalena Boczarska, Borys Szyc, Ewa Hornich, Łukasz Simlat, Anna Dereszowska, Jan Frycz, Redbad Klijnstra i inni.
Dofinansowanie PISF: 1 000 000 zł (30.06.2007 - produkcja), 1 350 000 (02.03.2009 - produkcja)

6 komentarzy:

  1. http://film.gazeta.pl/film/1,22535,12900443,Ixjana_____.html

    Także tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję za link.
      Przeczytałem, osłupiałem, usiłowałem odnaleźć w filmie rzeczy, o których pisał recenzent "Gazety"... Nie udało mi się, ale nie jestem przecież recenzentem "Gazety", tylko skromnym blogerem. Niestety/na szczęście (niepotrzebne skreślić) :-)

      Usuń
    2. Nie udało się, bo przecież recenzent Gazety wyraźnie pisze, że trzeba "pozbyć się prób poszukiwania realizmu i logiki", no!

      Sambor Czarnota... pamiętam, że przyuważyłam go gdzieś kiedyś dawno, uznałam, że ciacho i warto byłoby zobaczyć go w czymś jeszcze - no to chyba jednak nie warto.

      Usuń
    3. W przypadku "Ixjany" trzeba by się było pozbyć nie tylko "prób poszukiwania", ale w ogóle logiki. Oraz paru innych umiejętności slash cech.
      Czarnotę zapamiętałem z "Egoistów" i z którejś "Sfory" (mhm, oglądałem ;-)). Jesli sama ciachowatość wystarczy, to w "Ixjanie" ma siedzącą scenę w bokserkach i leżącą scenę w Annie Dereszowskiej. Ale jeśli głównym obejrzenia "I" powodem miałby być warsztat aktorski Czarnoty... to "szef kuchni poleca udanie sie do innej restauracji" :-)

      Usuń
    4. Y tam, nie będę dla jednej sceny w bokserkach (i jednej bez) cały film się męczyć ;)

      Usuń
  2. - Powiedz "szczeżuja"... no widzisz, "scezuja" ci wyszło.

    OdpowiedzUsuń