2013-07-29

Lejdis [2008]

Uwaga, będą bluzgi, więc proszę zabrać dzieci sprzed ekranu.

Do filmu podchodziłem bez kija, a nawet z uśmiechem pełnym nadziei. Po pierwsze, duet Konecki-Saramonowicz to przecież "Ciało" i "Testosteron", które z butów nie wyrywały, ale przyswajalne były na poziomie przyzwoitym, a to już na polską komedię dużo. Po drugie, według zeznań twórców film został zainspirowany blogiem lejdis.blog.pl, na którym cztery blogerki dawały popalić w stylu inteligentnym i złośliwym (wiem, bo czytywałem, a Barbarellę na stałe mam w zakładkach i do dziś czytam, do dziś kwilę serdecznie). Po trzecie, twórcy zaprosili owe blogerki do współpracy przy pisaniu scenariusza.

W przeciwieństwie do mnie, czytelniczki bloga zareagowały panicznie

134 minuty później (134 minuty! Dwie godziny i kwadrans!) siedziałem przed ekranem z sinym okiem, napęczniałą żyłą i tłustym bluzgiem na ustach. Co to, kurwa, było?  Ta kupa w sreberku to ma być "kobieca odpowiedź na 'Testosteron'"? To ma być komedia w ogóle? Ktoś sobie urządził wyścig o nagrodę Badziewia Roku? Jakiś zakład między filmowcami, kto nakręci większą chujowiznę?  No to moje gratulacje, bo "Lejdis" wygrywają bez najmniejszego trudu.
- Że co?
 Oj, to było w czasach, w których zajęty "Pitbullem" Patryk Vega nie nakręcił jeszcze "Ciacha", a o "Figo Fago" jeszcze nie słyszałem.
- No, ale żeby tak bluzgać?
- Kurwa, ja pierdolę, kurwa mać!
- przeżywała zawód miłosny jedna z bohaterek, a jej koleżanki "kurwy" i "pierdolenie" wtykały do kanapek z żółtym serem, szminek, kieliszków, a jeśli w jakimś zdaniu nie pierdojebokurwowały, to chyba tylko dlatego, że ktoś to litościwie wyciął w montażu.

Panu się podobało. Dziwnym nie jest.

- Ależ nie bądź świętoszkiem, przecież ludzie tak mówią, kobiety też tak mówią, taki lajf i wiarygodność.
Wyliczyć rzeczy, które kobiety robią w rzeczywistym życiu, ale na szczęście nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, żeby w imię wiarygodności pokazać je w kinie? Bo ewentualnie proszę bardzo, tylko ktoś akurat może jeść, więc żeby potem nie było na mnie.
Poza tym kląć trzeba umieć - bluzg po coś od bluzgu dla bluzgu różni się zasadniczo, a przecinkowiec warczący postawiony w złym miejscu potrafi zepsuć cały dowcip i kto jak kto, ale profesjonalny scenarzysta powinien to wiedzieć. I umieć.

Mamy cztery psiapsióły. Zawód, życie osobiste i inne takie - nieważne, bo to polska komedia, więc słowa "wiarygodność" używa się tylko, gdy trzeba usprawiedliwić miotanie "chujami". Jedną z psiapsiół zdradza chłop, postanawiają się więc na nim zemścić. Następują wygibasy z kanonu polskiej komedii współczesnej: mylenie imion, mylenie scen, brak pointy, więc pani Iza zrobi debilną pantomimę... Oj, czy ja słyszałem śmieszek? Słyszałem, więc pani Izo, pani powtórzy, kurwa, hehehe, kurwa jeszcze raz. Puentą zemsty jest scena seksu... Nie, przepraszam - utrzymajmy się w poetyce filmu: puentą zemsty jest scena, w której zdradzana pierdoli się ze zdradzającym z takim entuzjazmem, że sprężyny świszczą, a zdradzający rzęzi orgazmicznie. Nogi obowiązkowo zadarte w górę, oczy prawie na szypułkach, rozdarte rajstopy... 

Pozycja "na filmowego Polaka" - zadarte nogi symbolizują pożałowania godny liberalizm,
staranie nasunięta na dupę kołdra symbolizuje narodową tradycję.

- I'll be happy to let you spank me - mówił figlarnie Nathan Fillion w pierwszy odcinku serialu "Castle" i pokażcie mi kobietę, która nie miała wtedy na twarzy rozmarzonego uśmiechu.
- Ooooooo! Eeeeeee! Kurawaaa! Aaaaergh! - charczy łomocząca się para w polskiej komedii i być może jakiemuś facetowi z widowni to się nawet podoba, może podnosi mu to poziom cukru w cukrze, ale na miejscu płci przeciwnej omijałbym takich szerokim łukiem, żeby nie skończyć w piwnicy z węglem, topiąc smutki w denaturacie, przegryzając salcesonem i piłując opięty wokół kostki łańcuch.

Ani grama wdzięku oryginału, dziura fabularna na fabularnej popelinie, jeśli pojawia się Afrykanin, to musi nazywać się Mzimo (bo Makumba był w jakimś wcześniejszym filmie i trzeba odczekać), zakochany nastolatek przynosi bohaterce zaformalinowane serce konia, matka innej puściła się z tenorem....
- Barytonem. To był jebany baryton.
Wiem, kurwa, co to znaczy "puścić się" i domyślam się, że raczej nie był przez szanowną mamusię "czesany w ząbek". Wszyscy wiedzą i naprawdę nie trzeba im tego wyjaśniać łopatą. Podobnie jak nie trzeba popisywać się scenariuszowymi perłami w stylu: "Mam raut z okazji cudu nad Wisłą. To znaczy z okazji rocznicy oczywiście".

Dialogi... Nie, nic nie powiem, zacytuję:

- Gdzie byleś? Porwało cię UFO?
- Tak, do kibla. 


- Przemija życie jak z piczy strzelił.

- A ja sobie cycki zrobię. Kurwa, ale mi się zrymowało!

- Gosza, to miało być dziszaj?
- Miało, miało i się zesrało.
- Ale ja nicz nie roszumiem.
- Ja też. A teraz spierdalaj, już!

Przerwa w kolaudacji

"Korepetycje... z francuskiego", "Stosunki... międzynarodowe"  - wymyślcie dowolny "suchar", a w "Lejdis" go znajdziecie i nie przegapicie, bo na wszelki wypadek powtórzą go wam dwukrotnie. Wszystko, co było atutem bloga lejdis.blog.pl, wszystko, co do dziś wywołuje szczery śmiech w czasie lektury blogów współautorek scenariusza, zostało wywalone do kosza albo upchnięte na filmowym pawlaczu. Zamiast czterech błyskotliwych kobitek z dystansem i złośliwością w oku, mamy na ekranie trzy raszple i jedną ciumcię, zamiast inteligentnych, sympatycznie wulgarnych "przerzucanek" w kontekście, zostały jakieś bluzgliwe bełkoty, wygłaszanenajednymoddechuicoztegożejeślisiętakmówitomordujesięcałydowcipprzecieżniebędziemysięograniczaćaktobytamzwracałuwagęnaróżnicęmiędzysłowempisanymamówionymapozatymtuitakniemadowcipuprawdakurwahehehe.

Po 90 minutach twórcy orientują się, że A) intryga się wypaliła i wypadałoby skończyć, B) ale jakże to tak - już? My mamy płacone od minutażu! C) a poza tym nasze bohaterki chyba rzeczywiście wypadły nieszczególnie.
- Panie i panowie, dodajmy tym babom trochę głębi - postanawia producent.
Bach! - jedna dostaje raka. Bach! - druga nie dostaje raka, ale za ojciec jej umiera. Dawno nie widziany, oczywiście. Bach! - trzecia zachodzi w ciążę i ma dylemat dziecko czy cycki. Bach! Ta pierwsza wciąż nie może zajść w ciążę, a teraz to już w ogóle. Bach! - ta druga postanawia nie puszczać się na lewo i prawo, i z zimnej suki zmienia się w słodki serek. Bach! - a propos serka, nabijmy trochę wspomnianego minutażu na durnych dialogach.
- Chcesz jeszcze serka
- Nie, tato. Dzięki.
- To bardzo dobry serek.
- Wiem.
- Najlepszy.
- Wiem, tato, wiem.

Nie, to nie atak wyrostka - to serdeczny uśmiech z dyplomem Akademii Teatralnej

Aktorstwo? Jakie aktorstwo? W tym filmie nie ma ani grama aktorstwa. Zresztą tam nie ma co grać - wystarczyło przyzwoicie odklepać swój tekst, zainkasować i zwiać. I wiecie, że nawet tego niektórzy nie potrafili? Wymienianie każdego, kto się skompromitował, zabrałoby zbyt wiele czasu, ograniczę się więc tylko do stwierdzenia, że dobrze nie zagrał nikt, przyzwoicie zagrała Edyta Olszówka, Tomasz Karolak i Krzysztof Globisz nie razili, Tomasz Kot nie miał czego zepsuć i był lepszy pozostałych panów (kuźwa, żeby Więckiewicz u kogoś zagrał grzybnię? No, gratulacje) i naprawdę dobre momenty miała Izabela Kuna, ale im lepiej coś zagrała, tym większych wysiłków dokładała, żeby następną sceną obrzydzić się doszczętnie. Z powodzeniem. Reszta nie zasługuje, żeby o nich mówić, żeby się im kłaniać i żeby ich (głównie je) zatrudniać.

Dorosłym aktorom towarzyszyło stadko dzieci-androidków, recytujących swoje kwestie na klasycznie szkolnym bezdechu, w nieświadomości, co to jest akcent i gdzie pada. Ale co tam, skoro jeden androidek nosił nazwisko "Konecki", drugi androidek nazywał się "Saramonowicz", to możemy twórcom skoczyć, a miś sobie zgnije na wolnym powietrzu i co się wtedy zrobi?
- Wtedy redakcja "Filmu" nagrodzi "Lejdis" całym stadem Złotych Kaczek, hejterze!
Gdyby ktoś miał wątpliwości, czemu "Film" zdechł i przeszedł do Krainy Wiecznej Makulatury, to służę podpowiedzią: między innymi dzięki takim decyzjom.

Dobra, dość - mógłbym się tak znęcać do września, a i tak nie wyczerpałbym tematu. Uwierzcie na słowo: straszna chujnia, pretensjonalna, nudna i nieudolna. Szkoda czasu nawet na myślenie, czy warto, o czasie poświęconym na oglądanie nie wspominając. 

Pani Genowefa obejrzała "Lejdis". I już jej zostało.


Varia
1.
Uwaga techniczna: jeśli jedna z aktorek jest w ciąży i przez pół filmu ubieramy ją w dziwne maskujące stroje, to wysyłanie jej na siłownię, ubieranie w obcisłe dresy i t-shirty, i filmowanie z dalekiego profilu jest nieco durne, nie sądzą szanowny twórcy? Nie, twórcy nie sądzą, twórcy wysyłają i filmują.
2. "Najgorsze jest to, że ja mam wielką, gigantyczną mega-dupę. Ona mi się całkowicie wymknęła spod kontroli. Ja mam swoje zachowania motoryczne, a ona ma swoje. Idę  korytarzem a ona mi się szyderczo dynda z tyłu". Można? Można. Ale ta kwestia (bardzo w nader kobiecym stylu lejdis.blog.pl) została w filmie upchnięta w kąt, wyszeptana bełkotliwie i przykryta muzyką - w przeciwieństwie do dialogowej wiochy, lejącej się z ekranu na full-decybelu.
3. Małe rólki dostali Piotr Bikont i Piotr Makłowicz. Bo wszyscy ich lubią, a poza tym mają wielu znajomych i może ci znajomi nie zjadą filmu, żeby kolegom przykrości nie robić. I wiecie co? To działa.
4. 2 530 568 - tylu widzów obejrzało "Lejdis" w kinach. Poważny wynik. Seriously. Promocja to potęga.
5. Cycków nie ma. Jest owłosienie Kota i goły tyłek Królikowskiego. Jeszcze jeden powód, żeby nie oglądać.
6. Skutkiem ubocznym filmu było zdechnięcie lejdis.blog.pl.


============
Lejdis
2008
Czas:
134 minuty
Reżyseria:  Tomasz Konecki
Scenariusz: Andrzej Saramonowicz, Anna Andrychowicz-Słowik, Małgorzata Saramonowicz, Ewa Sienkiewicz, Hanna Węsierska
Obsada:  Izabela Kuna, Edyta Olszówka, Magdalena Różczka, Anna Dereszowska, Robert Więckiewicz, Piotr Adamczyk, Borys Szyc, Tomasz Kot, Tomasz Karolak, Rafał Królikowski i inni.

13 komentarzy:

  1. Rozumiem, że Kierownik Wycieczki teraz dla odtrutki ogląda serial o przygodach pisarza Richarda C.? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Castle'a oglądam od początku, bo jakże nie oglądać serialu, w którym gra Nathan Fillion, kapitan "Mal" Reynolds z "Firefly"? Pomijając już, że "lekko, łatwo, przyjemnie, bezpretensjonalnie".
      A od czwartego sezonu serial oglądam z niezdrową satysfakcją, sycząc "gruuuubas", gdy tylko Castle pojawi się na ekranie :-)

      Usuń
  2. Varia 6,5. Jak twierdzi osoba znająca autorki przyczyna zdechnięcia bloga była taka, że scenariusz zaczęły pisać cztery przyjaciółki, a skończyły dwie. Ale już nie przyjaciółki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za potwierdzenie przeczuć. Nie chciałem się wdawać w takie rozważania w "głównym" tekście ( i tak był długi), ale tak cos podejrzewałem - w po-filmowych wywiadach z Lejdis (tymi oryginalnymi) można było to wyczytać między wierszami, a nawet w samych wierszach. Nagle z opowieści o czterech robiła się opowieść o trzech, a czwarta nagle wyparowywała z narracji, z opowieści o trzech robiła się opowieść o dwóch... Smutne. Kolejny minus dla filmu. Duuuuży.

      Usuń
  3. Och jej, nie jestem sama z moimi odczuciami wobec tego filmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imię nasze "Legion"! :-)

      Usuń
    2. Nawet pasuje do filmu, tam zdaje się mąż którejś z bohaterek bawił się w rekonstrukcje historyczne...
      Kurde, ja też czytałam blog Barbarelli, wiedziałam, że maczała w tym palce, naczytałam się pozytywnych recenzji i... cóż, po pierwszej godzinie seansu miałam dwa pytania: dlaczego to jest takie głupie oraz dlaczego to jest takie nudne? Na szczęście oglądałam w telewizji a pilot był pod ręką.

      Usuń
  4. 1 - w przedostatnim akapicie zjadł Pan "n" w androidku
    2 - podpis "Przerwa w kolaudacji" mistrzowski
    3 - ja rozumiem, że oglądanie dużo Pana kosztowała, ale niech Pan nie idzie wulgar, to zabija Pana styl
    4 - całe szczęście, że tego nie oglądałem
    Pozdrawiam
    PS. A komentarzami pod poligonem na weszło niech się Pan nie przejmuje, rzuca Pan perły przed wieprze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Poprawione - dziękuje za wyłapanie.
      3. Wulgar czasami się tu pojawia, choć zwykle staram się hamować. I w połowie przypadków żałuję ;-) Tym razem jednak był uzasadniony, przyjęciem konwencji filmowej. A raczej lekkim nawiązaniem do niej, bo gdybym chciał przyjąć konwencję filmu i stosować bluzg w ichnich proporcjach - tekst byłby nieczytelny.
      Też pozdrawiam.

      PS
      Kurczę, co wszyscy z tymi komentarzami na Weszło? :-) Fajne są, spokojne, grzeczne... a że się czasem trafia krytyczne, bardzo krytyczne czy ostre - kamaaan, to jest internet, tu się walczy. To raczej "Poligon" za Zczuba był nietypową enklawą kultury (choć początki były różne). Enyłej - na razie się nie przejmuję. Za bardzo.

      Usuń
  5. Jeju...ten tekst czyta się tak ciężko jak ogląda film...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomijając premedytację, jakoś tak konkretniej albowiem gdyż?

      Usuń
  6. Po przeczytaniu recenzji zdecydowałam, że do filmu się nie zbliżę. Niestety, (znacznie młodsza ode mnie) koleżanka nalegała bardzo, prosiła, iskry miała w oczach, a wczoraj nawet wysłała esemesa, że "to już". Obejrzałam, no bo skoro to dla niej takie ważne... Jutro będę domagała się rekompensaty finansowej za straty moralne jakie poniosłam w czasie tych prawie trzech godzin (reklamy), a przynajmniej kawy z mlekiem i ciastka, jeśli banknoty nie będą wchodzić w grę. Dziś wróciłam do Pana recenzji i podpisuję się pod nią obiema ręcyma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z doświadczenia wiem, że domaganie się w takich przypadkach odszkodowania wywołuje u pozwanego jedynie "A to może ja ci pokażę inny film, on jest jeszcze lepszy, zobaczysz, koniecznie musisz, na pewno ci się spodoba!". W dodatku wywołana reakcja jest tak szczera i gorąca, że człowiek nie pyta nawet: "Ty sobie jaja ze mnie robisz?", bo jakoś tak głupio niszczyć komuś jego radosny świat króliczków, chmurek i Majlitelpony :-)

      Usuń