2013-07-23

Lunatycy [2009]

Kino moralnego nie wiadomo czego.

Jest sobie fryzjer, który mieszka z matką i ojcem. Matka sprząta, a ojciec chodzi, przy czym matka dużo sprząta, a ojciec dużo chodzi, a ponieważ jest silniejszy fizycznie, to chodzi nawet w nocy i przez sen (matka nie sprząta przez sen, bo jest słabą kobietą). Jest sobie ukochana fryzjera, zatrudniona na etacie korporacyjnej biczy, jest chłoptaś ukochanej fryzjera i dziewczyna, która chce być ukochana fryzjera. I wszyscy mają jakieś problemy.

"Takie małe jebudu
cię ukoi bez trudu"

Matka ma problem, bo ojciec chodzi. Ojciec ma problem, bo jest byłym ubekiem, nie wiadomo tylko, czy ma problem, bo był ubekiem, czy dlatego, że już nim nie jest. Fryzjer ma problem, bo matka i ojciec nie są jego rodzicami, tylko rodzicami ukochanej. Ukochana fryzjera ma problem, bo choć dawno temu zerwała z  fryzjerem, to fryzjer wciąż mieszka z jej rodzicami, a ona mieszka ze swoim chłopakiem. Chłopak ukochanej fryzjera ma problem... a, nie - chłopak ukochanej fryzjera nie ma problemu, bo jest człowiekiem prostym, traktującym życie kategoriach "4 x Z" - "zdobyć, zarobić, zapić, zaliczyć". Dziewczyna, która chce być ukochaną fryzjera też ma problem - próbując zdobyć fryzjera, co tydzień zmienia u niego fryzurę na krótszą i zaczynają się jej kończyć włosy.

Problemy, konflikty, dylematy moralne, klęski i zwycięstwa życiowe... Ukochana fryzjera zwalnia innych, by sama zostać zwolniona, chłopak zdradza ją korporacyjnie, matka poluje na szczura, ojciec-ubek najpierw chce zabić siebie (nowość w polskim kinie - ubek z wyrzutami sumienia. Co na to IPN?), ale ostatecznie rozstrzeliwuje sufit, fryzjer się emancypuje, a kandydatka na jego nową ukochaną cieszy się bardzo, bo jeszcze dwie wizyty i zamiast do fryzjera musiałaby chodzić do malarza lub pucybuta.

- Na jeża? Na marchewkę? Na buraczka ćwikłowego?

W finale ukochana fryzjera buntuje się przeciwko tyranii GPS-u i zamiast skręcić w prawo, jedzie prosto.
- Trwa obliczanie trasy - informuje dwuznacznie GPS-owa Maryśka, gdy łzy ukochanej fryzjera lecą jej na koszulę z napisem "King Bruce Lee Karate Mistrz".
- Czasem miłość przepływa przez nas jak deszcz - mówi fryzjer z offu - A czasem zostaje na zawsze. Bywa też tak, że ją widzimy, ale nie chcemy zobaczyć. Tak to już jest. Pewnie wiecie, o czym mówię? 
Ani, kurczę, trochę. I nie tylko dlatego, że deszcz przez nikogo nie przepływa - ludzie nie są durszlakami. Deszcz może spłynąć po kimś, ale nie przepłynąć przez kogoś i nie każcie mi opisywać wyjątków od tej reguły, dobrze?

- Dobra, ale tak poza tym, to co z tego i o co w ogóle chodzi?
Nie do końca wiadomo. Zapewne miała być to alegoria (trudne słowo) samotności człowieka w wielkomiejskiej dżungli albo metafora (też trudne słowo) wewnętrznego konfliktu posolonego weltschmerzem. Ewentualnie po prostu chodziło o kopytko. 

Decde fakin lajf, bejbe!

Dialogi naiwne, choć z dobrymi momentami ("...a matka żeby nie oszaleć, próbowała zwariować"), scenografia oszczędna, ale umiejętnie wykorzystywana w zgrabnych kompozycjach planu, niezłe światło i bardzo przyzwoity dźwięk.
- No, powiedzmy...
Jednak. Dźwiękowiec nie odpowiada za brak aktorskiej dykcji, a jedynie za to, by widz słyszał ten brak wyraźnie.


Aktorsko bardzo nierówno. Świetnie zagrał Wojciech Mecwaldowski, budujący rolę na zgrabnych niuansach, solidnie zagrała Ewa Dałkowska. Andrzej Grabowski... cóż, co miał zagrać, to zagrał. Sylwia Juszczak, choć nie zepsuła roli, to jej także jakoś szczególnie nie poprawiła, Michał Żurawski w roli chłopaka ukochanej fryzjera był chyba nawet za bardzo wiarygodny (patrz: rozważania o grze Olgi Frycz w "Maratonie tańca"), Tomasz Kot zagrał to samo, co w "Wojnie żeńsko-męskej" i to nie jest komplement, Dominika Kluźniak i Łukasz Simlat na plusik, a grająca ukochaną fryzjera Monika Dryl - na wielki minus za męcząco-szastające się aktorstwo i za nędzną dykcję.

Idę chodzić leżeć

Ewentualnie można, bo to tylko 30 minut, ale chyba szkoda czasu.


Varia
1. Film został realizowany w ramach projektu "30 minut" i był mimowolnym, ale brutalnym policzkiem wymierzonym w twarz współczesnego polskiego kina. Okazało się bowiem, że to, czym większość filmowców karmi nas w półtoragodzinnych smętach, da się z powodzeniem zamknąć w dwóch kwadransach, a gdyby się uprzeć - nawet w 20 minutach. 
2. Lista producentów jest imponująca: Mistrzowska Szkoła Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy, Studio "Młodzi i Film" im. Andrzeja Munka, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, TVP Kultura... "Góra urodziła mysz" mówi przysłowie. W tym przypadku mysz urodziło całe pasmo górskie.
3. Duży plus dla filmu za wykorzystanie muzyki Motion Trio.
4. Film został dofinansowany przez PISF, ale na stronie Instytutu nie udało mi się znaleźć kwoty, którą otrzymał... co jest nieco dziwne. Znalazłem za to informację, że trzy lata wcześniej Maciej Sterło-Orlicki dostał z PISF 1 000 000 złotych na swój debiut pt "Zandka wycierać buty". Dla równowagi - nie udało mi się odnaleźć ani jednej osoby, która ten film widziała.


============
Lunatycy
2009
Czas:
29 minut
Reżyseria: Maciej Sterło-Orlicki
Scenariusz: Maciej Sterło-Orlicki
Obsada: Wojciech Mecwaldowski, Sylwia Juszczak, Monika Dryl, Ewa Dałkowska, Andrzej Grabowski, Michał Żurawski, Tomasz Kot, Dominika Kluźniak, Łukasz Simlat i inni.
Dofinansowanie PISF: Tak. Kwota nieznana.

1 komentarz:

  1. Trafiłam na ten film tylko dlatego, że wykorzystano w nim muzykę Motion Trio... Może obejrzę.

    OdpowiedzUsuń