2013-07-01

Nie ten człowiek [2010]

- Nie wiem, czy nie ten człowiek, ale na pewno nie ten film - pomyślałem, gdy czytałem sieciowe recenzje, porównujące produkcję Pawła Wendorffa do twórczości Roya Andersona, "Guzikowców" Zelenki, "Sprzedawców" Kevina Smitha, a nawet "Rejsu".
- A do Roberta Altmana nie? - zadrwił Głos Wewnętrzny.
Na szczęście nie. Nie pojawiły się także porównania do Gaspara Noe i Davida Lyncha, choć w przypadku tego drugiego, jakże proste były do wykręcenia: tu Łódź, tam Łódź...
 
Żywa natura z nożem w dłoni i z serem w kanapce

-dziestoletni Kuba zaczyna pracę u znajomego swojego ojca - trójkowym rowerem rozwozi zakupy do klientów sklepu spożywczego pana Stasia. Zasuwa przez Łódź mijając różne typy ludzkie, dźwigając, wręczając, inkasując... Raz spotka dwóch panów spierających się, czy do ulicy Fabrycznej jest sto czy dwieście metrów i ile to właściwie jest metr, innym razem będzie świadkiem wypadku drogowego i trafi na posterunek policji, przez co nie dostarczy na czas wędzonej kiełbasy i tak dalej, i tak dalej. Epizodzik za epizodzikiem, scenka za scenką, powiązane ze sobą luźno albo nawet wcale nie powiązane, lekkie, łatwe, przyjemne i bardzo nierówne.

Komedia lekko absurdalna, lekko groteskowa, rzeczywiście z lekkim czeskim sznytem, choć może to także kwestia muzyki Zygmunta Koniecznego, delikatnie z tła sugerującej klimat. Komedia z poziomem humoru ustawionym nie na "rechot", tylko na "uśmiech" (okazjonalnie przechodzący w lekki chichot). Niestety komedia bardzo nierówna - część scenek nie dość, że jest bezbarwna, to jeszcze ciągnie się jak sejmowe przemówienie (trzech "nożowników"), część sprawia wrażenie mocno improwizowanych. Być może z oszczędności: każda z nich kręcona była w jednym długim ujęciu i czasem można było odnieść wrażenie, że reżyser machał ręką: "Szesnasty dubel, wciórności i mać... Dobra, niech już zostanie jak jest, bo mnie zaraz coś trafi i filmu nie dokończymy". Takie skojarzenia biegały mi po głowie m.in. w drugiej scenie z Piotrem Adamczykiem i Wojciechem Pszoniakiem - ewidentnie niedopracowanej i zakończonej dość żałośnie.
 
I żadnego wtykania termometru do herbaty!

"Nie ten człowiek" mógłby być pokazywany w szkołach teatralnych i filmowych na zajęciach pt. "ile dla filmu znaczy aktor". Jeśli niektóre epizody ogląda się z "bananem" na twarzy to nie tylko dzięki niezłym dialogom, ale przede wszystkim dzięki grze aktorów. Tu mrugnięcie, tam zawieszenie głosu, ówdzie gest czy spojrzenie i od razu widać kilometrową różnicę między Aktorem, aktorem, człowiekiem występującym w filmach i obywatelem zatrudnionym do wykonania obsady.

Niektórzy aktorzy grają naprawdę smaczne epizody: Sławomir Orzechowski jako ojciec, Jacek Braciak w roli "młodszego policjanta", Krzysztof Globisz dwukrotnie (w scenie na schodach i w scenie w karetce), Roman Gancarczyk (choć zabrzmi to upiornie - jedno z lepszych samobójstw w polskim kinie), Gabriela Muskała. Udaną rehabilitację za występy w komercyjnych kupach zaliczył Jan Frycz, nierówno, ale raczej na plus zagrał Piotr Adamczyk, momentami szarżujący, ale mimo to zabawny, szczery uśmiech wywołuje zmarły niedawno Aleksander Bednarz.
- Czy ty czasem czytasz to, co piszesz? - zapytał Głos Wewnętrzny.
Oj, no, przecież nie dlatego wzbudza uśmiech, że zmarły niedawno i nie udawaj, że nie rozumiesz, złośliwcze. A wracając do przerwanego wątku - Aleksandrowi Bednarzowi partneruje z offu Ewa Dałkowska i od razu widać...
- Hehehe...
...od razu słychać różnicę między profesjonalnymi aktorami, a aktorskim planktonem, obecnym we współczesnych "dubbingach w wydaniu dźwiękowym", którego ani odróżnić, ani zrozumieć nie sposób.

To jest polecenie służbowe, suwnicowy Nowak! Rzut!

Różnice aktorskie wychodzą czasem w niuansach - w scence "stu-dwustu-metrowej" widać, że Andrzej Mastalerz to przedstawiciel "starej, teatralnej szkoły", z wyraźnym graniem gestem/ciałem/miną, z akcentowaniem kwestii, a Bartłomiej Topa to aktor, czujący kamerę, grający skrótem, zerknięciem zamiast spojrzeniem, wahnięciem zamiast gestem if you know what I mean. Czasem jednak różnice nie tyle "wychodzą", co wypadają i wymachują rękami - tak jest na przykład  w scenie w karetce, w której Krzysztof Globisz bez najmniejszego trudu gasi bezradnego nieco Przemysława Bluszcza. Za to Lesława Żurka ogląda się lepiej niż Wojciecha Pszoniaka (niech mnie ktoś uszczypnie - czy ja to rzeczywiście napisałem?)

 - A grający główną rolę Bartosz Turzyński? - zapytał Głos Wewnętrzny - Bo chyba zapomniałeś.
Nie, nie zapomniałem. Przeciętność, taka przyzwoita przeciętność, która nie porywa, ale też nie budzi żadnych odruchów negatywnych. Jest taki, jaki powinien być bohater filmu w tym gatunku: sympatyczny, szary, nieprzytłaczający drugiego planu.

Ozorki w sosie chrzanowym z kopytkami i kompot truskawkowy, poproszę.

Byłoby lepiej, gdyby film był o 25 minut i parę scenek krótszy, byłoby  wiele lepiej, gdyby jeszcze chwile popracowano nad dialogami, ale i tak jest nieźle, i tak można Zresztą te 25-minutowe przestoje dają możliwość wyjścia bez szkody dla śledzenia akcji, zrobienia kanapek, nalania kawy albo innego procentowego itede, więc na leniwe popołudnie przy kufelku będzie w sam raz.


Varia
1. Film czarno-biały. Nie wiem, czemu. Ale ponieważ w oglądaniu to nie przeszkadza...
2. Życiorys filmowy Pawła Wendorffa obfity jest nader - był operatorem kamery przy "Seszelach" (1990), autorem scenariusza i zdjęć do "Czarnych słońc" (1992), reżyserował dokumentalnego "Szamana eteru" o Piotrze Kaczkowskim, parę osób polecało jego poprzedni film "Szaleńcy"... "Nie ten człowiek" nie odstrasza, więc pewnie zerknę na poprzednie dokonania pana W.
3. Film zebrał sporo nagród na festiwalach kina niezależno-offowo-jakiegoś: Los Angeles International Underground Film Festival, Columbia Gorge International Film Festival, Reel Independent Film Extravaganza, Long Island International Film Expo (o żadnym nie słyszałem nawet pół sylaby) oraz na Festiwalu Filmów Komediowych w Lubomierzu. Nie wiem, czy zasłużył, ale kiedy zerknę na inne polskie komedie z tego roku, to dochodzę to wniosku, że na bezpticzu i tak dalej.

...gdyż każdy film niewłaściwie stosowany może zagrażać twojemu życiu lub zdrowiu

 4. Jednego z krytyków literackich (początek III scenki z Piotrem Adamczykiem) gra Wojciech Biedroń - scenarzysta ("In flagranti" 1991), aktor i reżyser - m.in. teledysku grupy Myslovitz "Długość dźwięku samotności".
5. Sąsiada pana Zduńczyk-Sosnowskiego zagrał Stanisław Manturzewski - człowiek-orkiestra: aktor, literat, reporter, wydawca, scenarzysta, kierownik, itepe oraz autor kącika porad seksualnych w "Kulisach" :-)


============
Nie ten człowiek
2010
Czas:
87 minut
Reżyseria: Paweł Wendorff
Scenariusz: Paweł Wendorff, Piotr Chrzan
Obsada: Bartosz Turzyński, Sławomir Orzechowski, Jan Frycz, Jacek Braciak, Maria Maj, Aleksander Bednarz, Wiesław Cichy, Gabriela Muskała, Tomasz Sapryk, Piotr Adamczyk, Roman Gancarczyk, Krzysztof Globisz i  inni
Dofinansowanie PISF: 1 000 000 zł (produkcja). Poza tym twórcy otrzymali bliżej nieokreślone dofinansowanie z budżetu Urzędu Miasta Łodzi.

3 komentarze:

  1. a nawet "Rejsu" Barei. :)

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaaaale jestem łajza :-)
      Miało być "'Rejsu; Piwowskiego i filmów Barei", skróciłem, wyciąłem, nie sprawdziłem... i wyszło rzeczywiście w duchu "Misia" Piwowskiego ;-)
      Ogromne dzięki za wyłapanie, już poprawiłem.
      A teraz idę trochę poklęczeć na grochówce.

      Usuń
    2. Cała przyjemność po mojej stronie.

      POLIGON rządzi, POLIGON radzi, POLIGON nigdy Cie nie zdradzi!

      (tu kibice POLIGONU odpalają i rzucają na murawę race)

      ==* ==* ==*~~~~

      pzdr

      Usuń