2013-08-20

Kobieta i kobieta [1979]

Było o kobiecie wykorzystywanej przez kapitalizm - obejrzyjmy film o dwóch kobietach wykorzystujących socjalizm.

Wczesny PRL - rządzi towarzysz Gierek, Polska rośnie w siłę, choć ludziom jeszcze nie żyje się dostatniej. No, powiedzmy niektórym się żyje - dwa zaprzyjaźnione małżeństwa budują wspólnie mały drewniany domek na leśniej działce. Budują, bo pan inżynier Jerzy i pani inżynier Barbara dostali nagrodę za wdrożenie super-hiper nowego systemu szycia czegoś. Płaszczy podobno. Problem polega na tym, że projekt tak naprawdę napisał ktoś inny...

Załogo! Za nowy system ręczę słowem honoru i wyliczeniami komputera 'Odra'

- Kolejne karate biurowe? - zapyta znudzony widz.
Poniekąd, bo sprawa tego projektu to punkt wyjścia do dłuższej historii, której bohaterkami są dwie kobiety.
- Niemożliwe! Dwie kobiety? W filmie o takim tytule?

Irena chce zrobić karierę. Jak? Nieważne. Tu manipulacyjka, tam manipulacyjka, tu drobna nielojalność, ówdzie kokieteria, kiedy trzeba, wykorzysta przyjaciół lub partnera, a jeśli akurat nic nie trzeba robić, to ze zwykłego odruchu przestawi komuś bieg w aucie, żeby ruszył na wstecznym i rozwalił sobie światła. Barbara stara się być uczciwa - gdy dowiaduje się, że projekt, który wdrażała z partnerem Ireny jest cudzego autorstwa, odmawia przyjęcia odznaczenia, oddaje nagrodę pieniężną i rezygnuje z pracy.
- Nie rezygnuje, bo ją wywalili!
Wywalili, bo zrezygnowała, choć niekoniecznie formalnie. W każdym razie psiapsióły rozstają w się w gniewie, urazie

Stanowisko Barbary zajmuje Irena. Pół zakładu ma jej to za złe, milknie na jej widok, traktuje ją jak pół kapusia, pół zdrajcę, przechodzi im dopiero, gdy Irena na egzkutywie zebraniu dyrekcji wywala cała sprawę i publicznie topi swojego dotychczasowego partera Jerzego.
- O, proszę! - ucieszyła się Rada Zakładowa, pół widowni i przedstawiciele związków zawodowych - Uczciwie! Wejść na szczyt, by czynić dobro, zło karać, głodnych nakarmić, a sukinsynów wykańczać.
- Dobra, dobra - zarechotałą Cyniczna Natura Człowieka - Miała faceta dość prywatnie, to się go pozbyła, a poza tym wycięła sobie zakładową konkurencję.

"Bo mam zamiar zrobić karierę"

Minęło parę lat, towarzysz Edward okrzepł i już nie chciał, żeby mu pomagać, Irena została wicedyrektorem i zawitała na prowincję nad jeziorkiem. Jej nowy chłop poszedł na ryby, a Irena zajęła się sprawą budowy ośrodka wypoczynkowego, zablokowanej przez miejscowe władze. Jeden inżynier, drugi inżynier, majster - wszyscy odsyłają do naczelnika miasta. A naczelnikiem miasta jest... tadaaam!... Barbara. Uściski, buziaki, jedna wódka, druga wódka, "- Co u ciebie? - Dzięki jak najlepiej. - A naprawdę? - A naprawdę to do dupy", trzecia wódka, mężowie się polubili... Sielanka. I znowu problem - inwestycja zakładów Ireny to spory przewał, miejscowe układy blokują ten przewał, by zrobić własny, a Barbara jest przecież uczciwa.

Uczciwa?
- Nie mogła nie wiedzieć - syczy zastępca Ireny, podtykając jej papiery, dzięki którym może ona wykończyć układ i przewalczyć inwestycję.
- Tu rządzimy my, a nie oni - mówi Jerzy Zelnik, świecąc przystojną żeglarską klatą.
- Wzdręgi podane - mąż Ireny serwuje świeżo złowioną faunę.
- Straciłam rozpęd... stara już jestem - marudzi Irena, a Barbara mizia się niedyskretnie z Zelnikiem. Na którego ochotę zaczyna mieć Irena, rozważająca mały szantażyk, tylko jeszcze nie wie wobec kogo - czy wobec Zelnika, czy wobec Barbary

Ona jej z dzbanka daje maliny, a ona - kwiaty do wianka...

Dylematy, rozterki, wahania... Ostatecznie obie nasze kobiety postępują dokładnie tak samo jak poprzednio. Irena bez litości wybiera karierę - szantaż, pieczątka nie zezwoleniu, inwestycja uratowana, chodź pan panie Zelnik, uczcimy biznes tarłem na jachcie. Barbara wybiera uczciwość: inwestycja ponownie zablokowana, a pan, panie faraon, niech wypiernicza z miasta w podskokach ze swoimi układami, kolegami i łódką. Trudno, "u mnie słowo droższe piniendzy", a uczciwość ważniejsza od seksu pozamałżeńskiego i niech mnie nawet zdejmą, a nie będę pana dłużej kryła. Złość, płacz, zgrzytanie zębów, Zelnik odpływa w siną dal, mąż Ireny rzuca ją demonstracyjnie i odjeżdża w dal szarą, Irena tarza się po igliwiu ze szlochem, a widzowie nie czują jakiegoś specjalnego dramatyzmu, bo rzucający mąż jest fajowaty nader, ma wąsy, a poza tym prawdziwy mężczyzna, nawet wypędzając niewierną małżonkę, nie zapomniałby zabrać wędki i chlebaczka z połowem.

Typowe kino lat siedemdziesiątych z dylematami a'la "Dyrektorzy", ale różni się o tyle od reszty produkcji tamtych czasów, że główną rolę grają tu kobiety. Główną podwójnie, bo choć filmy z kobietami w rolach wiodących powstawały często, to tu mamy do czynienia z kobietami-szefami, kobietami na stanowiskach, kobietami rozgrywającymi, z kobietami decydującymi, z kobietami, przy których faceci pełnią czasem rolę oparcia, czasem trampoliny, czasem dźwigni (i bez kosmatych skojarzeń proszę ;-)), ale właśnie: "pełnią rolę" przy kobietach. To kobiety pną się w tym filmie w górę, to one robią karierę, one usuwają przeszkody na swej drodze. Panowie łowią ryby, karmią konie, a jeśli podpadną - dostają kopa i ze stanowiska wicedyrektora zakładów odzieżowych spadają na stołeczek w spółdzielni "Żoliborzanka".

Pracownicy drugiej zmiany formują spontaniczny szpaler dla towarzysza wiceministra

Oczywiście, obie kobiety płacą swoją cenę, trochę sztampową, ale zawsze. Oczywiście także - ponieważ takie czasy i dwóch panów za maszyną do pisania - nasze panie mimo dominowania nad płcią przeciwną, szukają w niej wspomnianego oparcia i nie wyobrażają sobie samotności, Barbara stawia na szali karierę po części ze względu na imponderabilia, a po części dlatego, że "nie potrafi się dzielić" (chłopem również), Irena histeryzuje, kiedy jej ciepła małżeńska klucha rzuca ją w muł przybrzeżny....
- Ej, "ciepła klucha" od razu. Może on był po prostu dobry, przyzwoity?
Może. Tylko że Irena wyszła za mąż, ale przedstawia się ciągle swoim panieńskim nazwiskiem, co było raczej rzadkie (nawet panna Kirszenstein zmieniła, choć pierwsze sukcesy odnosiła pod panieńskim). Nawet tego sobie nie wywalczył.
- No to może się śmiesznie nazywał?

Mniejsza o to - grunt, że film się ogląda całkiem nieźle, gromkie frazesy o pryncypiach padają rzadko, a moralne dylematy twórcy pokazują umiejętnie, bez nadmiernego epatowania pustymi deklamacjami. Czasem gdzieś padnie drętwe zdanie, ale jeśli się człowiek nostalgicznie zapatrzy w  scenografię, to może przegapić. Nieźle też wypada konstrukcja - z szybką częścią fabryczną i wolniejszą częścią prowincjonalną, a tle przygrywa zespół Perfect, zaś wokalizy uskutecznia Krystyna Prońko.
- Drupiego nie macie? - pyta Irena, gdy mąż Barbara puszcza płytę Zdzisławy Sośnickiej.
Nie mieli.

Każda propaganda sukcesu kończy się tak samo

Aktorsko bardzo przyzwoicie: Anna Romantowska jako Irena jest odpowiednio wredna i twarda (ech, panowie scenarzyści, prosiłoby się o inny, mniej histeryczny finał), Halina Łabonarska jest wiarygodna w każdej scenie, Jerzy Zelnik gra swoje i pokazuje klatę, Witold Dębicki jest sympatyczny jak zwykle, Stefan Szmidt gra średnią aktorską lat 70., a Jerzy Kryszak urodził się, by grać takich cwaniaczków, jakiego zagrał tutaj.

Można. Kto wie, może nawet warto...


Varia
1. Spółdzielnia "Żoliborzanka" istnieje naprawdę. Znaczy, o ile jeszcze istnieje, bo ostatnio była "w likwidacji". Trochę to zrozumiałe, bo jeśli "Żoliborzanka" ma siedzibę w Rembertowie, to wszelkie dochody szły pewnie na przejazdy.
2. Inżyniera Drabika, pełniącego w filmowych zakładach funkcję organizatora-kaowca, gra jeden z reżyserów filmu, Janusz Dymek.
3. Taki dialog:
- Musimy pokazać, że jesteśmy przeciw! - apeluje szef związków zawodowych czy innego POP
- No tak, będziemy się bawić w manifestację solidarności - żacha się Irena.
- Będziemy siedzieć cicho, to pomyślą, że oni mają rację.
Film miał premierę w maju 1980. Trzy miesiące potem jednak się bawili i pokazali.
4. Inżynier Sadkowski, autor ukradzionego projektu, został zwolniony z pracy, poszedł w prywaciarstwo i kosił kasę na produkcji szafek na ubrania. Zagrał go Piotr Krukowski, który mniej więcej w tym samym czasie wystąpił w telewizyjnej adaptacji sztuki Edwarda Redlińskiego "Pustaki". Zagrał tam rolę Byka, inżyniera, zmuszonego do odejścia z pracy w państwowym przedsiębiorstwie i idącego w prywaciarstwo, by kosić kasę. To się nazywa wąska specjalizacja aktorska.

Jakoś straciłem apetyt...Nie wiem, czy przez nóż, czy przez oczy, czy przez uśmiech...


============
Kobieta i kobieta
1979
Czas:
95 minut
Reżyseria: Janusz Dymek, Ryszard Bugajski
Scenariusz: Janusz Dymek, Ryszard Bugajski
Obsada: Halina Łabonarska, Anna Romantowska, Witold Dębicki, Stefan Szmidt, Jerzy Zelnik, Jerzy Kryszak, Szymon Pawlicki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz