2013-08-03

Znaków szczególnych brak [1978]

W stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz, dwóch towarzyszy przebierało dziarsko kończynami, uchodząc przed gniewem carskiego imperializmu i wielkorosyjskiego kolonializmu. Oraz przed szpiclami, pachołkami, stupajkami i innym zaprzaństwem. Jednym z uciekających był Feliks Edmundowicz Dzierżyński.

Towarzysze, prędzej, bo nam ucieknie opóźniony pospieszny!

Drżały tajne i dwupłciowe służby imperium Romanowów, listy gończe rozsyłały, zbirów z naganami nasyłały, a towarzysz Feliks uciekał. Jak to inteligent - a to łódką w brzeg wyrżnął, a to do góry dnem ją wywrócił, a to obozowisko urządził sobie na kamienistej łasze w zakolu rzeki, na którą drewno musiał nosić z pół kilometra i na powódź był narażony, zamiast pod lasem, gdzie miękko, sucho i opał pod ręką.
- Może subiektywnie macie rację, towarzyszu - powiedział Głos Wewnętrzny - Ale obiektywnie rzecz ujmując, takimi uwagami działacie na korzyść odwetowych hord i antyideologicznej tłuszczy.

"Nadludzkim wysiłkiem woli scenarzysty" towarzysz Józef...
- Chyba Feliks?
- To Franek - powiedział umorusany górnik - Znam go z Wilna.
- To Astronom - powiedział drugi górnik - Znam go z Łodzi.
- Introligator! - ucieszył się trzeci - Pamiętasz, wprowadziłeś mnie do partii?
- W Piotrkowie - pamiętał towarzysz Feliks Józef Edmundowicz Astronom Introligator Wielu Imion Ale Jednego Niezłomnego Przekonania Dzierżyński, który - jak wspomnieliśmy - "nadludzkim wysiłkiem woli scenarzysty" oraz pociągiem dotarł do Warszawy. W kraju rzucił się w wir działalności oraz w działalność wirującą: był wszędzie, robił wszystko, odbudowywał organizację, wydawał gazetę, zwoływał manifestacje, odznaczył się przy budowaniu zrębów i kładzeniu podwalin, udzielał porad małżeńskich, dawał opór, dyskutował, cierpiał z tęsknoty do siostry... ale krótko, bo scenarzysta nie miał pomysłu na tę postać, więc po paru dętych tekstach typu:
- Wychowuję dzieci, słucham ich szczebiotu, a ciebie włóczą po więzieniach i to ma być sprawiedliwe? Dlaczego ty mnie tak poniżasz?
...usunął siostrę z filmu. 
A gdzie parytety? To niegenderowe!

Zostawił natomiast ukochaną towarzysza Feliksa, niejaką Julię. Julia, sądząc po sposobie gry,  była siostrą Pinokia, stary Gepetto ją także wystrugał z kawałka drewna, miała gruźlicę (- Już płuca wyplute nie bolą - szepnęła towarzyszka Julia) i toczyła intelektualne dysputy z towarzyszem Marchlewskim:
- Miłości nie można łączyć z działalnością rewolucyjną.
- Jeżeli powiesz coś takiego na zebraniu kółka moich koleżanek-modystek, z miejsca przestaną ci ufać
- Dlaczego?
- Dlatego, że rewolucja to miłość.
Czasem październikowa, a czasem francuska, prawda?
- A czasem przemysłowa? 
To akurat nie był dobry przykład.

Na szczęście scenarzysta znudził się towarzyszką Julią, zamordował ją gruźlicą, towarzyszowi Feliksowi pozwolił cierpieć na koncercie, na którym orkiestra mordowała Beethovena, a następnie kazał mu się rzucić jeszcze głębiej w działalność i dyskusje.

"Czasem aż oczy bolą patrzeć jak się przemęcza..."

Tymczasem śladem naszego bohatera podążał Tajemniczy Don Pedro. Tajemniczy Don Pedro składał się z perfidnego pułkownika Szewiakowa i sztabskapitana Głazowa. Śledzili towarzysza Feliksa, pułapki zakładali, piach prowokacji sypali w tryby... co ja Wam będę mówił - było ciężko, a reżyser Hochwander zrobił o tym siedemnaście filmów. Szewiakow i Głazow skusili do złego młodziutką Helenę Górowską, która odtąd dzieliła swój czas pracy między denuncjowanie rewolucjonistów i emablowanie Jerzego Matałowskiego, Jerzy Matałowski dzielił swój czas między picie, drukowanie grafomanii...
- Heh, mógł se bloga założyć - zarechotał autor bloga
...i picie ciepłego dżinu z wyszczerbionych szklanek, a Szewiakow i Głazow dzielili swój czas między knucie przeciw zdrowym siłom narodu oraz knucie przeciwko sobie nawzajem.

Wreszcie ktoś zapukał do drzwi.
- Listonosz?
- Introligator?
- Ochrana?
Ochrana też, ale do innych drzwi. Do naszych zapukała sprawiedliwość dziejowa - rewolucjoniści odkryli zdradę Górowskiej.
- Śmierć prowokatorom! - powiedział towarzysz Julian Marchlewski
- Śmierć! - powiedział towarzysz z wąsami.
- Śmierć! - powiedziała towarzyszka Róża Luksemburg.
- Śmierć! Śmierć! Śmierć! Śmierć dyskotece! - kojarzył się zespół Lombard.

Trzech szeryfów na jednego mieszkańca

Jedynie towarzysz Feliks kierował się zasadami humanizmu.
- Sądy, wyroki śmierci, terror, krew to metody nam obce - oznajmił, a publiczność zemdlała ze śmiechu.
...
- Sądy, wyroki śmierci, terror, krew to metody nam obce - powtórzył towarzysz Feliks - Uważam, że Górowskiej trzeba dać szansę okazania skruchy, wyznając jej całą prawdę.
- Ale to chyba ona powinna wyznać całą prawdę? - zapytała niepewnie Opinia Publiczna.
Chyba powinna, ale film kręcono niechlujnie, aktorzy nie pamiętali dialogów i nie takie kwiatki padały z ekranu.

Enyłej, sąd, dedukcja, indukcja i żelazna logika towarzysza Feliksa doprowadziły do zdemaskowania Górowskiej, której pogrożono palcem i skazano na wyrzuty sumienia, pamięci poległych towarzyszy oddano część przez powstanie (nie mylić ze styczniowym - przez takie zwykłe powstanie, z krzesła), zdemaskowane parę ogólnoeuropejskich spisków, po czym rewolucyjne towarzystwo udało się na manifestację, gdzie zostało aresztowane i zyskało za jednym zamachem trzy sprawności harcerskie: "uczestnik walk ulicznych", "kombatant" i "cytadelarz". Towarzysz Feliks nie dał się skusić sztabskapitanowi Głazowowi, sztabskapitan Głazow z frustracji doprowadził do śmierci Górowskiej, jej ukochanego grafomana i pułkownika Szewiakowa...
- Smatri, kakaja Abwehra!
...a towarzysza Dzierżyńskiego odesłał na Sybir.
- Jutro też wam uciekniemy! 

Pójdźmy, bracia, do stajenki na manifestację

Straszna piła. Że propagandowa - wiadomo, w 1978 roku i we współpracy z MosFilmem nie mogło powstać nic innego, w dodatku scenarzystą był Julian Siemionow i jak każdy autor nie miał dystansu do własnego dzieła: książkę "Gorenje" ciął niechętnie, żadnego wątku, żadnego dętego dialogu nie chciał wyrzucić... Ale i to dałoby się znieść, gdyby nie sposób realizacji. Twórcy pieścili scenografię, kostiumy i inne takie, ale już na dialogi i grę czasu im zabrakło - aktorzy robią Znaczące Miny, rzucają Znaczące Spojrzenia, między kolejnymi zdaniami wypijają szklanki wody, co w sumie dziwnym nie jest - zdania są tak szorstkie, tak chropawe, tak cholernie niefilmowe, że z trudem pewnie przechodziły im przez gardło. Dziś pewnie aktorzy będą tłumaczyć, że ich dramatyczna dykcja, zamieniająca dialogi w zgrzytliwie niezrozumiały bełkot, była elementem walki z komunizmem i hołdem złożonym ofiarom łagrów itd, ale rzeczywistość jest o wiele prostsza - bierzesz do filmu trzecią ligę aktorów, masz trzecią ligę gry i trzecią ligę dykcji. Rekordy pobiła Barbara Bargiełowska, grająca Różę Luksemburg i nierozpoznany obywatel dubbingujący Janusza Kłosińskiego - JezusMariaRokitaNiemcymniebijąacaratgnębi...

Nieźle wypada Piotr Garlicki w roli Feliksa Dzierżyńskiego. Za wiele do grania nie ma, bo ramy ideolo są wąskie bardzo i bardzo granitowe, ale coś jednak z roli wykrzesał: jest przystojny, zawadiacki, łobuzerski, dzięki czemu film zyskuje sznycik "sensacyjności": Czerwony Tulipan kontra Złe Moce Imperium. Danuta Kowalska w roli Górowskiej stara się jak może, ale za wiele nie może - na szczęście tło pozostałych aktorów jest tak słabe, że Kowalską zapamiętuje się i traktuje jako atut. na przyzwoitym poziomie zagrał Andrzej Wasilewski, odtwarzający postać wzorowaną na Marcinie Kasprzaku, a resztę składu aktorskiego można i należy zapomnieć. Rosjanie... chyba jeszcze gorzej. Wyróżniał się jedynie Oleg Basiłaszwili, grający biznesmena sympatyzującego z rewolucjonistami.

Prawe oko ze złotą iskierką na dnie, przewiercało każdego na wylot, lewe,
puste i czarne, było wąskie jak ucho igielne...

Filmy ideologiczne... to filmy ideologiczne, sensu w nich lepiej nie szukać, lepiej kupić sobie browara i wzdychać ze współczuciem lub chichotać. "Znaków szczególnych brak" jest filmem zdecydowanie do chichotu.
- Masz długą linię życia - mówi towarzysz Feliks do swej ukochanej suchotniczki - Wyczuwam ją policzkiem.
Wyobrażacie sobie jaką dłoń musiała mieć ta kobieta? Jak bosman-żaglomistrz po czterdziestu latach służby na morzach północnych

Jeśli ktoś ma bardzo skośne poczucie humoru i dwie godziny wolnego czasu, który w taki upał i tak przepieprzy na głupotach - może. Kinomanom lubiącym dobre scenariusze, dobrą reżyserię i dobre aktorstwo - odradzam. Odradzam też ludziom twierdzącym, że za komuny przynajmniej w kinematografii było lepiej - może im się światopogląd posypać. 

"Na tajniaka tajniak mruga..."


Varia
1. Z carskiego rysopisu dowiadujemy się, że towarzysz Dzierżyński miał oczy miał zielone, wzrok zuchwały, jego palec serdeczny mierzył 6,8 cm, a płatek lewego ucha 3,5 cm, ale nie wiadomo, czy wzdłuż, czy w poprzek, czy w przekroju.
2. Siostrę Dzierżyńskiego zagrała Evi Kiwi - z pochodzenia Estonka. Dla równowagi dubbingowała ją Grażyna Barszczewska i był to jedyny dobry dubbing w tym filmie.
3. Wspomniałem Olega Basiłaszwili... Ring any bell? Powinien - w końcu to Woland z rosyjskiej serialowej wersji "Mistrza i Małgorzaty".
4. Last but not least, a nawet powiedziałbym - primus inter lizus. W jednej ze scen, rozgrywającej się w kabarecie, gdzieś na scence girlsy śpiewają piosenkę. Treść bez znaczenia, liczy się autor tekstu. Gotowi?... Jan Pietrzak.
- Wredna komuna, ukradła panu Janowi piosenkę, żeby zohydzić postać Artysty Wyklętego, który szturmówkom się nie kłaniał i nigdy nie splamiłby się udziałem...
Moment. Stop-klatka w tejże scenie za girlsami pojawia się i wymachuje kapeluszem do taktu... No, kto? Brawo dla pani w zielonym sweterku. Tenże sam. Dobrowolnie. I nawet głosowo się udziela w tle. Jak to mówią: Panu Bogu świeczkę i diabłu krwawemu Feliksowi - na wszelki wypadek  - też świeczkę.

Żeby Feliks był Feliksem!


============
Znaków szczególnych brak
1978
Czas:
137 minut
Reżyseria: Anatolij Bobrowski (II reżyser: Jacek Butrymowicz)
Scenariusz: Julian Siemionow (na podstawie własnej powieści)
Obsada:  Piotr Garlicki, Danuta Kowalska, Oleg Basiłaszwili, Andriej Mironow, Agata Rzeszewska, Paweł Pankow, Janusz Kłosiński, Jerzy Matałowski i inni.

6 komentarzy:

  1. Kiedy wspomina Pan o Mistrzu i Małgorzacie, to ma Pan na myśli ten niedawny serial, w którym sceny sepiowo - białe przeplatały się z kolorowymi? Bo moim zdaniem ten serial był kapitalny, a Korowiow i Margarita genialni po prostu. Wolanda pamiętam najmmiej, ale z komentarzy pod serialem sądząc jest aktorem dużego formatu. Czy tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mówimy o tym samym serialu. Ale na wszelki wypadek...
      Ten? https://www.youtube.com/watch?v=XrAGf2EMAbs

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tenże. Bardzo mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pietrzak, powiadacie, towarzyszu? *skrobie w notesiku, a na usta wypełza jej uśmiech równie szeroki co złośliwy* ;)

    Miło poczytać o nie-aż-tak-pomnikowej przeszłości różnych Granitowych Pomników...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam w takim razie lekturę "białego kruka" (a raczej czerwonego) czyli "Who is who" wydanego w schyłkowym PRL (połowa lat 80.) W wielu osobo-przypadkach szczęka opada z złośliwym chichocie, zwłaszcza gdy się pamięta, że to przecież nie było wydawnictwo "odgórne", tylko informacje do publikacji każda persona podawała sama, z własnej i nieprzymuszonej woli :-)

      Usuń