2013-09-19

Tajemnica Westerplatte [2013] odcinek II

Skoro załoga broniła się siedem dni, to ja mogłem wytrzymać dwie godziny. Wytrzymałem z trudem, a białą flagę chciałem wywiesić już po 20 minutach.

Wdeeeech!

Uwaga techniczna: film oglądałem jako film, nie szukałem w nim odpowiedzi na pytanie "jak było naprawdę i czy major Sucharski w istocie, a kapitan Dąbrowski w rzeczywistości". O tym sobie możemy podyskutować w innym czasie i innym miejscu albo w komentarzach. Konwencja oraz licencia poetica i jak dla mnie twórcy mogą sobie nawet wymyślić, że Westerplatte broniło się przed kosmitami (patrz: "Abraham Lincoln vs zombies"), byle to jakoś potrafili poskładać w całość.
Niestety, nie potrafili.

Film jest że-nu-ją-cy. Jest przykładem wszystkiego, co najgorsze w polskim kinie razy dwa, do kwadratu, sól, pieprz do smaku i na to wszystko patriotyczna zasmażka. Media wypisywały; "Skandal! Zohydzanie! Burzenie! Godzenie w!", ale państwowa kasa państwową kasą, więc wszelkie skandale i och-jakiejż-brutalnej-prawdy-mówienie wymieniono na 3,5 bańki i przemielono w typowo polskie dęcie w patriotyczną tubę. I niechże sobie - skandal dla samego skandalu jest gupi i ma fszynapempku, a na patriotycznym napędzie też można nakręcić niezły film wojenny, ale na litość boską - nie można tego robić stężonym ZBoWiD-em w sosie ze Smosarskiej!

Franciszek Brodniewicz wersja 9.13

Bohaterowie filmu łażą sztywno, jakby im kto w tyłek wetknął Święte Drzewce Narodowe i równie drętwo deklamują teksty rodem ze snów jajakobyłych partyzantów. Nawet "niejaki Poniatowski, rzucający się w nurty Elstery i wydający przy tym kabotyńskie okrzyki" na seansie "Tajemnicy Westerplatte" rzucałby "panienkami" wokół i pomidorami w ekran, a zażenowanie kapałoby z niego jak woda wspomnianej Elstery.

- Oni tu umierają! - wrzeszczy major.
- Nie giną na darmo! - odpowiada kapitan.
- Skąd wiesz? I gdzie leży granica?
- Granica jest tu! Na Westerplatte!
Kto im pisał te dialogi? Putrament?

Jeden deklamuje, drugi deklamuje, reszta wydziera się nieprzytomnie i w chwilach grozy szczerzy uzębienie.
- Ach, moja biedna rodzina, jakże tęsknię za nią - mamrocze żołnierz symbolizujący Dogłębną Tęsknotę Za Rodziną.
- Czy to odznaczenie nic dla pana nie znaczy? - cedzi drugi, symbolizujący Bóghonorojczyznę, ale krótko, bo dwie minuty potem już się chce poddawać.
- Niech sczeźnie - syczy trzeci, paląc rodzinną fotografię jakiegoś poległego i symbolizując... kuźwa, nie wiem... Samotny biały żagiel? Tadeusza Kantora? Ptasie radio?
- My tej walki nie wygramy! - jęczy po chwili - A wiesz czemu?
Nie wiem. Ale w polskim kinie nie ma pytań retorycznych, więc się dowiem.
- Bo na to nie za-słu-gu-je-my!
No, głębokie. Takie głębokie, że dna nie widać.
Żartowałem. Widać. Od samego początku.

Grucha daje odpór megalaserem

Grobowy Głos Z Offu opowiada nam historię Westerplatte w XIX wieku i przepraszam, ale co kogo obchodzi, że 70 lat przed wojną było tam kąpielisko? 200 lat przed pewnie było tam wysypisko śmieci, a 750 lat wcześniej poganie uprawiali tam jakieś sprośne fallizmy z morświnami. Gdybyśmy kręcili horror a'la Clive Barker, to może takie informacje byłyby przydatne, ale kręcimy film o wojnie. Stuletnie kąpielisko i panowie w pasiastych gaciach tu ni pri czom.

Rekonstruktorzy w roli Niemców łażą jak stado przymułów, raz w lewo, raz w prawo, ten sam Szwab zabijany jest trzykrotnie, a inny z kolei czołga się z badylengłidżem: "Jezus Maria, moje prawie oryginalne guziki z Grójca, półtora roku ich na Allegro szukałem, jak mi się który urwie i zgubi, to się powieszę". Dramatyzm scen sygnalizowany jest przekrzywianiem kamery...
- Jaja sobie robisz?
Nie ja. Kamerzysta i reżyser. Za każdym razem, gdy chcą nam zasugerować, że właśnie dzieje się coś ważnego/dramatycznego/patriotycznego/Masaj - przekrzywiają kamerę o 30-45 stopni. Czasem dodają też grzmot i błyskawice. Witajcie "w starym kinie". Albańskim.

Witamy też w kreskówkach Disneya

Efekty specjalnie? Kamaan, bida-efekty najwyżej. Zresztą, mam w nosie, w polskim kinie nie spodziewam się "Nocznowo patrola". Niech będą "bida", byle z sensem, i po coś. Są bez sensu i po nic. No, strzelają... Pani kierowniczko, wojna jest, to muszą strzelać ale czy naprawdę muszą laserami jak w "Gwiezdnych wojnach" sprzed 30 lat? Skąd strzelają? Dokąd? Gdzie są wartownie, a gdzie koszary? Ni chu-chu. Pokazali XIX-wieczne kąpielisko, ale mapki Składnicy już nie - sam się, widzu, domyślaj, czemu ci na plaży siedzą w grajdołkach, a nie w bunkrach, czemu Ewoki wjechały pociągiem dopiero piątego dnia i czemu ci z miotaczami podpalają i tak już płonące drzewa... I tak jest ze wszystkich: niechlujność, głupota, niechlujność, Booooguuuuurooooodziiiiicaaaa, głupota, niechlujność, nuda...
- Mam wiadomość dla majora Soorskiego - bełkocze goniec.
Nie, kolego - major naprawdę nazywał "Sucharski" i to nie jest ksywa nadana postaci z powodu gry Żebrowskiego. Sucharski. Nie Sorski, Soorski, czy Sokorski. Sucharski. W szkole tego, do cholery, uczyli, a ty masz jedno jedyne zdanie do powiedzenia, cztery i pół wyrazu! Jak widać i to okazało się za trudne.
- Zrobimy im capsztyk! - wrzeszczy Chłopczyk w Marynarskim Ubranku.
Oj, zrobiliście, kuźwa, capsztyk, zrobiliście...

Wiecie, że zasnąłem w trakcie? Poważnie. W środku sceny ze strzelaniną.

Kapitan Kromanion nie rozumiał, czemu.

Albo takie rozstrzeliwanie dezerterów. Zadzwoniło panu Chochlewowi, coś tam przeczytał, ale niedokładnie, coś tam napisał, ale potem się przestraszył, że ktoś się obrazi... Mogła być dobra scena, pełna dramatyzmu, clou filmu - tu biała flaga, kapitan ją zdziera, posłuszni majorowi żołnierze stają okoniem i robią kapitanowi wbrew, zwolennicy kapitana grzeją do nich patriotycznie i "w imieniu Rzeczypospolitej". Tragedia, groza bratobójstwa, "Kismet - patrz: Ananke, Ananke - patrz: Kismet. Fatum, rozumiecie...", widz wciśnięty w fotel, szczęka nisko, pot na czole. Czujesz to, Dratewka?
Dratewka czuł.
A co Dratewka dostał? Trzech tchórzy, z których dwóch boi się już trochę mniej, kaprala, który ma ochotę ich rozwalić, ale zmienia zdanie i ostatecznie każe im wypierdalać oraz podkomendnych kaprala, którzy na widok odchodzących dezerterów wrzeszczą: "Uciekaaaaają!" i strzelają im w plecy. Kapral się załamuje.
- Bo bratobójstwo?
Nie, bo przed chwilą puścił tamtych wolno, ale jego podkomendni okazali się za tępi, żeby to zrozumieć.
I tak jest cały czas. Non, kuźwa, stop.

Muzyka - Jan A.P. Kaczmarek.
- Nooo, firma!
Niestety, wszystko wskazuje, że firma nie napisała muzyki do filmu, tylko podsunęła reżyserowi pudełko z gotowymi, nagrywanymi w wolnych chwilach kompaktami i powiedziała "Pan se coś wybierze" (wolę myśleć, że to reżyser wybierał). Muzyka sama w sobie jest niezła - do filmu o tragedii żony Lota, o dramacie atomowego Wernyhory, któremu ontologiczny tramwaj uciął eschatologiczną nogę itd. Nie do filmu wojennego, nawet wojennego z dylematami - do wojennego pasuje jak śledź do MacBooka.

W roli "wierności szczegółom" wystąpił pierwszy Niemiec z wyrobem stenopodobnym

- Ale scenografię robił Alan Starski!
Nie "robił". Alan Starski ją tylko wymyślał w zarysie, a robił ją ktoś inny. Alan Starski robiąc tory, zrobiłby tory, a nie dwie sztaby na paru deskach i "Zenek, nie pierdziel, nie ma czasu na skręcanie. Leżą? To akcja!"

Aktorsko - rzeźnia. Michał Żebrowski gra jak Michał Żebrowski, więc jeśli ktoś lubi teatr w filmie, to bi maj gęś, ale moim skromnym zdaniem ten aktor dla filmu jest już stracony. Zagrał kukłę z dylematami i odstawił najgorszy atak epilepsji w ostatnich trzech dekadach kina polskiego. Fizycznie też majora Sucharskiego nie przypomina, może lepiej było wziąć... nie wiem... Jacka Braciaka? Chociaż nie, Braciak w polskich filmach wojennych skreślony jest z definicji za tę jakże proroczą scenkę: 



Piotr Adamczyk nie razi, Borys Szyc razi, Jakub Wesołowski i Przemysław Cypryański żenują, poziom starało się trzymać dwóch Mirosławów: Zbrojewicz i Baka, a grający kapitana Dąbrowskiego Robert Żołędziewski...
- Dżizaskurwajapierdolę! - jęczał Adam Miauczyński, trzymając się za oczy.
Roberta Żołędziewskiego pamiętałem z "RH+", w którym grał jak stół z powyłamywanymi nogami. Minęło naście lat i... i gra gorzej. Dużo gorzej. Nie, on nie gra, on masakruje tekst, morduje kwestie, zarzyna postać, gwałci poczucie estetyki i kanony sztuki, jest jednym wielkim, kosmatym Nieporozumieniem i Obrazą. Rodzina kapitana Dąbrowskiego powinna wytoczyć mu proces o zohydzenie postaci i dobrego imienia przodka, naruszenie godności oficera polskiego, sześciu przykazań i ustawy skarbowej. Już mniejsza, że Żołędziewski dusi wszelkie racje etyczno-wojskowo-whatever swojej postaci, ale czy naprawdę musiał z kapitana Dąbrowskiego zrobić opętaną meblościankę? Naprawdę musiał odegrać niepełnosprawnego emocjonalnie trepa, wyszczekującego przypadkowe formułki i wybałuszającego gałki oczne jak Azja Tuhajbejowicz na palu? Really?

Dzióbek symboliczno-patriotyczny

Miało być nowocześnie i skandalicznie. Wyszedł smętny gniot, w wymowie rodem z wczesnych lat 80., w technice - z wczesnych lat 90. i brakowało tylko przepasanego dziedzica Wawrzyńca Pruskiego, idącego na czołgi z ostatnią paróweczką. Porównań z filmem Stanisława Różewicza nie ma sensu robić, a "Tajemnicy Westerplatte" nie ma sensu oglądać. Gdyby ją puścić obrońcom, poddaliby się dużo szybciej. Prawdopodobnie już w połowie seansu.
Przegraliśmy pod Warszawą (2011), pod Wiedniem (2012) i pod Westerplatte (2013). Nie kręćmy więcej filmów o bitwach pod W, dobrze?


Varia
1. Wiecie, ilu było "II reżyserów"? Jedenaścioro!
2. Producentów było za to dwunastu. Jednym z nich był Jacek Samojłowicz. Ten od "Kac Wawa". Co wiele tłumaczy. Producentem był także - co równie wiele tłumaczy - Robert Żołędziewski.
3. Film kręcono na raty z dużą dziurą czasową - w międzyczasie zmieniła się obsada: pierwotnie rolę majora Sucharskiego miał zagrać Bogusław Linda, doktora Słabego - Eryk Lubos, porucznika Grodeckiego - Audrius Brużas itd. Tylko kapitana Dąbrowskiego miał grać wciąż Robert Żołędziewski, co oznacza, że z filmu i tak by nic nie wyszło, bo jeśli do głównej roli, ważniejszej nawet niż rola majora Sucharskiego bierze się... takie coś, to nie ma szans "i żywy stąd nie wyjdzie nikt"
4. Postać kaprala Grabowskiego, granego przez Mirosława Bakę jako jedyna nie jest wymieniona w napisach z nazwiska. "Żołnierz D-0" - napisali "tfurcy". Zwykły bajzel czy rzeczywiście przestraszyli się, że rodzina się wścieknie i wytoczy proces o zniesławienie?
5. Zdjęcia kręcono głównie na Litwie, bo tam nie tylko much dostatek, ale i taniej. Mimo to film kosztował od 13,5 miliona złotych (wersja oficjalna) do ponad 15 milionów (nieoficjalna). Na co poszły te pieniądze - nie wiadomo, bo w filmie tego nie widać. Wiadomo natomiast, że straty wyniosły ponad 11 milionów. Rispekt.


============
2013
Czas: 120 minut
Reżyseria: Paweł Chochlew
Scenariusz: Paweł Chochlew
Obsada:  Michał Żebrowski, Robert Żołędziewski, Jan Englert, Piotr Adamczyk, Borys Szyc, Przemysław Cypryański, Mirosław Zbrojewicz, Jakub Wesołowski, Mirosław Baka, Andrzej Grabowski, Bartosz Obuchowicz i inni.
Dofinansowanie PISF: 3 500 000 (produkcja), 20 500 (promocja w Parlamencie Europejskim w Brukseli)

7 komentarzy:

  1. "wierność szczegółom"... ten wyrób stenopodobny to używany już od końca I wojny światowej MP18 - pierwowzór popularnego schmeissera czyli MP40, na podstawie którego Brytyjczycy skonstruowali stena. tak, MP18 pozostawał wciąż na wyposażeniu wojsk niemieckich podczas II wojny światowej. pojawia się nawet w filmie Różewicza. czepianie się na siłę nie jest pro:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki za wyjaśnienie - przez skórę czułem, że to jednak może być jakiś prawdziwy MP-ileś i próbowałem znaleźć, ale przyznaję, że do numeru 18 nie doszedłem (szedłem w tył od MP-40) :-) Ale i tak się uprę, że wtykanie jednego egzemplarza do filmu było bardzo "chwiejne", bo raczej nie podejrzewam jednostek liniowych czy policyjnych w pierwszych dniach wojny o uzbrojenie typu "Josel weźmie skrzypiec, Epfel weźmie bas, Hermann weźmie Mausera, a reszta niech se coś wybierze z magazyny, byle się modele nie powtarzały za często". To chyba jednak było ujednolicone, nich war?

      Kurczę, i teraz mam dylemat - zmieniać obrazek czy zostawić? Zmieniać podpis? Eee, zostawię. Bez obrazka ta rozmowa nie miałaby sensu. Niech se wisi i niech przypomina, że jak się czepiać to po dokładnym sprawdzeniu.

      Jeszcze raz dziękuję.

      Usuń
  2. Zaraz, a czy aby "gdzie my tam granice naszej ojczyzny" nie mawiał pułkownik z Czterech Pancernych? I czy aby jego homilia zawierająca te słowa w trzecim odcinku nie była lekką drwiną z wojskowego patosu, zwłaszcza w odniesieniu do prostych gadek chłopów od pługa, eee od czołgu oderwanych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, a w "Panu Samochodziku i templariuszach" było "Tam skarb twój, gdzie serce twoje" :-)
      Nie, nie odebrałem tego pancerno-pułkowniczego tekstu jako drwiny z patosu - raz, że geograficznie to naprawdę miało sens, dwa - że "pamiętaj, z kim oni się wtedy kumali". Znaczy, kto to pisał - Janusz Przymanowski w tamtych czasach z patosu nie drwił, on patos hodował, uprawiał i sprzedawał w pęczkach.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to u mnie przeciwnie - hałasy i strzelaniny raczej usypiały. Chyba coś ze mną nie tak i trzeba zacząć brać jakieś pigułki ziołowe :-)

      Usuń
  4. "Już mniejsza, że Żołędziewski dusi wszelkie racje etyczno-wojskowo-whatever swojej postaci, ale czy naprawdę musiał z kapitana Dąbrowskiego zrobić opętaną meblościankę?" - To zdanie powinno wygrac jakies literackie nagrody i zostac oprawione w ramki i powieszone w widocznym miejscu :D

    OdpowiedzUsuń