2013-10-29

Miss mokrego podkoszulka [2002]

Pan Władysław nie lubił cycków. 

"...i tak patrząc nienawiść w sobie potęguję!"

Pan Władysław w ogóle był jakoś "obok". W firmie był jednym z najstarszych pracowników, niby solidny, niby szanowany, ale od czasu pojawiały się głosy, że "nie zdanża". Może gdyby lubił cycki... Niestety, pan Władysław nie lubił i dawał temu głośno wyraz. Nie żeby od razu jakieś krucjaty - nic z tych rzeczy. Ot, czasem jakaś farba na plakat z golizną... W radzie parafialnej byli bardziej radykalni od pana Władysława, on sam reprezentował raczej skrzydło konserwatywno-liberalne, a zresztą i tak nigdy nie mógł się dorwać do głosu.

Praca, dom, zakupy, rada parafialna, cmentarz i grób ex-ex żony....
- Jak to "ex-ex"?
Bo żona zanim stała się "ex" eschatologicznie, przeszła fazę "ex" z powodów prawnych. Znaczy, najpierw odeszła od pana Władysława tak po prostu, docześnie.
- Bo nie lubił cycków?
Nie do końca zostało to sprecyzowane. Pan Władysław coś tam bąkał, dawał do zrozumienia, ale dawał bardzo mętnie, więc nie zrozumiałem.
Enyłej, życie pana Władysława toczyło się spokojnym rytmem, czasem tylko zakłócanym przez biurowe imprezy i zalew pornografii w kioskach. Pierwsze wywoływało w panu Władysławie odruch odwrotu na z góry upatrzone pozycje, a drugie przeciwnie - tyradę w obronie moralności, zdrowia narodu, etyki, estetyki, patriotyzmu i innych takich -izm/-acji. Stabilność, pruncypialność, przedemerytalność...

"Ja tylko niosę pomoc"

Pewnego dnia w życie pana Władysława wkroczyły cycki. Wkroczyły nagle, niespodziewanie, gwałtownie i - że się tak plastycznie wyrażę - z rozmachem. Pan Władysław, gnany odruchem czystego dżentelmeńska odruchami, stanął w obronie efektownej Blondyny, nagabywanej przez młódź wszeteczną, w efekcie owego stanięcia Blondyna wpadła do jeziorka i przemokła do...
...
...
- Hej!
Przepraszam, zapatrzyłem się. Pan Władysław też się zapatrzył. Zapatrzył się i aby uchronić przemokniętą Blondynę przed zapaleniem płuc, zaprosił ją do siebie, zaofiarował ręcznik, szlafrok, suche ubranie, herbatę - jednym słowem wszystko, co dżentelmen starej daty powinien zaoferować przemokniętej kobiecie.

Przemoknięta Blondyna opowiedziała panu Władysławowi historię swojego życia: że faceci się gapią, że ma pecha, że faceci się gapią, że była Miss Mokrego Podkoszulka, ale nie taką prawdziwą, tylko Miss Internautów, bo na inne konkursowiczki organizatorzy lali ciepłą wodę, a na nią wylali zimną...
- No to chyba właśnie powinna wygrać, nie? - zauważył Głos Wewnętrzny.
Kurczę, w sumie racja.
...że faceci się gapią, że są zaborczy, zazdrośni i że ciężko jest efektownej kobiecie we współczesnym świecie, sami rozumiecie, zwłaszcza gdy faceci się gapią.

Rozumiemy. Potępiamy, oczywiście, ale rozumiemy. I rozumiemy jeszcze raz...

Pan Władysław zapewne rozumiał. Zapewne, bo choć ciałem był obecny, to wyłączył się przy pierwszym "faceci się gapią" i po prostu się gapił. Każdy by się gapił.
- My nie! - krzyknęły oburzone kinomanki.
- Dobra, dobra... - zarechotali kinomani.
- Bo zazdroszczą - uzupełnił pan Władysław, który właśnie ocknął się z błogiego letargu i postanowił podziałać empatią.

Blondyna wyschła i w ubraniu pana Władysława poszła sobie w siną dal, a życie pana Władysława zmieniło się nieco, a nawet poważnie. Odtąd wszędzie widział Blondynę, zwidywała mu się na ulicy, w metrze, w tramwaju, w księgarni i nawet w czasie akcji specjalnych przeprowadzanych w ramach parafialnej akcji "Stop pornografii, bo do do czego to wszystko podobne, czynu nam trzeba". A potem życie pana Władysława zmieniło się jeszcze bardziej, bo "odejdziona" Blondyna wróciła z wyprasowanymi ciuchami i propozycją wspólnego zamieszkania.
Pan Władysław przestał się gapić na cycki Blondyny i osłupiał.
Każdy by osłupiał.
Choć nie każdy przestałby gapić.

Tradycja (w wazoniku), wartości (w koszyczku) i herbata (w kubeczku)

I przygarnął pan Władysław Blondynę pod swój dach, i zamieszkał z nią, i śniadania razem jedli, i kolacje, i rozmawiali o tym, jaki ten świat jest okrutny, i wymieniali luźne uwagi na tysiąc tematów, i Blondyna okna panu Władysławowi myła, wzbudzając sensację w dzielnicy, bo też i strój miała do domowego mycia taki, że paru okolicznych kleryków zrezygnowało z powołania, a pan Romuś spod szóstki zrezygnował z pani Danusi spod siedemnastki. I było jak w życiu - mężczyźni zazdrościli panu Władysławowi, kobiety nie znosiły Blondyny, a pani Wiktoria z rady parafialnej wycięła pana Władysława w gębę, aż zahuczało.
- Na Boga, czemu? - jęknęli widzowie.
Z miłości. Albowiem "piekło nie zna straszniejszej furii nad wściekłość kobiety wzgardzonej".

Ale żeby nie było - nic nie było. Znaczy, między panem Władysławem a Blondyną nic nie było. Czystość, grzeczność i całkowite komilfo. Ot, związek młodej efektownej kobiety i dużo starszego mężczyzny oparty na...
- Na chuciach! - dyszała pani Wiktoria, łykając łzy i naleweczkę.
- Na wykorzystywaniu! Wykorzystywaniu atutów własnego ciała (czytaj: cycków) do wykorzystywania naiwnych starszych panów - syczała córka pana Władysława.
- Ależ, kochanie, nie przesadzaj - mitygował żonę zięć pana Władysława, jak każdy normalny mężczyzna w jego wieku, gapiąc się i uśmiechając błogo.
- Cicho! - córka pana Władysława była nieprzejednana - Pasożytnictwo! Golizna! Cycki! Sodomagomorasynkuniegapsię!
- Na grzechu się opiera - mówiło ciężkie spojrzenie księdza proboszcza.
- Na tym... ten... yyyyy... tego... - jąkał się Wojtek, młoda siła i przyszłość rady parafialnej, wbijając wzrok w Blondynę i gubiąc wątek.
I nikt jakoś nie chciał uwierzyć, że to była tylko zwykła znajomość dwojga ludzi, bez podtekstów, bez wyzysku, bez chuci czy bez manipulacji cyckami.
Ale kto wie, może i słusznie nie wierzyli? Za pana Władysława ręczymy, ale czy można ufać Blondynom?

Na pierwszym planie - cztery aluzje.

Krótki, telewizyjny film z cyklu "Święta polskie" - tego samego, w ramach którego nakręcono m.in. "Żółty szalik". Tamten film był sieriozny i dołujący, "Miss..." natomiast jest leciutka i niezobowiązująca. Ot, taka komedyjka na uśmieszek, całkiem zgrabnie skomponowana i nakręcona zgodnie z kanonami sztuki. Dziełko z gatunku "Mogłoby mnie nie być i dziury w niebie by nie było, ale ktoś mnie nakręcił i też nic wielkiego się nie stało". Nie ma tu szaleństw formalnych, nie ma "odwiecznych prawd" i okładania morałami - jest za to sprawnie napisany scenariusz, pozwalający gładko przejść przez film i zostawiający na końcu lekką wątpliwość, takie małe pytanie do własnej interpretacji.

Piotr Fronczewski nie ma za dużo do grania, ale to co ma - gra rzetelnie i oszczędnie, nie sięga po miny, z których korzystał w "Rodzinie zastępczej" (no, dobra - jedną rzuca w finale) i roztacza aurę profesjonalnego spokoju. Która udziela się Magdalenie Mazur - aktorce... no, powiedzmy, że aktorce - i powoduje, że na jej grę można patrzeć bez odruchów. Poza paroma krótkimi momentami zdrewnienia, Magdalena Mazur gra naprawdę przyzwoicie jak na to, co widziałem w jej wykonaniu do tej pory i...
- No tak, on też się gapił - westchnęła Opinia Publiczna i z irytacją wrzuciła puderniczkę do torebki.
Nie gapiłem się, tylko oglądałem i nie to, co myślicie, tylko całość. Znaczy, całość filmu, oczywiście. 
Panią Wiktorię sympatycznie zagrała Marta Lipińska, Dominika Ostałowska była odpowiednio oschłą córką, Jerzy Trela wywoływał szczery uśmiech, Lech Mackiewicz poszedł w odcień, Piotr Gąsowski w groteskę (dlatego pierwszego przyjmowało się od razu, a drugi raził), a Jan Machulski był.

Ewentualnie można. Lekkie, łatwe, przyjemne i do zapomnienia pół godziny po seansie, gra Piotr Fronczewski (to niemal zawsze jest argument "za"), a i jest się na co pogapić.
- Ha! Wiedziałam! - strzeliła focha Opinia Publiczna.

I ciekawość, i chęć szczera zrobią z ciebie voyeura


Varia
1. Ponieważ reżyserował Witold Adamek, który przywiązuje się do swoich aktorów, w filmie zobaczyliśmy parę znajomych twarzy: Grzegorza Małeckiego, Danielę Zabłocką, Sergiusza Żymełkę, Lecha Dyblika, Natalię Stolenwerk (wszyscy grali wcześniej we "Wtorku"),. 
2. Filmpolski.pl i Filmweb.pl podają, że w "Miss..." w roli ochroniarza w sex-shopie pojawił się "Bolec". To ja bym poprosił o pokazanie mi go paluszkiem, bo w rolach ochroniarzy w seks-shopach występują zupełnie inni obywatele (3 razy sprawdzałem na stopklatkach), a to, że jeden jest łysy... Kamaan, Józef Oleksy też jest łysy, ale "Bolca" nie przypomina ani ciut.
3. Scenariusz do filmu napisał Maciej Karpiński, znany z STS-u i paru naprawdę niezłych scenariuszy ("Cud purymowy", Kobieta samotna"). Pojawił się także w jednej ze scen (to on wjechał panu Władysławowi w bagażnik). Ne wiem, czy to lubi, czy dorabia w ten sposób do stawek filmowych, czy to może taka forma żartu z jego strony, ale Maciej Karpiński często pojawia się w epizodach. Filmografię "epizodową" ma chyba nawet lepszą niż dorobek scenariuszowy  - poza "Kobietą samotną" i "Miss...", m.in. "Zdjęcia próbne", "Dług" (tak, _ten_ "Dług"), "Klakier", "Czy jest tu panna na wydaniu".
4. W scenie w areszcie Piotrowi Fronczewskiemu i Lechowi Dyblikowi partnerują: raper Liroy (to ten duży) były mistrz Polski w boksie Grzegorz Skrzecz (to ten większy) i Marcin Mierzejewski (to ten największy z ABS-em, ale nie mam bladego pojęcia, kto to. Gugiel wyrzucił siatkarza oraz prof. dr. hab o tym nazwisku - od razu widać, że raczej nie o nich chodzi).
5. Stylizacjami odzieżowymi zajmował się Tomasz Jacyków. Nie wiem, czy da się to jakoś zauważyć. Stroje, jak stroje, dobór jak dobór.
- No wiesz?! - zafochowała ponownie Opinia Publiczna.
6. A czemu "Święta polskie"? Bo się scenarzyście "miss mokrego podkoszulka" skojarzyła ze Śmigusem Dyngusem. Dobrze, że nie wyszedł od pomysłu Dożynek lub Zaduszek, bo film dostałby kategorię "+18".

Przepraszam, Zaduszki też były...


============
Miss mokrego podkoszulka
2002
Czas:
55 minut
Reżyseria: Witold Adamek
Scenariusz: Maciej Karpiński
Obsada: Piotr Fronczewski, Magdalena Mazur, Marta Lipińska, Jerzy Trela, Radosław Kaim, Dominika Ostałowska, Lech Mackiewicz, Piotr Gąsowski, Jan Machulski i inni.

2 komentarze:

  1. Czy z pdobnych produkcji planowane jest omówienie Thais?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, "Thais", najsłynniejsze cycki epoki po stanie wojennym...
      /dyszy/
      No pewnie!

      Usuń