2013-10-12

Przystań [1997]

Film o tym, że w dziewczętach drzemią uczucia i młodpolskie wiersze, więc obchodźmy się z nimi ostrożnie, bo zaczną jeździć pociągami na gapę i narażać PKP na poważne straty, za które wszyscy będziemy musieli zapłacić z własnej krwawicy. 

Symboliczna łódka płynie po symbolicznej rzecze co symbolizuje metaforyczną alegorię

Zaczyna się całkiem obiecująco - 9 dziewcząt w strojach białych i zwiewnych oraz w kapelutkach z epoki fin de sieclowej płynie sobie łódką kołysząc się wśród fal. Nagle obywatel, który na rufie robił wiosłem...
- To jakiś nieprzyzwoity eufemizm?
Nie, naprawdę robił wiosłem. Takim drewnianym. No więc ten facet znika. Żadnego "chlup", żadnego "plusk" - po prostu faceta nie ma, łódź płynie, a wiosło powoli i złowieszczo zanurza się w wodzie.
- Piknik nad chlupiącą wodą?
Takie miałem skojarzenia, ale chwilę potem na scenę wylazły cycki i zmąciły duszę mą chłopięcą.

Małe miasteczko i dwie młode dziewczyny. Obie pracują w szkole, obie mają małe cycki i obie bardzo chciałyby chłopa. Żeby był przystojny, żeby był bogaty, żeby był... no, żeby był. Jedna z dziewcząt jest bardziej skomplikowana, bo na deser chciałaby jeszcze czegoś nieoczekiwanego - żeby coś się zdarzyło albo żeby ktoś przyszedł alboco... Jakiś rycerz na białym koniu albo biały koń na rycerzu albo żeby jakieś Nieznane ukłoniło się nóżką i porwało w podróż dookoła województwa, nieśmiertelne piękno mieszkające w poezji i lecieć, pędzić, siedzieć na starej przystani, mocząc metafizyczne pięty w nurcie rzeki, która płynie jak ich dziewicze-nauczycielskie życie i czy myśmy już wspominały, że chłopabyśmy?

...i kiedy zastosowałam margarynę - łupież zniknął!

Jak widzimy - sztampa. Od początku i przez cały film. Wyobraźnia małego Kazia porusza się w bardzo wąskiej przestrzeni, w której obowiązuje jeszcze węższy zakres środków wyrazu. Dziewczyny? No to niech chichoczą.
/Dziewczyny chichoczą/
I niech chichoczą młodzieńczo.
/Dziewczyny nie wiedzą, o co twórcom chodzi detalicznie, więc przestają chichotać/
No, niech mrużą oczy i wyszczerzają zęby. Mrużą niech częściej.
/dziewczyny mrużą, wyszczerzają i chichoczą, przez odnosi się wrażenie, że nawąchały się kleju, a w butelce po mineralnej niekoniecznie była mineralna/
I niech pokażą cycki.
/Dziewczyny mają opory, bo nie rozumieją, po co by miały/
Bo są dziewczynami i grają w filmie.
/Dziewczyny obrażają się za prostackie wykorzystywanie ich cielesności/
Och, no to, bo pokazanie cycków w tak małym miasteczku, symbolizować będzie tęsknotę za nieznanym oraz bunt i sprzeciw wobec kołtuństwa, nawet jeśli pokazanie odbędzie się w zaciszu i dyskretnie.
/Dziewczyny łykają ten kit i zadowolone, że ich cycki mają umotywowanie aktorskie, składają owe cycki na ołtarzu sztuki i pokazują/

Uśmiech dziewczęcy, wersja radosna z mrużeniem i wyszczerzem

I znowu pojawiają się laski na łódce, wiosło, przystań, słodka muzyka, białe giezełka, kapelusze...
- I pan Toliboski z nenufarami?
Blisko. Pan Toliboski pojawia się rzeczywiście, ale zamiast nenufarów zbiera akwizytorów na kursie wyjazdowym, wciskając im wczesno-amłejowskie pierdoły.
- Chłopy! Chłopy! - cieszą się nauczycielki.
Pierwsza wyrywa akwizytora z loczkiem, druga wyrywa nowego nauczyciela matematyki. Pierwsza łazi z akwizytorem na starą przystań i smęci o poezji, druga rozczarowuje się, bo nowy nauczyciel jest żonaty, pierwsza idzie z akwizytorem do kina... Siedzicie wygodnie? To pozwólcie, że zapytam, jaki film wybralibyście na randkę?
- "Dziewięć i pół tygodnia"!
- "Chłopaki nie płaczą"!
- "Pożegnanie z Afryką"!
- "Stowarzyszenie umarłych poetów"!
- "Czerwoną gorączkę" z Arnoldem Schwarzeneggerem.
- ... 
- No, co? Akurat grali...
Twórcy filmu wysłali dziewczynę i akwizytora na "Faustynę".
Przerwa na reklamy, głęboki oddech i szydercze rechoty.

Trwałe loczki nad zakolami wykonujemy przy pomocy kremu do golenia

Lato mija, kurs dla akwizytorów się kończy, akwizytor wraca do Warszawy, rzucając "To wpadnij kiedyś", a nasza bohaterka bierze to na poważnie i wpada. Trwała, nowa kiecka, makijaż widoczny z drugiego brzegu... i wyprawa w wymarzone Nieznane.
Na miejscu okazuje się, że akwizytor urządza u siebie kurs na mniejszych akwizytorów i o co ci, dziewczyno, w ogóle chodzi? Czemu płaczesz, czemu krzyczysz? Przecież panicz młody na koniku wronym ulżyć chciał doli twojej smętnej. Marudziłaś, że chcesz wyjechać, że chcesz zmienić pracę - proszę bardzo, tu jest wędka, motywacja, szansa, "Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! KIM JESTEŚ? JESTEŚ ZWY..."
- Po co mnie tu zaprosiłeś? - chrypi dziewczyna.
- A czego się spodziewałaś? - zastanawia się widz.
- Hehehe... - zaśmiały się Męskie Szownistyczne Świnie.
Nic z tych rzeczy! Po pierwsze to porządna dziewczyna, po drugie bilet powrotny ma w torebce, po trzecie nie ma w niej szczoteczki do zębów ani pary barchanów na zmianę, więc wiadomo, co w grę nie wchodzi.
- Bo, rozumiesz, ona liczyła, że on otworzy przed nią serce - tłumaczy Publiczność, która jest rodzaju żeńskiego, ale, oczywiście, niczego seksistowsko nie sugeruję - Bratnie dusze, dwie połówki..
- ... i zagrycha - Męskie Szowinistyczne były czujne.
- ...i ukoi tęsknotę, dotuli do serca i zawalcuje podeszwą - Publiczność (która jest rodzaju żeńskiego) wyraźnie nabierała rozpędu - Bo ty nawet nie wiesz, jak okrutne jest życie w małym miasteczku, dla kogoś, kto jest naprawdę wrażliwy i każdą cząstką swego jestestwa tęskni do Piękna, wypracowania o Kasprowiczu pisze na siedemnaście stron maczkiem i wysiaduje na przystani, wypatrując och-jakże turnerowskiego okrętu, a nawet friedriechowskiego statku, który uniesie ku nowym lądom, nowym światom i ku wielkiemu miastu, gdzie słońce i pogoda, i nie ma dulszczyzny, nie ma pani Pietrusińskiej z warzywnego, a nasza bohaterka przecież zwierzała się akwizytorowi, a on rozumiał...

Bohaterka na poziomie trzylatka (bo trzy-i-pół-latek sięga brodą ponad stół)

Dwa-trzy dni się znali, obejrzeli razem "Faustynę", wymienili dwa pocałunki, w tym jeden mlaszczący, przejechali się na rowerze i on ją złapał za udo. Tyle było ich znajomości. A teraz ona zwala się do Warszawy w środku tygodnia roboczego i oczekuje... Czego właściwie? Że facet ni z gruchy, ni z pietruchy powie: "O, ukochanaż ty moja, złóż głowę na miękką poduszkę, a ja wykopsam matkę swą do Domu Spokojnej Starości i zamieszkamy razem: ja, ty i twoja malutka torebka, w której nie masz nawet gaci na zmianę i nie martw się, że nie masz żadnego wykształcenia, będziemy żyć miłością, będziemy sprzedawać twoje szkolne wypracowania o poezji Tetmajera i wszystko ci kupię, nawet te wyż.wym. barchany, tylko nie wracaj na tę swoją prowincję i słuchaj, jak ty właściwie masz na imię?"

- Ale to takie smutne, nie rozumiesz? - chlipie Publiczność - Jej marzenia, jej Nieznane, jej nowy lepszy świat, wszystko legło w gruzach, musi wrócić na swoje zadupie, gdzie nic jej się nigdy nie przydarzy...
No to się przydarza: jakiś menel najpierw zabiera ją do pornograficznego fotoplastykonu, potem kradnie portfel, a w drodze powrotnej na gapę dziewczyna musi użyć hamulca ręcznego i uciekać po lasach przed konduktorami. Bo, oczywiście, o zgłoszeniu się do kierpocia i instytucji biletu kredytowego nasza bohaterka nie słyszała. Dzieje się? Jak cholera, Egon! Musi się dziać, żeby było wiadomo, iż bohaterce "niebo wali się na głowę" i życie robi jej wbrew.

No to chlup pod to dzianie!

Bohaterka wraca do miasteczka... I będzie prowadzić smutne życie, szkoła, balkon, koleżanka, cycki, czasem jakiś matematyk, czasem kolorowe pisemko z Korą czy Lindą, "nad tapczanem lampki wątły blask, zawieszonej przy pomocy spinacza, przy tapczanie - dwudrzwiowa szafa, w niej księgozbiór - osiem tomów raptem..." Czyli kanoniczny Kasprowicz, kanoniczny Tetmajer, kanoniczna Poświatowska, Staff i  Coelho. Trudno. To jest miejsce naszej bohaterki, bo choć twórcy bardzo chcieli pokazać, że jest inaczej - właśnie do takiego miejsca pasuje i w takim miejscu powinna zostać.

Oczywiście, żeby skomplikować intrygę trzeba było dołożyć utalentowanego chłopca, którego ojciec leje, a on strzela Fałata za Fałatem i Ruszczyca za Ruszczycem, w chwilach wolnych kocha się w bohaterce i podgląda ją przez okno, a w finale stanie się jej ostoją, opoką i deską Trzeba też było dołożyć starego dobrego nauczyciela, który kolekcjonuje wypracowania swoich uczniów i truje głównej bohaterce głodne kawałki typu:
- Znam ciebie i uważam, że powinnaś podjąć to ryzyko. Świata może nie zmienisz, ale obiecaj mi, proszę, że nie pozwolisz, żeby to swiat ciebie zmienił. Gdy tak się zacznie dziać... przystań. Na chwilę.
/Facepalm. podwójny, bo poza kocopałem, scenarzysta pojechał dwuznacznością dla spostrzegawczych inaczej/

Żeby było dramatyczniej i żeby widzowie wzruszali się bardziej, twórcy każą staremu nauczycielowi umrzeć, głównej bohaterce zapłakać, koleżance głównej bohaterki każą mieć wyrzuty sumienia, bo powiedziała coś brzydkiego o zmarłym. Tak się twórcy przejęli niskim budżetem, że zamiast oszczędzać na plenerach - jechali taniochą w scenariuszu.

...i w honorariach chyba także.

Przepraszam, ale ja tego nie kupuję. Może gdybym miał lat dwanaście, może czternaście albo może gdybym - jak główna bohaterka - był świetliczanką na zadupiu... kto wie, może wtedy takie Smęty i Tęsknoty zrobiłyby na mnie jakieś wrażenie. Niestety, nie jestem świetliczanką na zadupiu, szkołę podstawową skończyłem dawno i nie kupuję takiej opowieści. Kupiłbym ją, gdyby miała ręce i nogi, a nie tylko wielkie zapłakane oczy i cycki, bo twórcom wydaje się, że tak wyglądają prowincjonalne dramaty, a resztę załatwi się symbolem i stereotypem, przy czym jedno wystruga się z deski, drugie wyrzeźbi w gipsie, a na koniec powtórzy się obrazem z giezełkowatymi dziewczętami płynącymi w łódce, ale tym razem wiosłującego pokaże się w całej okazałości, żeby nawet najtępszy klocek nie miał wątpliwości, iż to właśnie zmarły nauczyciel był Tajemniczym Przewoźnikiem Którego Obecność Daje Spokój A Nieobecność Wiedzie Na Manowce.

Aktorsko słabo - Maja Ostaszewska robi co może, choć pole manewru ma naprawdę niewielkie. Nie przepadam za tą aktorką, ale tu jeszcze gra bez swej późniejszej "fochowatej" maniery i da się ją oglądać, nawet jeśli momentami "gra", a jej uśmiech jest styropianowy nader. Edytę Olszówkę ogląda się źle, zwłaszcza w scenach chichotliwych, Rafał Królikowski nie ma co grać, więc trzyma się swojej zwykłej średniej łamanej przez bardzo przeciętną, Artur Żmijewski jest cienki (aktorsko, bo tak w ogóle to już zaczynał tyć), Jan Machulski jest sympatyczny, ale też nie ma za wiele do grania, a główna postać dziecięca - jak to postać dziecięca w kinie współczesnym - co zyskuje na wizji, tra-ci w drew-nia-zgrrrzyt-nych post-syn-zgrrzyt-syn-chro-nach. Wybija się Marek Perepeczko w roli walniętego menela o dwóch obliczach ale krotko, bo zaraz dostaje w łeb scenariuszem i poleceniami reżysera, więc przestaje.

Mogło z tego coś wyjść: był potencjał, były dobre chęci, byli nawet aktorzy... Nie wyszło. Nie warto. 

Korytarze szkół podstawowych potrafią wyzwolić w kobiecie prawdziwego mężczyznę


Varia
1. Film był reżyserskim debiutem Jana Hryniaka, ale nie trafił do rozpowszechniania kinowego. Wilk syty i owca cała.
2. Muzykę napisał Michał Lorenc - prostą bardzo, ale jeśli jakikolwiek klimat w filmie się pojawia to głównie dzięki niej.
3. Jak się pokazuje wielki świat w filmie polskim? Pionowa panorama hotelu Victoria, trzech Murzynów przed wejściem i Kora Jackowska, przy czym o ile przeciętny widz pozna, że Murzyn to Murzyn, o tyle Kory może nie zidentyfikować, więc jedna z postaci musi powiedzieć "O, patrz - Kora!", a Kora musi się odwrócić i zatrzymać w kadrze, zaś bohaterka - zrobić wielkie oczy na widok. 
4. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych "Przystań" dostała nagrodę za montaż. Przepraszam, ale albo to jakieś jaja, albo kopia którą oglądałem, została poddana jakiejś dodatkowej obróbce. To był jeden z gorzej zmontowanych filmów, jakie widziałem w ostatniej dekadzie: cięcia jak sekatorem, przeskoki jak filmach akcji, nieudane ujęcia, gwałtownie poprawiane podrzutem kamery... Nie, po prostu nie wierzę w tę nagrodę. 
5. Konduktora w pociągu zagrał Krzysztof Feusette. Bez brody, więc naprawdę trudno go poznać:-)



============
Przystań
1997
Czas:
77 minut
Reżyseria: Jan Hryniak
Scenariusz: Jakub Duszyński
Obsada: Maja Ostaszewska, Tomasz Popławski, Rafał Królikowski, Jan Machulski, Edyta Olszówka, Artur Żmijewski, Marek Perepeczko, Karol Strasburger i inni.

8 komentarzy:

  1. Ja naprawdę nie wiem, czemu się śmiejesz z "Czerwonej gorączki". Mnie się zdarzyło być na randce na "Zejściu 2".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się nie śmieję. To akurat moje prywatne wspomnienie. Mam świadka :-)

      Usuń
    2. Może "Faustyna" też jest prywatnym wspomnieniem reżysera...

      "Gdy rękę trzymałem na twoim kolanie
      Spoglądał na nas krzywo Pan na ekranie"...

      ...jakoś tak ;)

      Usuń
  2. Ależ randka z oglądaniem horroru to klasyka, patrz wszystkie opka o młodocianych idolach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie był horror, tylko "Zejście 2". To tak jakby powiedzieć, że "Ludzka stonoga" to horror :<

      Usuń
    2. Ok, ja kojarzę tylko pierwszą część i to był horror ;)

      Usuń
  3. Witam. Może ktoś wie gdzie mogę obejrzeć ten film?? Szukam wszędzie a bardzo mi zależy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądasz na pewien serwis do przechowywania plików, którego nazwa oznacza pewnego niedużego gryzonia z rodziny chomikowatych. Wpisujesz do tamtejszej wyszukiwarki Przystań 1997. I już.

      Usuń