2013-12-12

Kiedy ranne wstają zorze [2012]

"Sroczka na płocie - aha!
Wyjrzyj no, ojciec - aha!
Pełna śmiechu beczka - to autobus nasz! Dżez!
Wesoły autobus zapierdala"
                           
"Tu szczyt... Lękam się spojrzeć w przepaść świata ciemną..."

Wesoły autobus zapierdalał na grzybobranie. Pan Władzio prowadził z fantazją i bluzgiem na wąsach, umiejętnie unikając zderzeń z trabantami, dyrektor studiował "Atlas grzybów", a podległe mu zasoby ludzkie...
- Kadry!
Przepraszam, to przecież miniony ustrój - wtedy pracownicy dzielili się na kadry, którymi zajmowała się kadrowa i persony, którymi zajmowała się personalna. Kadry zajmowały się wszystkim po trochu: a to koleżankę złapały za kolano, a to knuły przeciwko tym, którzy knuli przeciwko nim, a to przepisami na ciasto bez jajek się wymieniły, a to "Szła dziewczka" zaśpiewały, a to z piersióweczki pociągnęły dyskretnie... Jak to na wycieczce zakładowej. W przerwach i na postojach kolega Wróblewski strzelał wykłady o architekturze linearnej, panie szły na lewo, panowie na prawo, a kolega Iksiński zawracał dyrektorowi głowę nawet w czasie wspólnego podlewania przydrożnych krzaczków. Tylko inżynier Kowalski był jakiś nieswój - nastrój refleksyjny go dopadł, a religijne miazmaty w duszę szczypały, zamiast pieśni masowych nucił sobie "Kiedy ranne wstają zorze", a okulary mgłą zwątpienia mu zachodziły. Melancholia biurowa.

"Współzawodnictwo pracy podstawą zwiększania wydajności" - tą szczytną ideą kierował się pan kolega towarzysz dyrektor i aby zwiększyć wydajność wypoczynku na łonie, ogłosił konkurs: "Kto znajdzie największego grzyba, ten dostaje premię". Ze względu na obecność w gronie konkursowiczów obywatelek małżonek, niezatrudnionych na etacie w naszej jednostce gospodarczej, ich osiągnięcia grzybiarskie zostają zaszeregowane w rubryce "mąż", jako że podstawowa komórka społeczna to zrąb, na którym kładziemy fundament i odwrotnie.

Przyroda, prawda, panie tego... powietrze świeże...

Rywalizacja wyzwala w ludziach różne instynkty - jedni, kierując się instynktem łowcy, stają na głowie, żeby zdobyć największego grzyba, drudzy, kierując się instynktem przetrwania, starają się na owego grzyba naprowadzić dyrektora, ktoś oszczędza energię i opala się, mając grzybobranie w nosie, żony czynią wyrzuty mężom, mężowie żonom, niebo ziemi, niebu ziemia, wszyscy wszystkim ślą życzenia, a konkurs wygrywa, oczywiście, towarzysz kolega dyrektor. Udaną całość kończy część konsumpcyjna, w czasie której spożywa się głównie płyny, puszczają hamulce, spadają maski, usto bolesne wykrzywia grymas szczerości, a słów, które padną, nie da się zapomnieć.

Szkolna etiudka, skręcona przez studentów Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego na motywach opowiadania Marka Nowakowskiego z głębokich lat 70. Na bardzo luźnych motywach - z oryginału zostało właściwie tylko grzybobranie, zarys fabuły i nazwiska niektórych postaci. Miało to nawet sens - kręcenie "po literkach" dałoby może film pełnolitrażowy, ale zrozumiały tylko dla osobników w wieku pomickiewiczowskim (44+), bo zbyt mocno byłby osadzony w realiach "karate biurowego" środkowego PRL. "Miniony okres", tasowanie się układów, podkładanie świni przy wykorzystaniu politycznych uwarunkowań, "Opis obyczajów za czasów króla Edwarda..."
- A nie Władysława?
Też.

Krajobraz po bitwie

Enyłej, reżyser/scenarzysta przyciął tekst dość mocno, wywalił wszystko, co mogło powodować konfuzję współczesnego widza, poszedł w uniwersalizm i groteskę, i trzeba powiedzieć, że całkiem nieźle mu to wyszło. Niby pojawiają się w filmie tropy wskazujące na czasy (załoga na grzybobranie jedzie klasycznym "ogórkiem", czasem ktoś do kogoś zwraca się per "towarzyszu" czy "obywatelu"), ale poza tym pełne "W Polsce czyli nigdzie" z dodatkiem "kiedyś czyli zawsze": konformizm, wóda, podgryzanie konkurencji, pretensje żon do mężów i tak dalej, i tak dalej... Może szkoda, że inżynier Kowalski z wytrawnego gracza biurowego w oryginale, zmienia się w rozmemłaną ciapę, na pewno szkoda, że przy pisaniu dialogów reżyser/scenarzysta szedł momentami w prostactwo (scena z panią Zielińską, zaczynającą każdą kwestię od "A gówno tam!") itdede-itepe, ale poza tym film się jednak kupy trzyma, a czasem nawet potrafi nieźle rozbawić. Widać, że ekipa kręcąca ma wyczucie kadru, że potrafi skomponować scenę nie tylko aktorsko, ale przede wszystkim plastycznie, ładnie grając drugm planem, potrafi rzucić skrótem i niedomówieniem, potrafi zaufać widzowi i pozwala mu oglądać samodzielnie, nie waląc po oczach tłumaczeniem oczywistości..
- Przejdzie im. Pokończą szkoły, pójdą do prawdziwej filmowej pracy i wyparują im niuanse, zostaną szpadle, sztachety, dosłowność i podkreślanie czerwoną farbą fluorescencyjną.
Możliwe - na razie jednak Mateusz Głowacki pokazał, że młodzież mamy zdolną i warto jej pozwolić kręcić filmy, a jeśli ktoś sie chce zorientować w potencjale reżysera, to polecam scenę, której podkładem muzycznym był polonez a-moll Michała Kleofasa Ogińskiego.

- Ale kadzisz! A dźwięk fatalny!
Dźwięk rzeczywiście nędzny i w niektórych scenach jak z wiadra, ale za to montaż niezły i praca kamery, a przy sprzęcie, którym dysponują studenci raczej nie warto oczekiwać cudów.

"Pan nasz chciał otrzymać donos w stanie czystym, to znaczy donos prawdziwy..."

Rolę dyrektora zagrał Maciej Frelak - do tej pory widywałem go w szóstych planach i epizodach, nie wyróżniał się niczym, ot, jeden z wielu daleko-rzędowych aktorów, próbujących się pokazać, dorobić itd. W "Kiedy ranne stają zorze" był świetny - kiedy trzeba urzędowy, kiedy trzeba familiarny, kiedy trzeba było zaszarżować - szarżował jak szwadron husarii, uśmiech wzbudzał często, a scena, w której pilnuje wsiadania do autobusu, weszła do zbioru rodzinnych powiedzonek i jeśli zobaczycie faceta, poganiającego wsiadającą do samochodu/tramwaju/pociągu kobietę (lub kobietę poganiającą faceta) mamrotaniem: "Zapraszmserdessssznie, proszupszejm... Czasssczasssproszępaństw, czassssss.." - możecie pomachać, bo to będziemy my. Błażej Wójcik, przechodzący z półtonów w rozmach i z powrotem, był naprawdę świetnym inżynierem Kowalskim (i mógłby być równie dobrym inżynierem Dopierałą z literackiego oryginału), Dariusz Gniatkowski z wdziękiem podawał zakładową nowomowę, reszta ekipy aktorskiej starała się trzymać poziom i niektórym się udawało, a niektórym mniej, ale ogólnie dawali radę, a jak na film studencki, dawali radę bardzo.

Można. Zwłaszcza, że film krótki. Jeśli ktoś lubi klimaty rejsowo-barejowskie, to nie powinien być rozczarowany.
- ...za bardzo.
Asekurant!
Sprawdzić można łatwo - kontrast między "Kordianem", krową, a wycieczkowym oddawaniem moczu w pierwszych minutach filmu jest mocny i zasadniczo odsiewający.
 
Zapraszmserdessssznie, proszupszejm... Czasssczasssproszępaństw, czassssss...


Varia
1. Opiekę pedagogiczną nad filmem sprawowali Maciej Pieprzyca (m.in. "Chce się żyć") i Andrzej Ramlau (autor zdjęć m.in. do "Sary" i "Mniejszego zła"). Szkoda, że wśród opiekunów nie było żadnego dźwiękowca.
2. Na liście płac figuruje także pozycja: "Tłumaczenie: Marek Kucharski". Komu tłumaczenie? Czego tłumaczenie? Tych dwóch zdań po śląsku? Kamaaan...
3. W scenie grzybobrania wykorzystano główny motyw z "Samych swoich", wykorzystano też parę innych innych utwórów, ale muzyki jako takiej...
- Jako jakiej?
Spadaj! ...jako takiej nie ma.
4. Jest natomiast na liście płac pozycja "konsultacje meteorologiczne". Ciekawe, czy płatna, a jeśli - ciekawe, ile.
5. Film dostał sporo nagród na festiwalach studenckich, amatorskich, niezależnych itd. i chyba słusznie (chyba, bo nie oglądałem filmów-konkurentów). Za swoje role nagrodzeni zostali Anita Poddębniak i Tadeusz Wojcieszak, co może skłaniać do wniosków, że jurym... jurą... jurorom wystarczyło, iż ktoś poleciał bluzgiem, może nawet zgrabnym (jak w przypadku Tadeusza Wojcieszaka), by uznać i przyznać.

Tobie śpiewa żywioł w szelki (droga w paski, a spodnie w kancik)



============
Kiedy ranne wstają zorze
2012
Czas:
30 minut
Reżyseria: Mateusz Głowacki
Scenariusz: Mateusz Głowacki (na motywach opowiadania Marka Nowakowskiego)
Obsada: Błażej Wójcik, Maciej Ferlak, Dariusz Gnatowski, Juliusz Chrząstowski, Mirosław Bieliński, Anita Poddębniak, Tadeusz Wojcieszak

8 komentarzy:

  1. Phi. Przejdzie im. Muszą jeść czosnek, dużo czosnku! Trzeba będzie zarobić, zaczną kręcić reklamy. Jedna, druga, trzecia i umysł zwichnięty. Tak, wiem sieję defetyzm sceptycyzm i kilka innych zmów, ale jest piątek trzynastego, także ten...

    OdpowiedzUsuń
  2. AJK nie równa z ziemią ? cuda , cuda ogłaszają !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ludzie, ja nie jestem taki wredny naprawdę, ale oni się ciągle topią i topią, i topią... jakby nie mogli spokojnie z głodu umrzeć".
      Staram się chwalić jeśli tylko jest za co, za najmniejsze "cokolwiek"choćby. I czasem mi się udaje znaleźć to "cokolwiek", i pochwalić.

      Usuń
    2. ...pochwalił ...a mógł zabić!

      Kolejny plus dla Pana za film, o którego istnieniu pojęcia nie miałem, a który obejrzeć było warto, choćby dla tych paru uśmiechów i refleksji "że jednak można"...
      Ad pkt. 2: oglądałem na YT wersję z angielskimi napisami, może to stąd tłumacz na liście płac?
      pzdr.

      Usuń
    3. A, to jest możliwe. Kurczę, nawet nie wiedziałem, że jest na Youtube. Szkoda, bo jeśli jest legalnie (co się zdarza coraz częściej), to by można podlinkować.

      Usuń
    4. Zjechali mu film - topi się, pochwalili mu film - topi się...

      Usuń
  3. Po obejrzeniu, zadatki są, ale niestety wirus reklamowy jakby się już pojawiał. Mianowicie czystość-wszystko świeżutkie, ciuchy prosto z pralki, okulary błyszczą się, że hej (Jedna plama na film to zdecydowanie za mało. Najbardziej rzuca się w oczy ogórek, ale on został zapewne wypożyczony z jakiegoś muzeum bądź skansenu, tak więc twórcy zostają rozgrzeszeni.) A gdyby tak przemycić koszulę z urwanym guzikiem, nadprutym mankietem, przetartym łokciem, zapaćkane okulary. Ech... (dziwne mam zachcianki, czyż nie?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to zauważyłem, ale uznałem, że skoro kręcił student, to dostał pewnie ciuchy z magazynu, wyprane i wyprasowane, i w takim też stanie miał zwrócić, więc bardziej niż o wiarygodność, dbał o zachowanie w całości i czystości :-)

      Usuń