2013-12-22

Plan [2009]

Marian wpadł w depresję. Marian się powiesił.

W Nowej Hucie było ciemno, zimno, kino "Świt" przerobiono na jakiś oblechowaty lamus, emerytury były niskie jak ciśnienie, a smog leżał na bruku, zionąc bełkotliwie, że mu tu dobrze i nie wstanie. Beznadzieja i deprecha panowały w dzielnicy i nawet jubileusz Szkoły Podstawowej nr 3 nie rozjaśnił mroków emeryckiego żywota. Zresztą Mariana na nim nie było, bo Marian wpadł w depresję. 

Przyszłość w naszych rękach, a mównica z dyrektorem w rękach pionu technicznego

Gerard jakoś sobie radził - miał emeryturę oraz żonę, która też miała emeryturę. Roman dorabiał noszeniem wielkiego tekturowego pingwina (reklama mrożonek) i rozdawaniem ulotek, Jurek i Bogdan postanowili wziąć sprawy we własne ręce i zająć się włamywactwem... włamywaczowstwem... włamymawywa... No, że się włamywać chcieli... ale nie szło im za bardzo. A Marian? Marian, jak powiedzieliśmy, wpadł w depresję i się powiesił. Na szczęście nieskutecznie.

Zaniepokojeni koledzy postanowili Marianowi pomóc...
- W wieszaniu???
W wyjściu z depresji. Postanowili wysłać Mariana na Jamajkę.
- Dlaczego na Jamajkę?
"Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca
Nieomal przez siedem miesięcy w roku, a lato nie jest gorące
Tylko zimno i pada, zimno i pada na to miejsce w środku Europy"
Doświetlanie koniko-żółwikiem nie pomagało...

Słońce. Na Jamajce jest dużo słońca, a słońce pomaga na depresję. A kiedy słońce podawane jest z dodatkiem rumu, owoców i dziewcząt w spódniczkach z trzciny cukrowej, na leżaczku tuż przy brzegu cieplutkiego morza ... O, proszę, 75% czytających ma teraz na twarzy rozmarzony uśmiech, przymyka oczy, śnić zaczyna sen szczęśliwy...
A my wracamy do zimowej Nowej Huty.
ZONK!
Oj, przepraszam, ale wiecie... ja tu jednak o filmie pisuję. Psychoterapia - dwa blogi w lewo, dalej prosto i za Kominkiem trzeci blog po prawej.

Co jest potrzebne, żeby wysłać Mariana na Jamajkę? Żeby wysłać Mariana na Jamajkę potrzebne są pieniądze. Duże. Gerard wpada na znakomity pomysł.
Po pierwsze - od tej chwili żadnych imion, nazwisk. Gerard jest "Pierwszy", Romek, ty jesteś "Drugi", Boguś - "Trzeci", Jerzy - "Czwarty" i Maniuś - "Piąty". "Drugi" kombinuje materiały, "Piąty" był kiedyś krawcem, więc szyje kostiumy, "Pierwszy" organizuje samochód, "Czwarty" - giwery, a "Trzeci" ma nie pić.
- Giwery? Emeryci z Nowej Huty?
Ba! i to jakie. Nie jakieś tam Glocki z przedłużonym magazynkiem - nowohucki emeryt to nie byle gangsta spod Wołomina. Izraelskie Uzi z tłumikiem, sztuk pięć i niech pan doda reklamówkę, żeby było w co zapakować.

Ołszyns Dwajiścia

I pewnego zimowego wieczoru pięciu zdesperowanych emerytów wkracza do centrum handlowego "Plaza" na Dąbiu...

Panie, panowie i ty, księże proboszczu - macie wolną godzinkę? To wyjmijcie z lodówki butelkę piwa albo nalejcie sobie kieliszek wina, wypijcie, usiądźcie wygodnie i włączcie film.
- A nie można popijać w czasie seansu?
Niby można, ale odradzam. "Plan" jest zaskakująco zabawny, a w paru momentach wywołał u mnie szczere i solidne parsknięcia. Jak się kończy parsknięcie z pełnymi ustami, nie trzeba chyba tłumaczyć? 

To produkcja niezależna - reżyser ledwo co skończył szkołę (Wydział Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego) i "Plan" był jego debiutem (część źródeł twierdzi, że "Cisza", ale "Plan" chyba był wcześniejszy), pomagała mu gromada znajomych, którzy już zasmakowali profesjonalnego kina, ale raczej w trzecim szeregu, jako obsadę wykorzystano miejscowych naturszczyków, część scen kręcono w prywatnych mieszkaniach, a ponieważ czas gonił, pieniądze się rozchodziły i na duble nie wystarczało - trudno, w paru scenach słychać zza ściany sąsiada, który "z wiertarą morderczo skrada się". Tu bi presajsli - słychać głównie wiertarę. 

Skradały się także tekturowe pingwiny

I wiecie co? Zadziałało. Nie wiem, jak Sławomir Pstrong to zrobił, czy to jego talent, czy nowohucki genius loci, ale "Plan" jest kawałkiem niezłego filmu, który naprawdę dobrze się ogląda. W ciągu 45 minut dostaliśmy i zawiązanie akcji, i szybką, nienachalną charakterystykę postaci, i tło społeczne, i odrobinę lokalnego patriotyzmu, i plan Wielkiego Skoku i sam Wielki Skok - z suspensem, dramatycznym zawieszeniem i puentą, parę scen do chichotu (polecam scenę zakupu broni, przy czym niekoniecznie o sam zakup chodzi) i przede wszystkim - ciepłą, kameralną opowieść o przyjaźni. Klasyka gatunku w sumie, tyle że w o wiele mniejszej skali produkcyjnej. Niewiele "waty", żadnych (roz)dętych tekstów, deklamowanych przez zblazowane gwiazdy, a słyszanych z profesjonalnych ekranów już sześćset razy i wywołujących tylko wysypkę. Jeśli klisza to celowa i wpasowana w konwencję, a i to przefiltrowana przez poczucie humoru twórców i odtwórców. Jeśli żart, to nie wygłoszony z wysokości postumentu w teatralnej pozie i ze znaczącą miną sugerującą, że jeśli kinowy plebs nie zrozumiał, to gwiazda chętnie powtórzy (i w 50% przypadków - powtarza), tylko rzucony gdzieś półgębkiem, mimochodem, dyskretnie naturalnie i prawdziwie. I tak dalej, i tak dalej...

Jasne, daleko "Planowi" do technicznego poziomu profesjonalnych produkcji - kamera średniej jakości, mikrofony też raczej z demobilu, czasem i montaż czasem się obsunie, aktorstwo się potknie - dziwnym nie jest, prawda? - ale mimo tego "Plan" spokojnie daje się oglądać bez powtarzania sobie co 5 minut "Pamiętaj, że to pół-amatorskie, pamiętaj, że to nie profi z CV jak stąd do Rzeszowa" ("pół-amatorskie", bo choć aktorzy to czysta, żywa natura, ekipy kręcącej "Plan" już do amatorów zaliczyć nie możemy, nawet jeśli ich dorobek ogranicza się głównie do etiud szkolnych). Odświeżające po dziesiątkach produkcji, których oglądać się nie da, a jedyne co się powtarza w czasie seansu, to "Kuźwa, nie wierzę... Ten badziew naprawdę robili zawodowcy z doświadczeniem, dorobkiem itede?" Autorem zdjęć jest Paweł Dyllus  - naprawdę ciekawie pokazał Nową Hutę, skręcił parę malowniczych ujęć, nie dał się listopadowemu miejskiemu światłu (nie mylić z oświetleniem)... Aż zerknąłem do internetu, kto zacz i okazało się, że parę lat temu dostał Złotą Kijankę na festiwalu Camerimage.

Wszystko wam wisi, nawet kolega...

Dużo wnoszą do filmu aktorzy. Roman Michniewicz do roli Mariana był idealny - budził współczucie, ale też sympatię, a kiedy w finale jego wielka broda rozjechala się w ciepłym uśmiechu, a okulary błysnęły wzruszeniem... Ech, panowie zawodowcy za ileś-tysięcy-dziennie, żebyście wy potrafili zagrać tak naturalnie... Świetny był także Waldemar Kaczorowski w roli Romana, a Paweł Bigaj i Adam Gładyszek w roli pechowych włamywaczy i Edward Czaja jako Gerard "zdanżali" (w tej kolejności). Byli naturalni, nie starali się "odgrywać postaci", dialogi podawali swobodnie, własnym językiem - dawno nie widziałem tak "naturalnych  naturszczyków". Oczywiście, to także zasługa reżysera, który nie gasił entuzjazmu aktorów, nie wymuszał czegoś, co do nich nie pasowało, pozwalał im grać/być i zrobił z ich naturalności główny atut filmu. Wyróżnienie za rolę drugoplanową dostaje pani Maria Kaczor, grająca "panią okienkową" na poczcie, dzięki której wróciły wspomnienia godzin spędzonych w kolejkach przy ulicy Zdrowej i bojów z tamtejszymi paniami okienkowymi (poczta z "Misia" to mały pikuś przy Urzędzie Pocztowym Kraków 17).

Warto. Żeby się przekonać, iż polskie kino to nie tylko zblazowani nieudacznicy, kasujący mucho dinero za produkty drugiej świeżości ("drugiej"... chyba dwudziestej drugiej), ale także pomysł i bezpretensjonalność. Prostota, a nie prostactwo.

Miłego oglądania życzy Marian


Varia
1. Bohaterowie spotykają się na jubileuszu szkoły podstawowej nr 3. Ten numer nosi podstawówka przy ul. Topolowej, zdecydowanie starsza i w żaden sposób nie dająca się przykleić do "Nowej Huty". Była (jest?) za to w Nowej Hucie społeczna szkoła podstawowa nr 3, bodaj na os. Dywizjonu 303 ale czy aula  widoczna na ekranie należy do tej szkoły, czy zdjęcia kręcono gdzie indziej - nie jestem w stanie powiedzieć. Sądząc po detalach archicośtam - przypuszczam, że wątpię. Może jest na sali jakiś krakowsko-nowohucki absolwent, który rozpoznał? I może ktoś rozpoznał filmową galerię z chmurkami, bo ja - wstyd się przyznać - nie bardzo.
2. Plenery miłe sercu - niemal rodzinne strony: Centrum A, Centrum B, Aleja Róż, os. Teatralne (widać tabliczkę zboru adwentystów. Mimo wszystko nowohuckość w "Planie" także jest nienachalna, reżyser dawkuje ją dyskretnie - Bogdan raz wspomina dawne kino "Świt", a Roman raz oświadcza, że się z Nowej Huty nie wyprowadzi, ale rzuca to lekko, wychodząc z planu. Kiedy sobie przypomnę patriotyczne uniesienia w profesjonalnych filmach o innych miastach czy dzielnicach...
3. Sklep z wszelakim szpejstwem w dawnym kinie "Świt" już nie istnieje - teraz jest tam Tesco. Wciąż jednak istnieje niedaleka restauracja "Jubilatka" - prawdziwy po-PRLowski zabytek. Znaczy, jeszcze rok temu istniała.
4. "Plan" dostał sporo nagród, na różnych dziwnych festiwalach. O wrocławskim "KAN-ie" słyszałem, o Nowohuckim Festiwalu Filmowym też, o Festiwalu Filmów Komediowych w Lubomierzu słyszał każdy, ale Mexico International Film Festival w Woodland Hills? Jest coś takiego? Alaska International Film Awards? Cie choroba...
5. "Ciszę" Pstronga też widziałem. O ile pamiętam, nie odrzuciła od ekranu, robiła wrażenie solidnego filmu telewizyjnego z niewielkim budżetem, ale z pomysłem. Żadne wielkie dzieło, ale naprawdę dawała radę, a temat przecież był świeży i ciężki. I co? I nic, cisza - od 2010 roku Pstrong nie nakręcił żadnego filmu fabularnego, ograniczając się do robienia TVN-owskich seriali ("Julia"? Wazizdas?) Przepraszam, nie wierzę, że tego właśnie chciał i o tym marzył, bardziej podejrzewam, że to właśnie musi robić, bo coś robić trzeba. I trzymam kciuki, żeby się nie rozmienił... nie, wróć - żeby się nie dał rozmienić na drobne.
6. Polonistów o słabych nerwach proszę o zamknięcie oczu... Już?...  Sławomir Pstrong urodził się w Skórczu.

Pani magister nie wytrzymała. Panią magister trzeba było związać

============
Plan
2009
Czas:
45 minut
Reżyseria: Sławomir Pstrong
Scenariusz: Sławomir Pstrong
Obsada: Paweł Bigaj, Edward Czaja, Adam Gładyszek, Waldemar Kaczorowski, Roman Michniewicz, Maria Kaczor i inni.

18 komentarzy:

  1. drobiazg - "jubileusz Szkoły Podstawowej nr. 3" - po nie powinno być kropki. jeśli skrót kończy się na tę samą literę co pełny wyraz, to nie stawiamy kropki, vide .
    kropkę stawiamy gdy pełny wyraz jest odmieniany w zdaniu, np. .

    zdrowia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyrzuciło mi "kacze dzioby / nawiasy" . wypowiedź raz jeszcze :

      drobiazg - "jubileusz Szkoły Podstawowej nr. 3" - po (nr) nie powinno być kropki. jeśli skrót kończy się na tę samą literę co pełny wyraz, to nie stawiamy kropki, vide (doktor - dr, numer - nr, pułkownik - płk)
      kropkę stawiamy gdy pełny wyraz jest odmieniany w zdaniu, np. (nie ma pana doktora Jana - nie ma pana dr. Jana)

      Usuń
    2. o, czepiam się , a w varia już prawidłowo :P

      Usuń
    3. Umówmy się - jeśli w tekście dany zwrot pojawia się parę razy (tu - trzy), z czego tylko raz błędnie, to można domniemywać, że grzechem piszącego jest raczej niestaranność, a nie nieznajomość zasad, zatem tłumaczenie mu owych jak chłop kozie na miedzy... "tu przerwał, lecz róg trzymał".

      I poprawiał.

      Usuń
    4. Komentujący nie jest w posiadaniu wiedzy, czy to niestaranność, niekonsekwencja czy brak znajomości zasad. Celem Komentującego było zwrócenie uwagi i pozostawienie grama wiedzy Czytającym NieKomentującym. żadna szpila w Piszącego, tak świetnie zresztą :)

      z pozdrowieniem

      Usuń
    5. A, znaczy "bawiąc uczyć" i ogólna misyjność (nie mylić z misjonarstwem)?
      No to jest inna rozmowa :-)

      Usuń
  2. Trzaskaj te teksty, chlopie! :))
    Tu I tam zdarza ci sie polknac litere, albo uzyc innej formy, ale to jest malo istotne. Wystarczy przeczytac ponownie. Z przyjemnoscia tu wchodze, bo co dwa, trzy dni jest wpis (znacznie czesciej niz na niejednym blogu), twoja slowotworczosc jest fenomenalna, poczucie humoru rewelacyjne.
    Mam nadzieje ze sie nie zniechecisz.
    Swoja droga, to te strony powinny byc lektura obowiazkowa w szkolach filmowych.
    Tak trzymac!
    Wesolych I zdrowych zycze z przymrozonej Kanady!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, mam zamiar się nie zniechęcać i protestuję przeciwko ulekturowieniu - lektur się nie czyta, lektur się unika, a a tego byśmy nie chcieli, prawda? :-)

      I Wesołych nawzajem - niech żyje Kanada pachnąca żywicą, kraina Wayne'a Gretzky'ego, Robin Scherbatsky i Nathana Filliona.

      Usuń
  3. Wlasnie, wlaśnie! Wesołych i szczęśliwych Świąt! Przebolałam już przeniesienie Poligonu do Weszło, którego nie czytuję z przyczyn głęboko ideologicznych i życzę, aby się Kierownikowi tam (czy gdziekolwiek) powiodło jak najlepiej! A Poliszmuwi uważam za znakomity i wart czytania i też życzę aby rósł w siłę i potęgę i aby się Kierownikowi w ogóle wszystko ładnie w życiu składało i wiodło. Wszystkiego najlepszego i oby nam się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. /zakłada czerwoną czapeczkę, nadyma się i macha gałązką świerku czy innej jodły, wydając z siebie radosne "Ho! Ho! Ho!"/

      Usuń
  4. Panie Andrzeju, napisał Pan właściwie wszystko, co trzeba o tym filmie napisać. Pozwalam sobie dodać tylko, że:
    - dobrze, że jest alekino i nagrywarka (seans o piątej nad ranem)
    - nowa huta jest bardzo fotogeniczna
    - z polskim kinem nie jest źle skoro powstał "Plan"
    - niedopowiedzenie to potęga
    - znowu mnie Pan zaskoczył i podarował godzinę (lekcyjną) dobrej rozrywki
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. /kłania się nóżką i cieszy się, że mógł się przydać.. a potem konstatuje, że w jednym krótkim zdaniu użył trzy razy "się" :-)) /

      Usuń
  5. Czytam Pańskiego bloga od dłuższego czasu i podziwiam dobry styl, merytoryczność i humor. Wielu krytyków mogłoby się od Pana uczyć jak pisać :)
    Zaskoczyła mnie pozytywnie recenzja "Planu". Przy filmie pracowało bardzo dużo osób, którym bardzo serdecznie dziękuję (wiele z nich pracowało bezinteresownie). A film jest produkcją całkowicie niezależną, która powstała za pieniądze sponsora i moje - wziąłem kredyt na spłatę części filmu :)

    Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego w Nowym Roku życzę
    Sławek Pstrong

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i także szczerze życzę.
      Mam nadzieję, że kredyt udało się spłacić i że następne kredyty na następne filmy będą korzystniej oprocentowane. Nie, wrrróć - mam nadzieję, że na następne filmy nie będzie Pan musiał brać kredytów, bo kolejka sponsorów (a, niech stracę - w tym państwowych :-)) będzie długa.
      Ale dlaczego "pozytywna recenzja zaskoczyła"? Taki straszny jestem w ocenach, czy nie wierzy Pan, że "Plan jest filmem dobrym? ;-)

      Usuń
    2. Kredyt spłacony, plan pięcioletni wykonany :)
      Film jest skierowany dla ludzi z poczuciem humoru, cieszę się, że się udało.
      Za życzenia finansowe dziękuję, bardzo się przydadzą :)

      Serdeczności
      Sławek Pstrong

      Usuń
  6. No i podziękować zapomniałem :)

    Sławek Pstrong

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś mi się widzi że niektóre cytaty z filmu mogłyby zaistnieć jak kwestie z filmów Barei.
    " A co gotówka gorsza?"
    "Nie może pan płacić przez internet?"
    "Ale mogę to wysłać gdzie indziej"
    "Znaki pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie. Sraczka też"
    "Ale oni mają ochronę.A my mamy plan"
    Kto może niech dalej dopisuje.Arnold

    OdpowiedzUsuń