2014-02-28

Daas [2011]

- Opowiem ci o Daas.
Siadam. Czekam. Słucham.
- Pewien człowiek... miał pewną rzecz... stał z nią... ale jej nie widział.
Mhm. Aha. No i?
- Pewien człowiek... miał pewną rzecz...
Słyszałem. Ale co z tego?
- Pewien człowiek...
- W Budziejowicach był sobie jeden dobosz
- zdenerwował się feldkurat Katz - Ożenił się. Po roku umarł. Czy to nie świetna anegdotka?
Na pewno lepsza od tej o Daas.

Pan Frank zawstydził się bardzo

Rok 1759 - żona Jakuba Golińskiego pokazuje cycki. Wszyscy się cieszą.
Rok 1765 - Maria Teresa dopuszcza Józefa II do rządów. Józef II się cieszy.
Rok 1772 - pierwszy rozbiór Polski. Cieszą się Austriacy, Rosjanie i Niemcy.
Rok 1776 - żona Jakuba Golińskiego nie pokazuje cycków, a żona radcy Kleina dostaje udaru. W tym samym czasie Jakub Goliński gotuje na piecu gumę, a Jakub Frank kupuje w Wiedniu kilkaset karabinów i zaczyna szkolić "regularną armię", złożoną z dziesięciu chuderlawych i nieskoordynowanych ruchowo inteligentów, zwanych potocznie "rekonstruktorami".

Jakub Frank był postacią autentyczną i dziwną - urodził się w wieku lat pięciu na Podolu w rodzinie starozakonnej, założył szkołę w Salonikach, pielgrzymował do Skopje zanim jeszcze urodziła się tam Matka Teresa (nie mylić z Marią Teresą, która urodziła się w Wiedniu), heretykował tak mocno, że trafił do pudła, w końcu założył własną sektę, ogłosił się Wzniosłym Hierogamem Wesela Chemicznego, Wzniosłym Psychopompą Rodostaurotycznym, Nieważkim Archontem Prądów i Ogólnym Odlotem Mistycznym ze Szczególnym Uwzględnieniem Eminencji, Bałłabancji, Chiromancji oraz Kaszpirowszczyzny i zaczął działać z rozmachem, na skalę europejską, a przynajmniej wschodnioeuropejską. W chwilach wolnych od siedzenia w kolejnych więzieniach zajmował się głoszeniem głodnych kawałków, leczeniem przez mamrotanie, zmianą religii (dwukrotnie przyjął chrzest rzymskokatolicki, a niektórzy mówili też o islamie i prawosławiu) oraz atakami apopleksji. Normalnie, Iggy Pop XVIII wieku.

"Ooh yeah, I'm a wild one!"

Wróćmy jednak do Jakuba Golińskiego, którego żona pokazywała cycki. Goliński należał do sekty Franka, ale dał nogę, by zająć się gotowaniem gumy na piecu. Ponieważ porządna filmowa sekta powinna prześladować odstępców - Frank wysłał za Golińskim dwóch zakapiorów. Ale dopiero po paru latach, albowiem... albowiem nie wiem - może mu się Wunderlist zresetowało, a że sporo miał na głowie... Zakapiory dopadły Golińskiego, okradły i ucięły mu palec.
- No, teraz to się wkurwiłem - zamiodkował Goliński i...
- Przypiął szablę, siadł na konia i ruszył się mścić?
- Pistolety! Przypiął pistolety i ruszył.
- I zgromadził bandę!
- Ugotował dużo gumy i dorzucał ją frankistom do kolacji?

Nic z tych rzeczy. Goliński usiadł, wyjął papier, inkaust, pióro i sporządził regularny donos, w którym uprzejmie zapodawał, że rzeczony Jakub Frank strasznym jest ciulem i wobec tego trzeba wysłać w pościg za nim pięć motocykli z karabinami maszynowymi, a po schwytaniu zamknąć Franka w opancerzonej celi, albowiem tak pisałem ja, Jarząbek.

List trafił do młodszego radcy Kleina, który zajął się nim z całym biurokratycznym namaszczeniem i zamiast wyrzucić prowincjonalny donos do śmieci, wezwał Jakuba Franka na przesłuchanie. Jakub Frank pokazał mu zaocznie wała, albowiem jest przyjmowany na cesarskim dworze i nie będzie go tu byle kauzyperda prześladował, a tego Golińskiego to może jednak zastrzelcie.
- Czemu?
- Bo tak.
Próba zastrzelenia Golińskiego zamieniła się w zastrzelenie przez Golińskiego, młodszy radca Klein nachodził Jakuba Franka, który w międzyczasie został hrabią, hrabia Frank ożywił wróbelka i zaproponował, że wyleczy młodszemu radcy żonę, żona Jakuba Golińskiego nadal nie pokazywała cycków, a pan Schwarz wciąż chodził rozpięty.

Panie radco, jeśli będzie pan kręcił głową, nigdy nie uruchomimy magnetofonu w pańskim nosie

Śledztwo utyka, bo giną kolejne dokumenty, młodszy radca Klein słyszy od wszystkich, żeby nie zajmował się sprawą Franka, dostrzega wokół czujne spojrzenia, słyszy szepty, widzi fajerwerki, gwiazdę, półksiężyc i wróbelka-zombi. Wniosek może być tylko jeden - spisek.
- Ja bym stawiał na guza mózgu.
- Albo powikłania po grypie.
- Względnie zbyt częste wizyty "Pod mocnym aniołem".

Młodszy radca Klein wnioskuje z rozmachem godnym posła Macierewicza i jego wesołej gromadki: połączenie gwiazdy i półksiężyca uznaje za znak zbuntowanych kolonii amerykańskich, a na dowód pokazuje polską gazetę, w której nie ma półksiężyca. Z kolei bunt kolonii amerykańskich jest dla młodszego radcy Kleina dowodem na to, że przechrzczony Żyd z Podola po pielgrzymce do Albanii ma zamiast zabić współcesarza Austrii.
- Po co?
Po to, żeby Józef II był nieżywy. 
- Ale dlaczego miałby być nieżywy?
Bo jak się kogoś zabije, to on zazwyczaj bywa nieżywy. 
- Z jakiego powodu Frank miałby zabić Józefa II, skoro rządziła Maria Teresa?
Bo ja wiem? Może go nie lubił?

W międzyczasie hrabia Frank uzdrawia żonę młodszego radcy. Uzdrowiona żona młodszego radcy zastaje młodszego radcę w łóżku ze służącą i uzdrowienie szlag trafia, a żona młodszego radcy zamienia się w ex-papugę. To ważne, bo sam młodszy radca już niedługo przemieni się w papugę, ale bynajmniej nie ex.

- ...rrrrrwamać! - wrzasnął feldmarszałek Duda.

Wróćmy znowu do Jakuba Golińskiego. Nasz prowincjonalny kapuś także popada w lekki obłęd. Wszystko jest spiskiem - wspólnik w gotowaniu gumy wycofuje się z interesu? Spisek! Wierzyciele chcą zwrotu pożyczonych pieniędzy? Spisek! Wierzyciele zamiast połamać mu ręce i przewiercić kolana, w sposób cywilizowany idą do sądu, gdzie uzyskują wyrok wykonalności? Spisek! Księżna, od której dostał ziemię i całkiem przyzwoitą chatę (sam bym taką chciał), ma pretensje, że zajęty gumą Goliński nie płaci dzierżawy i zapuszcza grunty - spisek! Władze z Wiednia odpowiadają na jego donos i wzywają go do stolicy - spisek!
- Ale przecież tego chciał, prawda? Żeby przeczytano jego donos, wezwano go do Wiednia, urządzono konfrontację.
No właśnie. Spisek! 
- Yyyy...
Ja też nie.

Jakub Goliński zostaje wezwany do Wiednia i poddany obróbce narzędziami o wszelkich możliwych krawędziach, a młodszy radca Klein lata po Wiedniu i spisku doszukuje się nawet w torciku Sachera.
- Przecież toru Sachera jeszcze nie wynaleziono.
- Spisek!
- wrzasnął młodszy radca Klein.
- A ten Sacher to miał może coś wspólnego z Masochem? - zapytał Głos Wewnętrzny.
- Tym mnichem z Częstochowy? - wtrąciła Opinia Publiczna, której jak zwykle coś się pokićkało

Finał całej afery odbywa się na zakręconym party, na którym wszyscy przebrani są za ptaki i recytują kompletnie bezsensowne teksty o oślepiającym gołąbku, darach, łasce, Lociejego Chyżym i kochane dzieci, unikajcie szkodliwych substancji, nie pijcie, nie palcie, nie łykajcie, bo się wam potem porobi tak samo i będziecie przekonani, że jesteście kurą, panie generale.
A, w filmie było jeszcze szczepienie przeciwko ospie. To akurat, kochane dzieci, powinnyście robić, choć może niekoniecznie samodzielnie i w tak przestarzały sposób. 

Co w Wiedniu robią polskie tabloidy, panie Schwarz?

Dziwny film. Z jednej strony spaprany maksymalnie temat samego Jakuba Franka, który na ekranie został przedstawiony przy pomocy czterech wygłaaaaaszaaaanyyyych pooowooooliiii i taaaajeeeemniiiiczooo mamrotów, turbana, fajerwerków i ożywienia wróbla, w scenariuszu dziury wielkości stodoły, powtarzanie tego samego po sześć razy, sprzedawanie "hintów" przez megafon i nadmierne jaranie się formą ("Och, jakże pięknie wygląda obraz z 'płynącej kamery', nie kończmy tego ujęcia jeszcze, trwa dopiero dziesięć minut"). Z drugiej jednak strony film jest klimatyczny, na tyle dopracowany estetycznie i na tyle dobrze zagrany, że oglądanie go nie budzi odruchów gastrycznych, nie wywołuje chęci wyjęcia umęczonych oczu i przemycia ich w nadmanganianie potasu, a że sobie człowiek ziewnie często czasem... To polski film, więc nie oczekujemy za wiele. Zresztą, z tym spapraniem tematu... Mnie dobrze, bo z racji wykształcenia orientuję się nieco i głupoty kłują mnie w oczy...
- No to chyba raczej ci niedobrze, prawda?
...ale dla historycznego laika temat nawet w takim ujęciu może być interesujący, podobnie jak dla mnie filmy informatyczno-fantastyczne, przy których fizycy, mechanicy i inni "techniczni" płaczą merytorycznie, rzucając "panienkami".

Kostium często bywa tylko kostiumem, szmatkami i klockami, przy pomocy których układa się opowieść o czymś poważniejszym - proza Stanisława Lema jest tego najlepszym przykładem. Niestety, Adrian Panek nawet jeśli chciał opowiedzieć o czymś poważniejszym i ponadczasowym - zagubił to "coś" w osiemnastowiecznym sztafażu, zginęło mu to "coś" między scenograficznymi detalami, kostiumami i ogólną plastycznością. Puenta wyszła słabiutko, bo podobny "myk" znany jest w literaturze i filmie od dziesięcioleci, więc jeśli się go stosuje, to wypadałoby wysilić się choć odrobinę na coś świeżego, a niedoróbki scenariuszowe ozdabiają fabularne rozwiązania wianuszkiem niekonsekwencji, nielogiczności i "a to coś, to po jaką niby cholerę?"
- Pewien człowiek... miał pewną rzecz... stał z nią... ale jej nie widział.
No właśnie. 

Czyżby Kac Wiedeń, panie Goliński?

Sporo w filmie "waty" - niepotrzebnych scen, zbędnych dialogów, głupotek i wpadek. Radca Klein pyta "Gdzie leży Boston?", choć kwadrans wcześniej popisywał się wiedzą na temat "zbuntowanych kolonii", a zamieszki herbaciane w Bostonie odbyły się zaledwie trzy lata wcześniej i nie ma siły, żeby wieści o nich nie dotarły do Wiednia. "Regularna armia", o której wciąż się mówi - liczy, jak wspomnieliśmy, dziesięciu chuderlaków, radca Grossen idiotycznie wykłóca się z wartownikami, krew z żony pana radcy zaczyna się lać zanim jeszcze lekarz użyje skalpela (a kapie z miejsce odległego o parę centymetrów od późniejszego nacięcia), kluczowe pytania radcy Kleina, na które kluczowe odpowiedzi mogą paść od razu i bez kombinowania, bo są zwyczajne i normalne, zbywane są tajemniczym milczeniem lub półsłówkami, dokleja się niepotrzebne pod i pod-pod wątki... Klimat? Nie, to nie sprzyja budowaniu klimatu - to sprzyja jedynie nudzeniu się widza, a nudzący się widz potrafi być wredny, zastanawia się niepotrzebnie, zauważa za dużo... i dostrzega, że scenarzysta/reżyser nie miał dystansu do własnych pomysłów i nie potrafiąc wybierać/odrzucać, zaplątał się w ich sieci.

Na wielki plus scenografia i kostiumy. Może znawcy epoki się przyczepią, że rękawek powinien być dłuższy, a fontaź ma dwie falbanki za dużo, ale mnie wystarczyło, że jedno i drugie było umiejętnie zbalansowane i twórcy z jednej strony pokazywali epokę, a z drugiej nie epatowali nią nadmiernie, nie skupiali się wyłącznie na dekoracjach (co zdarza się często w polskich filmach, zalewających widza setkami nikomu niepotrzebnych detali i tylko na nich się skupiających). Świetne zdjęcia Arkadiusza Tomiaka, po raz kolejny pokazującego, że jest jednym z bardziej utalentowanych twórców w swoim fachu), parę ekranowych cytatów z europejskiego malarstwa, dobrze ustawione światło, niezły dźwięk i intrygująca muzyka Issidorosa Papadakisa - niestety, pod koniec filmu kompozytor odchodzi od klimatycznego minimalizmu i bije nas w uszy przeraźliwymi wokalizami w nastroju dramatycznym, mordując nastrój bardziej niż scenariuszowe dziury. Montaż natomiast bardzo "taki sobie".

Ponieważ pani Marianna odmówiła oglądania, zastosowano środki przymusu bezpośredniego

Aktorsko - jak to u nas - różnie:  Andrzej Chyra i Mariusz Bonaszewski grają bardzo dobrze, bez szarż, bez nadmiernej teatralności ("nadmiernej", bo "pewna teatralność" jednak się Bonaszewskiemu zdarza), ich bohaterów kupujemy bez trudu i jeśli oglądamy "Daas" do końca, to w dużej mierze dzięki ich grze. Sympatycznie wypada Sławomir Orzechowski (ale kiedy on wypadł niesympatycznie?), Robert Chrześciański w roli pana Schwarza grzeszył dykcją, ale próbował nadrobić tajemniczością i założę się, że część kobiecej publiczności polubiła go nieco, Anna Ilczuk zagrała służącą jak typowa polska aktorka - z podtekstem, dąsem, znaczącą miną, ale nadrobiła to pokazując... hmmm..  inną stronę swojego aktorskiego warsztatu i tu z kolei panowie byli ukontentowani. Fenomenalny epizod zaliczyła Danuta Stenka, bardzo dobrze zaprezentował się Robert Gonera z brodą (nie dlatego, że z brodą, tylko dlatego, że dobrze zagrał), Maciej Stuhr był przeciętny, Janusz Chabior starał się panować nad emploi, ale udawało mu się to raczej rzadko, a Ditte Berkeley-Schultz poradziła sobie z trudną rólką żony po udarze. Rozczarował Olgierd Łukaszewicz - powłóczyste spojrzenia spod półprzymkniętych powiek, tajemnicze uśmieszki, groźne miny, mówienie powoli i cicho... Kamaaan, taki pomysł na zagranie wannabe Mesjasza mógł mieć każdy student szkoły teatralnej - od aktora tej klasy i z takim doświadczeniem oczekiwałbym czegoś ciekawszego. Że o przeciętnym wykonaniu tego pomysłu nie wspomnę.

Jak na debiut świeżo tematycznie i momentami interesująco, więc mimo długiej listy "ale" - można.

Dwóch recenzentów też się czepiało, ale pod wpływem sekatora perswazji... Chcesz pan być trzeci?


Varia
1. Wysmakowane plenery i wnętrza - wykorzystano pałac w Mosznej (zagrał siedzibę Franka), jeleniogórski pałac Wojanów, Muzeum Wsi Opolskiej, Książ i parę miejsc wrocławskich (Ostrów Tumski, uniwersytet).
2. Scena oczekiwania na okręt  - urocza. Nie dość, że panowie sterczą na pustej dzikiej plaży zamiast w jakimś porcie...
- Ale Austria nie miała portów!
Miała. Triest.
...to jeszcze okręt, na który się gapią okazuje się być jakimś hiperślizgaczem, potrafiącym w ciągu dwóch minut zrobić zwrot o 180 stopni i to na opuszczonych żaglach..
3.  Wbrew temu, co twierdzi film i literatura bardzo-popularna, Frank nie ogłosił, że jest Mesjaszem. Przez pewien czas pozwalał o sobie mówić jako o kolejnym wcieleniu rabina Szabataja Cwi, który sto lat wcześniej nie miał takich oporów i przedstawiał się jako Mesjasz, ale sam Frank miał chyba jakieś poczucie obciachu i starał się nie przekraczać jego granic. Niczego to jednak barwności postaci nie ujmuje i warto sobie o Franku poczytać w wolnych chwilach.
4. Wątek sekty frankistów pojawił się w historii literatury polskiej - niektórzy badacze twierdzili, że z frankistowskiej rodziny wywodziła się matka Adama Mickiewicza, niektórzy - że żona, Celina z Szymanowskich.
5. - Dobra, dobra, ale co to właściwie jest to Daas?
Nie wiecie? Pozwólcie, że Wam opowiem. Otóż pewien człowiek miał pewną rzecz.... Stał z nią, ale jej nie widział...

Kapitalni ci Rzymianie! Kapitalni!


============
Daas
2011
Czas:
102 minuty
Reżyseria: Adrian Panek
Scenariusz: Adrian Panek
Obsada: Andrzej Chyra, Mariusz Bonaszewski, Olgierd Łukaszewicz, Janusz Chabior, Robert Gonera, Sławomir Orzechowski, Radosław Chrześciański, Ditte Berkeley-Schultz, Danuta Stenka, Krzysztof Dracz,
Jan Nowicki, Maciej Stuhr i inni.
Dofinansowanie PISF: 3 000 000 (produkcja - 75% budżetu) plus dofinansowanie z Urzędu Miasta Wrocławia i Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego

2 komentarze:

  1. Urodzil sie w wieku pieciu lat? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie! Podobnie jak Żelazny Karzeł Wasyl (z tą różnicą, ze Wasyl urodził się w rodzinie działaczy pionów gwardyjskich).

      Usuń