2014-02-10

Milczące ślady [1961]

Kapitan Morwa cierpiał, a powody jego cierpienia byłby mnogie. Po pierwsze - autor nadał mu wybitnie niebohaterskie nazwisko, jakby nie mógł nazwać go Kowalski, Malinowski, Dżonłejn albo Jagiełło.
- Jagiełło? A który?
- Władysław, panie podchorąży...


Zapewne chodzi o wojnę punicką

Po drugie - kapitanowi wciąż wymykał się podhalański watażka o pseudonimie "Piorun". "Piorun" mordował, palił, rabował, gwałcił, piersi babom obrzynał, wieszał...
- Piersi wieszał?
Wszystkich wieszał, był albowiem sanacyjnym pogrobowcem i ohydnym reakcjonistą.
Po trzecie - "Piorun" wymykał się kapitanowi, gdyż o ruchach Urzędu Bezpieczeństwa i wojska donosił mu agent o pseudonimie...
- Jedwabnik!
..."Student".
A po czwarte - kapitan Morwa związany był uczuciowo z niejaką Miauczyńską, która chciała go prowadzać na smyczy.

Kapitan Morwa cierpiał, ale nie jak byle ubek, co to wódka, dziwki i bicie patriotycznego podziemia, o nie. Kapitan Morwa cierpiał z humanistycznym rozmachem. 
- Jestem stary zreumatyzowany otępiały pies. Myślałem, że ze mnie co najmniej jest chart, a wyszło na to, żem kaprawy kundel, któremu koty się lęgną w jego własnej budzie.
- Stan poczucia zmniejszonej wartości własnej
- gasiła go stara Miauczyńska - Idź do psychiatry.
- Ten stan jest uzasadniony - tłumaczył kapitan Morwa - Zerwane wszystkie niteczki, z których zacząłem skręcać powróz na szyję najpaskudniejszego z bandziorów. A przy tym najbardziej szkodliwy mi człowiek jest gdzieś w zasięgu mojej ręki... Muszę czekać! Na nowych zabitych, na nowe pożary, wisielców, na strzępek papieru, muszę tracić drogocenny czas. Zgłupieć, zdziwaczeć, zdziczeć...
Czy końcówka nie brzmi wam trochę jak wyznanie człowieka oglądającego polskie filmy?

Przejdziemy Chyłkiem, Kościelcem i Cichaczem

Cierpienie kapitana Morwy przybierało różne formy: a to kogoś aresztował, a to kogoś obsobaczył, a to...
- Zastrzelił?
No, co wy! Towarzysz z Bezpieczeństwa? 
- To może chociaż pobił?
No, co wy! Towarzysz z Bezpieczeństwa? To było zwykłe przesłuchanie, które zresztą nie posunęło się dalej niż powtarzany w kółko życiorys, a że przesłuchiwany odnalazł się na chodniku trzy piętra niżej w charakterze denata... Ups.

Miał też kapitan Morwa dość specyficzne poczucie humoru. Gdy "w czasie kontaktów osobowych, podjętych na styku operacyjnym, pozyskał dane informacyjne", iż "Piorun" wysłał pluton egzekucyjny do zagrody Jędrusia Pyzdry, udał się tam szybkim krokiem, Pyzdrę odwiódł od ucieczki, a pluton rozstrzelał w zasadzce.
- No, teraz to masz przegwizdane - powiedział Głos Wewnętrzny do Pyzdry - Tego ci "Piorun" nie daruje.
- Zostawię ci ze cztery dyski do automatu i parę granatów. Więcej nic nie mogę zrobić - powiedział kapitan Morwa - Broń się, bracie. Strzelaj.
Czujecie ten czarny humor? Oraz swąd zagrody spalonej rychło wraz z właścicielem?

I mówicie, sierżancie, że dwa dni później rzeczywiście spalili?

Śledztwo posuwało się jednak naprzód: a to aptekarz zostawił ślad, a to antykwariusz dał się wkręcić...
- W imadło! Znamy te bezpieczniackie metody!
... w intrygę i nawet włos mu z głowy nie spadł. Tu zapiski, tam szyfr, tu zeznanie, tam inwigilacja, tu prezes opozycyjnego stronnictwa... O, to była mocna scena. Prezes był łysy, gruby, w eleganckim palcie, taki kanoniczny sanator i z mową, że łobosiu.
- Protestuję, to jest bezprawie! [kapitan Morwa podsunął mu krzesło] Stosujecie panowie nader ostre metody walki z opozycją! [A to było tylko normalne krzesło, chyba nawet tapicerowane, a nie żaden taboret do góry nogami] Czy sądzi pan, że terror i prowokacja zaprowadzą was daleko? [Gdyby kapitan nie sądził, to by nie stosował, prawda?] Czy zdaje pan sobie sprawę z tego, jakie echa wywoła ta sytuacja na zachodzie i w kraju? [Kapitan Morwa zdawał sobie sprawę, że jak zwykle żadne] Aresztuje się przedstawiciela opozycji bez nakazu prokuratury! [Bo w 1946 roku aresztowanie z nakazem prokuratury to był taki difręs, że hoho!]
- Pan jeszcze nie jest aresztowany - odparł kapitan Morwa - Pan będzie aresztowany!
- Dlaczegóż nie przesłuchuje mnie pan w pańskim urzędzie?
- Ten urząd ma pewne wady [No, nie da się, kuźwa, ukryć - czytaliśmy raport komisji Mazura] Są w nim zbyt twarde krzesła! [Wujek Morwa Mistrz Ciętej Riposty]
- Obiecuję panu bardzo piękny cykl artykułów w zagranicznej prasie na temat całej tej historii! - odpyskował prezes.
Jak tu nie kochać opozycji?

Tak czy owak, kapitan Morwa po nitce i po trupach zbliżał się do kłębka.
- Czyli do "Pioruna"?
Czyli do "Pioruna" i do "Studenta", który jak wskazywały wszelkie znaki na niebie, na ziemi i w aktach, musiał znajdować się w najbliższym otoczeniu kapitana. Wreszcie udało się ustalić miejsce postoju "Pioruna" i kapitan postanowił urządzić diaboliczną konfrontację.
- Przecież "Piorun" musi znać "Studenta" - stwierdził. Nie wiadomo, na jakiej podstawie tak sądził - "Studenta" nie znali konspiratorzy krakowscy przez których przechodziła cała korespondencja między "Studentem" a "Piorunem", a miałby go znać sam "Piorun", który całą wojnę w lesie przesiedział?
- Jaką wojnę? Co, była? No, proszę, ja zawsze mówiłem, że będzie! A z kim była?
- Z Niemcami, a pan myślał, że z kim?
- Że z Czechosłowacją!
Panowie, idźcie sobie pogadać na inną estradę, dobrze?

...i kiedy ruszam twoją dolną wargą, to ona tak śmiesznie kłapie.

Enyłej, ruszyła ekspedycja karna, bandę "Pioruna" otoczono, ostrzelano i ujęto (straty własne oddziału kapitana Morwy: "Kołacz" zastrzelony przy próbie uratowania przed kulami płaczącej dziewczynki, bo przecież powszechnie wiadomo, że towarzysze z Bezpieczeństwa mieli serca czułe na dziecięce łzy a reakcyjne bandy nie cofały się przed tych łez wywoływaniem). Sam "Piorun" wymknął się, ale tylko na chwilę - oburzone społeczeństwo zakapowało, gdzie się schronił i otoczono go po raz drugi.
- Jesteście otoczeni - krzyknął kapitan Morwa - Wychodź!
- Który? - zapytał "Piorun" swojego zastępcę - Przecież nas jest dwóch, do którego on mówi?
- Do obu? - zastanowił się zastępca.
- To by powiedział "wychodźcie".
- Co ty, "Piorun", od ubeka wymagasz znajomości gramatyki?
Wyszli obaj: "Piorun" i jego zastępca.
Narastało napięcie.
I groza.
Ale napięcie bardziej.
- Nie strzelać - ostrzegał kapitan Morwa.
Czy "Piorun" rozpozna "Studenta"?
Tak, napięcie narastało o wiele bardziej.
- Nie strzelać! Nie strzelać! - mantrował kapitan.
"Piorun" rozpoznał "Studenta". "Student" rozpoznał "Pioruna".

I teraz powiedzcie mi, moi drodzy, co robi porządny konspirator w czasie konfrontacji?
- Porządny konspirator w czasie konfrontacji nie robi nic. "Nie znam tego pana, pierwszy raz go na oczy widzę. Nie wierzycie mi? Świadków mam trzech, dwa alibi i skoczcie mi na puklerz.
A co zrobił "Student"? Student podrzucił Schmeissera i zastrzelił "Pioruna".
- Ha, ha! - pomyślał sobie zapewne - Teraz "Piorun" mnie nie wyda, nie zezna przeciwko mnie, nic na mnie nie mają!... Znaczy, chyba... Znaczy, czemu wszyscy patrzą na mnie tak dziwnie? Oh, wait... czyli, o kuźwa.

Wymieńcie członków kapeli Zygmunta Augusta, dla ułatwienia - od tyłu!

"Student" rzucił się do ucieczki, towarzysze z Bezpieczeństwa rzucili się w pogoń, żołnierze rzucili się w ślad za towarzyszami, a kapitan Morwa zaciął się i ciągle tylko "Nie strzelać, nie strzelać!" Wszystko skończyło się dobrze - towarzysze nie strzelali, żołnierze nie strzelali, a "Student" przywalił głową w skałę i się utopił.
Na Podhale wrócił spokój, kapitan Morwa wrócił do Krakowa, a publiczność płakała ze szczęścia.
- Bo koniec?
Nie, bo chyba znalazła źródło legendarnego "Brunner, ty świnio!", które wszyscy znają, ale które w "Stawce większej niż życie" nigdy nie padło. Otóż, gdy "Student" trafia "Pioruna", ten umierając patrzy z wyrzutem i stęka: "Student... ty świnio". Film z 1961 roku, pierwsze "Stawki", jeszcze teatralne, pokazano w 1965... Nie, żebym się upierał, ale kocopalność sceny z "Milczących śladów" musiała chyba komuś utkwić w pamięci.

Ustrojowo-propagandowa sensacja - czego w filmie więcej, zależy od indywidualnego podejścia. Dla jednych będzie niestrawny z powodów imponderabilnych, inni obejrzą go jako ciekawostkę, świadectwo czasów i PRL-owski film akcji. Jeśli weźmie się poprawkę na moment powstania - fabularnie daje radę, choć scenariusz momentami mocno trzeszczy, a kim jest "Student" przeciętny widz orientuje się w połowie filmu. Wszelkie braki literackie czy nadmiary ideologiczne możemy zrekompensować sobie zdjęciami tercetu: Karol Chodura, Kazimierz Wawrzyniak, Wacław Dybowski, pięknie komponowanymi ujęciami, perfekcyjnie ustawianymi planami i muzyką Wojciecha Kilara. Nawet pisane przez Bohdana Czeszko dialogi są momentami powyżej średniej krajowej.

Skaczemy na "trzy" czy po "trzy"?

Aktorsko - przyzwoicie. Józef Nowak był niezłym kapitanem Morwą i kiedy tylko nie musiał wygłaszać ideologicznych manifestów, kupował mnie swoimi emocjami. Grono jego współpracowników: Ryszard Kotys, Witold Skaruch, Lech Wojciechowski czy Józef Nalberczak było wystarczająco przyzwoite, by nie razić, a odpowiednio słabsze, by nie przyćmiewać "szefa", Włodzimierz Skoczylas wnosił komediową nutkę, Henryk Bąk grał to, co umiał najlepiej i grał to dobrze, a zaangażowanie Barbary Horawianki do roli kobiety wpadającej do ubeckiego "kotła" po latach okazało się strzałem w stopę. Po latach, bo ówczesny widz może wierzył jej postaci, ale dzisiejszy doskonale wie, że to nie żadna biedna kobita z Jędrzejowa, tylko służka zakonna Anna-Maria Elken, robiąca ubeków w balona. Sporo trzecich planów i epizodów: Witold Pyrkosz przeciętnie, Aleksander Sewruk zabawnie, Adam Mularczyk sprawnie, Kazimierz Fabisiak w normie, a Janina Traczykówna w roli przyjaciółki kapitana Morwy ładna i naturalna, ale też z gatunku "dzisiejszemu widzowi kojarzy się mocno". W tle mignęli Mieczysław Pawlikowski, Zbigniew Dobrzyński, Maria Klejdysz i Jerzy Jogałła.

Można. Może nawet gdzieś między "można" a "warto", ale tylko jeśli ognisty patriotyzm nie przesłania Wam filmu jako szeroko rozumianej rozrywki.

Ideologia ideologią, ale Polak potrafi i cycki przemyci wszędzie.



Varia
1. Postać "Pioruna" w ewidentny sposób wzorowana jest na "Ogniu". Żeby nie zostawiać żadnych niedomówień, gdy "Piorun" zostaje otoczony i poddaje się, jeden z ubeków mówi: "To 'Piorun'. Ten drugi to 'Powicher'". "Powicher" rzeczywiście był numerem 2 w oddziale "Ognia". W oddziale tym służył także żołnierz o pseudonimie "Śmiały" (w filmie dowodzący plutonem egzekucyjnym, mającym spalić Pyzdrę).
2. "Przypominam sobie! Kwiecień, zamach na Plantach, zabity członek komitetu wojewódzkiego". No, nie bardzo - w kwietniu 1945 na Plantach rzeczywiście miał miejsce zamach, ale zabitym był pułkownik Narcyz Wiatr, dowódca Okręgu BCh i z-ca dowódcy krakowskiego okręgu AK. Zastrzeliło go dwóch funkcjonariuszy UB.
3. Schwytany na początku filmu partyzant "Pioruna" nosi nazwisko Szyndzielorz. W świetle innych "przypadków" podobieństwo do nazwiska majora "Łupaszki" wydaje się nieprzypadkowe.
4. Większość krakowskich plenerków udało mi się rozpoznać (tak, "Czytelnia" rzeczywiście mieściła się w jednopiętrowym budynku przy Józefińskiej 2, ulicy Halnej natomiast w Krakowie nie stwierdzono), ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, który budynek udawał z zewnątrz siedzibę UB, z której wyskoczył aptekarz. Google Street View wykazuje, że nie był to gmach przy Pomorskiej, ani przy Królewskiej.
5. Wojna wojną, ubecja ubecją, a Kraków Krakowem - "panie prezesie", panie magistrze", "Nie wiem, jak mam pana tytułować"...
6. Ostatnio  widziałem rosyjskie DVD z "Milczącymi śladami" wydane w serii... uwaga, uwaga... "Legendy ekranu". Rozmach/fantazja, aczkolwiek nie wiadomo, czy tantiemy.
7. Scenariusz powstał na podstawie książki Mariana Kozłowskiego "Droga przez front". Bez bicia przyznaję się, że ani nie czytałem, ani nic nie wiem o autorze. Kojarzy mi się jedynie z małą pomarańczową książką "Lamus ciekawostek", ale może to tylko zbieżność nazwisk.

Jaki snajper, taki strzał


============
Milczące ślady
1961
Czas:
83 minuty
Reżyseria: Zbigniew Kuźmiński
Scenariusz: Marian Kozłowski (wg własnej powieści "Droga przez front")
Obsada: Józef Nowak, Józef Nalberczak, Lech Wojciechowski, Witold Skaruch, Ryszard Kotas, Włodzimierz Skoczylas, Irena Laskowska, Janina Traczykówna, Henryk Bąk, Zbigniew Dobrzyński, Kazimierz Fabisiak, August Kowalczyk, Adam Mularczyk, Witold Pyrkosz, Aleksander Sewruk, Barbara Horawianka, Jerzy Jogałła, Mieczysław Pawlikowski, Bogusław Sochnacki i inni.

8 komentarzy:

  1. Z tym Ogniem to nie taka łatwa sprawa... Pamiętam opowieści o nim (oczywiście cenzurowane) z dzieciństwa, kiedy mój Dziadek prowadził ze mną wieczorne lekcje patriotyzmu, zamiast bajek przed snem :) On się o Ogniu wyrażał bardzo chłodno, przedstawiał go jako watażkę, który miał w sobie więcej bandytyzmu i dzikości niż czegokolwiek innego. Potem przez wiele lat było o nim w moim życiu cicho, a teraz jak poszukałam trochę informacji, wynika, że rzeczywiście nieprosta to historia. Ale i tak Ogień jest jakoś częścią umeblowania mojej głowy, bo nic tak w niej nie zostaje jak to, co się w niej znalazło w dzieciństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta historia bardzo jest nieprosta, a samo Podhale mocno jest co do niej podzielone. Publiczne wahadło chodzi od ściany do ściany, od gloryfikacji do potępienia, kiedyś wygrywało bezkrytyczne potępienie, obecnie przewagę mają panegiryki, prace naukowe i dawniej, i obecnie naukowe są czasem bardzo umownie, bo strony są zaangażowane i skupiają się na waleniu przeciwników historią po głowie...Ale to temat na zupełnie inna rozmowę na zupełnie innym blogu :-)

      Usuń
  2. Czy Autor Słyszał o tym?
    http://www.filmweb.pl/film/Gwiazda+wytrwa%C5%82o%C5%9Bci-1971-5979
    W roku 1944 gdy front zachodni zatrzymał się w Brukseli (co przez Niemiecką Okupację zupełnie jak Toruń wyglądała) Kapelan z Rotmistrzem i kolegami z podniesionym czołem przez cztery knajpy przeszli. W piątej tragicznie polegli i zaczęli widzieć Lelewele dajće gygłady o Powstaniu, Patriotyzmi, i Socjalizmie. Potem jeszcze wręczył im w prezencie miód, wódeczkę, i papierowy order. W tle meteoryty symbolicznie spadały. A wszystko to prawda bo opowiedzieli to oficerowi co miał skłonnosć do bycia Literatem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobre! Takie narodowe - jest wojna, jest wódka, są pijane widy, historia, nauczycielka życia i symbole tańczące "raz do koła" :-) Poszukam, bo zapowiada się chichotliwie.

      Usuń
    2. http://www.filmweb.pl/film/Na+odsiecz+Wiedniowi-1983-7975
      To jescze jedna narodowa produkcja o tym jak wezyr Trela Nustafa z Ibrahimem Pieczką szedł na Zamek Wiedeń (po którym już podówczas jeździły tramwaje) bronił go krół Jerzy III Bińczycki, hetman Burnner i Strasburger dowodzący wojskiem austryjackim. walczyli tam strzałki i statyści przy czym strzałki grały większym zaangażowaniem I wszycy ubrani byli w stare firanki

      Usuń
    3. Kurczę, my tu sobie gadu-gadu... i się nagle okazuje, że mi w komentarzach konkurencja wyrosła ;-)

      Usuń
    4. Nie śmiem aspirować do tak wysokiej pozycji. Do wielu filmów które są recenzowane nie udało by mi się napisać niczego sensownego. Tylko Szanowny Redaktor po objerzeniu takiego na przykład "Wirusa" z Wałęsą jako wirusem komputerowym, Tomaszem Saprykiem jako Nicholasem Cagem, Janem Englertem jako Michaelem Douglasem, Pazurą z brodą jako proramistą komputerowym, secenami erotycznymi przy wybuchających pociągach, bankiem w Pałacu Kultury, rosyjską mafią kospiracyjnie śpiewajacą pieśni ludowe, panią prokurator z wężem, Niezwykle Dowcipne Dialogi i do tego wszystko to całowicie poważnie. potrafiłby to jakos sensownie skomentować.

      Usuń
    5. Dobra, dobra...

      A tak PS-owo... Ludzie, co Was z tym "redaktorem" i to jeszcze dużej litery? Zrobiłem Wam coś kiedyś, że tak wyzywacie? ;-)

      Usuń