2014-03-07

RAJuSTOPY [2005]

Jaki jest ten film? Ten film jest absolutnie nijaki.

Żeby jakoś skusić potencjalnych czytelników

Robert Wist chciał nakręcić film. Nie wiem, czy od dziecka marzył o karierze filmowej, czy był to tylko kaprys bogatego przedsiębiorcy - grunt, że chciał. Napisał scenariusz, uzbierał odpowiednią kwotę (mówiło się o 0,5 mln złotych), najął grupę aktorów oraz "technicznych" i zaczął kręcić.

Bohaterem fimu jest Piotr - kiedyś podobno zdolny chemik, potem zdolny handlowiec, który od łóżka polowego (droga młodzieży, sprawdź sobie w internecie, jak wyglądały początki kapitalizmu w III RP) doszedł do sklepu, a następnie do fabryki produkującej rajstopy.

Piotra poznajemy w jakimś dziwacznym talk-show, w którym...
- Czemu dziwacznym?
Bo w klasycznym talk-show prowadzący ma osobowość, charyzmę, coś, co pozwala mu kreować ciekawe sytuacje, a z gości wydobywać głębokie wyznania. Gospodarz filmowego talk-show jest tymczasem mdły jak micha płatków owsianych: jedna mina, dwa tony, trzy teksty, z czego najczęściej używa "Nie interesuj się", gdy tylko bohater chce się dowiedzieć, co to za show.
Tak na marginesie - "nie interesuj się" czym? "Interesowanie się" w formie czynnej musi mieć jakiś dodatek - nie interesuj się tym albo tamtym albo owym ale zawsze "czymś". Koniec dygresji

No, żeby mi to było ostatni raz

Piotr mam może talent do chemii, ale poza tym jest nieco tępawy, bo w jakim jest show, orientuje się dopiero na samym końcu, podczas gdy nawet średnio rozwinięta wiewiórka załapuje najpóźniej po 20 minutach. Enyłej, bohater siedzi i opowiada o ciężkim losie producenta pończoch i jeszcze cięższym losie wielbiciela kobiet. Opowieść snuje bezpośrednio czyli gębowo, pośrednio czyli przy pomocy scenek retrospekcyjnych, filmowanych z jego perspektywy (nie widzimy głównego bohatera, a kamera "patrzy jego oczami". Ewentualnie on patrzy obiektywem kamery) oraz w sposób mieszany czyli prowadząc dialog z owymi scenkami. Zabieg ciekawy, całkiem sprawnie zrealizowany i jeśli nie usypiamy w połowie filmu, to głównie dzięki tej mieszanej narracji.

Snuje Piotr swoje opowieści, przynudzając straszliwie, siląc się na jakieś bezsensowne rozważania, uogólnienia, sypiąc bucowato-maczystowskimi tekstami i dowcipasami o śladowej zawartości humoru, wystarczającej zaledwie na stwierdzenie, że o, tu według scenarzysty miało być zabawnie. Czasem scenarzysta postanawia ożywić atmosferę i wali jakąś nędzną groteską w postaci pijanego Ruska, wrzeszczącej baby albo mówiącego łamaną polszczyzną Włocha z Włochów.

Skoro był "żart" słowny - to załóżmy rajstopy na głowę i będziemy mieli także sytuacyjny

Czasem scenarzystę ponosi i dorzuca genialny pomysł biznesowy - ponieważ kobiety wyrzucają pończochy, w których oczko poszło tylko w jednej nogawce, straty wynoszą więc 70% towaru całkiem jeszcze dobrego (nogawka 30% i 40% na część majtkową). Żeby zmniejszyć straty - produkujmy rajstopy z trzema nogawkami.
- Jaja sobie robisz?
Ja? Nie, nie ja. Scenarzysta.

Wzloty, upadki, kobiety, stopy, dramaty, blablablabla. Ogląda człowiek, ziewa, zerka na zegarek, a na ekranie niby coś miga, niby coś się dzieje, a tak naprawdę to tylko zbiór kolejnych scenek, kolejnych obrazków i równie dobrze moglibyśmy sobie włączyć archiwalne odcinki Nauczycielskiego Uniwersytetu Radiowo-Telewizyjnego, czy jak się ta przedpotopowa piła nazywała. W dodatku scenarzysta wpadł na pomysł, że postać prowadzącego talk-show będzie specjalnym rodzajem półgłówka, który nie zna języka polskiego i o połowę zwrotów będzie się dopytywał, w dodatku zawsze tak samo?
- XXX? Co to znaczy? Co to za wyrażenie?
- To znaczy... - wyjaśnia główny bohater
- Ale co to za okropny język? Nie można po prostu powiedzieć YYY?
Raz, drugi, dziesiąty, piętnasty... OK, można nie kumać "ziomala", ale nie kumać słowa "szczęki" na określenie straganu, pytać, co to "zgrywa" itd... Ludzie, kochani...

Żeby nie było, że coś wymyślam...

Wreszcie film się kończy: scenarzysta wykręca mega-ojacie-twista, głośno i wyraźnie mówiąc to, co wszyscy wiedzą od dziesiątej minuty filmu (z wyjątkiem co tępszych wiewiórek, bo one, jak wspomnieliśmy, wiedziały od minuty dwudziestej), gra muzyka, jakiś nażelowany facecik śpiewa, a my się zastanawiamy, po jasną cholerę właściwie oglądaliśmy ten film i o czym on tak naprawdę był?
- Przesłaniem filmu jest wykazanie, że czasami ludzie porywają się na rzeczy które przerastają ich głównie w sferze mentalnej - powiedział scenarzysta i reżyser w jednej osobie, a ja teraz mam problem, bo nie wiem, czy to o mnie, o nim samym, czy tylko tak ogólnie i ponadzczasowo.

Niby jest jakaś historia, trzymająca się nawet całości i nierozłażąca się w szwach, niby nawet całkiem sprawnie została sfilmowana. Ba! jak na kino "niezależne" to nawet bardzo sprawnie i ciekawie od strony formalnej (te przeplatające się narracje), a jednak wyszedł z tego produkt bezbarwny i miałki. Gdyby to był zły film, można by się było pośmiać, powyzłośliwiać, powytykać, ale w przypadku "RAJuSTOPY" nie pojawia się ani jedna emocja. Wzruszenie ramion i tyle. Nawet poczucie zmarnowanego czasu mignęło tylko przez chwilkę. Obojętność, kompletna obojętność.

Aktor wyraził zdziwienie miną numer 3 (choć powinien użyć miny numer 2)

Aktorzy poniżej przeciętnej. Piotra zagrał Cezary Żak i zdecydowanie lepiej wypadał w scenach, gdy było go tylko słychać - gdy akcja przenosiła się do "studio" okazywało się bowiem, że obywatel Żak dysponuje warsztatem aktorskim wielkości pudełka zapałek. Trzy miny - uśmiech, kąciki ust w dół albo/i znacząco zmrużone oczy (ta trzecia najczęściej)  oraz dwa sposoby podawania tekstu. Występujący w roli prowadzącego talk-show Wiesław Tupaczewski z kabaretu OTTO... /westchnienie/ Chętnie zwaliłbym jego drewnianość na debiutancką tremę, ale przecież to człowiek estrady, obyty z kamerami, jaka trema w ogóle? Michał Anioł zagrał to, co grywa zwykle (kto wie - ten wie, kto nie wie - niech nie żałuje), Witold Wieliński wiele do grania nie miał, a grający Rosjanina Jacek Lenartowicz ładnie śpiewał. Sporo ról kobiecych, ale żadna nie zasługuje na wzmiankę - ot, przyszły panie i wystąpiły, czasem pokazując nogi. A, nie - przepraszam! Małgorzata Duda-Kozera zagrała bodaj 5 czy 6 różnych epizodów i w każdym jej postać mówiła (czy raczej: wydzierała się) tak samo, a różniła się jedynie perukami.

Chciał przedsiębiorca nakręcić film - to sobie nakręcił film. A że nijaki? Cóż, to i tak lepiej niż w przypadku sporej części filmowej produkcji twórców zawodowych. Doceniam ambicje i realizację marzeń, doceniam wykonanie, minimalną ilość bluzgów, ale filmu i tak nie warto oglądać.

Chyba, że za odpowiednią rekompensatą


Varia
1. - Zawsze chciałem robić filmy, napisałem nawet kilka scenariuszy - powiedział Robert Wist, szef firmy informatycznej. Dwa lata po "RAJuSTOPY" nakręcił "Teczki", w których główne role zagrali Michał Anioł i Małgorzata Duda-Kozera i na które też nie warto tracić czasu.
2. Autorem zdjęć był Radosław Pełczyński. Jak na debiut operatorski swoje zrobił przyzwoicie, a łatwo przecież nie miał. Rok później skręcił w Wielkiej Brytanii film "In the name of", a potem słuch o nim zaginął (przynajmniej portale filmowe nic o nim nie wiedzą).
3. Gdzieś wyczytałem, że "RAJuSTOPY" nakręcono w tydzień. Jeśli to prawda - to brawa dla ekipy.
4. Są cycki. Ale mało. Bodaj para tylko.
5. Z listy płac: Michał Wist, Maja Wist, Beata Wist, Marek Wist i... Cezary Żamojda. Nie chce mi się  szukać, czy to ten i gdzie się pokazał.
6. Całkiem przyzwoita (muzycznie, bo tekstowo - jak to u nas) piosenka na początek - taki idealny utworek do prawdziwego talk-showu. Grał i śpiewał zespół Sote. Pierwsze słyszałem wtedy - nie słyszałem nigdy później.Nie, nie żałuję.

Pani Zofia przed seansem nie skonsultowała się z lekarzemlubfarmaceutą



===========
RAJuSTOPY
2005
Czas:
78 minut
Reżyseria: Robert Wist
Scenariusz: Robert Wist
Obsada: Cezary Żak, Wiesław Tupaczewski, Magdalena Wójcik, Agnieszka Czekańska, Karolina Dryzner, Jolanta Mrotek, Małgorzata Duda-Kozera, Witold Wieliński, Michał Anioł i inni.

4 komentarze:

  1. Rajstopy z trzema nogawkami to akurat autentyczny wynalazek, bodajże pewnego Brytola czy też Amerykanina (Jankes bardziej pasuje, oni akurat zawsze mieli hopla na punkcie minimalizacji kosztów).
    Żadnego artykułu niestety nie zalinkuję, ponieważ nie pamiętam, a guglowanie zbitek "rajstopy dziwne wynalazki 3 nogi" wyświetla cokolwiek... niebezpieczne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to było? "Że życie przebiło kabaret..."? :-)

      Usuń
  2. "Nie interesuj się" w formie bez dodatkowej jest jak najbardziej możliwe, na przykład w polskim Ankh-Morpork, znaczy się w Warszafce. Wystarczy krzyknąć "biją/gwałcą/rabują", a natychmiast wszyscy przechodnie zaprezentują świetnie wyćwiczoną umiejętność "nie interesowania się, bez dodatkowej formy" połączonej ze zdolnością niewiarygodnie szybkiego ulatniania się z danego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem skąd pan bierze te filmy, a przede wszystkim siłę do oglądania tych gniotów w całości, ale czytając tego bloga od dłuższego czasu jestem szczerze przekonany że zrobił pan więcej dla polskiego kina, niż 70 % reżyserów i scenarzystów, skutecznym ostrzeganiem przed oglądaniem tak złych filmów.

    OdpowiedzUsuń