2014-10-29

Dżej Dżej [2014]

- To jest komedia, która nie jest do rechotania się - powiedział Borys Szyc.
Rzeczywiście, śmieszna nie jest.

Ale za to reżyser widział "Matrixa" i umie robić zaskakujące sztuczki z obrazem

Jurek Jurecki ma samochód o imieniu Wacek, laptopa o imieniu Edek i komórkę o imieniu Pamela. Samochodem jeździ do pracy, komórki używa wyłącznie jako budzika, a przed laptopem marszczy freda.
- Co robi?
Targa pytonga.
- Że co?
Młóci Ozyrysa.
- ???
 Rany, jak dzieci... Dobrze sobie robi. Na ręcznym.
- Aaaaa, masturbuje się?
 I to niby ma być lepsze określenie niż "młócić Ozyrysa"? Kamaaan...

Życie Jurka jest proste: praca, dom, dialogi z samochodem, monologi do budzika i grucha przed ekranem. Do momentu, w którym kupił sobie nawigację samochodową. I nazwał ją Carmen. I zaczął z nią rozmawiać. A ona nagle mu odpowiedziała. Początkowo Jurek się przestraszył, bo co innego być półgłówkiem gadającym do urządzeń AGD, ale kiedy urządzenie AGD odpowiada, to już nie półgłówkizm, ale stan nadający się do leczenia farmakologicznego.

Carmen była straszną suczą - niby to się do Jurka przymilała, niby komplementy mu prawiła, a cały czas namawiała go do...
- Do złego?
No, w sumie... Znaczy, głównie namawiała Jurka, żeby robił dobrze. Sobie. W samochodzie. I było to nieco paradoksalnie, bo gdy Jurek robił sobie dobrze, zazwyczaj kończyło się to źle: w jednym przypadku kosztowało Jurka 25 euro, bo nuplał sobie dzyndzla na poboczu niemieckiej autostrady, a niemiecka policja nie lubi polskich komedii, innym zaś razem ostrzenie Pinokia skończyło się dla Jurka więzieniem.
- Do pudła za masturbację?
Nie, za parę morderstw i napad rabunkowy, ale kiedy ktoś nie ucieka z miejsca zbrodni, tylko zostaje, żeby wyczochrać gibona, to zazwyczaj wpada w ręce policji. Znaczy, zapewne, bo statystyki policyjne milczą wstydliwie w tej kwestii.

Statystyczny widz po kwadransie statystycznej polskiej komedii

Ten napad rabunkowy to też by pomysł Carmen. Żeby było straszniej/idiotyczniej, nie dość, że zorganizowała cały napad, to zaraz po nim zadenuncjowała Jurka policji. Mówiłem, że straszna sucz?
- Zaraz, zaraz, bo się gubię - jęknął Głos Wewnętrzny - Nawigacja samochodowa zorganizowała napad rabunkowy?
Zorganizowała. W celu zdobycia pieniędzy na nowe mapy i wyjazd z Jurkiem do Brazyli. Dwie ofiary śmiertelne doliczono do rachunku.
- A wcześniej zakapowała Jurka policji?
 Mhm.
- I po udanym napadzie, a przed przyjazdem tejże policji namówiła Jurka, żeby wypolerował sobie dzidę, zatrzymując go na miejscu zbrodni?
A ino.
- Przecież to się kupy nie trzyma! 
Ba! W tym filmie większość rzeczy się nie trzyma. Zakochany w swojej GPS-owej Carmen Jurek nazywa ją "wirtualną szmatą, powycieraną jak stara kurwa", zakochana w Jurku Carmen, mówi do niego "ty debilowaty, ty",  muzyczka, pasująca do lekkiej komedii w stylu "Louis de Funes spotyka Elżbietę Czyżewską na campingu i mają śmieszne przygody, raz nawet pod prysznicem", ilustruje przygody permanentnie luzującego bagietę debila, sześć trupów i dialogi w stylu:- Kiedy umierał, powiedział dwa słowa...
- O, to ciekawe.
- Kurwa mać!
- To powiedział?
- Kurwa mać, nie przerywać mi!
- Przepraszam.

...a najczęściej powtarzającymi się (mniej więcej co kwadrans) zwrotami były "w pizdu" i "stul pysk, Jurecki".

Główny bohater przez pół filmu ciosa sosenkę, a przed drugie pół opowiada GPS-owi, że będzie ciosał sosenkę i w jakich to pięknych okolicznościach przyrody, lampa wygląda jak wielkie świecące dildo, jeśli pojawiają się futerały do GPS, to musi paść: "Aha, pochewki takie /wink, wink/ hehehe?", jeśli mapy dla Carmen, to Carmen jęczy "Załaduj je we mnie głęboko", jeśli pojawia się pani psycholog to po to, żeby polecieć z Jurkiem mlaszczący półdystans, samochód musi mieć na imię Wacek, bo publiczne okrzyki "zostaw w spokoju mojego Zbigniewa" nie brzmią tak oblechowato jak "zostaw w spokoju mojego Wacka", a na dodatek Jurek pracuje na śluzie.
- No wiesz, to poniekąd normalne, to kwestia fizjologii - kiedy dochodzi do wzwodu...
Zwykłej śluzie. Takie wodnej. Wiecie, jedne wrota, drugie wrota, w środku wilgoć, wajcha w górę... A tfu! Cholera, to jest zaraźliwe!
Bodaj tylko jeden żart nie jest związany z seksem. Zawartość cache'a przeglądarki internetowej scenarzysty musi być... hm... monotonna.

Mamy nawet nawiązanie do klasyki. Tym razem  "Głębokie gardło".

Część widzów/recenzentów porównywała "Dżej Dżeja" do "Her". Twórcy bronili się, że nie wiedzieli, nie słyszeli, nie czytali i jakie internety w ogóle. Początkowo traktowałem ich deklaracje jako zwykły kit, bo Spike Jonze jeszcze już w 2012 roku opowiadał, o czym będzie jego nowy film i bodaj nawet zdradził, że zagra w nim Joaquin Phoenix, ale przecież Maciej Pisarek ze swoim projektem zaczął kołatać do PISF w 2010 roku... Jak mówili starzy Rzymianie: In dubio pro Reo Speedwagon i niech twórcom będzie, że nie zerżnęli pomysłu z "Her".

Syf, żenada, beznadzieja. Pomysł niezły, ale zmarnowany strasznie, wykonanie technicznie poprawne (w sensie: zdjęcia nie bolą w oczy, dźwięk boli w uszy, ale to polski film, więc to oczywiste, plenerki ładne, muzyka składa się z nutek, a nie zgrzytów), ale bezpłciowe, bo to dzisiaj potrafią nawet bracia Matwiejczykowie oraz twórcy tureckich seriali hihihistorycznych, ale poza tym wszystko, co najgorsze w polskim kinie.
- Czyli cycki?
Cycki pojawiły się dwukrotnie, ale w obu przypadkach były to cycki raczej drugiego gatunku i przepraszam, jeśli w 37 milionowym kraju reżyser nie potrafi do swojego debiutu znaleźć cycków na poziomie eksportowym, cycków kategorii S, cycków wywołujących ślinienie zamiast zażenowania... to taki reżyser nie powinien dostawać ani publicznych pieniędzy, ani możliwości kręcenia filmu at all, bo wiadomo, że sobie nie poradzi.

Maciej Pisarek nie poradził sobie nie tylko z cyckami. Nie poradził sobie z fabułą, nie poradził sobie z akcją, nie poradził sobie z próbą odwrócenia akcji (pierwsza piątka żałosnych "skrętów" polskiego kina w XXI wieku) nie poradził sobie z dialogami...
- A chuj mi tam! - wymamrotał główny bohater w imieniu reżysera.
...nie poradził sobie z aktorami, choć zadanie miał teoretycznie proste: jeden główny aktor, trójka w drugim planie, ze cztery osoby w epizodach - do ogarnięcia dla kulturalno-oświatowego domu kultury w Bąbelkach. Borys Szyc wykorzystał wszystkie swoje zgrane grepsy - od oglądanych tysiąc razy gestów przez oglądane tysiąc razy miny po podawanie tekstu "na luźnej szczęce" z taką specyficzną, mlaszczącą dykcją. Momentami przypominało to występ Cezarego Pazury na prowincjonalnej imprezie kabaretowej, na który kiedyś trafiłem w odmętach intern^H^H^H^telewizji. Pazura mówił tam jakiś drętwy tekst, tak bucowaty, że nawet amfiteatralna publiczność krzywiła się z niesmakiem. I co wtedy zrobił Pazura? Włączył tryb "Cezary Cezary, 13. posterunek, a to są moje sprawdzone po wielekroć miny". Mniej więcej coś takiego zrobił Szyc - w pewnym momencie pojechał własną sztampą, stosowaną pińcet razy, oglądaną pińcet razy i pies trącał, że mina, grymas czy wybałusz właśnie stosowany nie pasował do sceny ni w ząb, ważne że kiedyś to się sprawdziło, czymś trzeba rolę ratować, a reżyser przecież Szycowi nie podskoczy, bo kto /zerk w dorobek/ no, kto tu robi za gwiazdę?
Niestety, nie wyszło. Oberhipergłówna rola, żadnej konkurencji i nie wyszło, a Borys Szyc może sobie dopisać "Dżej Dżeja" do coraz dłuższej listy filmów z gatunku "jak ukryć przed wnukami, że dziadzio zagrał taki syf"
- W takim syfie - sprostował Głos Wewnętrzny.
Też.

Konstruktywna krytyka spotkała się z dekonstruktywnym odporem

Kto tam jeszcze grał? Justyna Sieniawska zagrała Carmen (głosowo) i panią psycholog (całościowo). Głosowo miała momenty, ale tylko momenty.
- A całościowo?
Całościowo momentów nie było.
Bartłomiej Firlet miał w sumie ze cztery minuty i jego rolę mógł zagrać ktokolwiek - różnicy by to nie robiło, Paweł Burczyk zaznaczył się mocno, ale im lepiej mu szło, tym bardziej reżyser/scenarzysta starał się mu zaszkodzić, Justyna Wasilewska poszła w konwencyjną przesadę i chyba obroniła się przed reżyserem (ale nie przed scenarzystą), Krzysztof Pluskota był żałosny, a o poziomie filmu niech świadczy fakt, że źle zagrał nawet Jan Wieczorkowski, który w produkcjach klasy B sprawdza się zazwyczaj nieźle (nie, to nie jest obraźliwe, a nawet wręcz przeciwnie). Jako cherry on the top - Niemiec grany przez Francuza.
Omijać szerokim łukiem, nie sięgać nawet w czasie choroby. Nawet butelka wina nie sprawi, że film stanie się lepszy.

Pan Wacław po czterdziestu minutach zrobił sobie stopklatkę.



Varia
1.
Film dostał dofinansowanie z PISF - 1,5 mln złotych. W 2010 roku, co znaczy, że Maciej Pisarek miał cztery (słownie: 4) lata na dopieszczenie swojego debiutu. Nie ma, że boli, zero taryfy ulgowej i gdybym to wiedział, zanim zacząłem pisać, to chyba by się nie obeszło bez bluzgów.
2. Twórcy twierdzą, że film powstawał pod opieką artystyczną Filipa Bajona. Albo łżą, albo Filip Bajon powinien zostać przeniesiony nie tylko poniżej Chwistka, ale nawet poniżej Wionczka. 
3. Jedne źródła podają, że film trwa 81 minut, inne - że 84 minuty. Istnieje teoria, że film początkowo rzeczywiście miał 84 minuty, ale skrócono go o wszystkie zbędne scenariuszowo sceny iskania Augustyna. 
4. - Wsadzę cię w taką dupę, że pożałujesz, że się urodziłeś - syczy policjant.
Nawiązanie do Julii Kristevej i archetypu matki uwięzionej analnie? Nie, typiczny dowcip z polskiej komedii.
5. Muzyka ogólnie niezła (choć, jak wspominałem - sześć wiorst obok fabuły), nazwisko Natalii Fiedorczuk zapisuję na pudełku od zapałek, ale ichnia wersja "Love shack"... Może "I ty zostaniesz Indianinem", ale na pewno nie "i ty zostaniesz Kate Pierson".
6. Dla porządku - film kręcono w Toruniu i Bydgoszczy, ale wątpię, by któreś z miast chciało, to  się tym chwalić. Tym bardziej, że pewnie odbyło się to wg klasycznego układu filmowego: "nakręcimy u was, jeśli nas dofinansujecie", czyli nie dość, że szajs, to jeszcze każde miasto jest w plecy o dziesiąt tysięcy.
7. - Nie nabijamy się z nowych technologii. W ogóle trudno powiedzieć, że się z kogoś nabijamy, jeśli już to z samych siebie, bo tu każdy siebie odnajdzie - powiedział Borys Szyc. OK, jeśli to miał być film, nabijający się z Szyca i Pisarka, to w porząsiu.
8. Borys Szyc miał w tym filmie dwóch dublerów. Nikt nie wie, po co.
9. Osiem osób pracowało nad "ewolucjami kaskaderskimi". Nad scenariuszem jedna. Może film byłby lepszy, gdyby układ był odwrotny i gdyby scenariusz pisali kaskaderzy, a po gębie zbierał scenarzysta?

Skoro już mamy helikopter... zlokalizujcie mi Lamię Reno.




============
Dżej Dżej
2014
Czas
: 81 minut
Reżyseria: Maciej Pisarek
Scenariusz: Maciej Pisarek
Obsada: Borys Szyc, Justyna Sieniawska, Jan Wieczorkowski, Bartłomiej Firlet, Justyna Wasilewska, Paweł Burczyk, Krzysztof Pluskota
Dofinansowanie PISF: 1 500 000 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz