2014-10-08

Kochanie, chyba cię zabiłem [2014]

Znacie Klockowo? Klockowo to mała miejscowość na drugim końcu stołu. Jest kolorowe, plastikowe, tworzą je trzy karczmy, bram cztery ułomki, klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki, a zamieszkują Kubuś Puchatek, Prosiaczek, dwóch policjantów, chłopczyk, dziewczynka, sześć piesków i lalka Zuzia, która jako jedyna nie jest zrobiona z klocków Lego, ale to nie szkodzi, bo inne zabawki bardzo ją lubią i zapraszają na przyjęcia, odbywające się obok piramidki, zbudowanej z klocków-kostek, których zawsze najwięcej zostaje na koniec budowy.
Ostatnio w Klockowie nakręcono film. 

Ale nie jest to film o drobiarstwie. W sumie szkoda trochę...

Jakiś ciapciak zabija żonę i jej kochanka. Przez przypadek, ale na śmierć.
- O, rany, ale nawarzyłem bigosu - mówi ciapciak.
Scenę zabójstwa filmuje prymityw, podający się za detektywa.
- Ja jebię - mówi prymityw, choć nie jebie, tylko spada z drzewa, ale hasło "ja spadam z drzewa" nie miałoby odpowiedniej filmowo bucowatości mocy i publisia mogłaby nie rechotać.
Choć i tak nie rechotała. 
Film dostaje się rękę młodszego ciapciaka o imieniu Kacper. Młodszy ciapciak pracuje w wypożyczalni wideo, bo producent wspominał o nawiązaniach do kina Tarantino i to był jedyny pomysł, jaki przyszedł ekipie do głowy. 
- Jest przy tym wszystkim totalnie zdziecinniały, nie umie się postawić szefowi mimo że nie dostaje wypłaty od trzech miesięcy.
- Producent jest zdziecinniały?
Nie, Kacper. I nie jest zdziecinniały, tylko niezaradny, ewentualnie niedojrzały, ale aktor ma problem z rozumieniem słów dłuższych niż dwie sylaby.

Starszy ciapciak próbuje odzyskać film. Młodszy ciapciak o imieniu Kacper próbuje na filmie zarobić. 
- A prymityw?
Prymityw nie żyje. Też przez przypadek i też na śmierć. 
Starszy ciapciak i młodszy ciapciak jadą nad morze po pieniądze. 
- Dlaczego nad morze?
Bo reżyser chciał nakręcić "stylowe kino", zamarzył mu się film drogi i wymyślił sobie, że starszy ciapciak, z zawodu faja życiowa, z zamiłowania księgowy, ofiara losu, którą w bambuko robili wszyscy wokół, że ów ciapciak wpadł na pomysł założenia skrytki w banku nad morzem i upychania tam żywej gotówki na wszelki wypadek, gdyby kiedyś ciepowatość mu przeszła i chciał prysnąć z kraju "przez Alpy na Kraków"
- Oj, wiesz... to jest komedia.
Wiem, co to jest komedia. Ale wiem także, co to jest taniocha i mam na nią uczulenie.

To jest taniocha - wbijanie do filmowej komórki nazwiska debiutującego reżysera.

Enyłej, jadą. W drodze spotykają ich różne przygody. Jak to w drodze. Spotykają ich także ludzie zabici przez przypadek i na śmierć oraz żywy Niemiec na harleyu.
- Dlaczego Niemiec? 
- Dlaczego na harleyu?
- Dlaczego żywy? 
Hmmm... bo to jest komedia? Nie, to chyba nie jest odpowiedź... Między innymi dlatego, że to wcale nie jest komedia. Zresztą żywość Niemca jest tymczasowa.

Jadą. Starszy ciapciak trzyma młodszego ciapciaka na muszce, a dziewczynę młodszego ciapciaka w bagażniku, choć powinien odwrotnie, bo aktorkę, grającą dziewczynę młodszego ciapciaka, ogląda się lepiej niż samego młodszego ciapciaka.
- Jest ładniejsza?
To też, ale przede wszystkim jest lepszą aktorką.
- Fred... ale drożdże też są.
A śladem obu ciapciaków i dziewczyny podąża dwóch policjantów. Jeden udaje Clinta Eastwooda, a drugi udaje łysego Adriana Monka. Obaj udają źle, obaj są z klocków, pierwszy posługuje się głównie bokobrodami i bluzgiem (bluzgiem częściej), a drugi używa...
- Aktorstwa, które ja preferuję, czyli aktorstwa psychologicznego jednak, gdzie bazą jest psychologia i motywacja - powiedział drugi aktor w wywiadzie.
W przekładzie na polski: gram ponurego tępaka, a jedynym sposobem na skomplikowanie postaci, jaki wymyśliliśmy z ekipą, jest doklejenie bohaterowi lęku przed kotami, lęku przed drabinami, lęku przed wiadrem, leku przed piątkiem trzynastego (jeżeli jest to lęk przed filmem Piotra Matwiejczyka, to podzielam tę fobię) i ogólnej przesądności, hehehehe, łobosiu, hilarjus.

W ramach oszczędności perukę dla aktora z lewej wykonano z włosów, których pozbawiono aktora z prawej

Poza tym, że jedni jadą, a drudzy jadą za nimi, w filmie właściwie nie dzieje się nic. Jedni mówią, drudzy mówią, jedni robią miny, drudzy robią mi... A, nie - przepraszam - choć to polski film, aktorzy nie robią min. Zbigniew Zamachowski, grający starszego ciapciaka, nie robi min, bo jest za dobrym aktorem i nie musi, Ireneusz Czop nie robi min, bo udaje Clinta Eastwooda, a Clint Eastwood nie robił min, Arkadiusz Jakubik nie robi min, bo próbuje grać Monka i jest łysy, a aktor grający młodszego ciapciaka - przepraszam, nawet mi się nie chce sprawdzać, jak się nazywa - nie robi min, bo nie umie. Raz próbuje zrobić minę i nawet zaczyna mu się udawać, ale wtedy scenę psuje reżyser, który klei obrazki z dwóch rożnych kamer i z dwóch różnych ujęć, więc widz dostaje w oko ucieszną asymetrią: lewy profil ciapciaka jest przerażony, a prawy ma wyczesane na wszystko, bo był kręcony dwa dni wcześniej, gdy ciapciak nie był przerażony, tylko wyluzowany. Całość sprawia wrażenie, jakby aktor dostał wylewu i nie jechał nad morze, tylko na ostry dyżur. 
- Lubię filmy, w których są barwne postaci - marzył reżyser.
Ciekawe, czemu takiego nie nakręcił?

Jadą zatem... A im dłużej jadą, tym widzowi niżej zwisa, że jadą, dlaczego jadą, po co jadą. Jadą, to jadą, a jak dojadą, to film się skończy i wszyscy będą szczęśliwi, więc może by tak depnęli pedał gazu i dojechali szybciej? Bohaterów nie daje się lubić, dialogi są płaskie jak otkjuturowa modelka, akcji nie ma, babol goni babol...
- Przykłady poproszę - powiedziała Opinia Publiczna - Bo potem twórcy będą warczeć, że niekonkretnie.
Proszz... Starszy ciapciak trzyma na muszce młodszego i dziewczynę, ale po chwili wysiada z samochodu i idzie z tą muszką gdziesik, nie pamiętając, że młodszy ciapciak siedzi za kierownicą, silnik pyrka i właściwie wystarczy wcisnąć gaz, żeby starszy ciapciak został na poboczu jak ten... ten taki... jak palec. 
- Ale przecież młody wcale nie chce uciekać. Chce jechać ze starszym i zarobić.
To po kiego przez pół drogi lata po obcych ludziach i prosi o ratunek?
- Bo mu starszy ciapciak dziewczynę wsadził do bagażnika, a jego trzyma na muszce.
A po kiego, skoro młody chce z nim jechać, bo chce zarobić?
- Yyyy...
No właśnie. O drobiazgach typu "ktoś macha do kogoś, kto jest odwrócony tyłem, ale na machanie reaguje" etc. - nawet nie wspominam, bo to polska wannabe komedia i niechlujność jest w zestawie obowiązkowym razem z kawą i wuzetką.

Te dwie miny dzielą dwie sekundy w fabule. I dwa dni na planie. 

O czym to ja?... Aha, że babol goni babol. A goniący ciapciaków policjanci wystrugani są niechlujnie, jakby pijany twórca ludowy zgubił kozik i musiał rzeźbić motyką - każdy ma jedną cechę, jedną minę, jedno spojrzenie i tylko bluzgów obaj mają w tak zwany fhój. Fabuła kupy się nie trzyma sensacja nie jest sensacyjna, komediowość nie jest śmieszna, każda próba żartu frąchnie, zanim się jeszcze zacznie, a widza próbuje się łapać na:
- Jesteś pewien? 
- Postawiłbym na to swoje prawe jądro.
...i widzowi robi się smutno, że w XXI wieku ktoś w pełnym metrażu może lecieć taką grzybnią.

- Mam nadzieję, że to będzie kino stylowe - rozmarzył się reżyser w materiale promocyjnym, a potem zaczął mówić coś o braciach Coen, ale nie usłyszałem co, bo materiał promocyjny obejrzałem po bliskim spotkaniu z filmem i na hasło "bracia Coen" dostałem ataku śmiechu. Nie wiem, czego dostaliby bracia Coen na widok filmu "Kochanie, chyba cię zabiłem", ale przypuszczam, że współczesna medycyna potrafiłaby sobie z tym poradzić. 

Fajnie, że Jakub Nieścierow sięgnął po kino gatunkowe i próbował pobawić się konwencjami - szkoda, że absolutnie nie umiał się nimi bawić. Żeby odwoływać się do braci Coen i Tarantino nie wystarczy pokazać wypożyczalni filmów, a jej pracowników ubrać w czerwone koszulki. Żeby nawiązać do twórczości Clinta Eastwooda nie wystarczy co 10 minut głośno przypominać, że się nawiązuje do twórczości Clinta Eastwooda, a wrzucenie na ekran prywatnego detektywa pijącego whisky to za mało by mówić o czerpaniu z kina noir, zwłaszcza, gdy ów detektyw wygląda jak wice-Boczek na wczasach, zachowuje się jak wice-Paździoch na chorobowym, a whisky nie pije, tylko chla i zamiast "kina noir" mamy "kino żura"

Poszukiwania pozytywów w filmie wciąż trwają
  
Film jest... długo szukałem odpowiedniego określenia i jedyne, jakie naprawdę pasuje do "Kochanie, chyba cię zabiłem" to "zjełczały". Nie "słaby", "nudny", "denny", "nieudolny" (tzn. wszystkie określenia pasują, ale nie oddają istoty rzeczy) i na pewno nie "amatorski", bo widziałem parę filmów amatorskich i biły film Nieścierowa na głowę, choć aktorów miały nieznanych, producentów z doskoku, a budżet smutny i niefundowany z państwowej kieszeni.
- Boję się zapytać, ile... - jęknął Głos Wewnętrzny
A ja boję się powiedzieć, że PISF wyrzucił na tę filmową kupę półtora miliona złotych polskich. Nie boję się natomiast zapytać, co za tytan intelektu poparł wniosek twórców?
- Scenariusz „Zabójczej miłości” rekomendował pan Andrzej Wajda - usłużnie poinformował producent, strzelając reżyserowi w obie stopy i biodro, bo jeśli Andrzej Wajda poparł scenariusz, to znaczy, że był w tym scenariuszu potencjał, a skoro był potencjał, a wyszła kupa, to znaczy, że reżyser powinien wrócić do kręcenia... o, przepraszam, nie "kręcenia", bo "Kochanie..." było debiutem Jakuba Nieścierowa - do pisania telewizyjnych gniotów o przygodach Majki. Gdyby ktoś nie pamiętał  - to serial, zaczynający się od tego, że główna bohaterka zamiast zabiegowi kosmetycznemu przez pomyłkę została poddana inseminacji.

Zdjęcia przeciętne, muzyka przeciętna, choć sympatyczna, aktorstwo występuje tylko w przypadku Zbigniewa Zamachowskiego i w jednej scenie Izabeli Kuny, reszta zatrudnionych przy projekcie Nieścierowa zaledwie udaje, z czego połowa udaje nieudolnie. Ireneusz Czop się stara, ale nie ma co grać, Arkadiusz Jakubik zdecydowanie pomylił filmy i roli w "Kochanie, chyba cię zabiłem" może się wstydzić, facecik grający młodszego ciapciaka, zagrał gorzej niż w "Być jak Kazimierz Deyna", Kazimiera Utrata dorobiła sobie do emerytury, a Roma Gąsiorowska pojawiła się na 40 sekund tylko po to, żeby można było jej nazwisko umieścić na plakacie (swoją drogą - koszmarnym) i łowić naiwnych.

W scenie strzelaniny Arkadiusz Jakubik próbował zagrać nutrię.  

- Jest to komedia kryminalna... - nieszczerze zachęcał Ireneusz Czop - Może nawet z kluczem.
Mhm. Klucz jest na ekranie i to nawet dłużej niż Roma Gąsiorowska. Niestety, nie ma kryminału i nie ma komedii.  

- Zrobiliśmy wszystko, żeby temu projektowi pomóc - powiedział producent Zbigniew Domagalski.
Nie udało się. Pacjent zmarł. Ale półtorej bańki z PISF wystarczyło na tłuste pensje dla ekipy, więc kto by się filmowym truchłem przejmował.

Aha - film ma motto. Poważnie. Białe litery, czarne tło, "Kłopoty rodzą się z gniewu, a nieszczęścia wynikają z błahostek". Mocne, nie? Takie głębokie... Ciekawe, z czego rodzą się tak nędzne filmy? Z liściów mokrych i słomy zgniłej czy tylko ze zwykłej grafomanii nieudolności?

Nie warto. Bardzo nie warto. 

"...a my, zapamiętaj sobie to, wynajmiemy helikopter na 10 godzin za pełną stawkę godzinową od instytucji!"


Varia
1. Początkowo film miał nosić tytuł "Zabójcza miłość" i choć był to tytuł głupi (bo pasował zaledwie do czterech minut filmu), to nie aż tak głupi jak "Kochanie, chyba cię zabiłem", bo ten jest głupi niemożebnie.
2. Recykling ekipy: II kierownik produkcji Katarzyna Stegnerska pokazała się jako kelnerka, a na ekranie można było zobaczyć dzieci II reżysera i konsultanta ds. kaskaderskich. 
3. Jeden z policjantów porusza się Cadillakiem - twierdzili twórcy. Się nie - to Buick (na moje oko - LeSabre, ale niektórzy twierdzą, że to '78 Electra), weteran polskich filmów i Teatrów Sensacji. Hint dla filmowych fachowców  - zazwyczaj samochody mają na przedniej masce taki charakterystyczne znaczki, po których można odróżnić  Fiata od Mercedesa, a Peugeota od Syrenki.
4. Internety twierdzą, że grająca w filmie wypożyczalnia znajduje się na warszawskich Kabatach. Nie wiem, nie upadłem na głowę, żeby sprawdzać.
5. Się chciało nawiązywać do Eastwooda, to trzeba było nazwać postać Ireneusza Czopa "Pulowski", bo "Wierzbowski" kojarzy się przede wszystkim z "Obcy - decydujące starcie".
6. "Sama historia opowiada historię podróży młodego chłopaka, który pracuje w wypożyczalni filmów i człowieka, który przeżywa taki klasyczny midlajf krajzys, tylko że taki nieklasyczny trochę, bo zaburzony w międzyczasie" - to słowa reżysera, które usłyszałem już po obejrzeniu filmu. Gdybym usłyszał je wcześniej - nie tknąłbym filmu nawet długim kijem, bo jeśli ktoś mówi o "historii opowiadającej historię" i "klasycznym nieklasycznym midlajf krajzysie" (którego, nawiasem mówiąc, w filmie nie ma wcale), to nie zasłużył, żeby oglądać jego "produkcje".

Proszę, nie każ mi więcej oglądać filmów tego reżysera!


==========
2014
Czas: 87 minut
Reżyseria: Jakub Nieścierow
Scenariusz: Jakub Nieścierow
Obsada: Zbigniew Zamachowski, Arkadiusz Jakubik, Ireneusz Czop, Marcin Korcz, Anna Karczmarczyk, Izabela Kuna, Leszek Lichota, Jakub Wieczorek i inni.
Dofinansowanie PISF: 1 500 000 złotych. 

7 komentarzy:

  1. Umarla mnie ta recenzja :D Szczerze mowiac, mam ochote to obejrzec tylko po to, zeby sie z tego posmiac, gdzies miedzy Sharknado a Zombie Strippers :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Um, obejrzalam zwiastun i ochota zdechla. Jezus Mario.

      Usuń
  2. O matko, to ktoś jeszcze poza mną kojarzy "Piotrek trzynastego"? Współczuję, bardzo współczuję. Choć może się nie znam, w końcu film zdobywał nagrody na festiwalu w rodzinnym mieście mym, i w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzy, kojarzy... Sporo osób kojarzy. I wielu z nich się podoba nawet. Czego nie jestem w stanie pojąć, ale jestem w stanie zrozumieć, że tak polecę enigmatyczną sprzecznością.
      A "Piotrek trzynastego" doczekał się drugiej części. Jest jeszcze gorsza, więc pewnie też dostanie nagrody.

      Usuń
  3. Jak do tej pory 67 833 widzów to cuś obejrzało. Można mieć rożne fetysze, ale z własnej nieprzymuszonej woli wybrać się na ten film?! Naród u nas twardy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Promocję miał solidną, nazwiska na plakatach z gatunku "przyciągających".. Fakt, że tak niewiele osób dało się nabrać, bardzo dobrze świadczy o publiczności. O filmie też :-)

      Usuń
  4. Właśnie jest w kioskach w pakiecie z VIVĄ!

    OdpowiedzUsuń