2014-10-01

Zbrodniarz i panna [1963]

- Pani jest kasjerką na poczcie?
- Tak, proszę pana.
- W Kamocku?
- Tak, proszę pana.
- I była pani świadkiem napadu?
- Tak, proszę pana.
- W którym zrabowano mucho dinero i zabito dwóch funkcjonariuszy?

- Tak, proszę pana.

- I twierdzi pani, że rozpozna pani sprawcę?
- Tak, proszę pana.
- Choć był w kasku i w goglach?
- Tak, proszę pana.
- Ot, tak - od kopa?
- Tak, proszę pana.
- Pamięć fotograficzna?
- Tak, proszę pana.
- A potrafi pani powiedzieć coś poza "Tak, proszę pana"?
- Tak, proszę pana.
- A co?
- Ja nie umie chodzić na szpilkach.

Kasjerka Małgorzata Makowska nie była demonem flirtu towarzyskiego. Była szara, nijaka, zmęczona, zniechęcona i zniechęcająca. Pewnie też byśmy tacy byli, gdybyśmy musieli mieszkać w Kamocku, w którym wszystko było szare, bure, bardzo małomiasteczkowe i beznadziejnie beznadziejne. Życie kasjerki Makowskiej dzieliło się między dom (beznadziejny, z kranem na korytarzu), pracę (beznadziejną, aczkolwiek etatową, z prawem do urlopu i dostępem do Funduszu Wczasów Pracowniczych - choć pamiętajmy: w środkowym PRL to nie był żaden cymes, ale szara norma) i marzenia (też beznadziejne, bo do realizacji marzeń trzeba energii, a wszelkie Kamocki znane są z tego, że energię wysysają). I nagle w życiu kasjerki Makowskiej pojawia się mężczyzna w stroju starannem: w kasku motocyklowym, goglach, skórzanym płaszczu...
- Rycerz na białej WFM-ce?
Nie, bedgaj ze schmeisserem, którym to pistoletem maszynowym perforuje dwóch funkcjonariuszy straży bankowej, kasjerki Makowskiej nie perforuje, a przynajmniej nie definitywnie, po czym oddala się w kierunku nieznanym, unosząc ze sobą worki pełne biletów Narodowego Banku Polskiego.

Załoga G gotowa do akcji

Prowadzone przez organa ścigania szeroko zakrojone śledztwo, pozwoliło ustalić co następuje: A) to nie pierwszy napad tego typu i tego typa, B) banknoty z poprzednich napadów pojawiały się w modnych miejscowościach nadmorskich, c) co wskazuje na zamiłowanie typa do hulaszczego trybu życia, C) kasjerka Makowska jest jedynym żyjącym świadkiem, D) twierdzi, że typa rozpozna.

Po szeroko zakrojonym śledztwie organy ścigania postanawiają przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję specjalną: kasjerkę Makowską ucharakteryzuje się "na niepoznakę", przydzieli się jej kapitana Ziętka i niech jadą nad morze, szukać bedgaja. Co prawda to szukanie igły w stogu nadmorskiego piasku, ale kto wie - może któregoś słonecznego dnia zobaczą na plaży gościa w skórzanym płaszczu, kasku motocyklowym oraz w goglach i kapitan Ziętek będzie mógł dokonać aresztowania.
- To gdzie tu "szerokie zakrojenie"?
W budżecie. Modna miejscowość nadmorska, środek sezonu, hotel kategorii S-kwadrat, dwa pokoje na czas nieokreślony, room service, obstawa w nadgodzinach, wódka, zakąski, "kawior czarny ułożony w niewielką piramidkę, na której królowały skrzyżowane sprytnie plasterki cytryny (...) Ona Manhattan a'la Imperial, on – czysta i kropelka grape-fruitu", częste międzymiastowe w priorytecie zero... Macie pojęcie, ile to musiało kosztować? 

A co, tylko filmowcy mogą się opalać na koszt państwa?

Charakteryzacja kasjerki Makowskiej udała się nad podziw - zamiast szarej, brzydkiej, nudnej jak miesięczny bilans kasjerki, u boku kapitana Ziętka pojawiła się kobieta, na widok której połowa mężczyzn zaczęłaby się ślinić a druga połowa kicałaby wokół z piskiem, czekuladkami i biletami do cyrku. Cud-miód-malina, figura-fryzura-błysk w oku i te ni to leniwe, ni to rozmarzone gesty... Kobieta-magnes po prostu. A nawet elektromagnes.

I tu kryminał zmienia się bajkę. Oczywiście, można by uznać, że sam kryminał jako gatunek z natury rzeczy jest rodzajem bajki: mamy Dobro, mamy Zło, mamy konflikt-zbrodnię, detektywistyczną magię, magii owej całkowite zdemaskowanie i ostatecznie ukaranie Zła (morał), a różnice występują tylko w realiach i didaskaliach. "Zbrodniarz i panna" nie odbiega od tego kryminalno-bajkowego schematu, ale stężenie bajkowości występujące w tym filmie jest wyjątkowo wysokie - jest bowiem bajką na trzech poziomach.

Pierwsza bajka to klasyczna intryga kryminalna: zbrodniarz, ofiara, stróż prawa, dedukcja, te rzeczy... Sprawnie ułożona i wciągająca historia, z myleniem tropów, podsuwaniem podejrzanych i zgrabnymi zwłokami na plaży. Momentami wątek kryminalny zgrzyta, bo się twórcom nie chciało przysiąść nad spójnością i lecą na skróty - jak w scenie, gdy kapitan Ziętek ok. siódmej rano zleca prowincjonalnemu chorążemu dostarczenie "danych o wszystkich mężczyznach w wieku 20-40 lat" (domyślam się, że tylko w modnej miejscowości plażowej, a nie w województwie?), chorąży obiecuje na 15:00 i... wywiązuje się bez pudła, nie tylko dostarczając dane, ale nawet dane zweryfikowane w miejscach zamieszkania. Skomputeryzowane ekipy wszystkich serii CSI zielenieją z zazdrości, bo im by to zajęło dwa dni, a tu chorąży z telefonem w parę godzin się uwija... Takiego szycia na okrętkę  jest trochę, ale nie przeszkadza za bardzo w oglądaniu, a nawet jeśli - wystarczy zagapić się na Ewę Krzyżewską i who cares?

Jeśli ktoś woli bardziej big beatowy typ kobiety - gapi się na Helenę Majdaniec

Druga bajka - bajka o Kopciuszku, zmienionym z kocmołucha w królewnę, ale Kopciuszku świadomym swojej kocpiuszkowatości, zdającym sobie sprawę, że przemiana w królewnę jest tylko chwilowa, a potem trzeba będzie zdjąć szpilki, ciuchy zdać do milicyjnego magazynu i wrócić do pocztowego okienka, do współpracowników z zaczeską i drącej twarz Kiełbasińskiej spod siódemki. Kasjerka-Kopciuszek ma sporego wewnętrznego zgryza: z jednej strony powinna szukać mordercy, z drugiej - wcale nie chce go znaleźć, bo to oznaczać będzie dla niej koniec bajkowych wakacji, z trzeciej - ma świadomość, że nic już nie będzie takie jak przedtem, bo już dano jej cukierka, już pokazano jak smakuje wielki świat i słoneczne życie i dalsza egzystencja z tą wiedzą/doświadczeniami w szaro-burym Kamocku będzie jeszcze trudniejsza. 
- Zmieniłam się... - szepce Kasjerka-Kopciuszek - Chyba się zmieniłam...
I z tą świadomością opiernicza dzielnego księcia w stopniu kapitana, zarzucając mu okrucieństwo, ale jednak lgnie do niego, bo skoro ma swój kwadrans i tylko ten kwadrans, to wykorzystajmy go i miejmy choć jedno sensowne wspomnienie w życiu. Nawet jeśli wspomnienie będzie boleć długo, przypominając o odebranej bajce, to jednak będzie i zawsze będzie można do niego uciec, choćby tyko przez zamknięcie oczu i wieczorne chlipanie w poduszkę. Zawsze coś...

Ta druga bajka skreślona jest i zagrana na tyle umiejętnie, że w pewnym momencie zaczyna górować nad wątkiem kryminalnym - bardziej przejmujemy się smuteczkami Kasjerki-Kopciuszka niż tym, czy mordercą jest pan A, pan B czy Stirlitz. Może dlatego, iż wiemy, że w bajce kryminalnej Zło musi zostać ukarane, więc prędzej czy później i tak się dowiemy, kim jest Facet w Kasku-i-Goglach, ale w bajce kopciuszkowo-romansowej zakończenie nie jest oczywiste, zwłaszcza gdy książę jest w niej służbowo i na etacie - ta historia może się skończyć ślubem i bajkowym "happily ever after", ale równie dobrze książę-kapitan może uścisnąć Kopciuszkowi-kasjerce dłoń, podziękować w imieniu służby i "chorąży odwiezie panią na stanowisko pracy".
- I jak się kończy? - zapytała zniecierpliwiona Opinia Publiczna, ocierając oczy chusteczką.
Sami sobie zobaczcie. Powiem tylko, że kończy się w sposób, którego mogliby się uczyć dzisiejsi twórcy: w sposób nieoczywisty, otwarty i z dobra puentą.

Kapitan Ziętek na tropie

I trzecia bajka - realia. Nie wiem, nie znam się, może w PRL AD 1963 funkcjonowały takie enklawy luksusu, w których hotele niczym nie różniły się od paryskch, boye zasuwali w kubraczkach i czapeczkach, obsługa śmigała w podskokach rzetelnie w tę i w tamtą, żadne tam "kolega podaje", tylko ukłon, dyskrecja, dziękuję uprzejmie, w czym szanownej pani, łaskawy pan będzie łaskaw... i Boże broń przed napiwkami, które ode złego są. Może więc enklawy takie istniały i może nawet dostępne były nie tylko dla bohaterów "Życia towarzyskiego i uczuciowego" ale także dla zwykłego obywatela. Ma to jednak znacznie dość umowne, bo dla większości obywateli PRL takie warunki to bajka o słoniu w karafce i krasnoludkach pod grzybkiem - realia były jakie były i nasz Kopciuszek z Kamocka prędzej by jeża urodził, niż doczekał się obsługi, którą widzimy w filmie, prędzej by osiwiał, niż dodzwonił się do room service ("kable pękli a nowych nie dowieźli"), a kapitan Ziętek musiałby się zdekonspirować przed niedogolonym i usiłującym mu służbowo wmłócić kelnerem.

Te trzy bajki spleciono w "Zbrodniarzu i pannie" w naprawdę zgrabną całość, którą "się ogląda". Gdzieś coś zgrzytnie fabularnie, gdzieś ktoś nie dopilnuje scenariusza i padający z ekranu tekst nie bardzo zgadza się z obrazem, którego dotyczy, czasem dialog zabrzmi ciut tekturowo albo akcja wyhamuje na chwilę, ale to pomijalne drobiazgi, bo film się toczy...
- ...do przystanku "happy end" - zaśpiewała Helena Majdaniec, a marynary fruwały jak klucz kormoranów. 
...pistolety migają (choć, gdy przychodzi co do czego, to zbrodniarz nie strzela, ale dusi), a Zło zostaje ukarane przy pomocy pnia.

Pień wylegitymować i zatrzymać do wyjaśnienia 

Aktorsko - Ewa Krzyżewska, długo nic, a potem gromada aktorów, z których każdy zagrał dobrze, ale nie porywająco. Ewa Krzyżewska przyćmiła wszystkich i nie chodzi mi tu o metamorfozę fizyczną, o fryzjersko-makijażową przemianę z kamockiego Kopciucha w piękną królewnę, bo to przecież najprostsze. To była rola kompletna - oszczędne aktorstwo, znakomita praca głosem, każdy niuans postaci oddany precyzyjnie... Zaryzykuję twierdzenie, że to była najlepsza rola w karierze Ewy Krzyżewskiej. Zbigniew Cybulski wypadł poprawnie, ale jednak przeciętnie - rolę miał drętwą, czasem próbował coś z niej zrobić, jego klasyczne zagrywki z zawieszaniem głosu w losowych momentach tym razem się nie sprawdziły. Adam Pawlikowski był sympatyczny, ale głosowo drewniany jak nadmorskie molo, Ewa Wiśniewska była śliczna, Stanisław Milecki grał kanonicznego "mądrego przełożonego", a tercet podejrzanych: Edward Fetting, Gustaw Lutkiewicz i Piotr Pawłowski sprawdzał się nieźle do samego końca, choć co wybredniejsi widzowie grymasili trochę, że "jakże to, taki sympatyczny facet mordercą, przecież nie pasuje, ten drugi byłby lepszy, a trzeci to już zupełnie wypisz-wymaluj złodziej! I pijak!" 

Bardzo dobre zdjęcia Jerzego Lipmana, który światłem podzielił filmowe światy na szaro-bury Kamock i słoneczne Zdroje, a pomiędzy nie wcisnął jeszcze gatunkowo-kryminalne smaczki. Świetna muzyka Krzysztofa Komedy - niby prosta, ale odpowiednio tworząca nastrój i dozująca napięcie. I kostiumy - niezły przekrój mody wczesnych lat sześćdziesiątych, męskiej i kobiecej, a wyróżnienie specjalne dostaje Ignacy Machowski za kołnierzyk białej koszuli wywinięty na marynarkę, tylko szkoda, że do kompletu założył spodnie w stylu "czarne wory pod przeponę", a nie jakieś zgrabne pumpy. 

Warto. Może nawet między "warto" a "trzeba".

A mordercą jest... pan w masce!


Varia
1. Książka "Zbrodniarz i panna" ukazała się dwa lata po premierze filmu. Choć scenariusz Maciej Słomczyński podpisał pseudonimem Joe Alex, to wersję drukowaną sygnował nazwiskiem Kazimierz Kwaśniewski, którym posługiwał się na odcinku kryminałów krajowych.
2. Oczekiwanie na metamorfozę kasjerki kapitan Ziętek umila sobie wyjadaniem kawowych fusów ze szklanki. Pamięta ktoś jeszcze taki "obyczaj"? A "kręcenie" kawy Marago? 
3. Bardzo ciekawy trzeci i czwarty plan - w rólce kelnera wystąpił Mirosław Majchrowski czyli "Parmezan" z "Gangsterów i filantropów", jako fryzjer mignął Ludwik Pak czyli "Zdzisław Dyrman... zasadniczo", młodym milicjantem był szczuplutki Krzysztof Kowalewski, a recepcjonistkę zagrała - uwaga, uwaga - Helena Grossówna, gwiazda przedwojennej komedii, znana m.in. z "Zapomnianej melodii". Widzowie o sokolim oku i dobrej pamięci do twarzy w scenach restauracyjno-tanecznych mogą wypatrzeć w tle Wojciecha Duryasza, Henryka Kurka ("Henia-Melomana", "gieroja" warszawskich parkietów widzieliśmy także w "Zuzannie i chłopcach"), żonę Janusza Morgensterna Krystynę Cierniak i parę innych znajomych filmowo twarzy.
4. Kamocka na mapie nie znalazłem, a filmowe Zdroje i Ujście, to pewnie Międzyzdroje i Świnoujście, zwłaszcza, że amfiteatr, w którym grają Czerwono-Czarni mocno przypomina świnoujską Muszlę. 
5. Zupełną nowością była dla mnie Katarzyna Bovery - piosenkarka śpiewająca na dansingu. Ciekawy, mocny, lekko "czarny" głos, uroda oryginalna, piosenka w kinowym hiciorze.... a tu żadnych informacji, żadnych skojarzeń, pierwsze słyszę. Poszukałem, pogrzebałem - podobno w pierwszej połowie lat 60. była naprawdę popularna (wyróżnienie w Opolu, nagroda w Sopocie), nagrywała sporo, ale potem wyjechała na tournée do Stanów, zakochała się, wyszła za mąż i zakończyła karierę, a krajowe media miały zbyt wiele miejscowych gwiazd i gwiazdek do lansowania, by o niej pamiętać. 
6. Zabawne, że swoje najlepsze role Ewa Krzyżewska zagrała w filmach o bardzo podobnych tytułach: "Popiół i diament", "Zuzanna i chłopcy", "Zbrodniarz i panna", "Zazdrość i medycyna". Wszędzie to "i"... I role Ewy Krzyżewskiej jako kropka nad.

"Interesantów poznaję po rękach, bo okienka w kasie są niskie... Widzę tylko ręce - same ręce"

============
1963
Czas: 80 minut
Reżyseria: Janusz Nasfeter
Scenariusz: Joe Alex
Obsada: Ewa Krzyżewska, Zbigniew Cybulski, Adam Pawlikowski, Ewa Wiśniewska, Mieczysław Milecki, Edmund Fetting, Piotr Pawłowski, Gustaw Lutkiewicz, Ignacy Machowski, Helena Grossówna, Krzysztof Kowalewski, Ludwik Pak i inni.

9 komentarzy:

  1. Tekst, jak zwykle, bardzo przyjemny. Ale proszę mi podać choć jeden tytuł filmu, w którym Pawlikowski (nie dubbingowany) nie był "głosowo drewniany". To tak, jakby się czepiać Himilsbacha, że miał chrypę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie racja... Ale w "Rękopisie znalezionym w Saragossie" mimo swojej maniery, bronił się znakomicie, a czasem nawet wychodził poza nią i nagle się okazywało, że to w sumie kwestia przypilnowania tego samorodnego talentu w czasie nagrywania postsynchronów.

      Usuń
  2. Swinoujska muszla? No, to musze obejrzec jak wypadlo moje miasto :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda mi na świnoujską właśnie, a samo miasto... Miasta jest mało i nie wiem, czy to Świnoujście, czy Międzyzdroje, czy jakaś przypadkowa miejscowość pomiędzy.

      Usuń
    2. Mieszkam w Świnoujściu i zapewniam, że ta muszla koncertowa nie jest świnoujska (za mała i widoki za nią nie te). Natomiast Świnoujście zaistniało w filmie, ale bardzo krótko - w 3-4 minucie, gdy widzimy ulicę z bankiem - to jest dokładnie ulica wtedy Dzierżyńskiego, a dziś Monte Cassino. Budynek banku pozostał do dziś, z charakterystycznym portalem, a wtedy był tam naprawde bank i jest DO DZIŚ. Pozostał niezmieniony do dzis tez widoczny w tle przedwojenny ratusz, a wówczas już Muzeum Rybołówstwa, zamyka on perspektywe ulicy i zwieńczony jest wieżyczką. Szosy, po których jeżdżą samochody sa bardzo podobne do tych z wyspy Wolin (nawet moczary z stojącymi w nich drzewami, gdy Wiśniewska wsiada do samochodu to chyba okolice Wisełki). W jednym momencie mam wrażenie, że widze wysoka wydme właściwą raczej dla miejsca oddalonego o 200 km od wyspy Wolin- w okolicach Łeby, bo tak wysokich i piaszczystych przy domu mieszkalnym nie znam z wyspy Wolin.

      Usuń
    3. O, rany! Wielkie dzięki za ten wpis i za wszystkie informacje. Zapisuję, notuję, kiedy dotrę do Świnoujścia to pewnie jeszcze fotki porobię. Rewelacja. A materiałów do ewentualnego wpisu "post-scriptum czyli remanent" coraz więcej...
      Dzięki wielkie jeszcze raz :-)

      Usuń
  3. Film sympatyczny :-) Szkoda, że nie nakręcono sequela na podstawie książki "Każę aktorom powtórzyć morderstwo" bo chętnie zobaczyłbym Ewę Krzyżewską w roli "kury domowej" - żony porucznika Ziętka ;-) a co do miejscowości, w której kręcono film to na ten temat Ewa Wiśniewska : http://www.polskanafilmowo.pl/reviewsView,19,ewa-wisniewska,PL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za link do wywiadu - dopisałem sobie parę informacji do pliku "postcriptum" - niedługo pewnie ułoży się z tego odrębny wpis.
      A po książkę muszę sięgnąć. Nie wiem, jakim cudem, ale nie znam. Bu.

      Usuń
  4. zastanawia mnie dlaczego na plażę w latach 60 chodzono w garniturach,krawatach i czarnych lakierkach?

    OdpowiedzUsuń