2014-11-22

Kościuszko pod Racławicami [1937]

Czerwone jabłuszko
wpadło mi pod łóżko,
a pod łóżkiem leżał
Tadeusz Kościuszko.

Ja, z bożej łaski Kościuszko w paski...

Filmowy Tadeusz Kościuszko nie leżał, ale stał i nie pod łóżkiem, ani nawet pod gruszką, a w Dreźnie, gdzie oczekiwał delegatów, którzy oczekiwali rozkazów dla oczekujących w Polsce konspiratorów, których czekała degradacja, demobilizacja, degrengolada i dewolaj.
- Ty jeden jesteś zdolen - mówił gość w peruczce.
- Jak Waszyngton - dodawał drugi.
- OK, znaczy jest was dwóch - zreflektował się ten pierwszy - Ale wolimy ciebie, bo Waszyngton jest zatrudniony na obcym etacie, a poza tym ma drewniane zęby.
- Mości panowie... - westchnął jenerał Kościuszko - Żołnierze Waszyngtona nie umieli chodzić w ordynku, ale w łachmanach swoich nosili oręż nad oręże!
- Hehehe - potwierdzili żołnierze Waszyngtona, demonstrując swój oręż do kamery numer dwa, która odwróciła ze wstydem obiektyw.
- Poczucie równości obywatelskiej i niezmierzone pragnienie wyzwolenia - wyjaśnił Kościuszko.
- Yyyy? - zdziwili się żołnierze Waszyngtona, chowając oręż i dopinając łachmany.
- Yyyy? - zdziwili się delegaci z Polski.
- Ech... - westchnął Kościuszko i odesłał ich do kraju.

W kraju panoszyli się Rosjanie w perukach. Rosjanie w perukach dzielili się na Rosjan chodzących i Rosjan ustawiających się w rządku. Rosjanie chodzący słuchali rozkazów Rosjan ustawiających się w rządku, Rosjanie ustawiający się w rządku słuchali rozkazów generała Igelströma, generał Igelström słuchał rozkazów carycy Katarzyny, a caryca Katarzyna nie słuchała niczyich rozkazów, przez co nie została zaangażowana do filmu, bo porządny reżyser nie może sobie pozwolić, żeby go jakaś rola nie słuchała.

Okupacyjny rząd. No, rządek...

- Rozpuścić polskie wojsko! - rozkazał gubernator Igelström.
- Panie kochany, taż oni i tak już są rozpuszczeni jak dziadowski bicz albo nawet teorban - westchnął hetman w surducie.
- A, o! - przytaknęła brygada generała Madalińskiego, pokazała Rosjanom wała i udała się z Ostrołęki do Krakowa.
I w ten sposób zaczęła się insurekcja.
- Tak, właśnie w ten sposób się zaczęłam - potwierdziła się insurekcja, poprawiając binokle i otulając nogi pledem.

Śliczny porucznik Janek poznał śliczną Hankę, zaręczoną ze ślicznym porucznikiem Kazikiem, śliczna Hanka zakochała się w ślicznym poruczniku Janku, śliczny porucznik Kazik obraził się na ślicznego porucznika Janka, śliczni straszni wąsaci mieszczanie śpiewali, cech szewców wpłacił na insurekcję 20 dukatów, a sierżant Biedroń uczył rekrutów chodzenia w ordynku oraz wierszy Majakowskiego, wrzeszcząc "Lewa! Lewa! Lewa!", podczas gdy reakcyjni rekruci uparcie tupali prawą i nawet hasło "w lewo zwrot!" bojkotowali, obracając się we wszystkie świata strony, w tym jeden w stronę Mekki, a dwóch w stronę Miechowa.

...jako ufność ku osobie... mocium panie... waszmość pana...

Naczelnik Kościuszko wydał cztery kabotyńskie okrzyki i dwa manifesty, śliczna Hanka rozdarła serce między dwoma ślicznymi porucznikami, śliczni porucznicy rozdarli się na siebie, Bartosz Głowacki siał ziarnem i metaforą, przy czym metaforą jednak sprawniej, chłopi stawiali oręż na sztorc, a Moskal następował.
Następował też ciąg dalszy.
- Wpadliśmy na szwadron Polaków - poskarżył się generałowi posiniaczony Rosjanin.
- I co? - zapytał generał, jakby nie widział siniaków.
- Znieśli nas - jęknął jegier.
- Wot, Paliaki. Wierzyć im nie można - zdenerwował się generał - Całe lata mówią, że znieść nas nie mogą, a kiedy przychodzi co do czego, to znoszą!

Dochodzi do wielkiej bitwy. Rosjanie najpierw chodzą, potem ustawiają się w rządku, potem znowu chodzą, bo tam gdzie stali, padały kule oraz zabici, znowu ustawiają się w rządku, a w tym czasie chodzą Polacy. Ciężko odróżnić, którzy są którzy, bo jedni i drudzy wołają "Hurraaa!" i nawet jeśli którzyś wołają przez "h" nieme, to w bitewnym huku tego nie słychać. Chodzą, ustawiają się w rządku, znowu chodzą, znowu się ustawiają, czasem któryś usłyszy wydzierającego się zza krzaka reżysera, sugerującego, iż jeśli komuś coś wybucha pod stopami, to może by się łaskawie ten ktoś przewrócił, a nie udawał Terminatora? Chodzą... ustawiają się w rządku.. chodzą... ustawiają się... chodzą... O, wreszcie! Jeżdżą. Na koniach. To brygada Madalińskiego.
- BUM!
Po skutecznej salwie artyleryi ruskiej, ciągną się szeregi... piechurów, bo konie im zabito. Chodzą... stają w rządku... Hurra!... chodzą...

Tylko w polu biały krzyż bęben nie pamięta już, kto pod nim śpi...

Wreszcie naczelnik Kościuszko wrzeszczy kanonicznie:
- Chłopy, weźcie mi te armaty!
Chłopy biorą. Bartosz Głowacki nakrywa jedną armatę czapką, ktoś nakrywa drugą armatę nałęczką, szeregi ruskiej artyleryi nakrywają się nogami, naczelnik wyzywa kosynierów od situłajenów i próbuje obciąć Głowackiemu ramiona, a potem zamienia się w wyszczerzony pomnik na Wawelu.

A śliczna Hanka i jej dwaj śliczni porucznicy?
Śliczny porucznik Janek zostaje ranny i już nie jest śliczny, a ślicznemu porucznikowi Kazikowi odklejają się sztuczne brwi, ale nie wymięka, tylko zajmuje się rannym Jankiem.
- Hanka cię kocha, ty kochasz Hankę - mamrocze nad rannym przyjacielem - Weź ją sobie i żyjcie razem...
Tu nabiera wody z pobliskiego jeziorka i starannie polewa ranę kolegi.
- ...krótko, bo w jeziorku pływa paręnaście rosyjskich trupów i ze dwa padłe konie, więc od tej wody na pewno w ranę wda się gangrena albo inny syf i skonasz, mój drogi, zanim Hanka zdąży zdjąć ślubną kieckę. W mękach, mwahahaha!
- Kieckę w mękach?
- Skonasz w mękach!

Tylko sierżant Biedroń był smutny, bo Moskale postrzelili jego przybranego syna, brzdąca spod Dubienki i właśnie mu dzieciak skonał na rękach. Na szczęście, nie w mękach.
Kurtyna.
I trzeci rozbiór Polski w sequelu.

Charakterystyczna taktyka wojsk polskich - szarża na klęczkach

Przedwojenne kino patriotyczne, więc nie ma oczekiwać nowatorskich rozwiązań formalnych, głębokiej analizy psychologicznej, scenariusza z twistami itd. Kościuszko ma być pomnikiem, więc jest pomnikiem (a nawet obrazem - przysięga na krakowskim Rynku jest niemal przeklejona z obrazu Smuglewicza, a scena święcenia szabel - z obrazu Radzikowskiego), Bartosz Głowacki ma być pomnikiem, więc jest pomnikiem, Racławice mają być, więc są, a o reszcie nie mówmy, bo serc nie krzepi, więc jest tylko tłem albo niedopowiedzeniem. Cieszy brak robienia z Rosjan głupków i nieudaczników - w końcu nasz przeciwnik świadczy o nas i jaką radochę mielibyśmy z pokonania stada piszczących imbecyli? Wątek miłosny doklejono wyłącznie po to, żeby na ekranie były jakieś kobiety, bo jakże to tak, bez kobiet? Kobieta musi być, romans musi być, takie były wymagania szerokich mas kucharskich oraz właścicieli kin. Polecam tu "Ostatnią cyganerię" Tadeusza Wittlina i opowieść o tym, jak scenariusz "Zamachu na Skałona" zmienił się w scenariusz "Córki generała Pankratowa". A scenariusz "Kościuszki pod Racławicami" to programowe i propagandowe krzepienie serc.

Jedyne, co wyróżnia film Lejtesa to rozmach scen batalistycznych. Jak szarża to wykonana fachowo przez szwadron kawalerii, jeśli przemarsz wojsk, to proszę bardzo, maszeruje autentyczne wojsko, jeśli scena z wybuchami, to wybuchy robią wrażenie i dziękujemy, panie pułkowniku za udostępnienie dwóch batalionów piechoty, dwóch szwadronów jazdy, dwudziestu saperów, dwóch skrzynek ładunków, itd. itp. Bitwa może momentami zbyt rozbiegana, może momentami ciut sztuczna, ale widać też naprawdę efektowne ujęcia, ciekawe pomysły i w tym miejscu film się naprawdę broni. Brakowało jedynie pokazania kosynierów w akcji. Biegli z tymi kosami, biegli, a kiedy dobiegli, to ciepnęli kosy, wzięli się z Moskalami za bary i tyle - a przecież kosa bronią była straszną i skuteczną w półdystansie.

Wybili, wafe błagarodje! Pod Rafławifami wybili!

Kostiumy na celująco, scenografia na bardzo dobrze, zdjęcia także, scenariusz na dobrze, bo choć prosty jak konstrukcja cepa kosy na sztorc i z durnym wątkiem miłosnym, to sprawnie splatający wątki i utrzymujący tempo, muzyka profesora Maklakiewicza na "ewentualnie", bo momentami irytowała, a frazy z "Rozstania", granego przez Hankę, rozpoznawalne są za bardzo.

Aktorstwo także przedwojenne i pomnikowo-patriotyczne. Tadeusz Białoszczyński w roli Kościuszki i Franciszek Dominiak jako Bartosz Głowacki zagrali narodowe relikwie, Józef Węgrzyn też próbował, ale kto dziś (a i wtedy pewnie także) pamięta generała Wodzickiego? Elżbieta Barszczewska nie wiedziała, kogo ma grać i raz była piętnastoletnią trzpiotką, a raz trzydziestoletnią Kareniną, Witold Zacharewicz i Jerzy Pichelski byli przystojni, ale ten pierwszy grał o wiele lepiej, Jan Kurnakowicz to Jan Kurnakowicz i nie ma się czego przyczepić, a Bogusław Samborski tym razem nie sapał jak lokomotywa, a i łypanie mocno ograniczył.

Dla bardzo wytrwałych. Oraz dla patriotów deklaratywnych. Ciekawe, ilu z nich dotrwałoby do końca nie chrapiąc...

Machete AD 1794


Varia
1. "Kościuszkę..." kręcono z przeznaczeniem także (przede wszystkim?) na eksport, stąd wersja z angielskimi napisami. I stąd nagroda Ministra Spraw Zagranicznych na festiwalu filmowym we Lwowie zorganizowanym w ramach Targów Wschodnich.
2. Współscenarzystą był Wacław Gąsiorowski. Ten Wacław Gąsiorowski.
3. W filmie trafia się parę dziwnych momentów - m.in. z karabinem automagicznie pojawiającym się w rękach porucznika Janka (na jednej klatce - porucznik jest bezbronny, a na następnej ma w rękach karabin). Reżyser tłumaczył się pożarem w wytwórni i koniecznością wklejania zdjęć rezerwowych, ale bez przesady, naprawdę - tu akurat przydałoby się coś wyciąć.
4. W scenie, w której naczelnik Kościuszko zakłada kapotę Bartosza Głowackiego, w centrum ekranu widać kosyniera z wybałuszonym wyrazem twarzy. Feliks Żukowski, panie i panowie - po wojnie etatowy odtwórca ról sekretarzy PPR, dyrektorów, aktywistów, majorów... zaś w wolnych od zaangażowania chwilach: odtwórca roli księdza Kaleba w "Krzyżakach". A żeby życiorys był jeszcze bardziej polski (czytaj: pogmatwany): oficer w kampanii wrześniowej i więzień Oranienburga.
5. Dziś 22 listopada - 113 lat temu urodził się reżyser filmu Józef Lejtes.
6. Jest w filmie scena, która dziś zyskała absolutnie nowy wymiar. Porucznik Janek zdejmuje bluzę, prezentując nagą, delikatną nieco klatę i mówi do rozmówcy: "Ale wesoło tu macie". Angielskie napisy - przypominam, że ówczesne - stwierdzają: "Pretty gay here, isn't it?"
- No to co? Kiedyś "gay" znaczyło po prostu "radosny".
Niby nic, ale rozmówcą porucznika Janka jest sierżant Biedroń.
Nie poradzę, mnie to rozbawiło. 

Yes, he it is.


============
Kościuszko pod Racławicami
1937
Czas
: 92 minuty
Reżyseria: Józef Lejtes
Scenariusz: Wacław Gąsiorowski, Stanisław Urbanowicz
Obsada: Tadeusz Białoszczyński, Franciszek Dominiak, Bogusław Samborski, Józef Węgrzyn, Tadeusz Frenkiel, Elżbieta Barszczewska, Witold Zacharewicz, Jerzy Pichelski, Jan Kurnakowicz i inni.

8 komentarzy:

  1. Rozmowa z Biedroniem o tym, jak bardzo jest gay, może dowodzić, że scenarzyści byli jasnowidzami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mujborze, we współczesnym filmie takiej klaty nie zaprezentowałby nawet aktor grający wątłego nerdzika w okularach ;)

    Koincydencja urocza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za spam ale pam kilak pytań do sz. Autora (jedno nawet ma związek z tym filmem)
    1) Czy redaktor widział inny hicior na eksport z tego czasu - "Jodeł gra na skrzypcach" i co o nim myśli?
    2) Przez przypadek zbiega się to z recenzją u konkurencji (Miecia), ale czy autor widział taki wyrób jak Powrót Wabiszczura?
    3) Co Autor myśli o"Bogach"?
    4) Jeżeli kiedyś na blogu będa krótkometrażówki to polecam tegoroczną "Naturalni"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1) Widziałem, ale tylko fragmenty. Znaczy, tak mniej więcej połowę. Na tyle była zachęcająca (bierzemy poprawkę na czasy i konwencję), że mam zamiar obejrzeć resztę
      2) Nie widziałem, ale kiedy zobaczyłem u Miecia, to się zaplułem ze zwyrodniałej uciechy i zapałałem pragnieniem gorącym.
      3) Myślę bardzo dobrze.
      4) Zapamiętane, zapisane.

      Usuń
  4. "kosa bronią był straszną i skuteczną w półdystansie".

    Ale Roman czy jego potomek? :P

    OdpowiedzUsuń
  5. To ma maly związek z filmem, ale polskie kino historyczne dalej odkrywa nowe poziomy "kreatywności"
    https://www.youtube.com/watch?v=-4wsWUc78lM#_=_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plastycznie miodzio (nie żeby od razu oryginalnie, ale jak na nasze warunki...), intryżka na tyle odleciana, że byłbym w stanie łyknąć (ale kinem "historycznym" bym tego absolutnie nie nazywał, bo to zdecydowanie nie te rejony)...
      Kurczę, z tego może wyjść albo coś autentycznie zabawnego albo gigantyczna kupa. Aż się boję czekać.

      Usuń
  6. Właśnie obejrzałem i niestety strasznie się zawiodłem. Film mało interesujący, choć scena bitwy rzeczywiście jest nawet dobra, ale jako całość film jest dziełem męczącym. Poziomem mniej więcej nie odbiega od naszej współczesnej "Bitwy warszawskiej".

    OdpowiedzUsuń