2014-11-03

Szatan z siódmej klasy [1960]

- Na boga, Holmesie, jak na to wpadłeś?
- Drogą dedukcji, drogi Watsonie.


Dziś odpowiadać będą: Kaczanowski, Ostrowicki... i Wnuk.

Adaś Cisowski też wpadał i też drogą dedukcji, dzięki czemu ratował kolegów szkolnych z kłopotów, a profesora Gąsowskiego...
Nie, no - bez żartów. Jest na sali ktoś, kto nie czytał "Szatana z siódmej klasy"? Jest w tym kraju jakakolwiek piśmienna i czytanna osoba w wieku +25, która nie zna tej książki Kornela Makuszyńskiego? Rozumiem, że można nie znać "Listu z tamtego świata" (doradzam poznanie), rozumiem, że można nie znać "Dziewięciu kochanek kawalera Dorna", "Złamanego miecza", czy "Przyjaciela wesołego diabła", ale "Szatana z siódmej klasy" znać trzeba, więc jeśli ktoś nie zna - tam jest antykwariat, wchodzicie, kłaniacie się nóżką i pytacie, czy pan szanowny posiada inkryminowaną książkę, ale koniecznie w wydaniu z roku 1958 lub 1961, z ilustracjami Zbigniewa Piotrowskiego. Jeśli posiada - nabywacie i czytacie, jeśli nie posiada - idziecie do innego antykwariatu albo na Allegro, albo do wujka/babci/sąsiada. Wersje bez ilustracji Zbigniewa Piotrowskiego tolerowane są tylko w przypadku zamieszkiwania w amazońskich ostępach, tundrze, tajdze lub przedmieściach Timbuktu i wynikających z tego obiektywnych trudności w zdobyciu odpowiedniego wydania.

Dobra, zatem wiemy na czym stoimy - gimnazjalny detektyw, roztargniony profesor, Wanda o fiołkowych oczach, tajemnica znikających drzwi, malarz, co ukradł, a mówi, że znalazł, Francuz martwy od lat stu, Francuz żywy od lat trzydziestu i gromadka młodzianków świętych w krótkich spodenkach. Tajemnica, skarb, szyfry i jedyny w swoim rodzaju styl Makuszyńskiego, uśmiechnięty (czasem smutno), rozgadany, naćkany cytatami i odniesieniami.

Mamusia pisze, że Francuz ukradł drzwi, a ktoś ukradł Francuza...

"Szatana..." próbowano nakręcić jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Scenariusz napisał tercet Kornel Makuszyński, Konrad Tom (wiadomo - firma) i Eugeniusz Bunda (scenarzysta "Sygnałów", "Reny" i "Granicy", za kamerą stanąć miał inż. Seweryn Steinwurzel (też firma), muzykę pisał Henryk Wars... Szykował się chyba prawdziwy hicior, niestety, przyszła wojna i produkcję szlag trafił.

Minęło trzysta strzałów znikąd (czyli w przeliczeniu na jednostki ze świata realnego - 21 lat) i za "Szatana..." wzięła się Maria Kaniewska, reżyserka świeżutkiej jeszcze "Awantury o Basię". Do pisania scenariusza zaprosiła Romana Niewiarowicza (autora scenariusza "Skarbu" i odtwórcę roli Walickiego w "Awanturze o Basię"), zaangażowała część ekipy technicznej ze swojego poprzedniego filmu, tu coś z książki wycięła, tu coś dodała...

Oczywiście, w 1960 roku mowy być nie mogło o kręceniu filmu w realiach dwudziestolecia międzywojennego. Akcję przeniesiono w lata współczesne twórcom filmu, dworek rodziny Gąsowskich, podupadający na skutek matematycznych pasji brata profesora przerobiono na dworek Żegotów, przejęty przez państwo, a brat profesora zatrudniony został na etacie konserwatora poszlacheckich zabytków. Dwudziestolecie wyparowało - w filmie ostatni Żegota zginął w czasie I wojny światowej, potem od razu była II wojna i partyzanci, a w 1945 roku "państwo zaopiekowało się tymi starymi murami". Pojawiła się także dzielna Milicja Obywatelska, dzięki której zło zostało ukarane.
- Nie dzięki Adasiowi? 
Dzięki Adasiowi zło zostało zdemaskowane - karaniem zajmą się już odpowiednie organy.
Na szczęście zmiany są kosmetyczne, ideologia z kątów nie wyłazi i w pięty nie kąsa. Ot, lekki, leciutki kompromis z cenzurą, żeby czerwony wilk był syty, a filmowa owca mogła wejść na ekrany.

Uduszenie przez pończoszkę i owszem, ale z malowaniem to ja nie bardzo...

Jak wyszło? Kiedy byłem dzieckiem i nie znałem jeszcze wersji książkowej, film mi się podobał, nawet bardzo, potem dalej byłem dzieckiem, ale książkę już przeczytałem kilka razy i film podobał mi się mniej, a dziś nie jestem dzieckiem i...
- I ci się nie podoba, marudo?
...i myślę sobie, że to nie jest film dla mnie, bo raz - już go znam i to na wyrywki, więc tym razem zero zaskoczeń, a i książkę przeczytałem parę... niech będzie, że "naście", choć chyba więcej razy, dwa - jak wspomniałem, nie jestem już dzieckiem i sami wiecie, jak to jest - patrzy dorosły na Teletubisie i wyje estetycznie, a bobasa ciężko oderwać od ekranu.
- Yyyy, że niby kolega Cisowski to Teletubiś?
Że niby taka ćwierć-paralela i nie łapcie mnie za słówka, dobrze?

Mogę sobie marudzić: że tego nie było, tamto wycięto, że niemal wszystko, co we frazie Makuszyńskiego najlepsze - wyparowało, ledwo co się ostało w dialogach, ale też bez najciekawszych "smaczków", mogę się czepiać, że gra niektórych aktorów drewnem zalatuje, a od innych teatrem wionie, że bohaterowie zdecydowanie za długo chodzą, że co komu szkodziła matematyczność Iwo Gąsowskiego i migreny jego żony, że... że... że... Mogę zatem marudzić, ale przecież ten film nie jest dla mnie. Już nie jest, bo kiedy był - jak pisałem - podobał mi się, a na niuanse miałem ogólnie wyczesane, zwłaszcza że jeszcze chyba nie znałem słowa "niuans". Może więc i współczesna dzieciarnia łyknęłaby ten film bez grymaszenia?
- Mhm, czarno-biały, bez strzelanin...
O, przepraszam, strzelanina jest!
- Bez magii...
Za to jest zagadka i poszukiwanie skarbu. Niezbyt wprawdzie efektownego, ale zawsze to jednak skarb.

No, Wandziu, "Tam skarb twój, gdzie serce twoje" - z której to książki?

Aktorsko film jest bardzo nierówny, przy czym niekoniecznie jest to wina samych aktorów. czasem z ekranu wyłażą czas i ówczesna maniera gry, czasem niedoświadczenie, a czasem po prostu brak pomysłu na rolę. Tak działo się na przykład w przypadku Kazimierza Wichniarza i Krystyny Krakowskiej - jemu z postaci Iwo Gąsowskiego zostawiono brodę, jej zamiast migren i smutku doklejono przestraszone okrzyki, zamiast ciekawych postaci dostaliśmy figurki, które na ekranie są, bo muszą być, a aktorzy dostali zadanie ożywienia figurek. Oboje robili, co mogli i nie zagrali źle, ale.. ale czegoś ich postaciom brakowało. Bo w sumie nie mogło nie brakować. 

W roli Adama Cisowskiego zadebiutował student łódzkiej "filmówki" Józef Skwark i wypadł naprawdę nieźle. Był odpowiednio młodzieńczy, kiedy trzeba entuzjastyczny, kiedy trzeba ironiczny, a że czasem sztywny... Takie aktorskie czasy i style. Na tyle zrósł mi się z postacią, że nie pamiętałem zupełnie, iż książkowy Adaś "był to nieforemny chłopak, nieco pękaty, z rozmierzwioną czupryną; sądząc o jego budowie, musiał być sprężysty i silny" czyli kompletne przeciwieństwo szczuplutkiego, efebkowatego Skwarka. Znacznie słabiej od Skwarka wypadła debiutująca również Pola Raksa, ale primo - miała koszmarną fryzurę, secundo - gdy dziś ogląda się ten film, widać, że jej "słabiej" można było poprawić, gdyby tylko ktoś powiedział: "Stop. Jeszcze raz. Droga Polu, kiedy mówisz, to... a kiedy patrzysz, to..." czyli po prostu popracował z debiutantką jeszcze trochę dłużej.
- Ale wiesz, że jesteś nieobiektywny?
 Kto się nie kochał w Marusi, niech pierwszy rzuci... Albo nie, niech lepiej niczym nie rzuca. Ważne, że tych kochających się w Marusi było parę razy więcej niż tych kochających się w Lidce, nie wspominając o marginesie marginesu, kochającym się w Marynie.

O, proszę: recenzja w "Filipince", "Przekrój" pochwalił i "Świat Młodych"...

Profesora Gąsowskiego zagrał Stanisław Milski i zagrał go świetnie z klasą, wdziękiem i dystansem. Choć też miał fatalną fryzurę... W drugim planie błysnął Mieczysław Czechowicz, który rolę malarza oparł na swoich postaciach z Kabaretu Starszych Panów, dodając trochę koniecznej brutalności, Czesław Lasota w roli drugiego draba też był przekonujący, Ryszard Ronczewski homantycznie ciehpiał, Ryszard Barycz chyba nieźle się bawił teatralną konwencją, Aleksander Fogiel mignął tylko przez moment, ale był klasycznym Aleksandrem Foglem, którego wszyscy lubimy. Za to najwięcej działo się w tle, w trzecim planie, w epizodzikach... Janusza Kłosińskiego w roli dziedzica Żegoty i chechnastu portretów poznali wszyscy, Jana Pawła Kruka pewnie także, bo to dość charakterystyczna facjata, pytanie o Macieja Damięckiego byłoby nietaktem, ale czy ktoś rozpoznał w jednym z uczniów Jerzego Łapińskiego czyli posła Gromosława Jemiołę ze "Złotopolskich"  Ciaracha z "Bidga idzie" i Jana Siejbę ze "Zmowy"? A w innym z uczniów - Leonarda Pietraszaka (w scenie w klasie tańczy z Adasiem przy tablicy, a potem siedzi w rogu, koło mapy)? A poznajecie tego harcerza w pierwszej ławce? We własnej, nieśpiewającej jeszcze osobie - Krzysztof Krawczyk. Jeśli mnie wzrok nie myli - w ławce pod oknem siedzi Roman Załuski, późniejszy reżyser "Kardiogramu", "Wściekłego" i "Och, Karol". Pewnie gdyby uważniej przyjrzeć się klasie, można by rozpoznać parę znanych później postaci filmu polskiego, ale nie podejmę się - starczy mi mozół, z jakim kojarzyłem z twarzami aktorów wymienionych w obsadzie (żeby nie było, że jestem takie Sokole Oko - wiedziałem, kogo i kiedy szukać).

Poza kwestiami literackimi, fabularnymi czy aktorskimi, warto zwrócić uwagę na techniczną stronę filmu. Świetne zdjęcia tercetu Antoni Wójtowicz, Jacek Korcelli, Ludwik Pełka, wzorowa praca światłem Tadeusza Zająca, czyściutki dźwięk, za który odpowiadał Stanisław Urbaniak... Solidne rzemiosło w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Można. A jeśli macie dzieci w odpowiednim wieku, to może nawet warto obejrzeć wspólnie. Choć najlepiej podrzucić potomkowi książkę - koniecznie wydanie z ilustracjami Zbigniewa Piotrowskiego.

A jeśli dzieci nie zechcą...


Varia
1. Zdjęcia kręcono w Płocku (sceny szkolne) i Łącku (sceny pałacowe), a sądząc po zdjęciach z planu (np. takich), ekipa musiała się nieźle bawić.
2. Łakomą siostrzyczkę Adasia Cisowskiego (w książce lody zeżarł brat) zagrała Małgosia Piekarska - Basia Bzowska z "Awantury o Basię". W "Szatanie..." postać grana przez dziewczynkę także nosi imię Basia.
3. Józef Skwark swoją kolejną rolę filmową zagrał... siedzicie? To usiądźcie... w 2007 roku. Pojawił się w tle w "Klanie", potem w epizodziku w serialu "Dwie strony medalu", aż wreszcie zagrał księdza Zygmunta w "Plebanii". Ról teatralnych, także w spektaklach telewizyjnych, ma za to hohoho i jeszcze trochę. "Trochę mnie to przerosło, uciekałem przed nadmiarem popularności, z trudem znosiłem docinki moich pedagogów. Potem okazało się, że jestem tak bardzo identyfikowany z tą postacią, że dalsza kariera w filmie jest dla mnie zamknięta. Pewnie w dzisiejszych czasach byłoby inaczej" - mówił Skwark po latach. Na pewno by było - taki start... Cóż, gratulacje dla pedagogów.
4. Ze zdjęć w Fototece wynika, że do roli malarza kandydowali także także Henryk Bąk i Ryszard Pietruski, do roli profesora - Józef Maliszewski, jako ewentualnego Adasia brano pod uwagę Stefana Friedmana i Jerzego Nasierowskiego, a Wandą chciały zostać także Magdalena Celówna i Elżbieta Czyżewska.  
5. "Już za parę dni, za dni parę wezmę plecak swój i gitaaaaarę..."  - wszyscy znają, wszyscy śpiewali, wszyscy więc powinni wiedzieć, że muzykę napisał Witold Krzemieński, a słowa Ludwik Jerzy Kern.
6. Współautor scenariusza Roman Niewiarowicz życiorys miał arcyciekawy - na trzy filmy, w tym jeden sensacyjny i jeden mroczny dramat, ale o tym może porozmawiamy, jeśli na Poliszmuwi trafi "Awantura o Basię" albo "Skarb".
7. W 2006 Kazimierz Tarnas nakręcił nową wersję "Szatana z siódmej klasy" (plus serial TV). Postaram się jak najdłużej unikać pisania o tym filmie, bo mógłbym przekroczyć granice obrony koniecznej i dopuszczalnego stężenia bluzgów na metr kwadratowy. Wspomnę tylko, że w filmie Tarnasa pojawiała się reżyserka pierwszej wersji, Maria Kaniewska - zagrała gospodynię księdza.
8. Oryginalny "szatan" był z klasy siódmej, ale w międzyczasie było parę reform systemu szkolnictwa i kiedy profesor Gąsowski wchodzi do klasy, na drzwiach widzimy napis "X B".

 - Grdyka jak śnieg biała... - pomyślał pan Żegota.


============
Szatan z siódmej klasy
[1960]
Czas:
105 minut
Reżyseria: Maria Kaniewska
Scenariusz: Maria Kaniewska, Roman Niewiarowicz
Obsada: Józef Skwark, Stanisław Milski, Pola Raksa, Krystyna Karkowska, Kazimierz Wichniarz, Ryszard Ronczewski, Mieczysław Czechowicz, Czesław Lasota, Ryszard Barycz, Aleksander Fogiel i inni.

9 komentarzy:

  1. W "wańkowiczowskiej frazie"? To takie tego, wysublimowany dowcip?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to takie tego pokićkanie. Nie wiem, skąd mi się wziął Wańkowicz w tym miejscu, skoro w całym tekście piszę o Makuszyńskim. Pewnie wylazł ze wspomnień, marudząc, że chciałby, żeby o nim pamiętano. A może skorzystał z tego, że podobny przymiotnik od nazwiska Makuszyńskiego utworzyć trudniej... Enyłej, dziękuję za wyłapanie - już poprawione.

      Usuń
  2. ...w klasie 7ej ale gimnazjum, które to wówczas rozpoczynano w aktualnej klasie 4ej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga - że gimnazjum, pojawia się w książce raz po raz i jakoś tak mi się wydawało oczywiste, żem się nie wdawał w niuase. I chyba źle zrobiłem, bo wiek bohatera ma znaczenie - 14-latek, a 17-latek to różnica spora i ważna (choćby w kwestii fiołkowych oczu...)

      Usuń
  3. Mów Pan sobie co chcesz, że Pola Raksa drewniana, że fryzura nie taka, że gra nie oscarowa, ale to była dziewczyna tak cudnej urody, że nic innego się nie liczy. Poważnie tak mam, przyjemność patrzenia na nią kompensuje wszelkie nieprzyjemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej więcej o to mi chodziło :-)

      Usuń
  4. A ja mam wydanie Gebethnera i Wolffa (1949) z ilustracjami Stanisława Bobińskiego i uważam, że całkiem całkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdybym się uśmiechnął o jakiś mały skan lub fotkę choćby komórką?...
      /uśmiecha się/

      Usuń
  5. Właśnie obejrzałem "Szatana z siódmej klasy" i jestem zachwycony - to naprawdę dobry film zwłaszcza, jeżeli chce się przypomnieć sobie czasy dzieciństwa (ja nie oglądałem go wtedy, ale w szóstej klasie czytałem książkę, która była znakomita). A jeśli chodzi o współczesną wersję... niedługo ją nadrobię. >:)

    OdpowiedzUsuń