2014-11-16

Zbrodnia [2014]

Chlup, chlup... i trup. Czyli zwłoki.

Jedne zwłoki znajdują się w morzu i są to zwłoki utopione. Jak to zwłoki w morzu. Drugie zwłoki znajdują się na ulicy z guzem na głowie, trzecie zwłoki znajdują się w bunkrze i są w garniturze, a czwarte zwłoki się nie znajdują. Cztery kadawry na trzy odcinki - całkiem przyzwoita średnia.

Kelner! W moim morzu pływają zwłoki!

Pierwsze zwłoki znajduje diabetyczka, drugie zwłoki znajduje przypadkowy przechodzień, trzecie zwłoki znajdują dzieci diabetyczki, a czwarte zwłoki - jak wspominałem - się nie znajdują. Śledztwo prowadzi policjant wyglądający jak przedwczoraj i jego niewyglądająca pomocnica, diabetyczka ma bucowatego męża, żeby widzowie jej współczuli i namawiali na romans z policjantem. Teściów ma nie wiadomo po co, a dzieci ma, żeby miał kto znaleźć trzecie zwłoki. Policjant ma kaca i problemy ze snem, a poza tym ma domek letniskowy wielkości półtorej stodoły, z kafelkami, duperelkami, kranikami, dywanikami, sidingiem z piaskowca, schodkami, tarasem i innym chujwicem. Pomocnica policjanta ma za ciasne spodnie, przez co w skłonach trochę się z nich wylewa, a przełożona policjanta ma fatalną scenografię charakteryzację.
- Makijaż.
Nie, to nie wygląda jak makijaż, to wygląda jak scenografia charakteryzacja. Zrobiona dwa tygodnie temu. W autobusie. Jadącym po wybojach. W zimie i z otwartym oknem.

Jest nudno, jest bezpłciowo, połowa postaci pojawia się na ekranie po nic, druga połowa pojawia się po coś, ale tego czegoś nie umie odnaleźć w scenariuszu, wszyscy chodzą albo jeżdżą, przy czym zdecydowanie dłużej chodzą (najdłuższa scena jeżdżenia - 40 sekund, najdłuższa scena chodzenia - 91 sekund), okazjonalnie biegają, a każdy przynajmniej dwukrotnie filmowany jest z profilu, bo scenarzysta usłyszał gdzieś określenie "profiler", tylko zapomniał wytłumaczyć reżyserowi, o co kaman. Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew, a wszystkie zwłoki okazują się w dodatku otrute, bo jeżeli kochać, to nie indywidualnie, a jeśli zabijać, to na amen.
- Jak to "otrute"?
Normalnie. Akonityną.
- Możesz sobie oszczędzić dalszego ciągu - powiedział pisarz Clempner - To zupełna bzdura. Historia musi nosić przynajmniej pozory prawdopodobieństwa. Poza tym, mój drogi, zaczynasz się powtarzać. Akonityna była już raz, w mojej poprzedniej książce. Sam mi ją doradziłeś.
- Co to szkodzi?
- zdziwił się Graumer - To bardzo dobra trucizna, proszę pana.
Bo ja wiem, czy dobra? Jedna z ofiar zostaje otruta o 16:00, umiera koło drugiej w nocy, a w międzyczasie chla wódkę szklankami jak stary szyper, tańczy, śpiewa i szykuje się do cudzołożenia, a kopie w kalendarz, bo wali z dyńki w grzejnik, skutkiem czego jest krwiak podtwardówkowy i takie tam pierdółki.
- Ale mówiłeś, że ją otruto.
Nie ja. Scenarzysta. Który fakt otrucia i substancję trującą rozpoznaje po karcie dentystycznej ofiary. Chyba, że to jakiś proceduralny skrót myślowy, którego nie złapałem.

Objawy: paskowate plamy na twarzy i zanik zdolności aktorskich

O właśnie! Skoro fabuła siedzi, postacie leżą, a o aktorstwie szkoda mówić (spoko-Maroko - i tak powiem), to może chociaż ąturaż zadziała i jakimś sensownym proceduralem polecimy? Nie, nie polecimy. Wzbijemy się... i zaryjemy w glebę. Proceduralnie film jest na poziomie kreskówki o psie Pluto - główny policjant co pięć minut sięga po pistolet (oczywiście, przeładowując go z trzaskiem i rozmachem), raport na temat denata zawiera przede wszystkim informację o wzroście, ale nie zawiera informacji o wieku, policja leci z komunikatem do mediów przed otrzymaniem jakichkolwiek danych autopsyjnych, jednorazowo podaną truciznę wykrywa się w szkielecie przez 40 lat moknącym sobie na deszczu, opis osoby śledzonej...
- Jak była ubrana?
- Dżinsowa kurtka, koturny, generalnie dramat

No, ja myślę. W chłodny majowy dzień na ulicę wychodzi kobieta ubrana w kurtkę i koturny. Dramat wychłodzonych nerek i wyziębionej wiadomej cewki. Z drugiej strony, to jednak ułatwia zadanie inwigilatorom - kobietę świecącą gołym parterem raczej ciężko zgubić.
Filmowi policjanci, oczywiście, gubią.

- Czemu nie zabezpieczyliście terenu? - pyta pani komisarz.
- Bo nie mieliśmy czym - odpowiada policjantka. Która ma telefon komórkowy, numer do komendy, "Halo, znaleźliśmy zwłoki zamieszane w sprawę morderstwa, czy ktoś mógłby tu podjechać z taśmą klejącą, znakiem zakazu wjazdu i może ze dwoma posterunkowymi?"
- Kto znalazł ciało?
- Chyba tamten biegacz
- Chyba? Czemu go nie przesłuchałaś?
- Bo jestem tu sama.

Nie, nie jest pani sama, pani aspirant. Tuż obok stoi posterunkowy, który może przypilnować zwłok, odganiać przechodniów, wołać o pomoc, zamawiać pizzę, dawać łapę albo włazić pod kanapę. 

Policjanci z Gdyni ni z tego ni z owego przyjeżdżają na Hel, wparowują do budynku tamtejszej komendy i... i po prostu rozsiadają się w jakimś pokoju, zajmują biurka, korzystają z komputerów - nikt im złego słowa nie powie, nikt nie zapyta, kim są, co tu robią - wleźli to wleźli, po kiego drążyć. Pamiętajcie, gdyby was sparło w podróży i chcielibyście sprawdzić pocztę czy Twittera, to walcie jak w dym na najbliższą komendę - dostęp łatwiejszy niż w kafejce internetowej.

Wszystkie rybki śpią w jeziorze, a policjant śpi na służbie

Niechlujność. Oto, co wychodzi z tego serialu - wielka, tłusta niechlujność. Nikt nie pilnuje scenariusza, nikt nie pilnuje aktorów, nikt nie pilnuje sensu, nikt nie pamięta, co kręcono w poprzedniej scenie, ba! nikt nie pamięta, co postaci powiedziały dwie sekundy wcześniej. Drugie zwłoki przychodzą do baru i zamawiają "wódkę z colą i od razu podwójny dżin z tonikiem".
Co leje barman? Barman leje setę czystej. Zwłoki wypijają.
- Powtórzyć? - pyta barman?
Zwłoki kiwają głową, barman powtarza setę, zwłoki wypijają setę. Ale ponieważ aktor, grający barmana pamięta, że coś ktoś chyba o coli wspominał, po parunastu sekundach sięga po szklankę, taką herbacianą, leje do niej colę i stawia na pustym już barze. I stoi sobie ta szklanka, bąbelki puszczając, nikt się biedaczką nie interesuje...

Diabetyczka w ciężkim stresie kryminalno-uczuciowym rezygnuje z zastrzyku insuliny, za to wybiera się na długą morską przejażdżkę zdezelowaną krypą, upieprzonego tortem smartfona myje się długo w strumieniu wody z kranu, kobieta szukająca w lesie ustronnego miejsca w celu... no, wiecie, dyskretnym... wybiera sam środek wielkiej polanki, możliwie najdalej od drzewek, krzaczków i innych osłon, policjanci przez dwa odcinki zastanawiają się, dlaczego siostra pojechała na miejsce, w którym zginął jej brat... Lista filmowych idiotyzmów długa jest jak stąd do Bollywood.

A dialogi... Święty Korneliuszu, patronie chorych na grypę!

- Patrz, w bunkrze jest szkielet - mówi policjant i pokazuje diabetyczce fotografię.
- Jezu, straszne - odpowiada kobieta z cukrzycą wymalowaną na twarzy - I moje dzieci tam były!
- I moje życie też się nie ułożyło, jak tego chciałem -
szepce policjant. 
/Facepalm/
I tu następuje pocałunek.
/Facepalm deską/

Ćwiczenie dykcji - przygryzając język powiedz "Juliusz Słowacki"

- To nie są najlepsze zabawy dla ciebie!
- A bo ty najlepiej wiesz, jakie są zabawy dla mnie!
- Wiem lepiej niż ten dupek!
- Dupek?
- Tak, dupek! Smutny dupek!
- Nie mów tak o nim!
- Bo?
- Bo to akurat nie on jest dupkiem!
- Tak? A kto?
- Pomyśl! Może kto inny!

Strzelam: autor takich dialogów?

- Czym się zajmujesz na życie? - pyta policjant diabetyczkę.
Srsly? "Czym się zajmujesz na życie"? Rozumiem, że serial jest na licencji, że to kalka szwedzkiego "Morden i Sandhamn" i że dialogi pewnie wzięto z angielskich napisów znalezionych na Chomiku, ale naprawdę nie można było przyłożyć się do pracy i przejrzeć je przed nagraniem? Hę? Ktokolwiek? Odrobinę?

- Nie byłaś u doktora Żarnowskiego od dwóch miesięcy, on jest twoim lekarzem prowadzącym, musi mieć pełny wgląd.
- Wgląd w co?

No, właśnie, w co powinien mieć wgląd lekarz prowadzący diabetyczkę? Może w wyciąg z konta? Może w rurę wydechową samochodu jej męża? Może w sekretne recepisy kucharza Bartoliniego? Zdradźcie nam tę tajemnicę.
- W przebieg twojej choroby.
O, kurde, na to nie wpadłem...

Profiler prawy i profiler lewy

Aktorstwa w serialu nie ma. Wojciech Zieliński gra dwiema minami, z których jedna wyraża weltschmerz na tle gastrycznym, a druga odwrotnie, Magdalena Boczarska posługuje się jedynym, pełnym niesmaku grymasem lewego policzka, wyrażając nim 95 % emocji (pozostałe 5% wyraża grymasem całej twarzy uśmiechem). Radosław Pazura jest żałosny łamane przez żenujący, gorszy nawet niż napisana dla niego rola, Joanna Kulig gra jak absolwentka bułgarskiego studium bibliotekoznawstwa, Zdzisław Wardejn daje radę, ale tym, że daje, zbyt odbiega od średniej serialowej, więc twórcy każą mu zrobić z siebie idiotę, a ponieważ Zdzisław Wardejn jest ze starej szkoły aktorskiej (reżyser ma prawo do swojej wizji) i ze starego portfela (emeryta nie stać na grymasy) - robi z siebie idiotę, co jest przykre. O roli Magdaleny Zawadzkiej nie mówimy, bo nie było żadnej roli, Małgorzata Rożniatowska była przeciętna nawet jak na ten serial, a Dorotę Kolak zmarnowano w "Zbrodni" ze szczętem, w dodatku paprząc ją jakąś dziwną gipsowo-tłustawą mazią. I to paprząc niedokładnie, przez co wyglądała jak ćwierć-zombie i powinna wytrzaskać po twarzach scenarzystę, reżysera i charakteryzatora, przy czym charakteryzatora powinna wytrzaskać dorszem.

Zdjęcia średnie. Morze było ładne, ale sfilmować ładnie morze potrafiłby nawet piętnastolatek. A niepotrzebnie dziwaczyć perspektywę i zbliżenia - tego nie robiłby nawet piętnastolatek, bo A) niby po co? B) jeśli się snobować na miszcza kamery, to lepiej z sensem i nie w prostej historyjce o zwłokach walących z bańki w kaloryfer.

Skandynawskie kryminały zazwyczaj mają jakiś klimat, "a to dlatego, że nie ma słońca". Bohaterowie mają popękane życie prywatne, solidni mieszczanie skrywają mroczne tajemnice z przeszłości, zbrodnie są smutne, śledztwo jest przykre, czytelnik/widz chce się napić... Ale nie z polskimi filmowcami takie numery! W polskim serialu według szwedzkiego kryminału wszystko jest śliczne, słoneczne, cukierkowe, klimatu nie ma nawet za pięć groszy, przykre są dialogi, smutna jest reżyseria, a solidni mieszczanie wyginają ciało śmiało, fałszując "Małgośkę" Rodowicz.

Nie warto. Nie oglądałem szwedzkiego pierwowzoru, nie czytałem, będącej podstawą scenariusza książki Viveki Sten "Na spokojnych wodach", ale na pewno są lepsze od polskiej wersji. Bo od polskiej wersji AXN lepsze będzie cokolwiek - etykieta na puszce zielonego groszku, żółty jesienny liść albo spoty wyborcze Eryka Brodnickiego.

Rano przeszedł huragan. Wieczorem przeszedł gumiak.



Varia
1.
"Zbrodnię" zrobił duet odpowiedzialny za niedawny serial kryminalny "Paradoks" - Greg Zgliński (reżyseria) i Igor Brejdygant (scenariusz). Zgłaszam formalny wniosek, żeby w najbliższym czasie nie dawać im kryminałów do kręcenia. Romanse, reklamy, dramaty z życia wyższych sfer hipsterskich - proszę bardzo, ale od porządnej zbrodni i przyzwoitych śledztw niech trzymają się z daleka.
2. Kiedy grany przez Radosława Pazurę bucowaty mąż dzwoni do diabetyczki, na jej umytym pod kranem telefonie pokazuje się informacja o przychodzącym połączeniu. Fotka męża i popis "Cezary". Och, chilarjus.
3. Polski kryminał, więc bohaterowie muszą palić papierosy. Taka klisza. W serialach-tasiemcach mówi się: "Muszę z tobą porozmawiać", w filmach wojennych mówi się "Chce mi się żyć, rozumiesz? Cholernie chce mi się żyć", w dramatach psychologicznych pokazuje się cycki, a w kryminałach musi być ciepła wódka z gwinta i papierosy. Ale, przepraszam, nie można by zatrudniać aktorów palących? Już się nie upieram, że powinni umieć grać, ale niech choć potrafią palić.
4. Film wyprodukowała stacja AXN, a aktorzy spędzili na planie 16 dni zdjęciowych. Z czego większość w Gdyni. Naprawdę, nie wiem, po co to piszę...
5. Recykling ekipy: II reżyser zagrał kierowcę. Nie sprawdzałem, którego - film był tak beznadziejny, że nisko mi to wisi. Stawiam, że tego, którego główny bohater legitymuje na początku pierwszego odcinka, bo innych kierowców w tym serialu nie pamiętam.

Po seansie pan Zenek postanowił znaleźć scenarzystę i reżysera.


============
Zbrodnia
2014
Czas:
3 x 43 minuty
Reżyseria: Greg Zgliński
Scenariusz: Igor Brejdygant
Obsada: Wojciech Zieliński, Magdalena Boczarska, Radosław Pazura, Magdalena Zawadzka, Zdzisław Wardejn, Joanna Kulig, Dorota Kolak, Małgorzata Rożniatowska, Andrzej Andrzejewski, Maria Maj, Mariusz Saniternik i inni.

12 komentarzy:

  1. Skor Sz. Autor omówił już Zbrodnie to z beznadziejnych polskich procedurali ma w planach Instynkt?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor ma w planie wszystk^H^H^tyle, ile zdoła, "Instynkt", oczywiście również (kiedyś). Na razie musiał jednak oszukać informacji, o czym mowa, bo mu się żadne światełko nie zaświeciło po przeczytaniu tytułu :-)

      Usuń
    2. Bardzo polecam choćby dla przenikliwośći Danuty Stenki, ktorej w jednym z odcinków tylko 40 minut z 45 odcinka zjęło odróżniene pentagramu od foremki do ciasta, pana prokuratora, ktory w całym serialu ma kwestie w stylu "skoncentrujnmy się na szatańskim pomiocie", czy Wielkiego Spisku tej samej złozoności co plany nawigacji samochodowej od Szyca

      Usuń
  2. Czepiając się: "Teściów ma nie wiadomo, po co" - ten przecinek niepotrzebny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecinkowi udzielono nagany i odesłano go do innych, odpowiedzialnych zadań.
      Dzięki za zauważenie i podrzucenie.

      Usuń
  3. A miał być klimat, mówili, taki skandynawski, mówili...

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro autor pozwala wytykać sobie błędy, to i ja: "dwiema minami" nie: dwoma, bo mina to rodzaj żeński. A w ogóle, to gdzież jest niegdysiejszy Borewicz...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że pozwala, a nawet namawia, bo sam nie jest w stanie wszystkiego zauważyć, choć się bardzo stara.
      A niegdysiejszego Borewicza widziałem w telewizji w jakimiś... czymś... i to było okropne. Taki mięsny jeż, tylko kryminalny.

      PS. A teraz nastąpi najważniejszy moment: będę musiał wcisnąć odpowiedni przycisk na ekranie i może tym razem uda mi się nie pomylić "odpowiedz" z "usuń". Uwaga...

      Usuń
    2. Borewicz redivivus rzeczywiście jest jak mięsny jeż - niesmaczny, niezdrowy i dla prostych gustów. Miałam na myśli niegdysiejszego Borewicza sensu stricto, czyli "07 zgłoś się" (leci na Kinie Polska). Oglądam z taką samą przyjemnością jak te trzydzieści parę lat temu (z tym, że wtedy trzeba było kombinować jak koń pod górę, żeby rodzice pozwolili), chociaż dziś widzę niedociągnięcia, których nie dostrzegałam wtedy, choćby nieznośną teatralną manierę aktorów starszego pokolenia (która jednak nie zmienia faktu, że w porównaniu z dzisiejszym badziewiem ten serial to szczyt artyzmu). Nieodmiennie też bawi mnie to, co wtedy było szczytem techniki, a dziś jest eksponatem w muzeum tejże (w dzisiejszym odcinku - "Strzał na dancingu" - pilne informacje Borewicz otrzymał teleksem, w innym prosił koleżankę: "Załatw mi wejście na komputer", na co ta odpowiedziała: "No co ty, samo pisanie programu potrwa ze trzy dni"), oraz ówczesne wyobrażenia o elegancji i wielkim świecie (Victoria i Forum w charakterze krajowych centrów luksusu, Old Spice i Gauloise'y robiące za produkty wykwintne, stosy bananów i numerów "Playboya" na Różycu ilustrujące zepsucie rezydujących tam zbrodniarzy - łza się woku kręci). I za każdym razem ogarnia mnie lekkie przerażenie, bo skoro doskonale pamiętam te przedpotopowe czasy, które ludzie już od dłuższego czasu pełnoletni znają tylko z opowieści przodków, to w jakim ja właściwie jestem wieku? Przepraszam, że się rozpisałam, ale jak porównam dzisiejsze, pożal się mzimu, "kreminały" (i, generalnie, większość produkcji filmowej) z tamtymi, to mi się smutno robi.

      Usuń
    3. Ja też lubię "07 zgłoś się", ale niektóre odcinki sprawiają takie wrażenie, jakby nie tylko aktorzy, ale cała ekipa z kamerzystami i montażystą włącznie była na niezłej bani...:)

      Usuń
  5. Panie Kierowniku, w imieniu własnym i innych czytelników prosiłbym o zrecenzowanie Zanussjańskiego "Ciała obcego". Wygląda na dobry materiał na notkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Krzysztof Zanussi po 40 latach robienia filmów nie recenzuje się sam? ;-)
      Jeśli mi tylko film wpadnie w ręce, to czemu nie. Obejrzałem "Topór 3" (serio - do końca. Zaparłem się i obejrzałem), to mogę i nowego Zanussiego.

      Usuń