2015-01-29

Wkręceni [2014]

Najpierw usłyszałem piosenkę…
„Życie jest małą ściemniarą – francą, wróblicą, cwaniarą…”
…i padłem.
- Żyje, nie padł na wznak – uznał pułkownik Wołodyjowski.
Nie wiedziałem, kto tę piosenkę napisał, nie wiedziałem, kto ją zaśpiewał, ale wiedziałem, że „Wkręconych” mogę zobaczyć, bo przecież najfatalniejsze mam już za sobą i gorzej nie będzie.
Nie było gorzej. Było równie źle.

"Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las..."

Trzech gości wywalono ze śląskiej fabryki. Przepili odprawę, zgubili się wśród świerzopu, na prowincji zostali wzięci za niemieckich inwestorów, qui pro quo, łapówka za inwestycje, w końcu sprawa się rypła i musieli uciekać, ale jeden się zakochał w rudej histeryczce, więc wrócili z wielkim kolorowym kochamciem, muzyczka, napisy, koniec, konsternacja, wypłata.

- Udało nam się osiągnąć dwie najtrudniejsze rzeczy w komedii - wdzięk i komizm - powiedział scenarzysta i reżyser Piotr Wereśniak.
No, niestety… Sukces frekwencyjny – i owszem, udało się osiągnąć, bo 830 tysięcy osób w kinach to wynik imponujący i nie będę się kłócił, że w przypadku filmów to przede wszystkim sukces działu marketingu, który dobrze film rozreklamował ("Ulubieni aktorzy serialowi!", „Nowy film autora scenariusza ‘Kilera’…” itd.) Nie, spoko – 830 tysięcy to naprawdę świetny wynik. Ale wdzięk? Komizm?
- Pokaż mi go… to… palcem, bo chciałbym uwierzyć, że śnię!

Wdzięk…
- Ej, dziołchy! Wy se kupcie takie cycenhaltry do joggingu, bo wam cycki obwisną
- Jadźka jest francowata, powiem ci, ale dobre cycki ma...
- Już od małego Hitlerjugend musiałem ciężko zapierdalać.
- Scheisse w dupie!


- Wzięli nas za szwabów.
- Jakich szwabów?
- Normalnych, hitlerowskich.


- Ma jaja?
- Słucham
- Maja, ja?


Nie wiem, czy ma - zasłonił

I te piosenki egzystencjalne...
 „Czy zimna czy słota, to ciężka robota,
tak stać tu na drodze
i pałę ssać”

Wdzięk, nie?

Komizm…
- Ja będę Guenther Wolf
- A ja będę doktor Friedrich Schweinsteiger
- To ja będę… ja będę.. właśnie, co ja, kurwa, będę?
- Ty, Szyja, będziesz, kurwa, Aleksander Sznycel.
- Nie chcę być Sznycel!
- Dlaczego ty nie będziesz Sznycel?
- Bo nie chcę być Sznycel.
- Dobra, to będziesz Aleksander Gerhard von Sznycel.

- Tego właśnie szukają widzowie – scenarzysta/reżyser rozłożył ręce. W obu trzymał grube pliki tatusiów.
I nie da się ukryć, że może mieć rację. 19 milionów Polaków powyżej 15 roku życia nie przeczytało w zeszłym roku nawet fragmentu książki. Target, że proszę siadać… Aż korci, żeby rzucić cytatem z rycerza Borcha Trzy Kawki i Wuzetkę Kochasiu o ludziach , którzy przedkładają owce nad dziewczęta, ale to by było nie w porządku. To wolny kraj, ludzie mają różne gust, a wymagać trzeba przede wszystkim od twórców, którzy w celu zaspokojenia owych gustów wcale nie muszą sięgać bo metody prymitywne łamane przez debilne i fajnie by było, gdyby nie traktowali swojego targetu jak stada tępych złomów. Nawet jeśli ów target rzeczywiście taki jest. Co jednak wcale nie jest takie pewne.

Lubię śpiewać, lubię tańczyć, lubię zapach rolmopsów z cebulką pomarańczy...

 - Z czystym sumieniem - myślę, że będzie to najlepsza komedia roku – reklamował Piotr Wereśniak.
- Myślę, że „Wkręceni” to najlepsza polska komedia od ostatnich 5 lat! – przelicytował go po premierze Bartosz Opania.
Przede wszystkim, to wcale nie jest komedia. To zlepek scenek, które łączą się tylko bezpośrednio – pierwsza z drugą, druga z trzecią, trzecia z czwartą, ale już druga z czwartą nie łączy się za cholerę, a o tym, żeby czwarta miała jakąkolwiek fabularną czy łączność z dwunastą, mowy nie ma, bo nie ma też scenariusza, a nikomu z ekipy nie chce się pamiętać, co kręcono dwa dni temu.
Reżyser postawił głównie na improwizację – pakował aktorów na plan, rzucał temat, włączał kamerę…
- Czasami używam różnych forteli, np. mówię, że kamera poszła, chociaż wcale nie poszła, albo, że kamera idzie, chociaż wcale tak nie jest.
Smatri, kakoj Makiawel!
…a aktorzy mieli sobie radzić.
Nie radzili sobie. Coś mówili, czasem krzyczeli, czasem zadawali durne, przeciągające scenę pytania a’la Frank Dealey ze „Spadkobierców”, zaś kiedy brakowało pomysłów, a reżyser machał, żeby grać dalej, sięgali po starą, dobrą, „kurwę” albo równie finezyjne „popierdoliło cię?”

Szczyt improwizacyjnej żenuły ekipa osiągnęła w scenie „opracowywania planu” po przyjeździe do hotelu. Stało sobie trzech bezradnych facetów i pierdzieliło rzewne bzdury, pocieszając się w duchu, że przecież reżyser pracuje na kamerze cyfrowej, więc to sobie wytnie i nakręcimy dubelek bez ponoszenia dodatkowych kosztów. A tu zonk – reżyser nie wyciął. Zostawił tę grzybnię i mogła ją zobaczyć cała Polska, dzieci aktorów mogły ją zobaczyć, rodzice, krewni-i-znajomi… Zobaczyć ją mogła także ekipa „Tajemnicy Twierdzy Szyfrów”.
- Chłopaki, klątwa zdjęta! – mógł się cieszyć Jan Wieczorkowski, wydzwaniając do Marcina Dorocińskiego, Pawła Deląga i Piotr Grabowskiego – Ktoś nakręcił gorszą improwizacyjną chujnię niż my.
Rzeczywiście, scena z „TTS”, w której komandoska ekipa improwizuje plan ataku na Dzbanuszek od strony Mydełka i ewakuację przez Kubeczek, Marcin Dorociński charczy flegmicznie, Jan Wieczorkowski się chichra, a cisza zapada co drugą sylabę, w porównaniu ze sceną z „Wkręconych” jawi się jak połączenie „Parszywej dwunastki” z „Żądłem” i zasługuje na odznaczenie państwowe.

To inna scena. Ale równie głupia.

Nie wiem, ile scen „Wkręconych” było rozpisanych precyzyjnie dokładnie w miarę jakoś, a ile improwizowanych – efekt ekranowy pozwala sądzić, że cały film nakręcono metodą „A coś se tam zagrajcie, pogadacie, pośpiewajcie…
- Przydybali, przyłapali babcię w lasku,
nasypali w przedział piasku,
nasypali w przedział soli,
niech się babcia nie… swawoli
.
- skorzystał w pozwolenia Bartosz Opania z finezją cysterny.
…a potem to jakoś posklejamy i wymyślimy jakąś fabułę, dorobimy jakąś ideologię”. Na przykład, że film może być filmowym odreagowaniem „tchórzliwej i zachowawczej reakcji Niemiec wobec działań Moskwy” i "powracających demonów".
- Jaja sobie robisz?
Nie ja – Bartosz Opania.
A odreagowanie owej postawy polegało na powtarzaniu „Jaaaa” i „Danke” oraz tekstach o niemieckim dziadku, który kiedyś był w Polsce i bardzo mu się podobało oraz na machaniu wyprostowanym ramieniem. To tak, jakby upierać się , że „- Waaaas? – Kapusta i kwas” z „Czterech pancernych” było odreagowywaniem rewanżystowskiej polityki adenauerowskich odwetowców z Bonn.

Scenariusz – żaden. Materiału w nim było ledwie na nowelkę, więc każdą scenę rozciągano do granic wytrzymałości widza, w fabularnych dziurach upychając jakieś durne przebieranki, tańce (obowiązkowo z głupimi minami i jak najdurniejszymi figurami), Znaczące Spojrzenia i Miny. Jakakolwiek spójność postaci – zapomnijcie, jakikolwiek kierunek akcji – kamaaan. A na koniec, ponieważ reżyserowi zabrakło materiału – doklejono jeszcze ni w pięć ni w osiem minikomedię romantyczną, równie głupią jak wątek kwiprokwiczny.
- Było tego jednak tak dużo, że z bólem serca musieliśmy też wycinać – spierał się Piotr Wereśniak i tłumaczył - Komedia nie powinna być dłuższa niż 100 minut.
Cóż, ta „komedia” nie powinna być dłuższa niż 30 minut i to wliczając początkowe oraz końcowe napisy.

Pan Krzysztof był na ekranie prawie  ponad  niemal około 20 minut - skutki odczuwa do dziś

Aktorzy… Nie wiem, czy w przypadku tego filmu w ogóle można mówić o aktorstwie. Ani o materiale do grania – postaci miały góra jedną cechę (góra, bo niektóre nie miały nawet jednej). Piotr Adamczyk bardzo się stara nie zejść poniżej przyzwoitego poziomu, ale udaje mu się to zaledwie w połowie scen. Całkiem przyzwoicie wypada Paweł Domagała, ale w końcu ulega sugestii reżysera, że ochjakżekuźwa śmiesznie wygląda z podniesionymi wysoko brwiami i już do końca filmu biega z taką miną. Bartosz Opania gra źle. Nie, przepraszam – nie „źle”. Bartosz Opania gra bardzo źle, gra wręcz beznadziejnie, gra jak piekarnik, gra jak pralka „Frania”…
- Tak naprawdę sądzę, że widzowie nas nienawidzą – zdenerwował się Bartosz Opania - Zazdroszczą nam tego wszystkiego, co sobie na nasz temat wyobrażają. Myślą, że zarabiamy wielkie pieniądze, że mamy wspaniałe życie, mamy talent. I nami pogardzają.
Nieprawda! Daję uroczyste słowo honoru, iż ani razu, ani przez dwie sekundy nie pomyślałem, że Bartosz Opania ma talent.

Krzysztof Stelmaszyk gra przerysowanego głupka całkowicie w konwencji filmu, Marian Opania pojawia się tylko dlatego, żeby można było jego nazwiskiem przyciągnąć paru widzów więcej – jest na ekranie ile? Minutę? Dwie? Raczej minutę… To i tak więcej niż Czesław Mozil, bo on pojawia się na 10 sekund. Piotr Głowacki jest z zupełnie innej bajki aktorskiej i choć jest niższy od kolegów o głowę, to warsztatowo przerasta ich o dwie. Był jeszcze taki facecik z miną kota srającego na puszczy… Nie pamiętam, jak się nazywał i nie mam ochoty sprawdzać. Grał komendanta policji. Znaczy, nie tyle grał, co chodził ubrany jak – gry to ja tam nie widziałem za grosz. Były tylko zaciśnięte usta, wybałuszone oczy i doklejony wąsik. 

Na ekranie pojawiły się także panie – Dominika Kluźniak zagrała kobiecą wersję Krzysztofa Stelmaszczyka z podwójną histerią, Julia Kamińska była Marianem Opanią (30 sekund na ekranie, ale dzięki temu można wpisać jej nazwisko na plakat), Kamilla Baar pokazywała bardzo długie nogi i p-r-a-c-ę a-r-t-y-k-u-l-a-c-y-j-n-ą ze szczególnym uwzględnieniem gry górną wargą, Monika Krzywkowska była momentami zabawna, ale tylko momentami, bo potem reżyser znowu poszedł w improwizacje i się sympatyczna aktorka pogubiła.

Pani Kamillo, zoologia i film. Zwierzę domowe, hodowlane, występujące nad Wisłą. Podać jego odgłos,

Zdjęcia cyfrowo-cukierkowe bez grama polotu, muzyka plastikowo-konfekcyjna, ale większości przypadków nieuwierająca w uszy (dla równowagi tekst piosenki o „francy, wróblicy, cwaniarze” boli i w uszy, i w mózg), OCZYWIŚCIE, helikopter, bo kiedy się robi słomianego misia, to rachunki trzeba mieć na dwieście osiemdziesiąt tysięcy…
- Zapłacimy! Zapłacimy! I nie sprzedamy tego misia żadnemu muzeum, tylko wydamy go na DVD, a potem nakręcimy sequel!
…tradycyjne w każdej polskiej komedii i w połowie dramatów „Za co? – Za jajco!”, scenografia na zasadzie prymitywnego produktplejsmętu i cukierkowe widoczki Zamościa, który pewnie słono zapłacił, by znaleźć się w tym filmie, „bo wie pan, my w zasadzie możemy to nakręcić wszędzie, ale chyba szkoda było takiej reklamy…” I żałosne sceny zbiorowe, w których wystąpiło może 30 osób, podzielonych na dwa plany.

Nie warto. Nędzne, pozbawione jakiegokolwiek wdzięku gie. Aczkolwiek twórcom należą się wyrazy uznania, że potrafili sprzedać je z rozmachem aż 830 tysiącom ludzi.

Na wieść, że nie zagra we "Wkręconych 2" Piotr Adamczyk wpadł w euforyczny stupor.
 

Varia
1. Wybór piosenek – Robert Kozyra. Public relations z gatunku sprytnych.
2. W końcowych podziękowaniach wymieniony jest prezydent Zamościa Marcin Zamoyski. Nie jest już prezydentem Zamościa. Przypadek?
3. Hotel, w którym mieszkają bohaterowie (nie, nie ten, w którym imprezują, tylko ten z drugiej części filmu), nie znajduje się w Zamościu, tylko w Serocku.
4. Konsultacja balonowa – trzy osoby. Tłumaczenie – osiem osób. Efekty specjalne – dwanaście osób plus jedno studio. Zasadność – odwrotnie proporcjonalna, bo balon przynajmniej był.
5. Nie było cycków. Trzech napizganych Ślązaków, sześć kobitek w pokoju hotelowym i nie było cycków. Był za to jeden wolny biustonosz - ponieważ wszystkie dziewczyny swoje biustonosze miały na sobie, a Paweł Domagała i Bartosz Opania nie zdejmowali koszul, uznać należy, że ów wolny biustonosz należał do Piotra Adamczyka.

Rozmach finałowej sceny zbiorowej też był improwizowany


===========
Wkręceni
2014
Czas:
96 minut
Reżyseria: Piotr Wereśniak
Scenariusz: Piotr Wereśniak
Obsada: Piotr Adamczyk, Bartosz Opania, Paweł Domagała, Krzysztof Stelmaszyk, Dominika Kluźniak, Monika Krzywkowska, Kamilla Baar, Kacper Kuszewski, Piotr Głowacki, Marian Opania i inni
Dofinansowanie PISF: nie było, dzięki Bogu.

22 komentarze:

  1. Dobrze wiedzieć, że Pan żyjesz bo nic tak dobrze nie działa na nudę w pracy jak ...szmuwi czy ...gon. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michał Pęczek30 stycznia 2015 15:06

      Ha, zgadzam się w stu procentach, wpadłem tydzień temu, dość przypadkowo (a właściwie dzięki Autorowi, chwała Facebookowi, wreszcie na coś się przydał :) ) i zamieszkałem na stałe. Na razie czytam archiwa, śmiechem parskam niezmiennie i śledzę na bieżąco. A już niedługo wraca Poligon :))) Pytanie do Autora, który ogląda polskie filmy i polską Ekstraklasę - jak tam zdrówko psychiczne? ;)

      Usuń
  2. W tekście błędnie jest napisane nazwisko Krzysztofa Stelmaszyka (w obsadzie jest podane poprawnie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. /zawstydził się, poprawił, podziękował za wyłapanie/

      Usuń
    2. Nie za ma co, polecam się :).

      Usuń
  3. Co to za strona? Pozdrawiam. MONIKA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta strona tutaj? To strona przedstawiająca zalety korzystania z wózków widłowych, ale ponieważ jeszcze nie mam wózka widłowego, to w oczekiwaniu na - zabijam czas pisaniem o polskich filmach.

      Usuń
    2. Ja zamiast wózka widłowego mam wózek oraz widły. Pozdrawiam wszystkich czytelników :)

      Usuń
  4. Co Sz. Autor Myśli o Ziarnie Prawdy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O książce? Że to sprawnie napisany kryminał z jednym bardzo kompromitującym momentem oraz rozczarowującym jednak rozwiązaniem zagadki.

      Usuń
  5. Czy Hiszpanka będzie kiedyś czy Autor poległ oglądając?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twardy jestem jak Giewont. Wytrwałem do końca i myślę, że scenarzysta Barczyk powinien wytrzaskać reżysera Barczyka po gębie. Ale nie spodziewam się, bo podejrzewam, że działali w zmowie.
      A poważniej: była szansa, spora. Pomysł, konwencja, plastyka... Niestety, szansa została zmarnowana. Głównie przez reżysera.

      Usuń
  6. Panie! A mozna u Pana zamowic recenzje na żądany film,he ? Sirjusly ciekaw jestem Pana opinii Panie na temat ten i ówien.
    Prosbe swa motywuje tym iz potrafisz Pan Panie ladnie opisac to co i mnie w duszy siedzi ino slow nie starcza, a tak przeczytam i juz wiem , jak mowil Gajos w Big Bangu "no jak to powiedziec zeby to wyrazic?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zamówić" chyba nie (bo to słowo od razu uruchamia skojarzenia pieniężne i nie, żebym był przeciw - w końcu zarabiam na życie pisaniem - ale stawki u mnie rynkowe ;-)) "podrzucić do obejrzenia i liczyć, że" - i owszem.

      Usuń
    2. Ja tez myslalem o zamowieniu "bezgotowkowym".
      Dwa pierwsze ktore mi przychodza na mysl to dwa na Pe:
      -klasyk Pociag
      -i mniej znany Pingwin
      Bede zobowiazan za panska opinie na owe, jako ze sa one memu sercu bardzo bliskie.

      Usuń
    3. Z "Pingwinem" zabawna sprawa - pisałem niedawno tekst o mieszkaniach w kinie PRL i z tej okazji obejrzałem ten film ponownie. Pewnie więc w przyszłości raczej bliższej niż dalszej pojawi się na blogu.

      Usuń
  7. To pod ten temat zapewne Rozwodow Nie Bedzie, tez Pan obaczyles, hmm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieeee, ja to znam na pamięć

      Hmmm, to zabrzmiało dwuznacznie... :-)
      Tak, przy okazji pisania przypomniałem sobie (bo oglądałem go już kilkanaście razy) i ten film.

      Usuń
  8. A ow tekst o mieszkaniach pe er el owskych w kinie, to gdzie mozna przeczytac ? Ciekawym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie można, ale się przygotowuje do druku. Tylko uprzedzam: publikacja naukowa, -izmy, -acje, metakoherentności i parasimulakra, a wspomniany tekst będzie "inter pares" i to niekoniecznie "primus" :-)

      Usuń
    2. O ku..wa , musialem sie otrzasnac z szoku, troche mi zajelo, pozniej poprosilem wujka Gugiela o pomoc, ale staruszek byl bezradny wobec parararcostamcostam...enyhau,enyuej, Pan dasz znac gdzie bedzie udostepnion owy, biere to wyzwanie na klate...

      Usuń
  9. Facecik z miną kota srającego na puszczy to Kacper Kuszewski, znany głównie z roli Marka Mostowiaka z "M jak miłość" ;-)

    OdpowiedzUsuń